"Chodzi o dzieła sztuki niezastąpionej wartości i w tym przypadku nie miało sensu ubezpieczanie ich od kradzieży" - dodał.
Niektórzy eksperci oceniali w niedzielę, że oba obrazy ze względu na ich sławę są praktycznie nie do odsprzedania. Dlatego celem rabusiów mogło być np. szantażowanie towarzystw ubezpieczeniowych.
W niedzielę rano do Muzeum Narodowego w Oslo wtargnęło dwóch zamaskowanych osobników, którzy, grożąc strażnikom bronią, w przeciągu niespełna minuty wynieśli arcydzieła Edwarda Muncha. Złodzieje uciekli następnie samochodem, w którym czekał ich wspólnik.
W poniedziałek rano norweska policja poinformowała, że nie otrzymała dotąd żadnego żądania okupu za skradzione obrazy. Według prasy w Oslo policja bierze pod uwagę trzy główne wersje rabunku: kradzieży na zlecenie, "porwania" dla okupu, a także spektakularnej akcji, mającej zwrócić uwagę na jej sprawców.
"Krzyk" już raz, w 1994 roku, został skradziony. Nie można go było znaleźć przez trzy miesiące. W końcu policjanci wpadli na trop dzieła w hotelu w mieście Asgardstrand, 65 kilometrów na południe od Oslo. Aresztowano wówczas trzech Norwegów.
Złodzieje usiłowali wtedy wyłudzić od rządu norweskiego 31 milionów dolarów. Okupu nigdy nie zapłacono.
ss, pap
