Trzy światy w drodze ze wschodniej Ukrainy do granicy z Polską. „Pretensje zachodnich kanapowców”

Trzy światy w drodze ze wschodniej Ukrainy do granicy z Polską. „Pretensje zachodnich kanapowców”

Zniszczony blok w Kijowie po ostatnich atakach dronami
Zniszczony blok w Kijowie po ostatnich atakach dronami Źródło: PAP/EPA / Oleg Petrasyuk
Jadąc ze wschodniej Ukrainy w kierunku zachodnim, do granicy z Polską, mam wrażenie, że przejeżdżam dwa, a może nawet trzy światy. Ale pretensje zachodnich kanapowców o to, że Kijów żyje normalnie, niezmiennie wywołują we mnie uśmiech politowania. Nikomu bowiem w Polsce nie życzę nawet tej kijowskiej normalności.

Od naszej granicy do umownej linii Kijów-Odesa w Ukrainie panuje względna normalność. Jak bardzo jest ona względna pokazuje niedawny atak rakietowy w mieście Umań, o którym w Polsce do tego czasu – podejrzewam – mało kto w ogóle wiedział. Kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych, w tym dzieci, kilkadziesiąt rannych. Ot, taka nowa normalność Ukrainy od 14,5 miesiąca. Bo co tam jakiś jeden atak w tę, czy w tę.

Otóż nie. Ukraina nowej „normalności” uczyła się bardzo długo. Pierwsze tygodnie w tym kraju były szokiem. Na dźwięk syren oznaczających alarm z powietrza wszyscy się kulili i ukrywali. Miasta były martwe, puste, wyludnione, większość handlu i usług działała w ograniczonym zakresie. Nawet w takim Lwowie, który na początku wydawał się oazą spokoju – do pierwszego ataku rakietowego w tym mieście w marcu 2022 roku.

Źródło: Wprost