Wewnętrzny rozpad prezesa

Wewnętrzny rozpad prezesa

Prezes PiS Jarosław Kaczyński 18 lipca w Sejmie
Prezes PiS Jarosław Kaczyński 18 lipca w Sejmie / Źródło: sejm.gov.pl
Wydarzenia ostatniego tygodnia to dowód na bezsilność opozycji. Mimo różnic programowych powinna się ona jak najszybciej połączyć. Zagrożenia są zbyt poważne, żeby z tym zwlekać – mówi prof. Jadwiga Staniszkis, socjolożka.

Poziom politycznych emocji osiągnął już szczyt?

Emocje ze strony opozycji, ale też ludzi zebranych przed Sejmem i Pałacem Prezydenckim, są całkowicie zrozumiałe. Odbywa się teraz coś bardzo niebezpiecznego, czyli zmiana ustroju. Zmiany w Sądzie Najwyższym dotyczą także ewentualnego sparaliżowania Trybunału Stanu i przyszłych wyborów. Skład konstytucyjny Krajowej Rady Sądownictwa to podstawowa instytucja rządów prawa. I ta zmiana ustroju odbywa się w trybie zwykłej ustawy. To jest nie do przyjęcia. Porównywałam nasz obecny stan do Republiki Weimarskiej. Tak właśnie niszczono demokrację, używając mechanizmów parlamentarnych.

Zmiany dotyczące wymiaru sprawiedliwości są radykalne, ale – zdaniem partii rządzącej – konieczne, bo obecnie sędziowie mają bardzo mały poziom zaufania Polaków.

Zmiany w Sądzie Najwyższym dotyczą także Trybunału Stanu. Widać, że politycy PiS obawiają się, że oni i prezydent Duda w przyszłości przed nim staną. Dlatego chcą wpływać przez Sąd Najwyższy na jego skład. Ale Sąd Najwyższy to jest także ocena rzetelności wyborów. Ewentualne skargi wyborcze idą właśnie do niego. Ręczna zmiana składu SN jest nieprzyzwoita. To przygotowywanie gruntu pod przyszłe wybory. PiS przejawia chorobliwy brak zaufania i podejrzliwość.

Co w tej sytuacji?

Liczę na to, że ludzie dostrzegą pełzający proces niszczenia demokracji i się obudzą. Poza tym Unia Europejska bacznie śledzi zmiany w polskim prawodawstwie. Andrzej Duda, któremu tak bardzo podobało się grzanie się w świetle prezydenta Donalda Trumpa i brytyjskiej pary książęcej, zaczyna się obawiać ostracyzmu na Zachodzie, być może dlatego bardzo delikatnie wprowadza poprawki do przyjmowanych przez PiS przepisów. Doszło do niego, że nie podoba się to zagranicy i robi minimalny krok wstecz.

A jak pani profesor odbiera zmiany proponowane przez PiS?

Dziś czuję się nimi dotknięta, obrażona i zaniepokojona. W ten sposób się tego nie robi. Na pewno Unia Europejska ukaże Polskę w następnym budżecie. PiS ma jednak też na swoim koncie pozytywne posunięcia, takie jak polityka energetyczna czy wspieranie biednych, wielodzietnych rodzin. Ale jeśli chodzi o wymiar sprawiedliwości, to argumenty, iż suweren chce sprawnych sądów, są nietrafione, bo sprawność osiąga się, wprowadzając informatyzację, większe zaplecze techniczne, asesorów, asystentów sędziów, lepsze archiwa. Czyli wszystko to, co przyspiesza działanie, pozwala na zaznajomienie się ze wszystkimi aspektami spraw, które toczą się przed sądami. Dwie cechy działań PiS, czyli arbitralność, którą wprowadza z reguły minister, a także nacisk na dyscyplinowanie sędziów Sądu Najwyższego, pokazuje kompleksy, frustracje i strach rządzących. Za tym wszystkim kryje się strach małych, a w przypadku Kaczyńskiego – także zrozpaczonych ludzi. Nazwiska ludzi z PiS, którzy się na to godzą, będą na czarnej liście we wszystkich podręcznikach historii. Przez wieki będą w nich widnieli jako ci, którzy niszczyli państwo. Patrzę na to wszystko ze smutkiem. Jedynym „pozytywnym” efektem zamieszania na szczytach władzy może być fakt, że klub Kukiz’15 w zamian za głosy w sprawie SN i KRS dostanie jakieś stanowisko.

Jakie?

Na przykład Kukiz zastąpi Glińskiego, który niszczy wolność w sferze kultury.

Emocje podczas przeprowadzania reformy dotyczącej wymiaru sprawiedliwości były też po stronie PiS, szczególnie w słowach Jarosława Kaczyńskiego, który mówił o opozycji per „zdradzieckie mordy”.

Po stronie PiS widać było przedziwną radość z obserwowania bezsilności opozycji. Gwałtowne wystąpienie Kaczyńskiego pokazało jego wewnętrzny rozpad po śmierci brata. Prezes PiS bardzo ostro reaguje, kiedy myśli, że rozgrywa się osobę brata przeciwko niemu. Poza tym zobaczyłam coś, co mnie zupełnie zbrzydziło. Młodzi politycy PiS o gładkich fryzurkach klepali oportunistyczne, popierające te niekonstytucyjne zmiany wystąpienia. Ten oportunizm był dla mnie obrzydliwy. Są gotowi poświęcić swoją wolność dla swoich ambicji, nie wiedząc, że Jarosław Kaczyński z jednej strony wymaga oportunizmu, a z drugiej strony nim gardzi.

Widać było, że słowa Jarosława Kaczyńskiego z mównicy wyrażały ogromny ból.

Ja widziałam krzywy uśmiech na twarzy. Jarosław Kaczyński ma szalony żal do Platformy o nieprzygotowanie wizyty do Smoleńska. Ale z drugiej strony ludzie z Kancelarii Prezydenta, jak Jacek Sasin, też nie przygotowali tej wizyty. Sytuacja z ubiegłego tygodnia jest dowodem na traumę Kaczyńskiego i bezsilność opozycji, która powinna się jak najszybciej połączyć. Mimo dzielących ich różnic programowych. Zagrożenia są zbyt poważne, żeby z tym zwlekać.

Trauma Jarosława Kaczyńskiego po tragedii jest niewątpliwa, co pokazały słowa „zamordowaliście go”. Prezes PiS dał więc asumpt opozycji, by przez najbliższy czas mogła mówić, że Jarosław Kaczyński dokonuje zmian w Polsce z zemsty?

Obwinia właściwie cały świat za tę tragedię. Jednak na tego typu emocje polityk nie może sobie pozwolić. Szczególnie polityk, który – jak ktoś powiedział słusznie – jest tchórzem, bo się kryje z tyłu za PiS, nie obejmując formalnie stanowiska odpowiadającego jego realnej władzy. Mimo że Kaczyński nie ma już w życiu nic innego poza tą polityką, nie może sobie pozwolić na takie słowa. To pławienie się, pokrętna satysfakcja z bezsilności dzisiejszej opozycji jest też czymś bardzo smutnym. Nie można za pomocą takich emocji niszczyć czegoś bardzo realnego, demokracji rządów prawa, konstytucji. Zgadzam się, że prawdziwym suwerenem jest metapoziom, czyli konstytucja, która jest emanacją ludu, który wybrał posłów, a ci większością uchwalili konstytucję. Póki ona nie zostanie zmieniona w sposób prawidłowy, musi być przestrzegana. A ją i prezydent Duda, i PiS łamią bez mrugnięcia okiem.

Prezydent Duda sprzeciwił się PiS, zgłaszając swoje poprawki. Czy to ustalony scenariusz między pałacem a Nowogrodzką?

Nie sprzeciwił się. Jego reakcja była za słaba i zbyt późna. To żaden bunt. Równocześnie podpisywał niekonstytucyjne nominacje sędziów do Trybunału Konstytucyjnego. Jego zachowanie pokazuje tylko tyle, że przygotowuje się na kontynuowanie władzy.

Jednak jego poprawki dotyczące wyboru sędziów Sądu Najwyższego sprawią, że nie wystarczy głosów klubu Kukiza i PiS, żeby ich przegłosować.

Jest jeszcze sporo tak zwanych niezależnych posłów, których PiS pozyska. Oczywiście nie za darmo. Do Andrzeja Dudy dociera, jak na reformy PiS reaguje świat zachodni. Nie chce zostać człowiekiem za burtą, którego wszyscy będą ignorowali. Poza tym te posunięcia PiS ograniczały jego własną władzę. To jest dla mnie po prostu niepoważne.

Mówi pani profesor o ograniczeniu władzy prezydenta, którą proponował PiS. Ale czy zachowanie prezydenta nie jest podskórną walką ze Zbigniewem Ziobrą o prymat lidera, być może przyszłego lidera – na prawicy?

Andrzej Duda nie ma na to szans. Wspierałam Zbigniewa Ziobrę, gdy Solidarna Polska buntowała się przeciwko PiS. Ziobro wydaje się człowiekiem słabym, ale równocześnie ma wyczucie, które punkty systemu trzeba opanować, żeby skumulować władzę. W jego wypadku działają inne mechanizmy niż u Kaczyńskiego. Ale ani Ziobro, ani Duda nie są tu największym zagrożeniem dla Polski. Największym są młodzi ludzie, którzy są wychowankami zaplecza Kaczyńskiego, takiego, jak na przykład Marek Suski. Każdy nowy poseł ma swojego protektora, a ich poziom jest przerażający. Ich gotowość na wszystko zwiększa jeszcze bezsilność opozycji. Bo apele o przyzwoitość i szacunek dla rządów prawa uderzają w próżnię.

Jak skończy się konflikt polityczny? Dojdzie do przelewu krwi?

Ja już żyję tak długo, że widziałam większe emocje w systemie komunistycznym, gdzie używano przemocy. Nie sądzę, by doszło do przelewu krwi. Wybuchy emocji są coraz bardziej zrytualizowane. Ludzie robią to, żeby wewnętrznie poczuć się lepiej. Sama głosowałam na PiS. Teraz tego nie zrobię. Przyjdą kolejne wybory i wyborcy po opublikowaniu listy tych 41 posłów, którzy projekt o Sądzie Najwyższym złożyli podobno w ciemno, przypomną sobie w okręgach, że ich wybrany PiS-owiec za tym głosował. To powinno doprowadzić do koniecznego zjednoczenia opozycji. Bycie w Sejmie to w tej chwili katorga. Pamiętam z lektur, w których opisywano lata 20. i Niemcy. Nazwiska wszystkich posłów z tego okresu są w aneksach niemieckich podręczników historii na liście przestępców, którzy krok po kroku, poprzez parlamentarne metody, ograniczyli władzę instytucji demokratycznych. Jesteśmy na tej równi pochyłej, to trzeba zatrzymywać. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 30/2017
Więcej możesz przeczytać w 30/2017 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także