O. Rydzyk i Czarnek przepisali historię Polski. Zaskakujący układ

O. Rydzyk i Czarnek przepisali historię Polski. Zaskakujący układ

Dodano: 
O. Tadeusz Rydzyk, Przemysław Czarnek
O. Tadeusz Rydzyk, Przemysław Czarnek Źródło: PAP / Albert Zawada
Kulisy relacji o. Rydzyka i Przemysława Czarnka pokazują, jak wpływy środowisk polityczno-kościelnych mogły kształtować narrację o historii Polski i decyzjach w edukacji.

Nakładem wydawnictwa Otwarte ukazała się książka „Czarnek. Biografia nieedukacyjna” autorstwa Justyny Sucheckiej i Piotra Szostaka. Publikujemy premierowo jej fragment.

O. Rydzykowi ewidentnie spodobało się, że Przemysław Czarnek skutecznie realizuje politykę historyczną ufundowaną na marzeniach Jarosława Kaczyńskiego. W sierpniu 2022 roku podczas pikniku Radia Maryja w Toruniu redemptorysta dużo mówił o dzieciach i młodzieży. I znów zwracał się do Czarnka.

„Dostałem już, panie ministrze, jeden egzemplarz do HiT-u, historia i teraźniejszość”. Ojciec Rydzyk ocenił podręcznik do nowego przedmiotu jako świetny. „Mówię to tutaj, bo zaopatrzcie się, nie tylko dla dzieci, właściwie to wszyscy powinniśmy to mieć” – zachwalał. „Najnowsza historia Polski pięknie pokazana. To, że jest dobra, to widać, jak niepolscy Polacy się denerwują. To widzimy w tych mediach niektórych”.

W mediach toruńskich na temat jedynej słusznej wersji historii regularnie wypowiadał się bliski współpracownik Czarnka – Mieczysław Ryba. Z naszych ustaleń wynika, że to jemu też w dużej mierze Czarnek zawdzięcza tak dużą przychylność Rydzyka. Mieczysław Ryba to jego zaufany człowiek, wykładowca toruńskiej uczelni. Zakonnik miał domagać się nawet od PiS-u wpisania historyka na listę w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ostatecznie startował tylko w wyborach do sejmiku lubelskiego. W efekcie został radnym, a następnie wybrano go na wiceprzewodniczącego sejmiku.

Jeden z czołowych polityków Prawa i Sprawiedliwości latem 2025 roku powie nam tak: – Czarnek bardzo dbał, żeby mieć dobre relacje z Rydzykiem i jego ludźmi. Być blisko. Równocześnie miał wokół siebie za dużo tych radykałów.

Ci „radykałowie” to nie tylko Ryba. Szczególnie blisko Czarnek trzymał się też z innymi członkami Klubu Inteligencji Katolickiej imienia Profesora Czesława Strzeszewskiego, którego prezesem Ryba jest już od 2012 roku. Czarnek dołączył do niego w roku 2015 i błyskawicznie, bo jeszcze w tym samym roku, został wiceprezesem. Już w 2008 roku członkiem zarządu był tu Radosław Brzózka (późniejszy rzecznik prasowy wojewody i prawa ręka ministra), tu działał też Paweł Skrzydlewski (ten od „cnót niewieścich”) i profesor Cezary Taracha. Choć ten ostatni na KUL-u zajmuje się historią i kulturą krajów języka hiszpańskiego, Czarnek uczyni go ekspertem od rozdzielania środków publicznych w jednym ze swoich konkursów.

W roli ekspertów w różnych konkursach Czarnek będzie też obsadzał specjalistów z otoczenia Rydzyka, między innymi doktora Tomasza Sińczaka 20, Mariana Widelskiego 21 czy związaną z Telewizją Trwam Martę Strugałę.

„Czarnek. Biografia nieedukacyjna” – okładka książki

Publiczne upomnienie

Ale nawet te liczne powiązania i znajomości nie uchroniły go przed potknięciem w relacjach z Rydzykiem. Akademia Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, czyli szkoła założona przez ojca Tadeusza Rydzyka, jesienią 2023 roku otrzymała zgodę na utworzenie wydziału lekarskiego. Decyzję o pozytywnej opinii w tej sprawie Ministerstwo Edukacji i Nauki ogłosiło na Twitterze – kilkanaście dni po tym, jak redemptorysta skrytykował ministra Czarnka. Po raz pierwszy i jak się okazało, ostatni.

A było to tak: 6 września do sztandarowej audycji Radia Maryja Rozmowy niedokończone zadzwonił sam Tadeusz Rydzyk. Na początku życzył Polsce, „aby w wyborach wybrała najlepszych”. Potem wyraził swoje zmartwienie tym – jak stwierdził – czy rzeczywiście Polacy zrobią to najlepiej.

I wtedy nieco zaskoczył słuchaczy: „Czekamy chyba rok na zatwierdzenie kierunku lekarskiego w Akademii Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Nie idzie to” – mówił, podkreślając, że ani on, ani zgromadzenie nie ma z tego tytułu żadnych korzyści materialnych. „Szanuję pana ministra Czarnka, ale – po raz pierwszy to mówię – jestem do pewnego stopnia rozczarowany. Tak długo prosimy o wydział lekarski. Jeśli robimy jakieś błędy w dokumentach, to niech nam to powiedzą. Od czego minister ma dyrektorów?” Rydzyk kilka razy podkreślił, że zależy mu na uczelni. „Potrzeba nowych ludzi, zależy nam na wartościowych lekarzach, którzy będą naprawdę oddani”. Czarnkowi i jego dyrektorom naprawienie tego błędu zajęło więc dwanaście dni.

Cała wstecz

Czarnkowi zapewne przez cały ten czas wydawało się, że działa na rzecz nie tylko Rydzyka, ale i Kościoła katolickiego w ogóle. Publicznie krytykował papieża Franciszka czy księdza Adama Bonieckiego, wieloletniego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, mówiąc: „Ksiądz Boniecki to nie jest Kościół katolicki czy chrześcijański, to jest jakiś Kościół neoprotestancki. Bo to nic wspólnego z dziesięcioma przykazaniami Bożymi nie ma”.

Te zdania z Radia Wrocław poniosły się zresztą szerokim echem. „Minister Czarnek jest najlepszym świadectwem, że edukacja religijna w PL poniosła klęskę” – ocenił na Twitterze filozof i teolog Jarosław Makowski, szef Instytutu Obywatelskiego – think tanku związanego z PO. W rozmowie z nami dodał, że jego zdaniem Czarnek „z taką wiedzą nie zostałby, gdyby były rzetelne egzaminy, nawet ministrantem, ale w państwie PiS-u został ministrem edukacji”.

Podkreślił, że „twierdzenie, że Kościoły protestanckie nie mają nic wspólnego z dziesięcioma przykazaniami, jest jawną bzdurą”. „Ale minister nie od dziś jest znany z tego, że zachowuje się jak słoń w składzie porcelany. Abstrahując, że nie ma Kościoła Adama Bonieckiego. Ba, nie ma nawet Kościoła papieża Franciszka. Jest Kościół Jezusa Chrystusa” – zastrzegł. „Jak mówił ksiądz Józef Tischner, ten Kościół nigdy nie wojował myślą. Czas, żeby katolicy, jeśli biskupi tego nie chcą, zaczęli wojować myślą. Nie tylko strzelistymi aktami pobożności. Bo, znów Tischner: »pobożność jest ważna, ale rozumu nie zastąpi«”.

Czarnek zaś na udry szedł nawet z prawicowym publicystą Tomaszem Terlikowskim. W tym kontekście historia tego ostatniego wydaje się zresztą bardzo ciekawa, bo to on przez lata uważany był za jednego z największych katolickich radykałów w Polsce. Z wiekiem dla niego – i jego dzieci – te poglądy stawały się jednak coraz bardziejzniuansowane. Zupełnie inaczej niż u Czarnka, dla którego tezy Terlikowskiego coraz częściej były zbyt „lewackie”.

Gdy jeszcze Czarnek był w ministerstwie edukacji, opublikowaliśmy na portalu TVN24 tekst pod wiele mówiącym tytułem „Religia według Czarnka to problem nawet dla PiS. Na marzenia ministra nie ma pieniędzy. Jest za to…ateistyczne zagrożenie”.

„Religia obowiązkowa brzmiała świetnie, ale z obowiązkową etyką jest już gorzej. Bo jak wytłumaczyć naszym wyborcom, że wydamy miliony na widzimisię ateistów?” „To by jednak było za drogie”. „Nie mamy zgody”. „Politycznie niewygodne w kampanii. Nawet wśród naszych wyborców są tacy, którzy uważają, że miejsce katechezy jest w kościele”. „Nikt poza Czarnkiem tego tak naprawdę nie chce”.

Takie zdania usłyszeliśmy wtedy od polityków PiS-u i wysokiego szczebla urzędników państwowych, gdy pytaliśmy, co z planem wprowadzenia obowiązkowego wyboru między religią a etyką. O tym, że Czarnek był dość osamotniony, świadczyły już wtedy wyniki sondaży. Zajrzyjmy do takiego przeprowadzonego w listopadzie 2022 roku dla portalu OKO.press. Wynikało z niego, że 61% badanych uważa, iż miejsce lekcji religii jest w parafii. Nawet 43% wyborców PiS-u było takiego zdania.

I tak, Czarnek miał sojuszników w mediach ojca Rydzyka, ale od jednego z polityków obozu rządzącego słyszeliśmy: „Ale jeśli pani myśli, że on tam jest ulubieńcem, to się pani myli. On tam musi stać w długiej kolejce za Ziobrą, Żarynem [byłym senatorem PiS-u – przyp. aut.]. Opowiada im tam o tej religii, bo jako młody stażem w Sejmie musi się wykazać”.

Próbował, starał się bardzo. A co z tego wyszło? Jesienią 2023 roku PiS musiał oddać władzę i zaczęło się dziać dokładnie to, przed czym Czarnka ostrzegali koledzy z rządu. Koalicja 15 Października powierzyła władzę w resorcie edukacji Barbarze Nowackiej, polityczce znanej z promowania idei świeckiego państwa. Przekręcono wajchę, i to bez mrugnięcia okiem.

Religia nie tylko nie stała się obowiązkowa, ale w chwili, gdy piszemy te zdania, jest jej w szkołach mniej. Barbara Nowacka – wbrew głośnym protestom hierarchów kościelnych i katechetów – postanowiła zmniejszyć liczbę lekcji do jednej tygodniowo. I nie poddała się w tej kwestii ani naciskom kolegów z PSL-u, którym się ten pomysł nie spodobał, ani próbom odwrócenia jej decyzji przez Trybunał Konstytucyjny.

– Kiedy mówiliśmy Czarnkowi, że to się tak skończy, nie wierzył. Paradoksalnie jego wojujący katolicyzm może się teraz przyłożyć do laicyzacji państwa. Ale on pewnie nawet tego nie dopuszcza do swojej głowy – mówi jeden z posłów Prawa i Sprawiedliwości.

Czytaj też:
Oto cel Mateusza Morawieckiego. „Mówił o tym w gronie współpracowników”

Źródło: WPROST.pl