PiS ma problem z wyborami. „To fundamentalna zmiana reguł gry”

PiS ma problem z wyborami. „To fundamentalna zmiana reguł gry”

Jarosław Kaczyński
Jarosław Kaczyński Źródło: Newspix.pl / Damian Burzykowski
Biorąc pod uwagę to, jak PiS w ostatnim czasie rozregulowało przepisy dotyczące finansowania kampanii wyborczych, to nakładające się kampanie: parlamentarna i samorządowa oraz nieprzejrzystość zapisów kodeksu wyborczego co do finansowania kampanii, mogłyby działać raczej na korzyść partii rządzącej – mówi w rozmowie z „Wprost” dr hab. Adam Gendźwiłł, politolog, socjolog oraz ekspert ds. polityki lokalnej i zachowań wyborczych z Uniwersytetu Warszawskiego.

Aleksandra Gieracka, „Wprost”: W związku z nałożeniem się na siebie w przyszłym roku dwóch kampanii Prawo i Sprawiedliwość przymierza się do przesunięcia terminu wyborów samorządowych na wiosnę 2024 r. Czy to jest konieczne?

Dr hab. Adam Gendźwiłł: Odbywające się w bardzo krótkim odstępie wybory samorządowe i parlamentarne są z pewnością problemem. Przede wszystkim organizacyjnym dla Państwowej Komisji Wyborczej i całej administracji odpowiedzialnej za przebieg tego procesu – za rejestrację kandydatów, szkolenie komisji wyborczych, przeprowadzenie głosowania w ok. 25 tys. obwodów. Zwłaszcza wybory samorządowe, w których startuje 200 tys. kandydatów, są olbrzymim i skomplikowanym logistycznie przedsięwzięciem.

Przeprowadzenie dwóch wyborów jednocześnie jest kłopotliwe, czy nierealne?

Z tego, co mówią przedstawiciele PKW, to nie jest absolutnie niemożliwe. Ale im bardziej napięte terminy, tym większe ryzyko błędów. Mieliśmy już złe doświadczenia z wyborami samorządowymi w 2014 r. Gdyby znowu coś poszło nie tak, mogłoby to podważyć dodatkowo zaufanie do procesu wyborczego. Drugi, zupełnie osobny aspekt, to jest kwestia dynamiki kampanii wyborczej, tzn. nakładania się na siebie kampanii parlamentarnej i samorządowej. Tego do tej pory w Polsce nie było. W ostatnich cyklach wybory parlamentarne i samorządowe były od siebie oddalone o co najmniej rok.

PiS ma problem na własne życzenie. O tym, że dojdzie do kumulacji terminów było już wiadomo, gdy partia rządząca wydłużała kadencje samorządom z czterech do pięciu lat.

Te rzeczy były oczywiste i można było je przewidzieć. Eksperci ostrzegali, że wydłużenie kadencji rozreguluje nam cykle wyborcze, i że do nałożenia się terminów wyborów dojdzie po raz pierwszy już w 2023 r., a potem będzie się cyklicznie wydarzać, o ile te organy będą miały pełne kadencje. Nie wiem, co zakładali sobie tworzący wówczas to prawo, ale ten problem należało rozwiązać już wtedy, a nie zajmować się nim teraz, w bardzo krótkim okresie przed wyborami. W przypadku prawa wyborczego, czyli reguł, w ramach których wybieramy sprawujących władzę, powinniśmy być maksymalnie przejrzyści i stabilni. Ci, którzy te reguły zmieniają, powinni to robić bardzo ostrożnie, najlepiej z bardzo dużym wyprzedzeniem, tak żeby uniknąć posądzenia o wprowadzanie modyfikacji dla interesu swojego ugrupowania. To jest bardzo delikatna materia.

Artykuł został opublikowany w najnowszym wydaniu tygodnika Wprost.

Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także