Kopenhaga: wszystko kręci się wokół pieniędzy

Kopenhaga: wszystko kręci się wokół pieniędzy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przedstawiciele 200 krajów uczestniczą w Kopenhadze w konferencji na temat zmian klimatycznych, jednej z najbardziej skomplikowanych zagadek dyplomatycznych, które kiedykolwiek miały miejsce. A stawka, o którą toczy się gra jest jeszcze większą niewiadomą pisze holenderski „NRC Handelsblad”.
Z naukowego punktu widzenia chodzi o to, co należy zrobić, aby zatrzymać efekt globalnego ocieplenia na dwóch stopniach Celsjusza. W praktyce uczestnicy COP15 (Konferencja 15 Partnerów) muszą wpierw zadecydować, kto poniesie koszta operacji. Teoretyczne rozwiązanie jest bardzo proste: należy podzielić ilość gazów cieplarnianych wydalanych do atmosfery przez liczbę ludzi na ziemi.

Problem w tym, że produkcja gazów cieplarnianych jest znacznie wyższa w krajach bogatych niż w krajach biednych. Przeciętny kraj w Afryce wytwarza zaledwie około dwóch ton dwutlenku węgla rocznie, podczas np. Australia produkuje 27 ton.

W Kopenhadze na temat katastrof jakie mogą spotkać świat, będzie się mówić niewiele, głównym tematem będą właśnie pieniądze oraz problem dystrybucji zasobów finansowych pomiędzy krajami. Nigdy dotąd nie było sytuacji, aby większość krajów świata dyskutowała na temat przenoszenia pieniędzy z krajów uprzemysłowionych do krajów rozwijających się.

Kraje uprzemysłowione są główną przyczyną problemu – ze względu na ich niepohamowany wzrost w XIX wieku. Kraje rozwijające się chcą swojego udziału w dobrobycie, a jeśli to się nie uda, chciałyby przynajmniej zobaczyć szanse na kres ubóstwa. Póki co jednak, czysta energia jest produktem luksusowym i przeznaczonym dla najbogatszych. Biedne państwa chcą głównie taniej energii, a jeśli kraje bogate nie chcą aby te ją miały, powinny płacić im za ten przywilej. Nie tylko w zakresie dofinansowania „czystych" technologii, ale także po to, by ratować lasy i zapobiec suszy, powodziom, brakowi wody i wzrostowi poziomu morza.

Gorzej rozwinięte kraje nie mają też zaufania do takich instytucji jak Międzynarodowy Funduszu Walutowy czy Bank Światowy, ponieważ są one kontrolowane przez państwa zachodnie. Chcą pieniędzy, aby móc przejść do specjalnego funduszu ONZ, w którym również miałyby coś do powiedzenia. Kraje bogatsze, ulokowanie pieniędzy w wyżej wymienionych organach tłumaczą oszczędnością czasu i biurokracji.

Jak wyliczono, kraje rozwijające się będą potrzebowały co najmniej 240 mld euro rocznie na wydatki w zakresie zmian klimatu.

pw