Spędziliśmy 24 godziny z polskimi medykami w Ukrainie. Dziennikarka „Wprost” na pierwszej linii frontu

Spędziliśmy 24 godziny z polskimi medykami w Ukrainie. Dziennikarka „Wprost” na pierwszej linii frontu

Dodano: 1
Niebezpieczny przejazd z polskimi medykami
Niebezpieczny przejazd z polskimi medykami Źródło: Damian Duda
„Yes, here, sorry. O kur*a, go, go, go”! – nawigował naszego kierowcę S. Damian Duda, organizator zespołu polskich medyków na chersońskim odcinku frontu, gdy jechaliśmy na wojskowe pozycje. I tylko przez jego pomyłkę nie wpadliśmy pod spadający w miejscu naszego przejazdu rosyjski pocisk. Potem śmialiśmy się, że słowa „welcome to hell” z piosenki o Czarnobaiwce, w której legendarnie już przepadają Moskale, idealnie opisują to, co się tu dzieje.

S. dowiózł nas szczęśliwie w jedną i drugą stronę, po czym jak gdyby nigdy nic bawił się z Teksasem. To jeden z setek psów, jakie przybłąkują się do żołnierzy na froncie. Ale ten wybrał polsko-ukraińsko-amerykańską ekipę Damiana. Nie szczeka, kocha ludzi, jest zazdrosny o każdego innego psa i będzie bronił swoich do upadłego. Szuka domu. Nasi medycy, którzy w weekend zjechali na chwilę do Polski, zadbali o zwierzaka i postanowili znaleźć mu nowego pana albo panią. Żeby w końcu nie bał się gradów, bo na dźwięk tych rakiet, zresztą bardzo charakterystyczny, reagował wyjątkowym strachem.

Gdy dojeżdżamy na pozycje, oblegają nas kolejne psy. Żołnierze dzielą się tym, co mają, bo zdezorientowane zwierzęta zupełnie nie potrafią się odnaleźć na pierwszej linii frontu. Wiele z nich głuchnie wskutek licznych eksplozji. A tych tu nie brakuje, bo Rosjanie strzelają czym się da i ile się da. Ukraińcy zresztą nie pozostają dłużni – wymiana ognia trwa całą dobę.

Źródło: Wprost
 1

Czytaj także