Obrazoburca Trump

Obrazoburca Trump

Donald Trump wyrasta na głównego kandydata republikanów do Białego Domu. Ale nie uznając w kampanii żadnych tabu ani świętości, sam sobie szkodzi.

Klown na prezydenta” – taką okładką przywitał w maju liberalny tabloid „New York Daily News” akces Donalda Trumpa do wyborczego wyścigu o nominację Partii Republikańskiej. Dziś mało kto porównałby miliardera i króla deweloperów do cyrkowego komika. Donald Trump wyrósł na jednego z głównych republikańskich pretendentów do prezydentury. Według najnowszego sondażu „Washington Post-ABC News” Donalda Trumpa popiera prawie dwa razy więcej zarejestrowanych republikańskich wyborców oraz niezależnych wyborców sympatyzujących z prawicą niż następnego kandydata, gubernatora Wisconsin Scotta Walkera.

Za Trumpem opowiada się 24 proc. badanych, co jest najwyższym wynikiem odnotowanym w tym roku wśród wszystkich Republikanów. Od maja poparcie dla miliardera wzrosło aż sześciokrotnie. Walker cieszy się poparciem 13 proc. prawicowego elektoratu. Próg 10 proc. przekroczył jeszcze Jeb Bush z 12 proc. Kolejnych siedmiu polityków może zebrało 3-8 proc. poparcia.

DUŻO HAŁASU

Trump od momentu ogłoszenia kandydatury zdominował kampanię wyborczą. Obrażając polityków i całe grupy wyborców, stał się bohaterem wczesnego etapu kampanii o nominację Republikanów do Białego Domu. – To facet, który mówi prawdę – wyraża się o Donaldzie Trumpie inny kandydat na prezydenta, senator Ted Cruz. Dla mediów stanowił wymarzony obiekt zainteresowania. Miliarder, atakujący polityczny establishment z lewa i prawa, obrażający przy tym wszystko i wszystkich. Do tego mówiący rzeczy, których nie powiedziałby żaden polityk starający się serio o wybieralny urząd. A Trump chętnie udziela wywiadów i pojawia się na wiecach. Mamy w tym i polonijny akcent. Menedżerem kampanii Trumpa jest 40-letni Corey Lewandowski – człowiek, który już wcześniej nie stronił od agresywnych strategii. To właśnie Lewandowski potrafi ściągnąć na spotkania z Trumpem tysiące zwolenników oraz telewizyjne ekipy, które zapewniają mu miejsce w serwisach informacyjnych.

Trump nie uznaje autorytetów i świętości. Złamał słynne „jedenaste przykazanie” sformułowane przez Ronalda Reagana: Republikanin nie powinien źle się wypowiadać o swoich kolegach Republikanach. Trump zaś bezpardonowo krytykuje niemal wszystkich konkurentów z własnej partii. Jednym z pierwszych obiektów jego ataku stali się nielegalni imigranci. Miliarder oskarżył rząd Meksyku o wysyłanie do USA przez zieloną granicę przestępców, handlarzy narkotyków i gwałcicieli. Mimo słów potępienia ze strony środowiska Latynosów miliarder nie zmienił stanowiska. O ile uwagi na temat imigrantów wywołały mieszane reakcje, o tyle atak Trumpa na senatora Johna McCaina spotkał się ze zgodnym potępieniem. Trump podważył autorytet byłego kandydata na prezydenta USA (2008 r.), który był jeńcem wojennym w Wietnamie, twierdząc, że woli ludzi, którzy nie dali się złapać. Odebrano to powszechnie jako obrazę wszystkich weteranów, żądając przeprosin. Sam McCain oświadczył, że wyrazy ubolewania i skruchy należą się nie jemu, ale wszystkim byłym wojskowym. Jeszcze gorzej Trump potraktował senatora Lindseya Grahama. Nie tylko nazwał go „oszołomem” i „idiotą”, ale ujawnił numer jego prywatnego telefonu. Trump jednak nie stracił kontaktu z wyborcami. Dotyka czułych punktów prawicowego elektoratu. W pewnym sensie jest antysystemowy, no i finansowo niezależny. – Nie potrzebuję dużych pieniędzy. Nie zbieram pieniędzy. Wydaję własne – mówi i dodaje, że dzięki temu nie musi robić tego, co radzą mu ofiarodawcy. – Mogę się skupić na tym, co jest ważne dla kraju – deklaruje.

BEZ SZANS

– Donald Trump zagospodarowuje tę część republikańskiego elektoratu, która czuje się opuszczona przez polityków. Ale na dłuższą metę nie ma szans na republikańską nominację. Partia nie nominuje nikogo, kto nie miałby szans w wyborach powszechnych – mówi w rozmowie z „Wprost” Campbell Brown, była dziennikarka i komentatorka NBC i CNN, a obecnie szefowa organizacji pozarządowej Partnership for Educational Justice. Także badania opinii publicznej dowodzą, że mimo sukcesów szanse Trumpa na nominację są znikome. Według ABC/Post aż 54 proc. elektoratu Republikanów uważa, że jego poglądy nie odzwierciedlają wartości, jakie przyświecają ich ugrupowaniu. Gdyby jakimś cudem uzyskał nominację, aż 62 proc. wszystkich badanych deklaruje, że nie bierze w ogóle pod uwagę możliwości głosowania na Trumpa. Dla porównania negatywny elektorat Republikanina Jeba Busha i Demokratki Hillary Clinton to ok. 40 proc. badanych.

Trump natomiast mógłby sporo namieszać jako kandydat niezależny. W hipotetycznym wyścigu faworytów Hillary Clinton uzyskałaby 46 proc. poparcia, Jeb Bush – 30 proc., a Trump – 20 proc. Brak szans na prezydenturę Trump zawdzięcza swojej przeszłości. Nie po raz pierwszy bowiem stara się o wyborczą nominację (pierwszą próbę podjął jeszcze w 1996 r.), choć nigdy w przeszłości nie osiągał popularności takiej jak obecnie. Ale poglądy zmieniał jak rękawiczki: był Demokratą, potem chciał startować jako kandydat „trzeciej partii”, wreszcie stał się Republikaninem. Jego poglądy także zmieniały się diametralnie. Gdy zaczynał się przymierzać do polityki, popierał prawo do aborcji, prawa gejów, wprowadzenie systemu powszechnej opieki zdrowotnej.

Teraz jest przeciwnikiem przerywania ciąży, wrogiem reformy Obamacare i gorliwym prezbiterianinem domagającym się zaprzestania prześladowań chrześcijan w Syrii i Iraku. Jest też krytykiem nielegalnej imigracji. Tyle że po jego ataku na imigrantów media wypomniały mu, że część jego budynków została zbudowana rękami nieudokumentowanych cudzoziemców, w tym także Polaków. Zachowały się akta sądowe ze spraw, w których nasi rodacy skarżyli miliardera o niewypłacone wynagrodzenie.

Trumpowi nie pomoże także wizerunek jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci amerykańskiego biznesu. W USA stał się symbolem próżności i poszukiwania rozgłosu za wszelką cenę. Dziś jego imię nosi nie tylko kilkanaście słynnych nieruchomości, ale także kolorowy magazyn, linia ubrań, woda butelkowana, a nawet wódka. Życie prywatne Trumpa również służy autopromocji. – Jestem bardzo mądrym człowiekiem. Chodziłem do najlepszych szkół – chwalił się bez żenady dziennikarzowi CNN.

CELEBRYTA

Donald Trump chce być w oczach Amerykanów symbolem odnoszącego sukcesy biznesmena. Ile dziś jest wart jego majątek? Tego dokładnie nie wie nikt. On sam twierdzi, że 10 mld dolarów, ale „Forbes” wycenia go na 4 mld. To zawsze zresztą był problem. W 2006 r. śledztwo przeprowadzone przez reporterów „The New York Timesa” wykazało, że Trump znacznie wyolbrzymia swoją fortunę, a Tim O’Brien w książce „Trump Nation” utrzymywał, że deweloper nie był nawet miliarderem. Ubodło to Trumpa na tyle, że wytoczył pisarzowi proces.

Absolwent ekonomii w prestiżowej szkole biznesu Wharton School Uniwersytetu Pensylwanii ma jednak na swoim koncie niemalże tyle sukcesów co spektakularnych klęsk. Kasyna Trumpa wielokrotnie plajtowały z powodu zadłużenia. Musiał zlikwidować własne linie lotnicze Trump Shuttle. „Jeśli mielibyśmy w USA więzienie za długi, Trump znalazłby celę w najgrubszej baszcie” – pisał wówczas o deweloperze znany dziennikarz Mike Kelly. Ale Trump jest przede wszystkim celebrytą. Pojawia się w miejscach publicznych, często na imprezach sportowych (np. na walkach Andrzeja Gołoty), przemawia i chętnie przyjmuje wyrazy uznania. „Kiedy ktoś rzuci ci wyzwanie, przyjmij je – i zaatakuj. Bądź brutalny, bądź twardy. Uderz go w czułe miejsce”, „Musisz myśleć nieco paranoicznie. Facet, który siedzi obok ciebie, może być najlepszym przyjacielem, ale jednocześnie może mieć ochotę na twoją żonę” – to cytaty z jego wykładów dla biznesmenów. W ramach promocji publikuje kolejne autobiografie, w których omawia m.in. szczegóły swojego życia małżeńskiego z trzema wymienianymi na „nowszy model” żonami, jak również podkreśla, że wciąż nie musi korzystać z viagry.

Ameryka zapamiętała go z bardzo popularnego programu telewizyjnego „The Apprentice”, w którym 16 osób walczy o prawo zostania jego współpracownikiem. Uczestnicy byli zmuszani do podejmowania trudnych decyzji metodami nie zawsze zgodnymi z zasadami etyki. Wygląda na to, że Trump nie do końca skalkulował biznesową cenę swojego zaangażowania w politykę. Kilka wielkich organizacji medialnych oraz biznesów (m.in. telewizje NBC i Univision oraz Macy’s, NA- SCAR, PGA) już zerwało z nim współpracę. Bill de Blasio, burmistrz Nowego Jorku – miasta, którego 40 proc. mieszkańców urodziło się poza USA – zapowiedział, że nie będzie prowadził z Trumpem żadnych nowych interesów. Stare muszą jednak pozostać, a miliarder ma tam kilka cennych nieruchomości noszących w nazwie – jakżeby inaczej – jego nazwisko. Trump na pewno nie pozwoli o sobie zapomnieć. Dziesiątka kandydatów o najwyższych notowaniach zmierzy się 6 sierpnia w Cleveland w pierwszej debacie przedwyborczej. Lider sondaży będzie zapewne znów próbował zdominować polityczny show. – Będzie być może jedyną osobą na scenie, która nie ma nic do stracenia – twierdzi jeden z republikańskich doradców politycznych, zastrzegając sobie anonimowość. – W końcu minie jego pięć minut i Republikanie zabiorą się do wyłaniania poważnego kandydata – dodaje. A może już zaczęli sprowokowani przez Trumpa, który na Twitterze napisał o Hillary Clinton, że skoro nie potrafiła zaspokoić męża, jak chciałaby zadowolić Amerykę. Ten wpis wywołał konsternację i ostrą krytykę autora ze wszystkich stron amerykańskiej sceny politycznej. Był jak strzał w stopę. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Okładka tygodnika WPROST: 32/2015
Więcej możesz przeczytać w 32/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0