Marta Roels: Jak postrzega pan wojnę z Iranem? Czy uważa pan, że Ameryka ją przegrywa albo że działa pod wpływem Izraela, wbrew własnym interesom, jak twierdzi wiele osób?
Matthew Boyse: Istnieją dwie główne linie myślenia: z jednej strony są ludzie, którzy twierdzą, że Trump popełnił wielki błąd i już poniósł porażkę, a z drugiej – ci, którzy uważają, że Trump ma duże szanse na osiągnięcie celów, które od dziesięcioleci pozostawały poza zasięgiem innych światowych przywódców. Wielu przedstawicieli pierwszej grupy nie darzy Trumpa sympatią i uważa, że wszystko, co robi, jest złe lub błędne. Wiele osób w Stanach Zjednoczonych wykorzystuje tę wojnę do celów politycznych – aby podważyć jego przywództwo, prezydenturę lub wygrać przyszłe wybory. Oczywiście upraszczam złożoną argumentację, ale w dużej mierze właśnie to obserwujemy.
Należę do tej drugiej grupy. Operacja przebiega całkiem pomyślnie. Straty wojskowe USA są bardzo niewielkie, biorąc pod uwagę skalę zadania. Znaczna część infrastruktury wojskowej reżimu została zniszczona, wyeliminowano dużą część najwyższych przywódców Iranu, a sytuacja wokół Cieśniny Ormuz uległa odwróceniu, co powoduje dławienie irańskiej gospodarki. Irańczycy od dawna wykorzystują groźbę blokady, a wielu krytyków Trumpa twierdzi, że może to skończyć się tylko źle. Oczywiście są konsekwencje gospodarcze, a wojna się nie skończyła, ale teraz sytuacja się odwróciła – działania marynarki wojennej USA przechytrzają mułłów, wykorzystując ich własne metody.
Właśnie dlatego patrzę na sprawę w dłuższej perspektywie, zachowuję pozytywne nastawienie i nie zgadzam się z tymi, którzy ogłaszają porażkę już wkrótce po rozpoczęciu operacji. W obliczu tak trudnego przeciwnika, jakim jest Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, trzeba zachować stanowczość i cierpliwość. Od dziesięcioleci przygotowują się na taki scenariusz, gromadząc i ukrywając zasoby, nieustannie kłamiąc, budując wyjątkowo brutalny system i licząc na instynktowną preferencję Zachodu dla stabilności ponad wszystko, którą kolejni zachodni przywódcy realizowali od dziesięcioleci. W obliczu takiego przeciwnika niemożliwe jest szybkie osiągnięcie ostatecznego pozytywnego wyniku, jakiego oczekiwałoby wiele osób przyzwyczajonych do wyników w tempie internetu lub operacji w Wenezueli. Administracja wiedziała, że nie będzie to proste, ale że ma największą szansę na sukces od 47 lat. Zdecydowała się to zrobić, ponieważ świat będzie lepszym miejscem, jeśli się to uda. Myślę, że nawet ludzie, którzy nie lubią Trumpa, powinni przynajmniej mieć nadzieję, jeśli nie kibicować, jego sukcesowi ze względu na pozytywne skutki dla świata, jeśli to się dobrze skończy.
Zgodziłabym się z panem na początku wojny, bo rzeczywiście wyeliminowano najważniejszych irańskich przywódców, ale później sytuacja wymknęła się spod kontroli. Czy nie uważa Pan, że kiedy Trump oskarża sojuszników z NATO o brak pomocy, to jest to absurdalne, skoro NATO jest sojuszem obronnym, a nie narzędziem do atakowania innych państw?
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
