Przy okazji poinformowano, że Komisja Europejska ogłosiła 1 września nowy przetarg na kwotę 2 mln euro dla mediów na nadawanie audycji na Białoruś.
"Zależy nam, żeby o łamaniu praw człowieka dowiedział się świat i Europa. Bez solidarności i wsparcia nie jesteśmy w stanie przetrwać" - apelowała Borys w czwartek na spotkaniu z największą w PE frakcją Europejskiej Partii Ludowej, której członkiem jest PO. O solidarność i wsparcie apelowała też na posiedzeniu delegacji PE ds. Białorusi. Podkreślała, że działania UE w sprawie Białorusi nie powinny prowadzić do izolacji obywateli, a jedynie oddziaływać na system.
Oba spotkania przyciągnęły nie tylko polskich eurodeputowanych, ale i wielu innych, zwłaszcza z innych nowych krajów UE, Niemiec i Wielkiej Brytanii.
"Cieszę się, że panią widzę, bo oznacza to, że ciągle może jeszcze pani wyjeżdżać" - powiedział brytyjski konserwatysta Charles Tannock. Krytykując stanowiska Rosji w sprawie m.in. Ukrainy, zaapelował jednak, by mimo wszystko o problemach na Białorusi rozmawiać także z Moskwą, "bo za chwilę rząd na Białorusi może być kłopotliwy także dla Rosji". Kilku eurodeputowanych, w tym niemieccy Bernard Posselt (CDU) i Elizabeth Schroeder (Zieloni), po raz kolejny wezwało Komisję Europejską, by podnieść środki m.in. na rozwój niezależnych mediów na Białorusi.
Uczestnicząca w spotkaniu delegacji PE ds. Białorusi przedstawicielka Komisji Europejskiej, Anne Koistinen zapewniła, że KE niepokoi się sytuacją na Białorusi i chce wspierać społeczeństwo obywatelskie i demokratyzację.
Jako dowód Koistinen podała ogłoszenie przez KE 1 września nowego przetargu na kwotę 2 mln euro dla mediów na nadawanie audycji skierowanych na Białoruś - zarówno w języku rosyjskim jak i białoruskim.
Ponadto poinformowała, że niebawem (najprawdopodobniej o początku 2006 r.) w Mińsku zacznie pracę charge d'affaires podlegający przedstawicielstwu Komisji Europejskiej w Kijowie. "Będzie informował nas o sytuacji politycznej i gospodarczej na Białorusi" - powiedziała Koistinen.
Borys w wizycie w Strasburgu towarzyszył szef PO i kandydat tej partii na prezydenta Donald Tusk. "Tyle będzie zainteresowania Białorusią w Europie, ile my sami go wymusimy" -mówił dziennikarzom.
"Chcemy krok po kroku budować sojusz opinii publicznej i politycznej w Europie na rzecz ochrony praw mniejszości narodowych w Białorusi. Nie mamy jednak specjalnych nadziei, że szybko dojdzie do przełomu" - dodał Tusk.
Odpierając zarzuty, że jego wizyta w Strasburgu to element kampanii wyborczej powiedział, że zarzuty takie są wyrazem bezradności albo wstydu. "Niektórzy z konkurentów mają powód do wstydu, że nic nie robili w sprawie Białorusi, kiedy należało to rozpocząć" - dodał.
W Strasburgu Borys i Tusk spotkali się także z sekretarzem generalnym Rady Europy Terrym Davisem. Tusk nie ukrywał, że to spotkanie nie przyniosło konkretnych rezultatów.
"Nie ma złudzeń co do natychmiastowego skutecznego działania Rady Europy" - powiedział.
Tusk podkreślił jednak, że już sam fakt, że Davis dowiedział się, jaka jest sytuacja mniejszości na Białorusi i usłyszał, że bez kategorycznych rozmów z Rosją nie da się wiele osiągnąć, to jest już "początek długiej drogi", jaka czeka zwłaszcza Andżelikę Borys.
Borys podczas rozmów z eurodeputowanymi wielokrotnie apelowała, by pamiętać nie tylko o mniejszości polskiej, ale także o represjonowanych opozycjonistach białoruskich. "My, Polacy, mamy to szczęście, że mamy naszą drugą ojczyznę, Polskę, która o nas dba i przedstawia nasze problemy na forum międzynarodowym" - powiedziała Borys.
ss, pap