Zawód: reporter

Zawód: reporter

Ryszard Kapuściński był tak dobrym pisarzem, że nie zasługuje na chwalenie go za wszystko
Który Kapuściński był prawdziwy? Reporter przemierzający kontynenty w złudnym poszukiwaniu prawdy o człowieku, czy intelektualista i ulubieniec salonów? Pierwsza rola dała mu wielkość. Druga - jej iluzję. Rola, jaką odegrał w historii polskiego dziennikarstwa i literatury nie podlega dyskusji - był prawdziwym mistrzem reportażu i znawcą polityki międzynarodowej. Wiedzę i talent przekuł w pisarstwo wybitne, bardzo osobne, dla którego trudno znaleźć nawet właściwe określenie, o konkurencji nie wspominając. I pisarstwo właśnie było dla niego najważniejsze - wielka historia opowiedziana przez pryzmat losów zwykłego człowieka, jego dramatów i osiągnięć. W epoce promowanych przez telewizje nachalnych ekspertów od wszystkiego Kapuściński był postacią niezwykłą także dlatego, że uniknął występowania w roli tzw. ekranowego eksperta od problematyki światowej.

Reporter rozumiejący
Od chwili debiutu grał w osobnej lidze. W połowie XX wieku w polskich gazetach reportażyści mieli być piewcami budowy świetlanej socjalistycznej przyszłości. Tymczasem Kapuściński zainteresowany był zupełnie inną perspektywą. Nawet portretując wielkich satrapów minionego stulecia, postrzegał ich przez kierujące nimi ludzkie słabości i kaprysy, a nie przez przemówienia czy pisma zebrane. To, co pisał, było świeże i odmienne od poetyki artykułów publikowanych w rodzimej prasie w epoce Gomułki. Jego teksty przeważnie były bliższe literatury niż dziennikarstwa.
Kapuściński zawsze uważał, że czytelnik musi mieć możliwość zrozumienia motywów kierujących bohaterami. Dziś te motywy czasami bawią, jak choćby w czytanych po latach reportażach z ZSRR "Kirgiz schodzi z konia". Mówiąc wprost - niektóre z nich trącą propagandą, ale wycieczka korespondenta PRL-owskiej prasy po Kraju Rad pod koniec lat 60. nie mogła się skończyć krytyką komunistycznych porządków. Kapuściński oddawał jednak głos ludziom, zamiast komentować ich czyny i ferować moralne wyroki. Tam gdzie widział entuzjazm, opisywał go z detalami. To my, czytelnicy, mieliśmy zdecydować: prawda to czy fałsz? W dodatku przenosił nas w egzotyczne zakątki ziemi; takie, których istnienia wielu Polaków nawet sobie nie uświadamiało. I pokazywał, że to właśnie tam dzieją się rzeczy naprawdę fascynujące. Niewykluczone, że dla wielu czytelników, którzy rozpoczęli przygodę z książkami Kapuścińskiego w latach 60. i 70. w jego legendzie bardziej fascynujące były owe niezwykłe podróże, niż to, co miał do powiedzenia.

Hajle Gierek
W dzień po śmierci Kapuścińskiego w prasie pojawiły się wspomnienia, często pisane przez tych, którzy chcieliby przejąć po nim pałeczkę mistrza reportażu. Padały słowa piękne, wzruszające, zasłużone. Chodzi o to, że zupełnie nic nie mówiące o pisarstwie Kapuścińskiego. Tymczasem działalność publicystyczna tego reportera miała tyle "zwrotów akcji", że dla praso- i literaturoznawców zajęcie się nią będzie naprawdę dużym wyzwaniem, prowadzącym do zaskakujących wniosków. Czy każdy zwrot był potrzebny i czy potwierdzał reporterską wielkość Kapuścińskiego?
Z pewnością najlepszy twórczy okres mistrza to lata 1976-1982 - od książki "Jeszcze jeden dzień życia" (opowieść o targanej wojną domową Angoli), po "Szachinszacha" (rzecz o ogarniętym rewoltą islamską Iranie). Wtedy powstało także jego najlepsze dzieło - "Cesarz" (1978). Ta literacka groteska była potrójnym triumfem Kapuścińskiego. Po pierwsze, mówiła o etiopskim satrapie Hajle Selasje więcej niż jakiekolwiek publicystyczne analizy. Po drugie, dla czytelników zza żelaznej kurtyny stała się alegorią PRL-u rządzonego przez skorumpowanych partyjnych bonzów. I wreszcie - co najważniejsze - była najcelniejszą analizą władzy absolutnej w całej jej grozie i śmieszności. Z kolei "Szachinszach" stanowił niezwyk-ły portret zbiorowy społeczności, która "musi się wymyślić od nowa" - cofnąć w czasie i czerpać siły witalne z ideologii, nie będącej przecież afirmacją życia. Wydaje się, że tak samo należy czytać radzieckie reportaże Kapuścińskiego, wchodzące w skład wspomnianego "Kirgiza" - jako opis zbiorowego sztucznego entuzjazmu i jego zgubnych skutków.

Być jak Milan Kundera
Autorowi "Imperium" czy "Hebanu" nie wystarczyła sława reportażysty i pisarza. Światowe uznanie sprowokowało go do sięgnięcia po inne pisarskie formy, do zarzucenia tego, w czym był najlepszy. Dzieje jego pisarstwa przypominają nieco literackie losy wybitnego czeskiego pro-zaika Milana Kundery. Owszem - Polak nigdy nie opuścił swego kraju, podczas gdy Kundera wyemigrował do Francji, ale Kapuściński, podobnie jak autor "Żartu", po zdobyciu sympatii czytelnika za granicą gwałtownie zmienił profil swej twórczości. Za co świat kocha Kunderę? Przecież nie za filozoficznie, wydumane powieści o proeuropejskiej orientacji, typu "Nieśmiertelność" czy "Powolność", ale dramatyczne, pisane z oskarżycielską pasją sceny z życia komunistycznej Czechosłowacji. Czytelnik bez problemu zorientuje się, że "Żart" czy "Walc pożegnalny" powstały nad Wełtawą i pełne są pasji, niezgody na rzeczywistość (nie tylko polityczną). Ta siła do dziś niesie te książki w świat. Tymczasem "Powolność" to twór "neo-Francuza", próbującego się ustawić w szeregu europejskich intelektualistów. Kapuściński z "Lapidariów" nie był tym samym Kapuścińskim, który snuł opowieść o szachu Rezie Pahlawim. Za bardzo wszedł w rolę klasyka, który dokonuje podsumowań. Nie ma już w nim entuzjazmu człowieka, który czerpie radość z samego faktu, że wyruszy w kolejną podróż i spotka "innego". Jest natomiast Kapuściński, który - jak Samuel Huntington - zapowiada wojnę między "innymi" - tymi z bogatego Zachodu i z biednego Południa; chrześcijanami i fundamentalistami islamskimi.

Kompleks Polski
Polacy nie znają umiaru - jak kogoś ignorują, to na całego, jak zaczną podziwiać - zagłaskają na śmierć. W ciągu ostatnich kilkunastu lat polska krytyka oddała twórczości Kapuścińskiego niedźwiedzią przysługę, wychwalając pod niebiosa każdą jego książkę, nieważne, jak dobrą, i nieważne, z jakiego gatunku. Można na przykład wątpić, czy poezja była jego powołaniem. Wiele jest w niej szlachetności, jak w słowach o celu pisania: "znaleźć słowo czyste które nie spotwarzyło nie doniosło nie wzięło udziału w nagonce ie mówiło że czarne to białe". Ale to już nie ten poziom, który niebosiężnie wysoko ustanowił sobie sam Kapuściński "Cesarzem". Z kolejnymi tomami "Lapidarium" jest podobnie: to poetycki dziennik ujęty w publicystyczne ramy. Co, niestety, nie czyni ani poezji publicystyką, ani publicystyki poezją. Niekiedy za to zahacza o banał.
Trudno oczekiwać od reportera, że do późnej starości będzie pracował na froncie, czy przemierzał bezkresne pustynne szlaki. Przychodzi moment, gdy nawet mistrz gatunku pragnie, jak to pięknie określił kiedyś Josif Brodski, "oderwać się od przeciwnika". Kapuściński prowokował swoimi najlepszymi książkami twórcze dyskusje - tym bardziej warto z nim było dyskutować i spierać się w ostatnich latach, kiedy pisywał nieco inaczej, na nieco inne tematy, o wiele bardziej kontrowersyjnie. Ale zamiast podjąć ten dialog, zdecydowana większość polskiej sceny literacko--dziennikarskiej wybrała bezpieczną taktykę klepania go po plecach. Czasem zauważając odkrywczo, że Kapuściński polemizuje z Fukuyamą. Na pomysł, by zapytać Fukuyamę, w czym polemizuje z Kapuścińskim, nie wpadł już nikt.
Autor "Szachinszacha" i "Cesarza" był jednym z najlepszych polskich pisarzy XX stulecia. Sam zbudował swój pomnik. Tym bardziej godny jest uczciwego dyskursu, a nie roli chwalonej za wszystko maskotki. Nie zasługiwał na nią za życia - nie zasługuje i po śmierci.

RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO PODRÓŻ DO SŁAWY
"Cesarz" (1978)
"Najlepsza książka roku 1983" ("Sunday Times").
"Jakby narodził się współczesny Swetoniusz wyposażony w fotograficzne oko Roberta Capy, dostrzegający najważniejsze cechy narodu, kiedy wydaje się, że popełnia on samobójstwo". (Michael Hastings, reżyser teatralnej wersji książki)

"Szachinszach" (1982)
"Książka o narodzinach i śmierci - zarówno tyranii, jak i rewolucji. Jest studium psychologicznym jednostki i tłumu, władcy i poddanego, policjanta i demonstranta. Kapuściński operuje w niej narracją filmową: widać płynące zewsząd tłumy, słychać krzyk, ale nie wiadomo jeszcze, czy jest to krzyk "za", czy "przeciw"". (Zbigniew Bauer, "Nowe Książki" 3/1982)

"Heban" (1998)
""Heban" to próba opisu i zrozumienia Afryki - jej złożoności i nieokreśloności. Warunków atmosferycznych. Przyrody. Ludzi: ich mentalności, wiary, nadziei i lęków. I wreszcie - last but not least - to konstatacja własnej bezradności wobec ogromu, odmienności i złożoności tamtego świata." (Michał Nawrocki, "Tygodnik Powszechny" 37/1999)

"Jeszcze jeden dzień życia" (1976)
"Jeden Kapuściński wart jest tysiąca skamlących i fantazjujących gryzipiórków. Dzięki jego niezwykłemu połączeniu reportażu i sztuki stajemy wreszcie tak blisko tego, co Kapuściński nazywa nie dającym się przekazać prawdziwym obrazem wojny". (Salman Rushdie, przedmowa do wyd. brytyjskiego)

"Busz po polsku" (1962)
"Kapuściński umie zademonstrować własny sposób pisania. Kłopoty pisarskie pojawiają się, gdy autor zaczyna szukać intelektualnej formuły swych spostrzeżeń". (Włodzimierz Maciąg, "Życie Literackie" 15/1962)

"Kirgiz schodzi z konia" (1968)
"... prawie całkowicie - na pozór - omija węzłowe współcześnie zagadnienia gospodarcze i polityczne azjatyckich republik ZSRR. Zarazem jednak z mistrzowską bieg-łością potrafi tu i ówdzie, w paru zdaniach zarysować właśnie te aktualne problemy socjalistycznego budownictwa". (Wojciech Giełżyński, "Nowe Książki" 24/1968)

"Podróże z Herodotem"
"To jedna z najdziwniejszych książek Ryszarda Kapuścińskiego, może najbardziej dziwna. Wspomnieniowa i współczesna, reportażowa i historyczna, biograficzna i socjologiczna, a w jakiejś mierze polityczna też. (...) Opowiada w niej i o swoich podróżach, o swoim poznawaniu i odkrywania świata. (...) Co decyduje o pisarskim sukcesie? W przypadku Ryszarda Kapuścińskiego - szczerość." (Krzysztof Masłoń, "Rzeczpospolita" 2/10/2004)

"Imperium" (1993)
"Polski reporter wraca po z górą dwudziestu latach do południowych republik (ZSRR - przyp. red.), które kiedyś zachwycały go swą egzotyką. Teraz, widziane u progu lat dziewięćdziesiątych, ziemie te ujawniają przede wszystkim dramaty zamieszkujących je narodów. (...) Jego relacja zbyt jest pospieszna, aby wystarczyło w niej miejsca na opis czego więcej niż - barwnych, to prawda, świetnie uchwyconych - ale tylko - obrazków." (Izabella Sariusz-Skąpska, "Znak" 3/1994)

"Dlaczego zginął Karl von Spreti" (1970)
"Książka stanowi komentarz do wyjaśnienia trudnej kwestii rozwoju ruchu rewolucyjnego i odpowiedź na pytanie: kiedy, w jakich okolicznościach partyzanci latynoscy, walczący z reakcyjnym reżimem, mają moralne prawo do aktów indywidualnego terroru". (Roman Samsel, "Nowe Książki" 8/1971)

Olgierd Budrewicz
Ryszarda Kapuścińskiego poznałem przed 40 laty. W 1970 r. na jego zaproszenie poleciałem do Meksyku, gdzie był stałym korespondentem. Miałem okazję odbyć z nim wiele rozmów, przyjrzeć się jego pracy. Ryszard miał już wtedy wielką wiedzę o Ameryce Łacińskiej, swoje opinie o tym świecie podparł kilkoma ofiarowanymi mi książkami znawców tematu. Interesował się kulturą i sztuką, problematyką społeczną, lecz przede wszystkim polityką, o czym pisał najwięcej do Biuletynu Specjalnego. Miał poglądy lewicowe, które zachował mimo różnych doświadczeń, przeżyć i transformacji w Polsce, a była to lewicowość w najlepszym tego słowa znaczeniu. Na moje zainteresowania - ludzie, obyczaje, Polacy na obczyźnie - patrzył z dużą wyrozumiałością, pomagał mi w kontaktach. Zachowałem w pamięci tamten czas, liczne pogawędki z Rysiem i jego wspaniałą, zawsze wyrozumiałą żoną Alą. Wbrew wypowiadanym teraz nieco laurkowym ocenom Ryszard bywał niekiedy zirytowany i zagniewany na coś lub kogoś, nie zawsze więc i w domu widziało się go w anielskim nastroju. I, jak wiadomo, przez całe intensywne życie, podczas trudnych i niebezpiecznych podróży, miewał - niekiedy poważne - kłopoty ze zdrowiem i mężnie je pokonywał. W kolejnych latach nasze kontakty towarzyskie stały się rzadsze, bo obaj intensywnie podróżowaliśmy, ale przecież od czasu do czasu dochodziło do spotkań. Pamiętam, że wypiliśmy kiedyś kawę w nieistniejącym już lokalu w siedzibie ekonomistów na Nowym Świecie i niemal cała długa rozmowa dotyczyła nie szerokiego świata, lecz Warszawy i moich zainteresowań varsavianistycznych. Usłyszałem wtedy niejedną uwagę i dopatrzyłem się jakby cienia żalu, że Rysio był za młody, by uczestniczyć z bronią w ręku w powstaniu warszawskim.

Fot: Z. Furman
Okładka tygodnika WPROST: 5/2007
Więcej możesz przeczytać w 5/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 5/2007 (1258)

  • Wprost od czytelników 29 sty 2007 Wizerunek teściowej Nie zgadzamy się z opinią, że wizerunek naszego kraju za granicą nie jest zbyt ważny ("Wizerunek teściowej", nr 2). Dziś każdy świadomy polityk czy menedżer zdaje sobie sprawę z tego, że od postrzegania... 3
  • Na stronie - Prawo do prawa 29 sty 2007 Krok po kroku, kawałek po kawałku Polacy odzyskują prawo do Polski - do własnego państwa prawa 3
  • Skaner 29 sty 2007 ZIMA Z OGRANICZONĄ OSTROŚCIĄ W Polsce nie zapanował klimat śródziemnomorski, jak mogło się wydawać aż do 23 stycznia. Ale i tak mamy jedną z najłagodniejszych i - jak wiele wskazuje - najkrótszych zim w ostatnich dziesięcioleciach.... 6
  • Sawka czatuje 29 sty 2007 Henryk Sawka (www.przyssawka.pl) 10
  • Playback 29 sty 2007 Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej © A. JAGIELAK 18
  • Poczta 29 sty 2007 AGENT IGNACY W artykule "Agent Ignacy" (nr 2) Tadeusz Witkowski dzieli się z czytelnikami swoim odkryciem, iż agentem SB w strukturach Kościoła był nieżyjący od 16 lat biskup Jerzy Dąbrowski. Znaliś-my biskupa przez dwie dekady... 18
  • Ryba po polsku - Przywrócić PRL! 29 sty 2007 Polska jest oazą bezmyślności i są wielkie starania, aby taką oazą pozostała 19
  • Z życia koalicji 29 sty 2007 PEWNEGO RAZU SPOTKALIŚMY W SUPERMARKECIE Albert wiceministra Poncyliusza. Już chcieliśmy się z nim witać, gdy nagle polityk PiS sięgnął po telefon i zaraz potem zmienił mu się wyraz twarzy, a z jego ust zaczęły padać takie słowa, jak... 20
  • Z życia opozycji 29 sty 2007 RYŚ ZAWYŁ, ŻE CAŁA WARSZAWA i pół Kampinosu go słyszało. Ryś Kalisz. Zawył z oburzenia w radiowej Trójce, że PiS zastawiło na biedną HGW pułapkę i przez tę łamiącą demokrację "wrzutkę do ustawy" może ona stracić... 21
  • Wprost przeciwnie - Zaczadzeni Marksem 29 sty 2007 Zbrodnie FSB nie wstrząsną sumieniem Europy 22
  • Fotoplastykon 29 sty 2007 Henryk Sawka (www.przyssawka.pl) 23
  • Ministerstwo finansów Stokłosy 29 sty 2007 Były senator kupował przychylność urzędników Ministerstwa Finansów, Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz resortu rolnictwa 24
  • Waltzowanie prawa 29 sty 2007 Platforma Obywatelska wykorzysta syndrom męczennicy 30
  • Pani minister gotuje 29 sty 2007 11 tysięcy złotych z publicznych pieniędzy zapłaciła minister Anna Kalata za makijaż, manikiur i dobranie garderoby 32
  • Europejczyk Rydzyk 29 sty 2007 Radio Maryja straciło zęby, bo weszło do politycznego mainstreamu 34
  • Ojciec protestant 29 sty 2007 Tadeusz Rydzyk jest antykomunistą, ale udostępnia antenę ludziom PRL 36
  • Giełda 29 sty 2007 ŚWIAT Światowy salon w Davos Światowy salon w bajkowym, alpejskim krajobrazie - mówi się o Światowym Forum Gospodarczym w Davos. I jak to w salonie, chodzi o to, żeby sobie pogadać z głowami państw i miliarderami o pomysłach na... 38
  • Nie przepłacaj 29 sty 2007 Każdy z nas płaci dodatkowo kilkaset złotych miesięcznie, bo nie potrafi wybrać tańszych usług i towarów 40
  • Kontynent amero 29 sty 2007 Czy dolary wymienimy na nową amerykańską walutę? 46
  • Rozpędzony byk 29 sty 2007 Lamborghini dogania Ferrari 48
  • 2x2=4 - Hus na stosie 29 sty 2007 Ludzie hierarchii - zarówno świeckiej, jak i duchownej - nie lubią przepraszać 50
  • Supersam 29 sty 2007    52
  • Moda kontra wojna 29 sty 2007 Mniej niż 500 nabywców rocznie mają na świecie kreacje haute couture. "Wysokie krawiectwo" tradycyjnie przynosi straty, ale domy mody nie rezygnują z niego ze względu na prestiż. Podczas Paryskiego Tygodnia Mody można było... 52
  • Narty na dwa skręty 29 sty 2007 Kupić deski, które będą lepsze do ostrych skrętów (slalom specjalny), czy raczej te, które sprawdzą się podczas skrętów o dłuższym promieniu (gigant) - zastanawiają się amatorzy narciarstwa przy zakupie sprzętu. Jeśli szukamy... 52
  • Przyjęcia Bożeny Dykiel 29 sty 2007 W filmie "Titanic" bohater grany przez Leonarda DiCaprio przeżywa męki przy stole, bo nie wie, do czego służą poszczególne sztućce. Dziś ze sztućcami, kieliszkami i całą zastawą stołową będziemy za pan brat po lekturze... 52
  • Bezmięsna młodzież 29 sty 2007 Rośnie liczba wegetarian. Bezmięsna dieta jest coraz bardziej popularna, zwłaszcza wśród młodzieży. Z badań Akademii Rolniczej w Poznaniu wynika, że niechęć do jedzenia mięsa wzrosła w ostatnich latach z powodu powtarzających się... 52
  • Twarz od Armaniego 29 sty 2007 Facedesignerzy, czyli projektanci twarzy, od Armaniego będą malować kobiety podczas otwarcia warszawskich Złotych Tarasów (7 lutego). "Filozofią Armaniego jest dopełnianie kobiety za pomocą stroju, a nie jej przytłaczanie. To coś... 52
  • Prawo Lipca 29 sty 2007 Sportowe federacje rozpięły ochronny parasol nad skorumpowanymi działaczami 54
  • Królowe oceanu 29 sty 2007 "Wdowa z Windsoru" nieprzypadkowo została patronką najnowszego statku pasażerskiego MS "Queen Victoria". Za panowania Wiktorii Wielka Brytania niepodzielnie rządziła na morzach po pokonaniu hiszpańsko-francuskiej armady w... 58
  • Narciarstwo winne 29 sty 2007 Szusując w Dolomitach, najlepiej pić lagreina, schiavę bądź teroldego 60
  • Dziurawa tarcza 29 sty 2007 Broń ofensywna zawsze rozwijała się szybciej niż systemy obrony 60
  • Pazurem - Życie w GS-ie 29 sty 2007 Na czele parafialnego koła sobowtórów Jana Pawła II stoi sobowtór, który nijak nie jest do papieża podobny 63
  • Krótko po Wolsku - Pechowcy potrzebni od zaraz 29 sty 2007 Nie ma to jak być pechowcem. W Ameryce! Być pechowcem i znaleźć się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu to lepiej, niż urodzić się w rodzinie milionera. Kobieta, która oblała się kawą w McDonaldzie, bo nie wiedziała, że... 63
  • Know-how 29 sty 2007 Samiec w ciąży Konik morski to jedyny samiec, który łamie żelazną zasadę obowiązującą w naturze i zachodzi w ciążę. Potomstwo rośnie w kieszeni na jego brzuchu i opuszcza ją, gdy jest gotowe do samodzielnego życia. Do tej pory... 68
  • Syndrom niedzielnego sportowca 29 sty 2007 Co drugiemu Polakowi niemal codziennie doskwiera ból kręgosłupa 68
  • Hormony sukcesu 29 sty 2007 Im więcej testosteronu, tym większe szanse na dobre stanowisko 76
  • Zwierzęta postępu 29 sty 2007 Pingwiny Humboldta to najsłynniejsi geje wśród ptaków 78
  • Bez granic 29 sty 2007 Łukaszenka wyrusza na Zachód Aleksander Łukaszenka "skieruje się na Zachód". Prezydent oświadczył, że nadszedł sprzyjający moment, by poprawić relacje Mińska z Zachodem. Wezwał do "otwartego i uczciwego dialogu",... 80
  • Bush, prezydent demokratów 29 sty 2007 Zmiana politycznej warty w Ameryce nie musi oznaczać odejścia od konserwatywnych wartości 82
  • Parasol Angeli 29 sty 2007 Na spotkaniu z Putinem w Soczi Merkel robiła dobrą minę do złego psa 86
  • Moskiewski sen 29 sty 2007 W stolicy Rosji pogoda sprzyja bogaczom 88
  • Recenzor 29 sty 2007 FILMY DVD SKOK DO SEDESU Autodestrukcja jest bardzo filmowa, a jeśli za kamerą stanie reżyser tak utalentowany jak Danny Boyle, może się stać niebezpiecznie atrakcyjna. To właśnie przypadek "Trainspotting". Na próżno jeden z... 92
  • Snob Oscar 29 sty 2007 Hollywood śpi na wielkich pieniądzach, a śni o jeszcze większym prestiżu 96
  • Zawód: reporter 29 sty 2007 Ryszard Kapuściński był tak dobrym pisarzem, że nie zasługuje na chwalenie go za wszystko 100
  • Wencel gordyjski - Malinowy król 29 sty 2007 Strach pomyśleć, co Rocky zrobiłby naszemu Andrzejowi Gołocie 104
  • Ueorgan Ludu 29 sty 2007 Nr 5 (222) Rok wyd. 6 WARSZAWA, poniedziałek 29 stycznia 2007 r. Cena + VAT + ZUS + akcyza Cała prawda związana z brakiem oświadczenia HANIU, WYSTARCZY - mówi p. Waltz "UeoL" wdrożył śledztwo dziennikarskie (konkretnie dostał... 105
  • Skibą w mur - Polskie smaki 29 sty 2007 W kategorii "narzędzie roku" zwyciężyła Renata Beger - "najbardziej wypasiona nagrywarka IV RP" 106

ZKDP - Nakład kontrolowany