Zawód: reporter

Zawód: reporter

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ryszard Kapuściński był tak dobrym pisarzem, że nie zasługuje na chwalenie go za wszystko
Który Kapuściński był prawdziwy? Reporter przemierzający kontynenty w złudnym poszukiwaniu prawdy o człowieku, czy intelektualista i ulubieniec salonów? Pierwsza rola dała mu wielkość. Druga - jej iluzję. Rola, jaką odegrał w historii polskiego dziennikarstwa i literatury nie podlega dyskusji - był prawdziwym mistrzem reportażu i znawcą polityki międzynarodowej. Wiedzę i talent przekuł w pisarstwo wybitne, bardzo osobne, dla którego trudno znaleźć nawet właściwe określenie, o konkurencji nie wspominając. I pisarstwo właśnie było dla niego najważniejsze - wielka historia opowiedziana przez pryzmat losów zwykłego człowieka, jego dramatów i osiągnięć. W epoce promowanych przez telewizje nachalnych ekspertów od wszystkiego Kapuściński był postacią niezwykłą także dlatego, że uniknął występowania w roli tzw. ekranowego eksperta od problematyki światowej.

Reporter rozumiejący
Od chwili debiutu grał w osobnej lidze. W połowie XX wieku w polskich gazetach reportażyści mieli być piewcami budowy świetlanej socjalistycznej przyszłości. Tymczasem Kapuściński zainteresowany był zupełnie inną perspektywą. Nawet portretując wielkich satrapów minionego stulecia, postrzegał ich przez kierujące nimi ludzkie słabości i kaprysy, a nie przez przemówienia czy pisma zebrane. To, co pisał, było świeże i odmienne od poetyki artykułów publikowanych w rodzimej prasie w epoce Gomułki. Jego teksty przeważnie były bliższe literatury niż dziennikarstwa.
Kapuściński zawsze uważał, że czytelnik musi mieć możliwość zrozumienia motywów kierujących bohaterami. Dziś te motywy czasami bawią, jak choćby w czytanych po latach reportażach z ZSRR "Kirgiz schodzi z konia". Mówiąc wprost - niektóre z nich trącą propagandą, ale wycieczka korespondenta PRL-owskiej prasy po Kraju Rad pod koniec lat 60. nie mogła się skończyć krytyką komunistycznych porządków. Kapuściński oddawał jednak głos ludziom, zamiast komentować ich czyny i ferować moralne wyroki. Tam gdzie widział entuzjazm, opisywał go z detalami. To my, czytelnicy, mieliśmy zdecydować: prawda to czy fałsz? W dodatku przenosił nas w egzotyczne zakątki ziemi; takie, których istnienia wielu Polaków nawet sobie nie uświadamiało. I pokazywał, że to właśnie tam dzieją się rzeczy naprawdę fascynujące. Niewykluczone, że dla wielu czytelników, którzy rozpoczęli przygodę z książkami Kapuścińskiego w latach 60. i 70. w jego legendzie bardziej fascynujące były owe niezwykłe podróże, niż to, co miał do powiedzenia.

Hajle Gierek
W dzień po śmierci Kapuścińskiego w prasie pojawiły się wspomnienia, często pisane przez tych, którzy chcieliby przejąć po nim pałeczkę mistrza reportażu. Padały słowa piękne, wzruszające, zasłużone. Chodzi o to, że zupełnie nic nie mówiące o pisarstwie Kapuścińskiego. Tymczasem działalność publicystyczna tego reportera miała tyle "zwrotów akcji", że dla praso- i literaturoznawców zajęcie się nią będzie naprawdę dużym wyzwaniem, prowadzącym do zaskakujących wniosków. Czy każdy zwrot był potrzebny i czy potwierdzał reporterską wielkość Kapuścińskiego?
Z pewnością najlepszy twórczy okres mistrza to lata 1976-1982 - od książki "Jeszcze jeden dzień życia" (opowieść o targanej wojną domową Angoli), po "Szachinszacha" (rzecz o ogarniętym rewoltą islamską Iranie). Wtedy powstało także jego najlepsze dzieło - "Cesarz" (1978). Ta literacka groteska była potrójnym triumfem Kapuścińskiego. Po pierwsze, mówiła o etiopskim satrapie Hajle Selasje więcej niż jakiekolwiek publicystyczne analizy. Po drugie, dla czytelników zza żelaznej kurtyny stała się alegorią PRL-u rządzonego przez skorumpowanych partyjnych bonzów. I wreszcie - co najważniejsze - była najcelniejszą analizą władzy absolutnej w całej jej grozie i śmieszności. Z kolei "Szachinszach" stanowił niezwyk-ły portret zbiorowy społeczności, która "musi się wymyślić od nowa" - cofnąć w czasie i czerpać siły witalne z ideologii, nie będącej przecież afirmacją życia. Wydaje się, że tak samo należy czytać radzieckie reportaże Kapuścińskiego, wchodzące w skład wspomnianego "Kirgiza" - jako opis zbiorowego sztucznego entuzjazmu i jego zgubnych skutków.

Być jak Milan Kundera
Autorowi "Imperium" czy "Hebanu" nie wystarczyła sława reportażysty i pisarza. Światowe uznanie sprowokowało go do sięgnięcia po inne pisarskie formy, do zarzucenia tego, w czym był najlepszy. Dzieje jego pisarstwa przypominają nieco literackie losy wybitnego czeskiego pro-zaika Milana Kundery. Owszem - Polak nigdy nie opuścił swego kraju, podczas gdy Kundera wyemigrował do Francji, ale Kapuściński, podobnie jak autor "Żartu", po zdobyciu sympatii czytelnika za granicą gwałtownie zmienił profil swej twórczości. Za co świat kocha Kunderę? Przecież nie za filozoficznie, wydumane powieści o proeuropejskiej orientacji, typu "Nieśmiertelność" czy "Powolność", ale dramatyczne, pisane z oskarżycielską pasją sceny z życia komunistycznej Czechosłowacji. Czytelnik bez problemu zorientuje się, że "Żart" czy "Walc pożegnalny" powstały nad Wełtawą i pełne są pasji, niezgody na rzeczywistość (nie tylko polityczną). Ta siła do dziś niesie te książki w świat. Tymczasem "Powolność" to twór "neo-Francuza", próbującego się ustawić w szeregu europejskich intelektualistów. Kapuściński z "Lapidariów" nie był tym samym Kapuścińskim, który snuł opowieść o szachu Rezie Pahlawim. Za bardzo wszedł w rolę klasyka, który dokonuje podsumowań. Nie ma już w nim entuzjazmu człowieka, który czerpie radość z samego faktu, że wyruszy w kolejną podróż i spotka "innego". Jest natomiast Kapuściński, który - jak Samuel Huntington - zapowiada wojnę między "innymi" - tymi z bogatego Zachodu i z biednego Południa; chrześcijanami i fundamentalistami islamskimi.

Kompleks Polski
Polacy nie znają umiaru - jak kogoś ignorują, to na całego, jak zaczną podziwiać - zagłaskają na śmierć. W ciągu ostatnich kilkunastu lat polska krytyka oddała twórczości Kapuścińskiego niedźwiedzią przysługę, wychwalając pod niebiosa każdą jego książkę, nieważne, jak dobrą, i nieważne, z jakiego gatunku. Można na przykład wątpić, czy poezja była jego powołaniem. Wiele jest w niej szlachetności, jak w słowach o celu pisania: "znaleźć słowo czyste które nie spotwarzyło nie doniosło nie wzięło udziału w nagonce ie mówiło że czarne to białe". Ale to już nie ten poziom, który niebosiężnie wysoko ustanowił sobie sam Kapuściński "Cesarzem". Z kolejnymi tomami "Lapidarium" jest podobnie: to poetycki dziennik ujęty w publicystyczne ramy. Co, niestety, nie czyni ani poezji publicystyką, ani publicystyki poezją. Niekiedy za to zahacza o banał.
Trudno oczekiwać od reportera, że do późnej starości będzie pracował na froncie, czy przemierzał bezkresne pustynne szlaki. Przychodzi moment, gdy nawet mistrz gatunku pragnie, jak to pięknie określił kiedyś Josif Brodski, "oderwać się od przeciwnika". Kapuściński prowokował swoimi najlepszymi książkami twórcze dyskusje - tym bardziej warto z nim było dyskutować i spierać się w ostatnich latach, kiedy pisywał nieco inaczej, na nieco inne tematy, o wiele bardziej kontrowersyjnie. Ale zamiast podjąć ten dialog, zdecydowana większość polskiej sceny literacko--dziennikarskiej wybrała bezpieczną taktykę klepania go po plecach. Czasem zauważając odkrywczo, że Kapuściński polemizuje z Fukuyamą. Na pomysł, by zapytać Fukuyamę, w czym polemizuje z Kapuścińskim, nie wpadł już nikt.
Autor "Szachinszacha" i "Cesarza" był jednym z najlepszych polskich pisarzy XX stulecia. Sam zbudował swój pomnik. Tym bardziej godny jest uczciwego dyskursu, a nie roli chwalonej za wszystko maskotki. Nie zasługiwał na nią za życia - nie zasługuje i po śmierci.

RYSZARDA KAPUŚCIŃSKIEGO PODRÓŻ DO SŁAWY
"Cesarz" (1978)
"Najlepsza książka roku 1983" ("Sunday Times").
"Jakby narodził się współczesny Swetoniusz wyposażony w fotograficzne oko Roberta Capy, dostrzegający najważniejsze cechy narodu, kiedy wydaje się, że popełnia on samobójstwo". (Michael Hastings, reżyser teatralnej wersji książki)

"Szachinszach" (1982)
"Książka o narodzinach i śmierci - zarówno tyranii, jak i rewolucji. Jest studium psychologicznym jednostki i tłumu, władcy i poddanego, policjanta i demonstranta. Kapuściński operuje w niej narracją filmową: widać płynące zewsząd tłumy, słychać krzyk, ale nie wiadomo jeszcze, czy jest to krzyk "za", czy "przeciw"". (Zbigniew Bauer, "Nowe Książki" 3/1982)

"Heban" (1998)
""Heban" to próba opisu i zrozumienia Afryki - jej złożoności i nieokreśloności. Warunków atmosferycznych. Przyrody. Ludzi: ich mentalności, wiary, nadziei i lęków. I wreszcie - last but not least - to konstatacja własnej bezradności wobec ogromu, odmienności i złożoności tamtego świata." (Michał Nawrocki, "Tygodnik Powszechny" 37/1999)

"Jeszcze jeden dzień życia" (1976)
"Jeden Kapuściński wart jest tysiąca skamlących i fantazjujących gryzipiórków. Dzięki jego niezwykłemu połączeniu reportażu i sztuki stajemy wreszcie tak blisko tego, co Kapuściński nazywa nie dającym się przekazać prawdziwym obrazem wojny". (Salman Rushdie, przedmowa do wyd. brytyjskiego)

"Busz po polsku" (1962)
"Kapuściński umie zademonstrować własny sposób pisania. Kłopoty pisarskie pojawiają się, gdy autor zaczyna szukać intelektualnej formuły swych spostrzeżeń". (Włodzimierz Maciąg, "Życie Literackie" 15/1962)

"Kirgiz schodzi z konia" (1968)
"... prawie całkowicie - na pozór - omija węzłowe współcześnie zagadnienia gospodarcze i polityczne azjatyckich republik ZSRR. Zarazem jednak z mistrzowską bieg-łością potrafi tu i ówdzie, w paru zdaniach zarysować właśnie te aktualne problemy socjalistycznego budownictwa". (Wojciech Giełżyński, "Nowe Książki" 24/1968)

"Podróże z Herodotem"
"To jedna z najdziwniejszych książek Ryszarda Kapuścińskiego, może najbardziej dziwna. Wspomnieniowa i współczesna, reportażowa i historyczna, biograficzna i socjologiczna, a w jakiejś mierze polityczna też. (...) Opowiada w niej i o swoich podróżach, o swoim poznawaniu i odkrywania świata. (...) Co decyduje o pisarskim sukcesie? W przypadku Ryszarda Kapuścińskiego - szczerość." (Krzysztof Masłoń, "Rzeczpospolita" 2/10/2004)

"Imperium" (1993)
"Polski reporter wraca po z górą dwudziestu latach do południowych republik (ZSRR - przyp. red.), które kiedyś zachwycały go swą egzotyką. Teraz, widziane u progu lat dziewięćdziesiątych, ziemie te ujawniają przede wszystkim dramaty zamieszkujących je narodów. (...) Jego relacja zbyt jest pospieszna, aby wystarczyło w niej miejsca na opis czego więcej niż - barwnych, to prawda, świetnie uchwyconych - ale tylko - obrazków." (Izabella Sariusz-Skąpska, "Znak" 3/1994)

"Dlaczego zginął Karl von Spreti" (1970)
"Książka stanowi komentarz do wyjaśnienia trudnej kwestii rozwoju ruchu rewolucyjnego i odpowiedź na pytanie: kiedy, w jakich okolicznościach partyzanci latynoscy, walczący z reakcyjnym reżimem, mają moralne prawo do aktów indywidualnego terroru". (Roman Samsel, "Nowe Książki" 8/1971)

Olgierd Budrewicz
Ryszarda Kapuścińskiego poznałem przed 40 laty. W 1970 r. na jego zaproszenie poleciałem do Meksyku, gdzie był stałym korespondentem. Miałem okazję odbyć z nim wiele rozmów, przyjrzeć się jego pracy. Ryszard miał już wtedy wielką wiedzę o Ameryce Łacińskiej, swoje opinie o tym świecie podparł kilkoma ofiarowanymi mi książkami znawców tematu. Interesował się kulturą i sztuką, problematyką społeczną, lecz przede wszystkim polityką, o czym pisał najwięcej do Biuletynu Specjalnego. Miał poglądy lewicowe, które zachował mimo różnych doświadczeń, przeżyć i transformacji w Polsce, a była to lewicowość w najlepszym tego słowa znaczeniu. Na moje zainteresowania - ludzie, obyczaje, Polacy na obczyźnie - patrzył z dużą wyrozumiałością, pomagał mi w kontaktach. Zachowałem w pamięci tamten czas, liczne pogawędki z Rysiem i jego wspaniałą, zawsze wyrozumiałą żoną Alą. Wbrew wypowiadanym teraz nieco laurkowym ocenom Ryszard bywał niekiedy zirytowany i zagniewany na coś lub kogoś, nie zawsze więc i w domu widziało się go w anielskim nastroju. I, jak wiadomo, przez całe intensywne życie, podczas trudnych i niebezpiecznych podróży, miewał - niekiedy poważne - kłopoty ze zdrowiem i mężnie je pokonywał. W kolejnych latach nasze kontakty towarzyskie stały się rzadsze, bo obaj intensywnie podróżowaliśmy, ale przecież od czasu do czasu dochodziło do spotkań. Pamiętam, że wypiliśmy kiedyś kawę w nieistniejącym już lokalu w siedzibie ekonomistów na Nowym Świecie i niemal cała długa rozmowa dotyczyła nie szerokiego świata, lecz Warszawy i moich zainteresowań varsavianistycznych. Usłyszałem wtedy niejedną uwagę i dopatrzyłem się jakby cienia żalu, że Rysio był za młody, by uczestniczyć z bronią w ręku w powstaniu warszawskim.

Fot: Z. Furman
Więcej możesz przeczytać w 5/2007 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 5/2007 (1258)

  • Wprost od czytelników29 sty 2007Wizerunek teściowej Nie zgadzamy się z opinią, że wizerunek naszego kraju za granicą nie jest zbyt ważny ("Wizerunek teściowej", nr 2). Dziś każdy świadomy polityk czy menedżer zdaje sobie sprawę z tego, że od postrzegania...3
  • Na stronie - Prawo do prawa29 sty 2007Krok po kroku, kawałek po kawałku Polacy odzyskują prawo do Polski - do własnego państwa prawa3
  • Skaner29 sty 2007ZIMA Z OGRANICZONĄ OSTROŚCIĄ W Polsce nie zapanował klimat śródziemnomorski, jak mogło się wydawać aż do 23 stycznia. Ale i tak mamy jedną z najłagodniejszych i - jak wiele wskazuje - najkrótszych zim w ostatnich dziesięcioleciach....6
  • Sawka czatuje29 sty 2007Henryk Sawka (www.przyssawka.pl)10
  • Playback29 sty 2007Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej © A. JAGIELAK18
  • Poczta29 sty 2007AGENT IGNACY W artykule "Agent Ignacy" (nr 2) Tadeusz Witkowski dzieli się z czytelnikami swoim odkryciem, iż agentem SB w strukturach Kościoła był nieżyjący od 16 lat biskup Jerzy Dąbrowski. Znaliś-my biskupa przez dwie dekady...18
  • Ryba po polsku - Przywrócić PRL!29 sty 2007Polska jest oazą bezmyślności i są wielkie starania, aby taką oazą pozostała19
  • Z życia koalicji29 sty 2007PEWNEGO RAZU SPOTKALIŚMY W SUPERMARKECIE Albert wiceministra Poncyliusza. Już chcieliśmy się z nim witać, gdy nagle polityk PiS sięgnął po telefon i zaraz potem zmienił mu się wyraz twarzy, a z jego ust zaczęły padać takie słowa, jak...20
  • Z życia opozycji29 sty 2007RYŚ ZAWYŁ, ŻE CAŁA WARSZAWA i pół Kampinosu go słyszało. Ryś Kalisz. Zawył z oburzenia w radiowej Trójce, że PiS zastawiło na biedną HGW pułapkę i przez tę łamiącą demokrację "wrzutkę do ustawy" może ona stracić...21
  • Wprost przeciwnie - Zaczadzeni Marksem29 sty 2007Zbrodnie FSB nie wstrząsną sumieniem Europy22
  • Fotoplastykon29 sty 2007Henryk Sawka (www.przyssawka.pl)23
  • Ministerstwo finansów Stokłosy29 sty 2007Były senator kupował przychylność urzędników Ministerstwa Finansów, Naczelnego Sądu Administracyjnego oraz resortu rolnictwa24
  • Waltzowanie prawa29 sty 2007Platforma Obywatelska wykorzysta syndrom męczennicy30
  • Pani minister gotuje29 sty 200711 tysięcy złotych z publicznych pieniędzy zapłaciła minister Anna Kalata za makijaż, manikiur i dobranie garderoby32
  • Europejczyk Rydzyk29 sty 2007Radio Maryja straciło zęby, bo weszło do politycznego mainstreamu34
  • Ojciec protestant29 sty 2007Tadeusz Rydzyk jest antykomunistą, ale udostępnia antenę ludziom PRL36
  • Giełda29 sty 2007ŚWIAT Światowy salon w Davos Światowy salon w bajkowym, alpejskim krajobrazie - mówi się o Światowym Forum Gospodarczym w Davos. I jak to w salonie, chodzi o to, żeby sobie pogadać z głowami państw i miliarderami o pomysłach na...38
  • Nie przepłacaj29 sty 2007Każdy z nas płaci dodatkowo kilkaset złotych miesięcznie, bo nie potrafi wybrać tańszych usług i towarów40
  • Kontynent amero29 sty 2007Czy dolary wymienimy na nową amerykańską walutę?46
  • Rozpędzony byk29 sty 2007Lamborghini dogania Ferrari48
  • 2x2=4 - Hus na stosie29 sty 2007Ludzie hierarchii - zarówno świeckiej, jak i duchownej - nie lubią przepraszać50
  • Supersam29 sty 2007  52
  • Moda kontra wojna29 sty 2007Mniej niż 500 nabywców rocznie mają na świecie kreacje haute couture. "Wysokie krawiectwo" tradycyjnie przynosi straty, ale domy mody nie rezygnują z niego ze względu na prestiż. Podczas Paryskiego Tygodnia Mody można było...52
  • Narty na dwa skręty29 sty 2007Kupić deski, które będą lepsze do ostrych skrętów (slalom specjalny), czy raczej te, które sprawdzą się podczas skrętów o dłuższym promieniu (gigant) - zastanawiają się amatorzy narciarstwa przy zakupie sprzętu. Jeśli szukamy...52
  • Przyjęcia Bożeny Dykiel29 sty 2007W filmie "Titanic" bohater grany przez Leonarda DiCaprio przeżywa męki przy stole, bo nie wie, do czego służą poszczególne sztućce. Dziś ze sztućcami, kieliszkami i całą zastawą stołową będziemy za pan brat po lekturze...52
  • Bezmięsna młodzież29 sty 2007Rośnie liczba wegetarian. Bezmięsna dieta jest coraz bardziej popularna, zwłaszcza wśród młodzieży. Z badań Akademii Rolniczej w Poznaniu wynika, że niechęć do jedzenia mięsa wzrosła w ostatnich latach z powodu powtarzających się...52
  • Twarz od Armaniego29 sty 2007Facedesignerzy, czyli projektanci twarzy, od Armaniego będą malować kobiety podczas otwarcia warszawskich Złotych Tarasów (7 lutego). "Filozofią Armaniego jest dopełnianie kobiety za pomocą stroju, a nie jej przytłaczanie. To coś...52
  • Prawo Lipca29 sty 2007Sportowe federacje rozpięły ochronny parasol nad skorumpowanymi działaczami54
  • Królowe oceanu29 sty 2007"Wdowa z Windsoru" nieprzypadkowo została patronką najnowszego statku pasażerskiego MS "Queen Victoria". Za panowania Wiktorii Wielka Brytania niepodzielnie rządziła na morzach po pokonaniu hiszpańsko-francuskiej armady w...58
  • Narciarstwo winne29 sty 2007Szusując w Dolomitach, najlepiej pić lagreina, schiavę bądź teroldego60
  • Dziurawa tarcza29 sty 2007Broń ofensywna zawsze rozwijała się szybciej niż systemy obrony60
  • Pazurem - Życie w GS-ie29 sty 2007Na czele parafialnego koła sobowtórów Jana Pawła II stoi sobowtór, który nijak nie jest do papieża podobny63
  • Krótko po Wolsku - Pechowcy potrzebni od zaraz29 sty 2007Nie ma to jak być pechowcem. W Ameryce! Być pechowcem i znaleźć się w odpowiednim czasie w odpowiednim miejscu to lepiej, niż urodzić się w rodzinie milionera. Kobieta, która oblała się kawą w McDonaldzie, bo nie wiedziała, że...63
  • Know-how29 sty 2007Samiec w ciąży Konik morski to jedyny samiec, który łamie żelazną zasadę obowiązującą w naturze i zachodzi w ciążę. Potomstwo rośnie w kieszeni na jego brzuchu i opuszcza ją, gdy jest gotowe do samodzielnego życia. Do tej pory...68
  • Syndrom niedzielnego sportowca29 sty 2007Co drugiemu Polakowi niemal codziennie doskwiera ból kręgosłupa68
  • Hormony sukcesu29 sty 2007Im więcej testosteronu, tym większe szanse na dobre stanowisko76
  • Zwierzęta postępu29 sty 2007Pingwiny Humboldta to najsłynniejsi geje wśród ptaków78
  • Bez granic29 sty 2007Łukaszenka wyrusza na Zachód Aleksander Łukaszenka "skieruje się na Zachód". Prezydent oświadczył, że nadszedł sprzyjający moment, by poprawić relacje Mińska z Zachodem. Wezwał do "otwartego i uczciwego dialogu",...80
  • Bush, prezydent demokratów29 sty 2007Zmiana politycznej warty w Ameryce nie musi oznaczać odejścia od konserwatywnych wartości82
  • Parasol Angeli29 sty 2007Na spotkaniu z Putinem w Soczi Merkel robiła dobrą minę do złego psa86
  • Moskiewski sen29 sty 2007W stolicy Rosji pogoda sprzyja bogaczom88
  • Recenzor29 sty 2007FILMY DVD SKOK DO SEDESU Autodestrukcja jest bardzo filmowa, a jeśli za kamerą stanie reżyser tak utalentowany jak Danny Boyle, może się stać niebezpiecznie atrakcyjna. To właśnie przypadek "Trainspotting". Na próżno jeden z...92
  • Snob Oscar29 sty 2007Hollywood śpi na wielkich pieniądzach, a śni o jeszcze większym prestiżu96
  • Zawód: reporter29 sty 2007Ryszard Kapuściński był tak dobrym pisarzem, że nie zasługuje na chwalenie go za wszystko100
  • Wencel gordyjski - Malinowy król29 sty 2007Strach pomyśleć, co Rocky zrobiłby naszemu Andrzejowi Gołocie104
  • Ueorgan Ludu29 sty 2007Nr 5 (222) Rok wyd. 6 WARSZAWA, poniedziałek 29 stycznia 2007 r. Cena + VAT + ZUS + akcyza Cała prawda związana z brakiem oświadczenia HANIU, WYSTARCZY - mówi p. Waltz "UeoL" wdrożył śledztwo dziennikarskie (konkretnie dostał...105
  • Skibą w mur - Polskie smaki29 sty 2007W kategorii "narzędzie roku" zwyciężyła Renata Beger - "najbardziej wypasiona nagrywarka IV RP"106