IV rozbiór Polski

IV rozbiór Polski

Historię Polski znów piszą Rosjanie i Niemcy
Polska była przez wieki obiektem presji kolonialnej dwóch imperiów - Rosji i Niemiec. Skutki tej presji do dziś wpływają na naszą świadomość. To źle, bo tęsknota za imperium wśród naszych sąsiadów nie słabnie. Dobitnie pokazuje to przykład reakcji Moskwy na likwidację symboli rosyjskiej dominacji w Estonii.

Władcy umysłów
Trudno zrozumieć, dlaczego teoria postkolonializmu nie spotkała się dotychczas w Polsce z szerszym zainteresowaniem. Jej twórcy przypominają oczywistą od czasów Hegla i Marksa prawdę, że władza polityczna narzuca również zgodny z jej interesami sposób postrzegania świata. Imperia kształtują historię własną i podbitych narodów po to, aby ugruntować nad nimi swoje panowanie. Celem jest osiągnięcie dominacji nad świadomością narodów, a nie zwierzchnictwo nad zamieszkałym przez nie terytorium. Panując nad umysłem, można sobie zapewnić rzeczywistą władzę nad państwem przez całe generacje.
Te konstatacje nie znajdują jednak zastosowania w nowożytnych rozważaniach nad tożsamością narodów. A powinny. Pozwalają bowiem na dekonstrukcję pozostałości imperialnych klisz w umysłach dzisiejszych społeczności. Istnieje szczególnie wiele powodów, aby teoria postkolonializmu stanowiła jedną z podstawowych kategorii służących opisowi polskiej historii. Wymieńmy trzy z nich. Po pierwsze, jest narzędziem, które tłumaczy fenomen III Rzeczypospolitej wcale nie gorzej niż teoria postkomunizmu. Po drugie, daje silne argumenty polskiej dyplomacji w jej grach z Moskwą i stolicami innych mocarstw. I wreszcie, Polska ma znaczący wkład w jej rozwój. Ewa M. Thompson, autorka "Trubadurów imperium", jednej z najciekawszych książek poświęconych postkolonializmowi, jest Polką, profesorem slawistyki na jednym z najlepszych amerykańskich uniwersytetów.

Figury imperializmu
Jedna z podstawowych tez teorii postkolonialnej głosi, że interpretacje historyków są w dużej mierze funkcją władzy imperialnej. Także kolonializm jest utożsamiany z podbojami mocarstw europejskich w Afryce, Azji czy Ameryce. W efekcie, jak dowodzi prof. Thompson, "biali Europejczycy poddani kolonialnej żądzy Rosji czy Niemiec (...) prawie wcale nie uświadamiają sobie, że w rzeczy samej byli poddanymi kolonialnymi. Do tej pory patrzyli oni na swych rosyjskich, austriackich czy niemieckich okupantów jako na narody, które zwyciężyły ich w wojnie, a nie jak na nacje zaangażowane w długoplanowy projekt kolonialny. Narody te nie opowiedziały jeszcze światu swojej historii (...)".
Prawdziwa historia Polski nie jest znana światu i, co gorsza, nie jest znana nam samym. To, co wiemy na temat własnych dziejów, w dużej mierze zostało nam narzucone przez mocarstwa imperialne, które od początku XVIII wieku starały się zniszczyć Polskę i polskość. Ich największym sukcesem było wprowadzenie do świadomości Polaków przesądu, według którego sami jesteśmy odpowiedzialni za prawie 300-letnią zależność od obcych mocarstw. Mamy tu do czynienia z jedną z podstawowych socjotechnicznych figur panowania kolonialnego - imperialny podbój jest w gruncie rzeczy wielkim dobrodziejstwem uczynionym podbitemu. Polacy w XVIII wieku rzekomo nie potrafili się sami rządzić, kraj popadał w anarchię i dlatego Rosja, Prusy i Austria uczyniły gest miłosierdzia i podzieliły się "chorą Polską". Inna figura imperialnej manipulacji polega na burzeniu wizerunku podbijanego narodu. Zaborcy zarzucili więc, że zanarchizowane państwo polskie gnębiło innowierców i stanowiło zagrożenie dla stabilizacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Skolonizowane umysły
Dziś widać, że fakty nie miały znaczenia. Nawet to, że Rzeczpospolita od początku wieku XVIII znajdowała się pod protektoratem Moskwy, więc nie odpowiadała w pełni za swoją politykę, albo to, że wymazano ją z mapy Europy zaraz po tym, jak dokonała jednych z największych reform w swoich dziejach. Wystarczyło, że setki lat zaborcy pisali w umysłach Polaków "wspólny podręcznik do historii", ponieważ to właśnie imperium, jak twierdzi prof. Thompson, "narzuca swój dyskurs pokonanemu narodowi i wypiera jego opowieść z pamiętanej historii".
Ani w 1919 r., ani w 1989 r. nie udało się nam zrzucić ostatecznie postkolonialnego jarzma. To efekt działań, jakie Rosja i Niemcy prowadziły przez 300 lat. Warunkiem, aby stały się imperiami, nie było jedynie podbicie naszego terytorium. Musiały pozbawić Polaków tożsamości narodowej. I robiły to konsekwentnie, stosując wszelkie możliwe metody. Ta polityka musiała pozostawić ślad trwalszy niż pomniki, symbole panowania. Przeorała świadomość Polaków i ukształtowała też dzisiejsze postrzeganie nas przez byłych zaborców. Często nie jesteśmy w stanie dostrzec przejawów skolonizowania umysłów. Składają się nań takie zjawiska, jak niedocenianie własnej tradycji opartej na prymacie wolności, swobód i prawa nad władzą polityczną, zaniżona samoocena oraz kompleks niższości wobec Zachodu czy też serwilizm i klientyzm w polityce zagranicznej, a nawet łatwość w krytykowaniu kraju za granicą. Bez wyleczenia tych postkolonialnych chorób świadomości nie uda się nam odbudować normalnego państwa.
Postkolonialnemu zatruciu polskich umysłów towarzyszą refleksy kolonizatorskie krajów postimperialnych. Wielu przykładów tej tezy dostarczają nam Rosjanie, którzy od czasów putinowskich prowadzą antypolską kampanię wzorowaną na tej, jaką prowadziła Katarzyna II, uzasadniając likwidację Polski. Doradcy międzynarodowi prezydenta Rosji zgodnym chórem oskarżają Polskę o to, że zagraża procesowi jedności i stabilizacji kontynentu europejskiego. Na tym koncepcie opierają swą szeroką politykę wobec UE, nie bacząc, że wykracza to poza granice zdrowego rozsądku.
Mentalność postimperialna widoczna jest także za Odrą. Przejawia się na przykład w artykułach niemieckich dziennikarzy marzących o niemieckiej misji cywilizacyjnej na Wschodzie czy burzeniu wizerunku Polski przez niektóre kręgi intelektualne i polityczne RFN pod zarzutem nietolerancji i nacjonalizmu. Notabene, przypisanie negatywnej konotacji nacjonalizmowi to kolejny sprytny zabieg kolonizatorów, którzy byli świadomi, że podbite narody nie mają innej broni przeciwko nim jak właśnie nacjonalizm.
"Trwałość rządów imperialnych musi być nie tylko chroniona siłą zbrojną, lecz także poparta prestiżem historiografii i pamięci" - uważa prof. Thompson. Nieprawda zatem, że uprawianie tzw. polityki historycznej przeszkadza skutecznej dyplomacji. Przeciwnie. Spór o pamięć, który dziś toczy Moskwa ze swoimi byłymi satelitami, jest tak samo realny jak wojna, w której bronią są czołgi i samoloty. To wojna postkolonialna.
Okładka tygodnika WPROST: 21/2007
Więcej możesz przeczytać w 21/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 1
  • bez-nazwy   IP
    Dzisiaj tak naprawde zachodnie firmy wykupuja nasze fabryki albo je niszcza przy pomocy naszych wspaniał politykow ktorych sami wybralismy dla dobra wspolnego .To oni pomagaja tym duzym korporacja wchodzic na nasz rynek globalizujac wszystko do okoła .Od wielu lat społeczensto budowało dla pokolen lepszea przyszłosc ,to co zrobili albo eypraxowali dla nastepnych pokolen przechodzi dzisiaj wrece globalistow za cene rocznego zysku danej firmy .Czy nasze społeczenstwo jes na tyle zamorzne zeby wysprzedawac dobra panstwowe za bezcen dla dobra nastepnego pokolenia .Nami rzadzi kupa baranow ktora dba tylko o swoj biznes a nie o biznes dla dobra spoleczenstwa .To jest dopiero poczatek tych rozgrywek ,trzymajcie sie moi mili pansteo za kieszen ,bo jak bedziemy mieli euro w naszym ktraju to dopiero poczujemy dobrobyt na ktory bedzie nam brakowac.Tak naprawde nic nam dobrego nasi politycy nie zgotuja bo sami musza sie najesc,a apetyt maja wielki dla wszystkich nie starczy

    Spis treści tygodnika Wprost nr 21/2007 (1274)


    ZKDP - Nakład kontrolowany