Zaciskam pięści

Zaciskam pięści

Rozmowa z Donaldem Tuskiem, przewodniczącym PO
"Wprost": Założyłby pan, wzorem Janusza Palikota, koszulkę z napisem "Jestem gejem" lub "Jestem z SLD"?

Donald Tusk: Nie. Mówiąc kiedyś, że każdy ma swojego Palikota, podkreślałem, że takie poglądy w PO to ekstrawagancja. A ja nie dam się ustawić w roli przywódcy Frontu Jedności Narodu przeciwko Kaczyńskim.

Jest pan liderem opozycji.

Ale platforma ma dziś dwie role. Po pierwsze, zatrzymać radykałów spod znaku Leppera, Giertycha i, niestety, Kaczyńskiego. Po drugie, być tarczą zabezpieczającą Polskę przed powrotem SLD.

Chce pan rządzić samodzielnie?

Oczywiście, że chcę. Rząd koalicyjny jest ciągłym targiem i kłótniami. Zawsze będzie gorszy od jednolitego. Dzisiaj widać to szczególnie wyraźnie. Samodzielne rządy są w zasięgu ręki, choć wymaga to wielkiej pracy, determinacji i szczęścia, którego w ostatnich wyborach nam zabrakło.
A jeśli zabraknie i teraz?

Wiele wskazuje na to, że platforma wygra wybory.

I będzie mogła rządzić bez koalicjantów?

To może być trudne, ale nie jest niemożliwe.

A jeśli się nie uda?

To możemy być główną partią przyszłej koalicji rządowej.

Partnerem będzie PiS?

Kiedy patrzę na pewne działania polityków PiS, pięści same mi się zaciskają. Ale zawsze lepiej szukać możliwości dialogu.

Bardzo pan tajemniczy.

To spytajcie mnie wprost: czy wyobrażam sobie współrządzenie z PiS.

Wyobraża pan sobie? Z trudem.

A z SLD? Z trudem.

Platforma do wynajęcia?

Wręcz przeciwnie. Dziś mamy równy dystans do PiS i SLD. Jeśli wygramy wybory, ale nie tak zdecydowanie, by rządzić samodzielnie, precyzyjnie sformułujemy priorytety, wokół których zechcemy zawiązać koalicję.

I rozpiszecie konkurs na koalicjanta platformy?

I zobaczymy, kto będzie w stanie w większym stopniu zaakceptować nasz program.

Kto jest dziś bliższy?

Niestety, dziś zarówno PiS, jak i SLD są od nas dość daleko. I całkiem blisko siebie. Powiem coś, co pewnie was zdziwi, choć może nie będzie sensacją na miarę teletubisiów lub nieistniejącego konta premiera. Uważam, że po następnych wyborach możliwa będzie koalicja PiS i SLD.

Żartuje pan?

Nie. Za dwa lata obie partie będą w specyficznej sytuacji. PiS stanie w obliczu utraty władzy, co nigdy nie jest położeniem komfortowym. Z kolei SLD stanie przed wizją kolejnych czterech lat w opozycji, co na dłuższą metę może oznaczać polityczną śmierć. W tej sytuacji te partie mogą się niespodziewanie odnaleźć jak w korcu maku.

Chyba jednak pan żartuje. Albo nie słucha, co bracia Kaczyńscy mówią o SLD.

Słucham i widzę, że to antykomunistyczne paliwo powoli się kończy. Wbrew pozorom Jarosław Kaczyński jest jedną z najbardziej elastycznych postaci na polskiej scenie politycznej.

To pan mówił przed chwilą, że platforma może rządzić i z SLD, i z PiS.

Pamiętacie, co w przeszłości Jarosław Kaczyński i jego brat mówił o Lepperze? Przecież to było największe zagrożenie dla Polski! Jeszcze niedawno politycy PiS mówili, że "Andrzej Lepper to marny watażka, który demoluje państwo polskie i trzeba go jak najszybciej zatrzymać". A Ludwik Dorn nazwał Leppera "zaplutą wycieraczką SLD".

I co z tego?

To, że gdy Jarosław Kaczyński czuje, że coś mu da władzę, może przełknąć wszystko. Łącznie z PZPR-owską przeszłością własnych ministrów.

Mimo wszystko wizja koalicji PiS i SLD to chyba prowokacja intelektualna.

Wcale nie. Niewykluczone, że gdy platforma po wyborach ogłosi takie propozycje, jak prorodzinny podatek liniowy czy jednomandatowe okręgi wyborcze, obie te partie pokażą nam figę i połączą się w socjalistycznym froncie odmowy.

A już myśleliśmy, że pan chce się pogodzić z braćmi Kaczyńskimi. W wywiadzie dla "Wprost" prezydent mówi, że podczas waszego ostatniego spotkania zobaczył w panu dawnego, sympatycznego Donalda.

To raczej ja widzę przemianę prezydenta. Przedostatnie spotkanie zaczęło się od demonstracyjnej odmowy podania mi ręki. Teraz był kordialny uśmiech i uścisk. Nic dziwnego, że atmosfera rozmowy była lepsza. Tyle że ja do emocjonalnych kaprysów Lecha Kaczyńskiego się przyzwyczaiłem.

A pan w tych relacjach nie ma sobie nic do zarzucenia?

Każdy, kto mnie zna, wie, że nigdy nikomu nie odmówiłem podania ręki. Ale ta serdeczność prezydenta mnie nie zaskoczyła. Wiem ze swoich źródeł, że PiS postanowiło zmienić strategię wobec platformy.

To znaczy?

Jestem przekonany, że tę scenkę z serdecznym przywitaniem mnie przez Lecha Kaczyńskiego starannie wyreżyserowali propagandziści PiS. Po zjedzeniu Ligi Polskich Rodzin chcą się umacniać w centrum i kreują się na umiarkowanych, wygładzonych polityków.

Skąd takie wnioski?

Wystarczy uważnie popatrzeć. Nawet naczelny agresor PiS Jacek Kurski buduje wizerunek łagodnego, miłego polityka. Co z tego, że krwiożercza bestia przebierająca się w koronkowe sukieneczki, białe podkolanóweczki i sandałki wygląda śmiesznie? Widocznie Kurski znów założył, że "ciemny lud to kupi".

A kupi?

W moim przekonaniu lud ani nie jest ciemny, ani tego nie kupi. Podobnie jak nie kupi prezydenta zakochanego w Tusku.

To po co PiS ta zmiana?

Bo braci Kaczyńskich coraz bardziej uwiera Lepper i Giertych. Nie chcą być prymitywną partią prawicy. Jak najmniej teletubisiów i walki z emisją w telewizji "Czterech pancernych", jak najwięcej Kurskiego w podkolanówkach i poklepywania Tuska po ramieniu.

Czyli odrzuca pan wyciągniętą rękę prezydenta?

Nie. Nawet jeśli ocieplenie relacji wynika z politycznej taktyki, warto z niego skorzystać. Jeśli da się wyłączyć z konfliktu politycznego sprawy zagraniczne, eurokonstytucję czy na przykład przygotowania do Euro 2012, jestem za.

Na razie ma pan polityczne konflikty w platformie. Jan Rokita chyba się u was coraz gorzej czuje.

Rokita czasem okazuje irytację, że nie zawsze jest w centrum zdarzeń. Jak na swój temperament jest jednak wyjątkowo zdyscyplinowany.

I zmarginalizowany. Bo pan postawił na Komorowskiego.

Komorowski gwarantuje, że platforma nie skręca ani w lewo, ani w prawo, a równocześnie jest znacznie bardziej przekonujący w naszej stałej konfrontacji z rządzącymi.

Bo Rokita jest propisowski?

On sam po fiasku negocjacji koalicyjnych z PiS powiedział mi, że w atakowaniu PiS nie będzie już działał z takim talentem i werwą jak przeciwko SLD i Millerowi.

I przez to się stał PO niepotrzebny?

To jest taki nasz Pippo Inzaghi. Genialny rezerwowy, który już kilkakrotnie w kluczowych momentach rozstrzygał o zwycięstwie AC Milan.

A jak przejdzie do innej drużyny?

Nie przejdzie. Rokita, mimo iście diabelskiego temperamentu, kieruje się w polityce rozumem i honorem, a nie emocją i okazją.

I dopóki platforma ma kosę z PiS, Rokita będzie w rezerwie? Tym bardziej że ostatnio macie sztamę z SLD.

Nie mamy. Wiem, że nasi przeciwnicy mają ochotę podzielić scenę polityczną według schematu: III RP kontra IV RP. My w to nie wchodzimy. Nie chcemy, by Polska zamieniła się w spektakl, w którym Trzecia Rzeczpospolita łomocze Czwartą i odwrotnie.

Bo dla was w tej łomotaninie nie ma miejsca?

Polskie państwo jest jak wóz, który utknął w błocie. SLD chce ten wóz cofnąć. PiS ogląda wóz i chce badać, kto jest winny, że wóz grzęźnie. A platforma chce ten wóz wyciągnąć z błota i jechać do przodu.

Ogłasza pan powstanie V Rzeczypospolitej?

Nie ze mną te numery, Bruner! Nie jestem numerologiem.

Trzecia i pół?

Nie ma powrotu do przeszłości, nie ma zgody na teraźniejszość. Przygotowujemy dobrą zmianę, a nie nowy numer. I nie chcemy mieć nic wspólnego ze złymi praktykami obecnej władzy.

Z likwidacją WSI też nie chcecie mieć nic wspólnego?

PO głosowała za likwidacją WSI.

A potem rozjechaliście raport likwidacyjny.

Bo jego lektura jest druzgocąca. Dla autorów. Nasza zgoda na likwidację WSI nie oznaczała zgody na to, by Antoni Macierewicz po raz kolejny kompromitował polskie państwo.

Ostre słowa.

Ale prawdziwe. Dziś niestety jest tak, że ludzi o wątpliwej reputacji zastępują ludzie o wątpliwej kompetencji. A znakiem firmowym IV RP jest filozofia: jak staramy się coś naprawić, to możemy wszystko inne schrzanić.

Mimo wszystko chyba dobrze, że WSI już nie ma.

To, co jest obsesją polityków PiS, jest równocześnie ich siłą napędową. Dzięki tej obsesji potrafią pewne sprawy doprowadzić do końca. To, że dziś nie ma już WSI, jest plusem ich rządów i nie zamierzam tego kwestionować. Ale likwidacja oczywistych patologii nie może być usprawiedliwieniem dla naruszania prawa, własnej wersji nepotyzmu i ciągłych rujnujących życie publiczne konfliktów. Czas zakończyć zimną wojnę domową Polaków.

Czyli trzeba razem z SLD bronić demokracji przed PiS?

Mówicie o wspólnej konferencji Wałęsy, Kwaśniewskiego i Olechowskiego? Całe to posunięcie to sprytny zabieg Aleksandra Kwaśniewskiego, niestety, oparty na zakłamaniu.

Jakim?

Lech Wałęsa to wielkie nazwisko. To historia autentycznej walki o demokrację. Wielu uczestników spotkania to wybitne osobistości życia publicznego. Ale istotą tego przedsięwzięcia jest próba rewitalizacji lewicy, wzmocnienia SLD i w konsekwencji powrót do władzy i bezkarności polityków, którzy nie wystąpili z przemówieniami na uniwersytecie, ale w kuluarach nie kryli swoich aspiracji. Mniej podnieca ich demokracja, bardziej władza i interesy. Nie mogą liczyć na pomoc z naszej strony. 


Rozmawiali Katarzyna Nowicka i Marcin Dzierżanowski

Fot: Z. Furman
Okładka tygodnika WPROST: 23/2007
Więcej możesz przeczytać w 23/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 23/2007 (1276)


ZKDP - Nakład kontrolowany