Człowiek z mitów

Człowiek z mitów

Marek Papała jako superglina i pogromca mafii to pośmiertna legenda
Bał się osób o silnych osobowościach i kompetentnych i takie osoby niszczył. Miał skłonność do intryg, kierował się często nieprawdziwymi donosami. Tak gen. Marka Papałę charakteryzował w czasie zeznań jego bliski współpracownik. Obraz zamordowanego w czerwcu 1998 r. szefa policji, wyłaniający się z materiałów toczącego się od dziewięciu lat śledztwa, jest inny, niż przedstawiają to politycy wszystkich opcji. Gen. Marek Papała bohaterem został po śmierci - za życia miał zdecydowanie więcej wrogów niż przyjaciół. Ten odbrązowiony obraz Papały komplikuje śledztwo w sprawie jego śmierci, bo zmusza do badania wątków, w których nie jest on tylko pogromcą mafii, lecz funkcjonuje w co najmniej dziwnych układach.Mitologię gen. Papały zaczęli budować politycy na swoje potrzeby. Co roku podczas mszy w rocznicę śmierci generała w kościele można było zobaczyć oficjeli, którzy deklarowali, że znalezienie zabójcy byłego komendanta jest sprawą honoru. Przez dziewięć lat takie deklaracje składał niemal każdy kolejny minister spraw wewnętrznych i szef resortu sprawiedliwości. Leszek Miller przechwalał się, że to on znalazł młodego, zdolnego policjanta i zrobił go komendantem głównym. W 2001 r. Miller i klub SLD, oburzeni rzekomą skrajną biedą generałowej Małgorzaty Papałowej, zadecydowali, że córka komendanta dostanie specjalną jednorazową rentę w wysokości 50 tys. zł. Gdy podczas obrad komisji śledczej ds. afery Rywina Zbigniew Ziobro wspomniał, iż domniemany zleceniodawca zabójstwa gen. Marka Papały obracał się w kręgach bliskich SLD, Miller eksplodował. To wtedy padły słynne słowa: "Generał Papała był moim przyjacielem. Pan jest zerem, panie Ziobro".

Mit pierwszy - superglina
- Papała mówił to samo, co każdy z komendantów głównych: że trzeba odchudzić komendę główną, ucywilnić administrację. Wyróżniał się chyba tylko tym, że był bardziej promowany niż inni - mówi jeden z generałów. - Przypisuje mu się utworzenie pionu narkotykowego, jednak w rzeczywistości wymusili to na nim Amerykanie i Unia Europejska.
Mitem jest wizerunek Papały jako pogromcy mafii. - To prawda, miał ciekawe pomysły na reformę policji, ale służby kryminalne właściwie go nie interesowały - mówi inny kolega Papały. - Na przestępczości zorganizowanej właściwie się nie znał. W tej dziedzinie ani niczego nie zepsuł, ani niczego po sobie nie zostawił.
Z dokumentów śledztwa, do których dotarł "Wprost", wynika, że współpracownicy Papały zapamiętali go jako osobę nie znoszącą konkurencji. Wielu zeznających policjantów przyznawało, że jeśli poczuł, że ktoś mu zagraża, najczęściej go eliminował. Za jego czasów szarą eminencją w Komendzie Głównej Policji stał się gen. Roman Kurnik, jedna z najciemniejszych postaci resortu spraw wewnętrznych po 1989 r. Ten były szef kadr Służby Bezpieczeństwa, nazywany przez prasę ojcem chrzestnym afer w policji, uchodził za łącznika między światem byłych esbeków a policją III RP. To właśnie gen. Papała uczynił Kurnika swoim zastępcą. Potem mówiono, że w istocie to ten drugi zakulisowo steruje swoim zwierzchnikiem. - Marek nie ufał nikomu. Wierzył, że wszyscy, którzy byli przed nim w komendzie głównej, tworzyli jakiś układ. Odsuwał ich jak najdalej. Prawie wszyscy bezpośrednio podlegli mu funkcjonariusze byli niezadowoleni z kontaktów z komendantem - mówi jeden z generałów policji.

Mit drugi - wzorowy mąż
Trudny charakter gen. Papały przekładał się na jego życie rodzinne. Śledczy zajęli się tym zwłaszcza w początkowym etapie śledztwa, kiedy badali ewentualne rodzinne i prywatne motywy zabójstwa. W 1998 r. Papała szykował się do wyjazdu na placówkę dyplomatyczną do Hagi, gdzie miał zostać oficerem łącznikowym. Znajomi generała wspominają, że nie zamierzał zabierać z sobą żony. - Małgosia była tym zdenerwowana. Bała się, że zostanie bez środków do życia - mówi znająca Papałów policjantka. W jednej z analiz śledczy napisali: "Małgorzata Papała nie miała dostępu do życia zawodowego męża, zajmowała się domem. W okresie »szczytnieńskim« [kiedy Papała pracował w szkole policyjnej w Szczytnie] małżeństwo miało ulec rozwiązaniu. Później jednak nastąpiła poprawa, być może z uwagi na dbałość Marka Papały o własny wizerunek".

Mit trzeci - pogromca układu
"Starał się modyfikować krąg znajomych z nastawieniem na aktualny krąg władzy" - zeznała w śledztwie jedna z sekretarek generała. Bo choć Papała uchodzi dziś za pogromcę układów, sam chętnie w nie wchodził. Wśród jego znajomych oprócz Edwarda Mazura znajdowali się wysocy rangą oficerowie SB, m.in. podejrzewany o związki z interesami narkotykowymi gen. Józef Sasin, płk Jan Bisztyga, ostatnio znany jako bohater zakrapianej kolacji Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym, oraz Hipolit Starszak, prymus kursów KGB, pogromca antykomunistycznej opozycji, a dziś najbliższy współpracownik Jerzego Urbana.
- Był nadmiernie ambitny i często uważano go za karierowicza. Kolejne awanse zawdzięczał poparciu z jednej strony ks. Henryka Jankowskiego, z drugiej - Romana Kurnika - opowiada były oficer KGP. - Papała był moim wieloletnim przyjacielem - potwierdza w rozmowie z "Wprost" prałat Henryk Jankowski. - Dwa dni przed śmiercią generał przyprowadził do mnie na kolację Edwarda Mazura. Mówił on o jakiś biznesach, ale czuję, że on po prostu chciał podbudować swoją pozycję moim nazwiskiem. Ten Mazur to był bardzo dziwny, podejrzliwy człowiek - wspomina ks. Henryk Jankowski. Protekcja u gdańskiego prałata była prawdopodobnie nagrodą za roczny kurs językowy, jaki Mazur załatwił Papale w Stanach Zjednoczonych.
Z akt śledztwa wynika, że gen. Papała chętnie korzystał z zagranicznych wyjazdów opłacanych przez firmy - prywatne i państwowe. Już po odejściu ze stanowiska szefa policji generał przyjął w czasowe użytkowanie od ówczesnego dyrektora Centrum Daewoo Edwarda Trylnika samochód Daewoo Espero. Śledczy podkreślają jednak, że takie wówczas były zwyczaje. Dzisiaj tego typu "prezentami" zainteresowałoby się policyjne Biuro Spraw Wewnętrznych.
Ikona szlachetnego supergliny, który bezkompromisową walkę z mafią przypłacił życiem, była potrzebna politykom różnych opcji, zwłaszcza SLD, z którym Marek Papała był szczególnie blisko związany. Dziś, prawie dziewięć lat po jego śmierci, warto obiektywnie spojrzeć na jego postać. Pierwszym odważnym, który zaczął odbrązawiać Papałę, był minister Marek Biernacki. W jednym z wywiadów stwierdził nawet, że zabójstwo komendanta "to nie były porachunki z gangsterami, tylko sprawy wewnętrzne MSW, dotyczące środowiska, z którego wyszedł, i środowiska politycznego, w którym się obracał". - Przecież Papała nie rozbił żadnej mafii - zauważył wtedy Biernacki.
Okładka tygodnika WPROST: 23/2007
Więcej możesz przeczytać w 23/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 23/2007 (1276)


ZKDP - Nakład kontrolowany