Ludzie na sprzedaż

Ludzie na sprzedaż

Niewolników jest dziś więcej niż kiedykolwiek w historii
Pudełko kakao, naćpane dzieciaki żebrzące w Bagdadzie i żakiet uszyty w podwarszawskim Piasecznie. Co je łączy? Niewolnictwo. Dziś niewolnicy są tańsi niż kiedykolwiek w historii. Organizacje zajmujące się tym procederem szacują, że na świecie jest 27 mln niewolników. Ostrożne statystyki Międzynarodowej Organizacji Pracy mówią co najmniej o 12,3 mln. Z danych ONZ wynika, że co roku przez granice jest szmuglowanych 800 tys. osób, które później są zmuszane do niewolniczej pracy. Policja nigdy nie otrzyma zgłoszenia o przestępstwie popełnionym w niepozornym domu w Piasecznie. Wietnamka działająca w Międzynarodowym Stowarzyszeniu Praw Człowieka powołuje się na zeznania jej dwóch rodaków, którzy stamtąd uciekli. Rok temu przez kilka tygodni byli przetrzymywani z grupą 30 Wietnamczyków w piwnicy. Znajdowała się tam szwalnia, w której pracowali na zmiany. Nie wychodzili. Przez kilka dni, gdy zdaniem nadzorcy pracowali za wolno, nie dostali jedzenia. Kilka razy ich pobito. Dwaj mężczyźni uciekli, ale nie zgłosili się na policję, bo w Polsce byli nielegalnie. Stąd, też nielegalnie, uciekli do Niemiec. W stowarzyszeniach imigrantów można usłyszeć dziesiątki podobnych historii. Są dowodem na to, że Polska wpisuje się w globalny rynek niewolników. - Dość długo byliśmy krajem tranzytowym, ale ostatnio Polska zmienia się w kraj docelowy dla ludzi wykorzystywanych do niewolniczej pracy - mówi "Wprost" Janusz Kaczmarek, minister spraw wewnętrznych i administracji. Podkreśla, że zjawisko to będzie się nasilać, gdy wejdziemy do strefy Schengen w 2008 r. - Jednocześnie nasi obywatele, którzy wyjeżdżają w nieznane do pracy czy na wakacje za granicę, niedostatecznie znając język, często nie zdają sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwo się narażają - dodaje wiceminister Wiesław Tarka odpowiedzialny w MSWiA za współpracę międzynarodową. Według Organizacji ds. Migracji, 10 tys. Polaków, głównie kobiet, staje się co roku ofiarami handlu ludźmi.

Dziecięca krucjata
Dziesięcioletnia Kim, pochodząca z rodziny tybetańskich uchodźców, w 1985 r. została sprzedana podróżującemu po Indiach pastorowi z USA. Mężczyzna przeszmuglował ją do Massachusetts. Przez lata Kim służyła mu jako pomoc domowa. Była też gwałcona. Pastor wmówił jej, że jeśli komuś o tym powie, jej rodzina trafi do więzienia. Sprawa wyszła na jaw po pięciu latach. Dziewczyna skontaktowała się z krewnymi i dowiedziała się, że jej siostry podzieliły jej los. Wtedy poszła na policję. Historię Kim opisał David Batstone w książce "Not for Sale: The Return of the Global Slave Trade and How We Can Fight It". Wykładowca etyki na University of San Francisco zainteresował się tematem niewolnictwa, gdy okazało się, że kelnerka w jego ulubionej restauracji w San Francisco jest niewolnicą z Indii. Właściciel lokalu był pośrednikiem w sprzedaży kilkuset dziewcząt i chłopców.
Batstone wybrał się w podróż po pięciu kontynentach, badając współczesne niewolnictwo. Za najpowszechniejsze uważa wykorzystywanie w rolnictwie (na plantacjach ryżu w Azji, herbaty w Afryce, kakao w Ameryce Południowej), w kopalniach i cegielniach. Często właściciel ziemi czy fabryki wypłaca pracownikom pieniądze ledwo starczające na jedzenie albo udziela pożyczki na przykład na wyprawienie ślubu. - Wraz ze spłatą długu zaczyna się niewolnicza praca. W Indiach spotkałem rodzinę, w której cztery pokolenia kobiet pracowały, by spłacić dług zaciągnięty przez przodka. Pożyczka stanowiła ekwiwalent 10 dolarów. To nielegalny proceder, ale trudno dowieść, że jest przymusowy - mówi Batstone.
Pochodząca z Sierra Leone Sandra przyjechała do Wielkiej Brytanii, gdy miała 11 lat. Mężczyzna, który ją przywiózł, obiecał jej rodzicom, że znajdzie dziewczynce szkołę w Londynie. Pierwszy rok Sandra spędziła w zamkniętym mieszkaniu gwałcona przez swego "wybawiciela". Gdy miała 12 lat, była już uzależniona od narkotyków. Zmuszano ją do stosunków seksualnych z dziesięcioma mężczyznami dziennie. W wieku 15 lat próbowała popełnić samobójstwo. - Izolację i gwałty Sandra znosiła przez kolejnych pięć lat. Pewnego dnia jej alfons zapomniał zamknąć drzwi i dziewczyna uciekła. Policja zatrzymała ją, bo nie miała dokumentów - opowiada Lucy Kralj z The Helen Bamber Foundation.

Piekło niewolnic
Z danych ONZ wynika, że 80 proc. współczesnych niewolników to kobiety. Ponad połowa z nich ma mniej niż 18 lat. Pochodzą przede wszystkim z Albanii, Białorusi, Chin, Rumunii, Rosji i Tajlandii. Trafiają do Azji, na Bliski Wschód i do Europy. Większość zmuszana jest do pracy w domach publicznych. - Trudno sobie wyobrazić piekło, przez jakie przechodzą - mówi Lucy Kralj. Jej zdaniem, kobiety zastraszone, iż ich rodziny ucierpią, jeśli uciekną, trzymane w zamknięciu i zmuszane do prostytucji, tracą tożsamość. - Większość sądzi, że nie mają innej ucieczki niż samobójstwo. Po uwolnieniu wystarczy, że zamkną oczy i przypomina im się koszmar. Na samą myśl, że ktoś mógłby je dotknąć, czują fizyczny ból - mówi Kralj. Większość kobiet zmuszanych do prostytucji, którymi zajmowała się The Helen Bamber Foundation, była tak bita, że obrażenia skutkowały padaczką.
Haiti było pierwszym krajem w Ameryce, który zniósł niewolnictwo (w 1804 r.). Niewolnictwo wróciło tam jednak z powodu skrajnej biedy. Sześcioletnia Jeanette codziennie osiem kilometrów dźwiga baniak z wodą. Urodziła się pod Port-au-Prince w rodzinie, która podobnie jak ponad połowa mieszkańców Haiti żyje za mniej niż równowartość 1,5 zł dziennie. Pewnego dnia ojciec dziewczynki powiedział jej, że zamieszka z krewnymi w stolicy. W ten sposób Jeanette stała się jednym z 250 tys. dzieci na Haiti, które w zamian za utrzymanie muszą pracować. Większość służy w domach lub nosi wodę z przedmieść. - Można by im pomóc, wysyłając je do sierocińców albo do szkół. Problem w tym, że formalnie one nie istnieją - mówi Prospery Raymond z Maurice Sixto w Port-au-Prince. Sytuacja dzieci pogarsza się, gdy kończą 15 lat. Prawo nakazuje, by każdemu powyżej tego wieku płacić za pracę. Zapłatą staje się jednak wyrzucenie z domu.

Biznes za 10 miliardów
Dziewięć milionów współczesnych niewolników to dzieci. Światowa Organizacja Pracy podaje, że co roku 1,2 mln z nich jest przemycanych przez granice. Zwykle służą w domach lub są wykorzystywane w domach publicznych. Około 300 tys. walczy w ponad 30 konfliktach zbrojnych. Rozpowszechnione jest także zmuszanie dzieci do żebrania. W Iraku w ten sposób pieniądze na rebelię zbierały szyickie gangi związane z Muktadą Sadrem. Dzieci, by łatwiej było je kontrolować, uzależniano od narkotyków, zwykle kleju. W Jemenie tysiące rodzin sprzedaje dzieci gangom obiecującym wywieźć je do szkół w Arabii Saudyjskiej. Tam jednak zamiast się uczyć, są zmuszane do żebrania.
W 1850 r. w Ameryce niewolnik kosztował około tysiąca dolarów (to równowartość dzisiejszych 38 tys. USD). Dziś niewolnika na Mali można kupić za 40 dolarów, w Tajlandii za tysiąc. W Europie pośrednikom trzeba zapłacić 12,5 tys. dolarów, w przemycenie niewolnika gangi inwestują 3 tys. dolarów. ONZ szacuje, że niewolnictwo przynosi rocznie 10 mld dolarów zysku.
Okładka tygodnika WPROST: 23/2007
Więcej możesz przeczytać w 23/2007 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 23/2007 (1276)


ZKDP - Nakład kontrolowany