Rok ostrej polityki

Rok ostrej polityki

Dodano:   /  Zmieniono: 
Andrzej Duda
Andrzej Duda Źródło:Newspix.pl / ABACA
Gdybyśmy mieli do czegoś porównać pierwszy rok prezydentury Andrzeja Dudy, to chyba najbardziej przypomina on etap Rajdu Dakar. Kierowca musi cisnąć gaz, by nie tracić cennych sekund, ale jednocześnie uważać na każdą przeszkodę, bo najmniejszy błąd eliminuje go z rywalizacji.

Oczywiście najważniejszym motywem sprawowania władzy przez Andrzeja Dudę jest konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent został trochę w niego uwikłany przez polityczne okoliczności. Gdyby koalicja PO-PSL nie wybierała sędziów TK awansem, Duda pewnie nie znalazłby się tak bezpośrednio w centrum politycznej walki. Dynamika zdarzeń była jednak inna. W pierwszej fazie konfliktu stał się pierwszoliniową postacią – w nocy zaprzysiągł sędziów wybranych przez PiS, nie przyjął ślubowania od tych wybranych przez poprzednią władzę. Za to zaangażowanie zapłacił spadkiem popularności w pierwszych miesiącach sprawowania urzędu.

Gdy wreszcie udało mu się z wojny o Trybunał wyplątać, jego notowania zaczęły rosnąć. Dziś jest liderem popularności i zaufania. Okazało się więc, że ten polityczny nowicjusz – wcześniej nie pełnił przecież żadnego kluczowego stanowisko w polskiej administracji – zachowuje się jak zawodowiec. Po zadaniu kilku ciosów cofa się za podwójną gardę i buduje swoją pozycję. Głównie poprzez aktywność na arenie międzynarodowej.

Tu może na swoje konto zapisać kilka niewątpliwych sukcesów. Wzmocnienie bezpieczeństwa Polski uzyskane podczas szczytu NATO w Warszawie, ale też odbudowanie współpracy w ramach Grupy Wyszehradzkiej i kontaktów z państwami bałkańskimi. To wszystko pokazało, że Polska może odgrywać istotną rolę w Europie Środkowej. W prezydenckiej doktrynie polityki zagranicznej brakuje jeszcze co prawda spójnej strategii wobec Niemiec, ale 

Niedocenianym sukcesem obecnego prezydenta jest nawiązanie ściślejszej współpracy z Chinami. W Pekinie Duda był przyjmowany rzeczywiście z dużym szacunkiem, ale bardziej istotne jest to, że potrafił otworzyć nową furtkę. Nie tylko gospodarczą, ale też polityczną. W dynamicznie zmieniającym się świecie budowanie alternatyw jest bezcenne. I właśnie na to trzeba zwrócić szczególną uwagę. Gdy Duda wprowadzał się do Pałacu Prezydenckiego polska polityka międzynarodowa była jednowektorowa. Nastawiona na Berlin, a następnie na Brukselę. Przez to Warszawa traciła na znaczeniu, bo przestała zgłaszać ambicje do odgrywania znaczącej roli w naszej części kontynentu.

Duda – podobnie jak kiedyś Lech Kaczyński – docenia znaczenie mniejszych krajów regionu. Co prawda wiele z nich – jak choćby państwa nadbałtyckie czy Ukraina – jednoznacznie postawiły na Niemcy, ale aktywna polityka polska, w tym oczywiście prezydenta, sprawiła, że Warszawa zyskała podmiotowość. Jej miarą jest zdolność do prowadzenia polityki jednocześnie w kilku kierunkach. To pozwala zmieniać akcenty w zależności od dynamiki sytuacji.

Można tu podać dwa przykłady. Pierwszym był oczywiście kryzys imigracyjny. Polska mogła prowadzić twardą i nieustępliwą politykę w tym zakresie, ponieważ ani przez chwilę nie była osamotniona. Ostatecznie okazało się, że to nowe państwa UE miały rację i dziś Bruksela – choć tamtejsi politycy nigdy tego nie przyznają –stara się realizować politykę, jaką rok temu nakreślili politycy z naszego regionu.

Druga kwestia to ściślejsza integracja UE. Polska i inne kraje regionu sprzeciwiają się tworzeniu superpaństwa, ponieważ pozbawiłoby je ono suwerenności. Niechęć do federalizacji potęguje dodatkowo arogancja brukselskich polityków, którzy coraz bardziej bezpardonowo dążą do ingerowania w wewnętrzne sprawy poszczególnych państw Unii. Dziś widać, że polityka Brukseli prowadzi do katastrofy. Brytyjczycy już są jedną nogą poza Unią, a o referendach w sprawie obecności we Wspólnocie mówi się coraz głośniej w kolejnych krajach. Twarde stanowisko Polski, w tym prezydenta Dudy, ustawia nasz kraj w roli strażnika zdrowego rozsądku. Nawet jeśli dziś część unijnych polityków – jak choćby Jean-Claude Juncker - nadal dąży do ściślejszej integracji, to otrzeźwienie w tej kwestii jest coraz bardziej widoczne.

Jeśli politykę międzynarodową możemy Dudzie zapisać na plus, to w kraju wątpliwości można mieć większe. Z pewnością prezydent jest politykiem aktywnym i do tego dość skutecznym. Mimo wielu zastrzeżeń ze strony liberalnego skrzydła PiS, projekt ustawy emerytalnej wszedł pod obrady Sejmu właśnie w wersji prezydenckiej. O ile może to świadczyć o silne głowy państwa, to brak określenia stażu pracy przy przechodzeniu na emeryturę oznacza ogromne koszty dla budżetu państwa. Z tego punktu widzenia ustawa jest więc szkodliwa.

Nieco inaczej sytuacja wyglądała w przypadku ustawy frankowej. Pierwsze propozycje były korzystne dla posiadaczy kredytów w szwajcarskiej walucie, ale obciążały banki. Komisja Nadzoru Finansowego nie zostawiła na prezydenckich rozwiązaniach suchej nitki. Przy drugim podejściu interes frankowiczów zszedł zupełnie na dalszy plan – projekt nie zakłada przewalutowania kredytów po sprawiedliwym kursie, a jedynie zwrot nadpłaconych spreadów. Można powiedzieć, że prezydent nie chce zachwiać polskim systemem bankowym, ale społeczny wydźwięk projektu jest taki, że Duda z bankami przegrał. Jednak w Sejmie i tak znalazła się jego wersja ustawy.

Nie tylko inicjatywy ustawodawcze pokazują, że Duda stara się uniezależnić od politycznego zaplecza z PiS. Widać to było także podczas rocznicy katastrofy smoleńskiej. Przed Pałacem Prezydenckim mówił dużo o potrzebie zgody i wybaczenia. Nieco później prezes Jarosław Kaczyński był bardziej konfrontacyjny. Wspomniał co prawda o wybaczeniu, ale po wcześniejszym rozliczeniu winnych. Część publicystów mówiła co prawda o grze w dobrego i złego glinę, ale w rzeczywistości oznacza to zupełnie inną filozofię sprawowania władzy.

Z tego punktu widzenia – nienagannie ubranym, znającym języki obce, posiadającym zdecydowane poglądy, a jednocześnie gotowym do dialogu i otwartym. Jest dziś jednym z filarów popularności i siły PiS.