Polki tęsknią za typem macho

Polki tęsknią za typem macho

Dodano:   /  Zmieniono: 
 
Po latach dominacji mężczyzn metroseksualnych do gry wracają niepokorni twardziele z kilkudniowym zarostem.

Dwadzieścia lat temu angielski pisarz Mark Simpson ogłosił erę mężczyzny metroseksualnego. Kilka tygodni temu publicznie zadeklarował, że moda na ten typ facetów definitywnie się skończyła. Karolina, pewna siebie bizneswoman, oddycha z ulgą. – Bycie facetem nie oznacza paradowania w getropodobnych spodniach obciskających chude, nieporadne nóżki. Może w końcu do Polaków dotrze, że po to są dwie płcie, byśmy się od siebie różnili. No bo jak mogę poważnie myśleć o facecie, który ma wydepilowane ciało, wypudrowaną twarz, a perfekcyjnie wykonany manicure nie pozwala mu dźwigać mojej walizy? – pyta 35-latka z Łodzi, która od siedmiu lat mieszka i pracuje w stolicy. Jej zdaniem pierwsze zmiany obyczajowe pod tym względem już widać. Także na ulicach polskich miast, w kinie czy na scenie muzycznej. Faceci znów noszą zarost i trenując crossfit, walczą o sześciopak, zamiast się odchudzać, by osiągnąć sylwetkę modela od Diora. – A tatuaże czy nieład w wyglądzie, nawet gdy jest dopracowany, bardziej czyni ich chłopami niż męsko-kobiecymi hybrydami – opowiada wielbicielka „prawdziwych facetów”.

Seksuolog prof. Zbigniew Lew-Starowicz też się z powrotu macho cieszy, choć z innych powodów. – Atrakcyjność seksualna polega na odmienności, a nie na upodobnieniu. Dlatego kobiety coraz głośniej zaczęły się domagać powrotu pierwotnego wzorca faceta, bo w ciągu ostatnich lat zrozumiały, że tzw. prawdziwy mężczyzna pobudza ich pożądanie bardziej niż ten, którego twarz przypomina pupę niemowlęcia – ironizuje seksuolog. Lider zespołu Future Folk Stanisław Karpiel-Bułecka, góral z dziada pradziada, dla wielu kobiet symbol prawdziwego faceta, mówi o tym bardziej dosadnie: – Chłop ma być męski. Czasem może nawet śmierdzieć chłopem, feromony mogą być wyczuwalne. Nie rozumiem, dlaczego perfumy unisex stały się takie modne.

DO LAMUSA

Choć termin „metroseksualny” został powołany do życia w 1994 r., w Polsce reprezentanci tego stylu zaczęli królować dopiero kilka lat temu. Oznacza styl faceta wymuskanego bardziej niż niejedna z pań, mieszkającego i pracującego w dużym mieście. Świadomego swojej doskonałości i niewahającego się z własnego wdzięku korzystać. To tego typu mężczyźni przed laty zyskali uznanie kobiet. – Bo byli „inni” niż pokolenie ojców. Wyglądali, a przynajmniej starali się wyglądać, jak modele z bill boardów. To nas przyciągało, bo wszystko, co nowe, podnieca – mówi Karolina. Jednak z czasem metroseksualni spowszednieli. Stali się karykaturami samych siebie, ich dążenia do osiągnięcia idealnego „looku” wymknęły się spod kontroli. Zaczęli stawiać siebie na piedestale, dochodząc do wniosku, że żadna potencjalna partnerka nie będzie równie idealna. A co za tym idzie – zaczęli odpychać kobiety. Być może dlatego musiał nadejść koniec ich epoki.

Damian Sandurski z portalu Prawdziwy Mężczyzna od kilku lat organizuje szkolenia męskich zachowań dla osób, które mają kłopot z poderwaniem kobiety. Przyznaje, że styl metroseksualny utrzymuje się już tylko w środowiskach gorzej wykształconej klasy średniej i aspirujących do klasy średniej. W dużych miastach odchodzi do lamusa. – Polacy zrozumieli, że narcyzm nie jest męski. Że oddala od bycia prawdziwym mężczyzną – mówi Sandurski. Tym bardziej że dziś bardziej niż kiedykolwiek potrzeba prawdziwych facetów. Współczesne kobiety są silniejsze, samowystarczalne, przebojowe, bywają dominujące. Sami mężczyźni przyznają, że zaczynają żyć w coraz mniej zmaskulinizowanym świecie.

Jak wynika z badań o nazwie „Facetologia”, które na zlecenie kanału History i koncernu A+E Networks przeprowadzono w 18 krajach świata, ponad połowa Polaków w wieku 18-49 lat uważa, że świat, w którym przyszło im żyć, nie jest już zdominowany przez mężczyzn. Co w takiej sytuacji robi mężczyzna? Zaznacza swoją obecność, oznacza teren. Nawet gdy walcząc o osiągnięcie metro-ideału, nie robił tego przez ostatnie lata.

Ostatni metroseksualni, by nie zostać na lodzie, muszą zmienić pomysł na siebie. Inaczej mogą czekać tylko na ochłapy ze stołu innych samców alfa. – I bardzo dobrze, że zmieniają się ze względu na kobiety. Może w końcu, by poobcować z testosteronem, nie będę musiała wybierać się do kina na filmy z Marcinem Dorocińskim – mówi Karolina.

Dorociński, brunet o urodzie zawadiaki, rzeczywiście uchodzi w Polsce za jeden z symboli prawdziwej, kipiącej testosteronem męskości. I stanowi ikonę nowego typu macho. Grając pułkownika Kuklińskiego w filmie Władysława Pasikowskiego, tylko potwierdził swoją dominację. Polski Bond był kobietom potrzebny. – Tym bardziej że naoglądaliśmy się seriali, w których zamiast macho mamy galerię mydłków niezdolnych do podejmowania życiowych decyzji – dodaje 35-latka. Przykłady wylicza bez problemu: – Grany przez Piotra Adamczyka bohater serialu „Sama słodycz” w TVN. Albo wcześniej „Żabcia” z hitowej produkcji „Przepis na życie”. Zresztą w tej roli też Adamczyk. Bo jak podkreśla prof. Lew-Starowicz, współczesny macho to nie tylko dobrze zbudowany facet z trzydniowym zarostem. – To mężczyzna decyzyjny, panujący nad emocjami, który daje kobiecie poczucie oparcia, bezpieczeństwa. To partner, który zachowa się bohatersko w obliczu tornada, choć te w Polsce przecież się nie zdarzają. Musi też być nastawiony na zawodowy sukces. Czuły, ale nierozklejający się. Silny psychicznie. Stanisław Karpiel-Bułecka: – Taki ktoś powinien być i do tańca, i do różańca. Koniecznie zdolny do roboty, dbający o wszystko, co ma w domu. Musi się troszczyć o gazdówkę, ale też popilnować dzieci. Nie może być męską pipą, za to musi sobie umieć radzić w każdej życiowej sytuacji i brać na klatę odpowiedzialność.

KOGO PRAGNĄ POLKI

Potwierdzają to badania. Jak wynika z sondażu na zlecenie Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Polki chcą mężczyzn przedsiębiorczych. A gdy takiego już znajdą, marzą, by był on zadbany, proporcjonalnie zbudowany i umięśniony. Najlepiej ok. 185 cm wzrostu i ok. 80 kg wagi. Powinien mieć włosy brązowe, oczy niebieskie. No i kilkudniowy zarost, ostatnio must have każdego prawdziwego faceta. – Zarost i broda ostatnio robią furorę – potwierdza Rafał Maślak, Mister Poland 2014. – Kiedyś codziennie się goliłem, ale ostatnio postanowiłem trochę poeksperymentować ze swoim wizerunkiem i zobaczyć, jak będzie z trzydniowym zarostem. Kobietom się spodobało. Producenci sesji zdjęciowych też stawiają na zarost – przyznaje. Zauważa, że trend macho ostatnio króluje w świecie reklam. – Angaże dostają głównie męscy faceci, którzy z metroseksualizmem mają niewiele wspólnego – mówi. A skoro tak jest, to znaczy, że właśnie tego pragną kobiety. Przecież reklamy oparte są na szczegółowych badaniach postaw grupy, do której reklamowane produkty mają trafić. Mówią więc o ich marzeniach i wyobrażeniach. Dlatego o pomyłkach w doborze komercyjnych wzorców nie może być mowy.

Według pogłosek Mister Poland, model i wschodząca gwiazda polskiego show- -biznesu, przygotowuje się właśnie do udziału w kolejnej edycji „Tańca z gwiazdami”. Ma więc szansę, by wkrótce stać się symbolem polskiego macho nowej generacji. Taki status mają już piosenkarz Sebastian Karpiel-Bułecka i jego bratanek Stanisław Karpiel-Bułecka. Obaj przystojni, męscy, z wyraźnie zarysowanymi góralskimi żuchwami. Wysportowani i utalentowani. Obaj zdecydowanie oparli się modzie na metroseksualizm. – Na Podhalu by to po prostu nie przeszło – zaznacza Stanisław Karpiel-Bułecka. – My jesteśmy z tych normalnych, nie metroseksualnych – mówi. I dodaje, że przez myśl mu nie przeszło, by kiedykolwiek depilować klatę. Stanisław Karpiel-Bułecka nie ma jednak wątpliwości, że o wygląd trzeba dbać. – Pięć razy w tygodniu uprawiam sport, robię treningi siłowe, biegam, jeżdżę na rowerze. Zimą oczywiście narty – przyznaje. Zbigniew Lew-Starowicz kwituje: – Litania oczekiwań kobiet względem mężczyzn jest dłuższa od litanii do Matki Boskiej. Krytyka męskości będzie istnieć zawsze, prawdziwi faceci powinni więc robić swoje i nie oglądać się na panujące mody. Bo przede wszystkim takiej stabilizacji w świecie mężczyzn szukają współczesne kobiety. Ten widoczny coraz bardziej w show- -biznesie trend ma w życiu społecznym sojusznika w postaci konserwatywnego Kościoła. Abp Henryk Hoser, metropolita warszawsko-praski, podczas jednego z kazań grzmiał do wiernych: – Młodzi mężczyźni zachowują się jak dzieci. Niedojrzali, niestali, niepewni, ciągle mający wątpliwości. Tacy, którzy nie są oparciem, nie są silnym ramieniem, którym mogliby otoczyć swoją małżonkę, matkę wspólnego dziecka.

Bo powrót „prawdziwego faceta” nie oznacza mechanicznego przeniesienia starych wzorców sprzed „epoki metroseksualnej”. Przeciwnie: nowy macho sporo stylowi metroseksualnemu zawdzięcza. Damian Sandurski nie ma wątpliwości, że dzięki modzie na „lalusiów” Polak zrozumiał, że męskość nie oznacza bycia zapuszczonym flejtuchem, który z plamą po musztardzie na ulubionej koszulce broni ostatniego bastionu męskości.

Facet przede wszystkim powinien być głową rodziny. – Jak śpiewał mój stryj (Sebastian – red.), „trzeba stworzyć dom, żeby mieć do czego wracać”. Bo co może być cenniejszego od rodziny i pięknych wspomnień? Przecież pieniędzy do trumny nie wezmę, trumna nie ma kieszeni – mówi Stanisław Karpiel-Bułecka. Przyznaje, że dziś dla niego ważna jest młodzieńcza brawura. Nawet jeden z utworów na przygotowywanej właśnie płycie będzie nosił tytuł „Zbójnicki after”. Opowiada o zabawie zbójników, wódce i miłości. Na to wszystko zdaniem Karpiela-Bułecki w życiu prawdziwego faceta powinno się znaleźć miejsce. Ale ten prawdziwy facet marzy także o rodzinie, pełnym domu, dzieciach, które są wisienką na torcie. – Góralskie geny są bardzo mocne. Faceci z gór to faceci z krwi i kości. Nasi synowie też tacy będą – zapowiada. I w tym kontekście podkreśla, jak ważne są autorytety, wpływ ojca na życie każdego prawdziwego mężczyzny. – Moim autorytetem jest tata. Największym szczęściem jest widzieć jego dumę ze swoich synów i wnuków – przyznaje.

POD PRĄD GENDER

Nowy macho odróżnia się od „starego” nie tylko wyglądem, lecz także mentalnie. Na przykład szacunkiem dla kobiet, który jest absolutnym priorytetem. Wie, że o kobietę trzeba dbać, nie boi się wyrażać swoich uczuć, no i zależy mu na związku. – Wierność jest sexy. A o związek trzeba dbać. Bo do pół roku wszystkie są fajne, a sztuką jest zwadę wytrzymać – żartuje Karpiel-Bułecka.

Tym bardziej że lata obowiązywania stylu metro zmieniły też myślenie kobiet. Znają swoją godność i nie pozwolą się traktować zbyt patriarchalnie. Co nie znaczy, że się obrażą, gdy naprawi pralkę, podłączy telewizor albo przepuści w drzwiach. – Pora odkurzyć zapyziałe granice między płciami. To wyjdzie na dobre obu stronom – puentuje Karolina. Na razie, zanim trafi jej się prywatny macho, zamierza słuchać utworów Karpiela-Bułecki, czekać na kolejną premierę z Dorocińskim w roli głównej i bacznie obserwować poczynania Rafała Maślaka.


tekst ukazał się w numerze 30 /2014 tygodnika "Wprost".

Najnowszy numer "Wprost" jest dostępny w formie e-wydania.
Najnowszy "Wprost" jest  także dostępny na Facebooku.
"Wprost" jest dostępny również w wersji do słuchania.

Tygodnik "Wprost" można zakupić także za pośrednictwem E-kiosku
Oraz na  AppleStore  GooglePlay