Jak wiadomo język angielski ma pewną specyficzną właściwość, tę mianowicie, że pisze się w nim zupełnie inaczej, niż się wymawia. Np. pisze się Churchill, czyta się Czerczil, pisze się Eden, czyta się Iden itp.
Jest to zwłaszcza trudne w nazwiskach: znałem Angielkę, która będąc długi czas poza Anglią nie wiedziała, jak się wymawia nazwiska niektórych angielskich mężów stanu — bo za jej bytności w ojczyźnie nie byli oni jeszcze znani, a stałych, określonych zasad w tym względzie nie ma. Ta specyficzna cecha angielskiej pisowni powoli zaczyna się przyjmować i w innych krajach. Zwłaszcza u nas angielszczyzna zyskała ostatnio wielką popularność. Wynika to ze specjalnych uzdolnień Polaków do języków: jak wiadomo Polak bardzo łatwo uczy się obcych języków, przeciwnie niż cudzoziemcy polskiego; odegrała tu też rolę zapewne stara nasza sympatia do Anglii, umocniona jeszcze przez alians wojenny; niewątpliwie jest w tym również i nieco snobizmu. Jakiekolwiek byłyby tego przyczyny, faktem jest, że wielu Polaków umie już czytać po angielsku i to także nazwiska — nawet krajowe. Jeszcze za dawnych czasów sanacji słyszało się, że są w Polsce nazwiska angielskie, np. pisało się Mościcki, czytało — Piłsudski. Obecnie także nazwisk angielskich w kraju nie brak, szczęściem wszyscy umieją je czytać: wielu ludzi w czasie okupacji, wykorzystując długie wieczory po godzinie policyjnej opanowało ten język bardzo dobrze. Angielszczyznę uprawiają także nasze dzienniki, co dobrze świadczy o kulturze lingwistycznej dziennikarzy. I tu również nasza znajomość czytania po angielsku przydaje się znakomicie. A oto parę przykładów. Pisze się: na akademii, zebraniu, wiecu xy przy burzliwych owacjach spontanicznie uchwalono, że... Czyta się : na akademii, zebraniu, wiecu xy przewodniczący odczytał rezolucję i po paru cichych oklaskach uznał ją za uchwaloną jednomyślnie. Jak widzimy, znajomość angielskiej pisowni jest dziś w Polsce bardzo potrzebna.
Ostatnio na angielski przeszedł również i BOŚ. Będąc niedawno w Warszawie podziwiałem angielską precyzję, z jaką zredagowane zostało zarządzenie o przejściu na własność miasta wszystkich placów w Warszawie. Aby nie odstraszać prywatnej inicjatywy, BOŚ zarządził, że chociaż place są własnością miasta, to domy wystawione na nich sumptem prywatnych właścicieli są — ich prywatną własnością, zaś place puszcza im się w "dzierżawę wieczystą" tj. na 99 lat. Zdanie to ma pisownię typowo angielską. Prywatni przedsiębiorcy budowlani i właściciele, wykorzystując swą znajomość tego języka szybko odczytali, że kiedy zbudują domy, miasto oświadczy im pewnego dnia: — Moi kochani, musimy wam wypowiedzieć dzierżawę, bo potrzebne są nam te place, więc szybko zabierajcie sobie swoje domy. Wobec tego — w Warszawie nikt nie buduje — ale place są (nawet dużo).
Tak więc widzimy, że znajomość angielskiego staje się dzisiaj wprost nieodzowna. Angielszczyzna wypiera niemal polszczyznę, tak jak niegdyś słynne "austriackie gadanie". Zresztą nic dziwnego: żyjemy w epoce zbliżenia międzynarodowego. A więc : uczmy się języków!
3 III 1946, TP nr 50
W Polsce mówi się po angielsku
2010-10-29 15:57
Jest to zwłaszcza trudne w nazwiskach: znałem Angielkę,
która będąc długi czas poza Anglią nie wiedziała, jak się wymawia nazwiska
niektórych angielskich mężów stanu — bo za jej bytności w ojczyźnie nie
byli oni jeszcze znani, a stałych, określonych zasad w tym względzie nie ma. Ta
specyficzna cecha angielskiej pisowni powoli zaczyna się przyjmować i w innych
krajach. Zwłaszcza u nas angielszczyzna zyskała ostatnio wielką popularność.
Wynika to ze specjalnych uzdolnień Polaków do języków: jak wiadomo Polak bardzo
łatwo uczy się obcych języków, przeciwnie niż cudzoziemcy polskiego; odegrała tu
też rolę zapewne stara nasza sympatia do Anglii, umocniona jeszcze przez alians
wojenny; niewątpliwie jest w tym również i nieco snobizmu. Jakiekolwiek byłyby
tego przyczyny, faktem jest, że wielu Polaków umie już czytać po angielsku i to
także nazwiska — nawet krajowe. Jeszcze za dawnych czasów sanacji słyszało
się, że są w Polsce nazwiska angielskie, np. pisało się Mościcki, czytało
— Piłsudski. Obecnie także nazwisk angielskich w kraju nie brak,
szczęściem wszyscy umieją je czytać: wielu ludzi w czasie okupacji,
wykorzystując długie wieczory po godzinie policyjnej opanowało ten język bardzo
dobrze. Angielszczyznę uprawiają także nasze dzienniki, co dobrze świadczy o
kulturze lingwistycznej dziennikarzy. I tu również nasza znajomość czytania po
angielsku przydaje się znakomicie. A oto parę przykładów. Pisze się: na
akademii, zebraniu, wiecu xy przy burzliwych owacjach spontanicznie uchwalono,
że... Czyta się : na akademii, zebraniu, wiecu xy przewodniczący odczytał
rezolucję i po paru cichych oklaskach uznał ją za uchwaloną jednomyślnie. Jak
widzimy, znajomość angielskiej pisowni jest dziś w Polsce bardzo potrzebna.
Ostatnio na angielski przeszedł również i BOŚ. Będąc niedawno w
Warszawie podziwiałem angielską precyzję, z jaką zredagowane zostało zarządzenie
o przejściu na własność miasta wszystkich placów w Warszawie. Aby nie odstraszać
prywatnej inicjatywy, BOŚ zarządził, że chociaż place są własnością miasta, to
domy wystawione na nich sumptem prywatnych właścicieli są — ich prywatną
własnością, zaś place puszcza im się w "dzierżawę wieczystą" tj. na 99
lat. Zdanie to ma pisownię typowo angielską. Prywatni przedsiębiorcy budowlani i
właściciele, wykorzystując swą znajomość tego języka szybko odczytali, że kiedy
zbudują domy, miasto oświadczy im pewnego dnia: — Moi kochani, musimy wam
wypowiedzieć dzierżawę, bo potrzebne są nam te place, więc szybko zabierajcie
sobie swoje domy. Wobec tego — w Warszawie nikt nie buduje — ale
place są (nawet dużo).
Tak więc widzimy, że znajomość angielskiego
staje się dzisiaj wprost nieodzowna. Angielszczyzna wypiera niemal polszczyznę,
tak jak niegdyś słynne "austriackie gadanie". Zresztą nic dziwnego:
żyjemy w epoce zbliżenia międzynarodowego. A więc : uczmy się języków!
3 III 1946, TP nr 50
Na obecnym poziomie rozwoju ludzkości nie sposób dostrzec i oszacować ryzyko tworzenia człowieka inaczej niż naturalnie. Jesteśmy tu tak ślepi jak jeszcze niedawno byliśmy ślepi (ślepe były elity) na fale elektromagnetyczne czy inne nieznane a istniejące rzeczy wokół nas.
Religia Chrześcijańska nie daje poznać technologii życia nas i wokół nas. Ale daje drogowskazy postępowania tak by życie ludzi i ich rozwój przebiegał harmonijnie zgodnie z Bożą technologią świata. Mądrość ludzka jest głupstem w oczach wiedzy Boga. Człowiek odrzucając kierunkowskazy niechybnie brnie w kłopoty.
Oczywiście można założyć że rzeczy niewidzialnych dla nas dziś lub nieuświadomionych konsekwencji naszego działania nie ma. I nie przejmować się czyniąc ogrom zła nienaprawialnego przez następne kilka generacji. Dlatego przy powstawaniu człowieka, człowiek nie powinien manipulować jego komponentami. Wiedząc za mało uczyni prawdopodobnie wiele zła przychodzącym w ten sposób do życia innym ludziom.
Technologia in vitro to nowy biznes, a Kościół im przeszkadza.rozwiń komentarz
Przecież Bóg nie mógł się mylić,że ziemia kręci się wokół słońca i grozić Galileuszowi Świętą Inkwizycją i spaleniem na stosie,a nauki Kopernika uznać po 200-letnim namysle.Przecież Bóg nie dopuścił by 70% zapłodnionych zarodków obumierałoby nie zagnieżdżając się w macicy!
Kościół uzna też in vitro!!
,rozwiń komentarz
I od kiedy to wolnośc jest najwazniejszą wartością, a nie życie? Kto dopuścił ten artykuł do druku???rozwiń komentarz