Jak się ogrywa Gazprom?

Jak się ogrywa Gazprom?

Dodano:   /  Zmieniono: 32
Za kilka tygodni do Świnoujścia przypłynie pierwsza dostawa katarskiego gazu
Za kilka tygodni do Świnoujścia przypłynie pierwsza dostawa katarskiego gazu / Źródło: Nord Stream AG, mat. prasowe
Za kilka lat po raz pierwszy w historii będziemy mogli powiedzieć Rosjanom: ,,Do swidania!”. W 2022 r. Polska może urwać się z gazowej smyczy Gazpromu.

Będziemy dążyć do sytuacji, w której długoterminowy kontrakt stanie się przeszłością. Jeśli cena rosyjskiego gazu będzie dostatecznie konkurencyjna, nie wykluczamy jego zakupu, ale zdecydowanie nie w ramach kontraktu długoterminowego”. Po tych słowach sekretarza stanu Piotra Naimskiego w Rosji zawrzało. – To szantaż psychologiczny! Rusofobiczna postawa! – posypały się komentarze za naszą wschodnią granicą. Oto po raz pierwszy po transformacji polski rząd mówi otwarcie, że za kilka lat będzie gotowy żyć bez Gazpromu. Dzień po tych słowach odezwał się Aleksandr Miedwiediew. Wiceprezes gazowego giganta stwierdził, że wątpi, czy Polska poradzi sobie bez rosyjskiego gazu. Ale Naimski powiedział to, o czym jak na razie mówiło się tylko po cichu. Polska nie będzie zmuszona do przedłużania zawartego w 1996 r. kontraktu z Gazpromem. Ten wygasa w 2022 r. A wtedy Polska może – już bez rosyjskiego gazu w rurach – nie tylko mieć więcej gazu na własne potrzeby, ale też stać się jego dużym sprzedawcą. Jest to realne, o ile rządowe plany wypalą.

Podgryzanie Rosjan

Kiedy przedstawiciele Gazpromu drapali się po głowach, co tu zrobić z niewygodną wypowiedzią Naimskiego, w Świnoujściu podpisywano protokół odbioru terminalu LNG. Za parę tygodni do gazoportu dopłynie pierwszy ładunek katarskiego gazu. Druga dostawa jest zaplanowana na 25 czerwca. Początkowo terminal będzie mógł odbierać, regazyfikować i pompować do polskiej sieci przesyłowej 5 mld m sześc. gazu rocznie. Czyli jedną trzecią tego, ile co roku zużywa cały kraj. Ale są już plany, żeby moce przerobowe podkręcić o połowę, do 7,5 mld m sześc. rocznie. To, co jeszcze bardziej boli Rosjan, to trwające rozmowy między polskim Gaz-Systemem i duńskim Energinet.dk. Operatorzy gazociągów z obu krajów opracowują właśnie możliwości realizacji połączenia między polskim i duńskim systemem przesyłowym. Ułożony na dnie Bałtyku gazociąg Baltic Pipe otworzyłby Polakom drogę do gazu ze złóż norweskich. I to wprost na przekór Rosjanom. Polsko-duńska rura krzyżowałaby się pod wodą z dwoma nitkami Nord Streamu. – Baltic Pipe jest na etapie oceny wykonalności. Polacy i Duńczycy analizują, czy i na jakich warunkach rurociąg będzie opłacalny – zdaje relację Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny branżowego serwisu BiznesAlert.pl. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem, za kilka lat do Polski można by przesyłać 6 mld m sześc. norweskiego gazu rocznie. Dokładając do tego nasze krajowe wydobycie gazu na poziomie ponad 4 mld m sześc. rocznie, wychodzi na to, że w chwili wygaśnięcia kontraktu z Gazpromem Polska będzie miała więcej gazu niż wynosi nasze roczne zapotrzebowanie. Moglibyśmy więc spokojnie powiedzieć Rosjanom „Do swidania!” i tym razem zakręcić kurek po naszej stronie granicy. Ale na ile jest to realne?

Taniec na rurze

– Deklaracja Naimskiego to nie jest jakaś tam niefrasobliwa wypowiedź. To konkretny sygnał dla Rosji. Stare dobre czasy się dla Gazpromu skończyły. Nie rezygnujemy z waszego gazu, ale kończymy z dyktowaniem nam waszych cen – komentuje Tomasz Chmal, ekspert do spraw bezpieczeństwa energetycznego.

Jan Chadam, były prezes Gaz-Systemu, obecnie odpowiedzialny za budowę terminalu w Świnoujściu, mówi, że nie chodzi o to, żeby gazu od Rosjan nie kupować w ogóle. Chodzi przede wszystkim o to, żeby ceny od wschodniego dostawcy były konkurencyjne w porównaniu z cenami zakupu rosyjskiego gazu na Zachodzie. Bo jeszcze przed oddaniem gazoportu byliśmy całkowicie skazani na dostawy gazu z Rosji, co Gazprom bezwzględnie wykorzystywał. Kiedy w 2011 r. kanclerz Niemiec i prezydent Rosji uroczyście odkręcali kurek Nord Streamu, przecinający nasz kraj rurociąg Jamal stracił momentalnie na znaczeniu. Zaczął się koszmar. W negocjacjach z Gazpromem nie mieliśmy już żadnej mocnej karty przetargowej. Kiedy Waldemar Pawlak jeździł do Moskwy dogadywać się w sprawie umowy, w rozmowie z szefem Gazpromu mógł tylko blednąć i coraz bardziej osuwać się na krześle. Rosjanie z łatwością go wykołowali i w efekcie w 2011 i 2012 r. płaciliśmy za gaz najwięcej w całej Unii Europejskiej. Odpowiednio 420 i 520 dolarów za 1 tys. m sześc. Niemcy płacili wtedy tylko 279 dolarów. Nawet rosyjska prasa biła nam brawo, że Polacy tak świetnie dają zarobić Gazpromowi. Potwierdziła to w zeszłym roku Komisja Europejska. Zarzuciła rosyjskiemu koncernowi, że ten w stosunku do odbiorców gazu w Europie Środkowo-Wschodniej stosuje nieuczciwe praktyki cenowe, uzależnia dostawy od kontroli nad infrastrukturą przesyłową i zabrania im eksportu gazu. W lutym tego roku PGNiG oficjalnie ogłosiło, że pozywa Gazprom do arbitrażu w Sztokholmie. Poprzednio polska spółka zrobiła to cztery lata temu i w efekcie udało nam się uzyskać nowy cennik i 25-procentowy upust. Dzisiaj polska strona liczy na kolejne zniżki. I nie jest to takie nierealne, bo Gazprom powoli traci grunt pod nogami.

Niedźwiedź dyszy

Ceny gazu są mocno powiązane z notowaniami ropy. Według szacunków to, ile płacimy za rosyjski gaz w kontrakcie jamalskim, jest w połowie uzależnione od kosztu baryłki. A tylko w ciągu roku przecena ropy na międzynarodowych giełdach wyniosła prawie 40 proc. Na początku roku za jedną baryłkę trzeba było płacić niewiele ponad 30 dolarów. I chociaż dzisiaj cena podskoczyła do niecałych 50 dolarów, to przez cały poprzedni tydzień ceny ropy naftowej na giełdzie paliw w Nowym Jorku znów topniały. A to niejedyny problem Rosjan. Kiedy w Sztokholmie z Gazpromem walczy nasze PGNiG, swoje pozwy zdążyli już złożyć Turcy i Ukraińcy. – Walka z Rosjanami w sprawie cen gazu w Sztokholmie to już ogólnoeuropejski trend – mówi Wojciech Jakóbik. Bez rosyjskiego gazu potrafią już żyć Ukraińcy. Na początku tego roku były premier Arsenij Jaceniuk ogłosił, że Ukraina wstrzymała zakup gazu w Rosji, bo znalazła tańsze źródła surowca na Zachodzie. Rosjanie kazali im płacić 212 dolarów za 1 tys.m sześc. błękitnego paliwa. A średnia cena gazu kupowanego z Unii Europejskiej wynosiła ok. 200 dolarów. To, że życie bez Gazpromu jest możliwe, pokazali też Litwini. Rozegrali Rosjan swoim gazoportem w Kłajpedzie, do którego zamiast rosyjską rurą będzie docierać skroplony gaz z Norwegii. – Ceny i formuła cenowa proponowana przez Gazprom stała się nie do przyjęcia, dlatego przechodząc na zakup gazu skroplonego, nasza firma może zachować stabilną cenę dla odbiorców – wyjaśnił szef spółki Mantas Mikalajunas.

Sen o Norwegii

Teraz do gry wchodzi też Polska. Dwa tygodnie temu Norweski Dyrektoriat ds. Ropy Naftowej przyznał PGNiG kolejną koncesję na wydobycie gazu w rejonie Morza Barentsa. Jak na razie polska spółka dysponuje 19 koncesjami na norweskim terytorium. Wydobywa tam 600-700 mln m sześc. gazu rocznie. Ale jeszcze w zeszłym miesiącu wiceprezes PGNiG Janusz Kowalski podkreślił, że w ciągu najbliższych kilku lat polska spółka chce zwiększyć wydobycie do 3-4 mld m sześc. gazu rocznie. Ten scenariusz świetnie wpisywałby się w plan budowy rury z Duńczykami. Dzięki temu polski system przesyłowy połączyłby się także z gazociągiem Skanled, którym płynie gaz ziemny ze złóż norweskich. Ale są też i tacy, którzy w realizację Baltic Pipe nie wierzą. Niektórzy eksperci, w tym Andrzej Szcześniak, piszą, że to projekt całkowicie nierealistyczny. „Polska »staje do wyścigu« i obiecuje zwycięstwo nad Niemcami i Rosją w budowaniu rurociągów pod Bałtykiem, choć rząd nie przedstawia żadnych konkretów. Idziemy jak burza do przodu. Niech się Rosjanie z Niemcami martwią o krzyżowanierurociągów pod morzem” – pisze na swoim blogu Szcześniak. Zaraz później dodaje, że Baltic Pipe to zakurzony projekt wyjęty z szuflad poprzednich premierów. Bo zarówno w 2007, jak i 2001 r., jeszcze za czasów rządów Jerzego Buzka, plany budowy połączenia gazowego między Polską a Danią spełzły na niczym.

Gaz polityczny

To prawda, że projekt został odkurzony, ale dziś zarządza nim zupełnie inna ekipa. Inwestycja dostała błogosławieństwo od Unii Europejskiej. Została wpisana na listę projektów wspólnotowego zainteresowania, co znaczy, że ma szczególne znaczenie dla całej Unii. W sumie dostała już z Brukseli ponad 4,3 mln euro dofinansowania. Na jej realizacji tak samo zależy Duńczykom, jak i Polakom. – W 2019 r. Danii mogą wyczerpać się lokalne złoża gazu Tyra, więc będą poszukiwali nowych dróg importu surowca. Rurociąg łączący ich z Polską może mieć więc dla nich strategiczne znaczenie. Pozwoli nie tylko na dostawy gazu z Norwegii do Polski i zyski z tranzytu, ale też na import LNG ze Świnoujścia, co interesuje Duńczyków w jeszcze większym stopniu – mówi Wojciech Jakóbik. Na szali stoi też reputacja Polski w stosunkach z Norwegami. Już raz zawiedliśmy ich zaufanie. We wrześniu 2001 r. Jerzy Buzek i ówczesny premier Norwegii Jens Stoltenberg podpisali umowę na dostawę w latach 2008-2024 74 mld m sześc. gazu ziemnego z Norwegii do Polski. Problem w tym, że kiedy w październiku rządy w kraju objął Leszek Miller, SLD zapowiedział, że kontrakt z Norwegami trzeba porządnie zweryfikować. I weryfikowano go tak porządnie, że ostatecznie kontrakt zerwano, rezygnując z urwania się z gazowej smyczy Rosjanom. – To była wielka porażka. Rozczarowaliśmy Norwegów i straciliśmy ich zaufanie. Od lat z trudem je odbudowujemy – mówi Jakóbik. To właśnie takie zachowania najbardziej cieszą Rosjan z Gazpromu. Tylko klaszczą, kiedy w Polsce do władzy dochodzi kolejna ekipa, a wraz z nią nowe pomysły na politykę energetyczną. Po słowach Naimskiego Jelena Burmistrowa, stojąca na czele eksportowego ramienia Gazpromu, skomentowała, że politycy u nas zmieniają się bardzo często. I to obywatele będą podejmować decyzję co do gazu, kierując się zasadą gospodarczej racjonalności. Dlatego ważne jest, żeby kibicować polskim pomysłom na uniezależnienie się od Rosjan ponad politycznymi podziałami. Żeby każdy kolejny rząd kontynuował politykę poprzednika co do dywersyfikacji dostaw. Bo chociaż w teorii ceny rynkowe gazu powinna ustalać niewidzialna ręka rynku, to w przypadku Polski ta niewidzialna ręka nie działa. Działa natomiast rosyjska pięść, czyli cenowy szantaż, na który musimy przestać się godzić.

Okładka tygodnika WPROST: 23/2016
Cały artykuł dostępny jest w 23/2016 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 32
  • leszek IP
    Gaz i ropa od Rosji jest tansza ale to nie ma znaczenia bo Polska zeby "ukarac" Rosje zamknela handel warty 14 miliardow rocznie
    Teraz bedziemy sie trzymac innej smyczy. Brawo !
    • azazis IP
      z jednej smyczy się urywamy a na innej wieszamy, wolałbym mieć kilka paneli fotowoltaicznych na dachy i niczyjego gazu już nie potrzebować, to jest wolność
      • POseł PO i PrzeD IP
        Ktoś tu zapomina, że gaz jest łatwopalny ;)
        • wawxx IP
          "Za parę tygodni do gazoportu dopłynie pierwszy ładunek katarskiego gazu. Druga dostawa jest zaplanowana na 25 czerwca" .Szanowny Panie redaktorze byłbym bardzo wdzięczny za odpowiedź: konkretnie za ile tygodni dopłynie pierwszy ładunek i za ile tygodni będzie 25 czerwca. Dla ułatwienia dodam, że dzisiaj mamy 8 czerwca, a wiec 25 bedziemy mieli za trochę dłużej niż za 2 tygodnie. Byłoby dobrze, gdyby Pan przestał odgrzebywać stare artykuły i wciskał czytelnikom jako nowości z ostatniej chwili.
          • (wujek) Olek IP
            Skrajna głupota, uzależnić sie od przydrożnych morskich czy pustynnych rozbójników, za fantazyjne ceny. Ale dla głupiego Polaka co droższe to lepsze.

            Czytaj także