Zwariowałbym,gdyby nie jazz

Zwariowałbym,gdyby nie jazz

Jerzy Stępień
Jerzy Stępień / Źródło: Newspix.pl / KRZYSZTOF BURSKI
Na studia do Warszawy przyjechałem głównie z myślą, żeby chodzić po klubach i słuchać jazzu. Nie byłem na inauguracji mojego pierwszego roku akademickiego, bo poszedłem na koncert – opowiada Jerzy Stępień, były prezes Trybunału Konstytucyjnego.

Dokąd poszedł pan w pierwszej kolejności, kiedy przyjechał pan do Warszawy na studia?

Oczywiście do klubu Stodoła. Chodziłem tam w piątki na jazz tradycyjny, bo innego wtedy nie słuchałem.

Gdzieś jeszcze?

Też do Hybryd. Był 1964 r., Hybrydy w rozkwicie. Ale tam grały zespoły nowoczesne, na przykład Zbigniewa Namysłowskiego. Ja wtedy nie rozumiałem, o co im chodzi, więc zaglądałem tam mniej chętnie. Przy moim akademiku na Jelonkach był słynny klub Karuzela, a w nim sobotnie potańcówki, na których grały kapele nowoorleańskie, czyli jazz tradycyjny. I my tam chodziliśmy słuchać, a około 1967 r. też do kawiarni Piosenka na Pradze, przy dzisiejszym placu Hallera, na jamy.

Okładka tygodnika WPROST: 2/2018
Artykuł jest zamknięty
Więcej możesz przeczytać w 2/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”

Czytaj także

 0

Czytaj także