Polska Fundacja Nieudaczników

Polska Fundacja Nieudaczników

Bilboard promujący akcję PFN
Bilboard promujący akcję PFN / Źródło: Newspix.pl / fot. Paweł Stępniewski
Polska Fundacja Narodowa wzięła na promocję Polski od spółek Skarbu Państwa prawie ćwierć miliarda złotych. Na razie historia jej działalności to scenariusz na film Stanisława Barei.

Detale są ważne. Rogowe oprawki okularów, wypielęgnowana broda, podkręcony wąs. Do tego aura tajemniczości, nieco teatralne gesty i rzucane ukradkiem podpowiedzi. Na przykład, jak ustrzec się przed mackami rosyjskich agentów wpływu. Maciej Świrski, wiceszef zarządzającej przeszło dwustumilionowym budżetem Polskiej Fundacji Narodowej (PFN), wie, jak przykuć uwagę rozmówcy. Najważniejsza jest idea – dobre imię i wizerunek Polski za jej granicami. Ci, co sypią piach w tryby fundacji, to kremlowskie trolle i szkodniki opłacane rublami. Im bardziej PFN jest atakowana, tym bardziej świadczy to o tym, że dobrze wykonuje swoją robotę i dotkliwe uderza w siły nieprzychylne Polsce. To, że jacht, który w dwa lata opłynie całą kulę ziemską – by sławić setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości – zostanie pomalowany w narodowe barwy, wiadomo było od początku. 40 tys. mil oceanicznej podróży, wizyty na pięciu kontynentach – w sumie w 100 portach – zobowiązują, wszystko powinno być dopięte na ostatni guzik. Nawet odcień naszej narodowej czerwieni, która miała pokryć ożaglowanie łodzi i elementy jej kadłuba. Zarząd PFN, która miał ten projekt sfinansować, długo się głowił, czy powinien być to ustawowy karmazyn, który już dawno wyszedł z codziennego użycia, czy może jednak o wiele bardziej rozpoznawalna podstawowa czerwień, którą poligrafowie zastępują ustawowy wzorzec. Odpowiedzi na to pytanie nie było, więc prace francuskiej stoczni nad narodowym jachtem wstrzymano. Po kilkudniowej dyskusji stwierdzono, że o kolorach rozmawiać trudno.

Lepiej będzie najpierw je zobaczyć na łodzi, a dopiero później podjąć decyzję. Zdecydowano, że szkutnicy podeślą zdjęcia, a zarząd powie, co robić. Fotografie nadeszły, ale decyzja nie zapadała. Przykurzona soczewka aparatu czy natężenie światła przecież mogą zafałszować obraz narodowej barwy. Nie było wyjścia. Na polecenie PFN francuską stocznię odwiedził umyślny. Do Warszawy wrócił z elementem jachtu pokrytym czerwienią. Zarząd w spokoju mógł kontemplować jej odcień i nasycenie. Decyzja zapadła: malować. Teraz może się jednak okazać, że wysiłki zarządu były daremne, bo PFN nie przedłużyła umowy z pomysłodawcą rejsu Mateuszem Kusznierewiczem. Co dalej z projektem? Na razie nie wiadomo. [Rozmowa z Mateuszem Kusznierewiczem na s. 30]. Od osób, które zetknęły się z Polską Fundacją Narodową, usłyszeliśmy wiele podobnych anegdot. Z ich opowieści wyłania się obraz groteskowej instytucji rodem z komedii Stanisława Barei. Instytucji, która dodatkowo cierpi na syndrom oblężonej twierdzy.

Maszyna losująca

Zgodnie ze statutem zarząd PFN powinien być co najmniej trzyosobowy (może być nawet pięcioosobowy), na chwilę obecną ma jednak tylko dwóch przedstawicieli. To prezes Cezary Jurkiewicz i jego zastępca Maciej Świrski. Ich współpracownicy opisują ten duet w podobny sposób: – Styl bycia i pracy wpisuje się w dowcipy o milicjantach czy fabułę „Gangu Olsena”. Przychodzą razem na spotkania, przy czym Jurkiewicz przeważnie milczy, za to Świrski peroruje, jakby był zakochany w swoim głosie. Chętnie dołącza do tego teatralne gesty i gestykulację, niewiele natomiast jest w tym treści – słyszymy.

Wiceprezes nie lubi krytyki i trudnych pytań. Był wyraźnie niezadowolony, gdy zapytano go, dlaczego fundacja, której głównym celem jest promocja Polski poza granicami kraju, od przeszło roku nie uruchomiła anglojęzycznej wersji swojej strony internetowej. Pytał o to Andrzej Pawluszek, sekretarz KPRM, który doradza premierowi Mateuszowi Morawieckiemu w kwestiach relacji Polski z Izraelem oraz Stanami Zjednoczonymi. – W odpowiedzi usłyszałem, że taka strona istnieje. Sprawdziłem ponownie i jej nie było. Pojawiła się dwa tygodnie później. Nie wiem, czy prezes Świrski celowo wprowadził mnie w błąd, czy też nie miał świadomości, że ta strona nie istnieje. Odnoszę jednak wrażenie, że PFN, zamiast zajmować się zagranicą, zbytnio koncentruje się na sprawach krajowych. Nie po to została powołana – mówi Pawluszek. Inne działania PFN w dziedzinie anglojęzycznej komunikacji także nie napawają optymizmem. Osoba współpracująca z fundacją wskazuje na jej twitterowy profil kierowany do Amerykanów, który obserwuje ledwie 300 osób. Zapytany o tę sytuację Świrski miał stwierdzić, że nie liczy się ilość, tylko jakość. Tłumaczył, że to specjalnie wyselekcjonowana grupa odbiorców i lepszą trudno byłoby pozyskać. Trudności PFN ze zrozumieniem nowoczesnych mediów opisuje też inny przykład. W lutym fundacja pochwaliła się, że jej kampania internetowa, która miała być odpowiedzią na kłamstwa na temat polskich obozów śmierci, dotarła do prawie 180 mln odbiorców na świecie.

Według fundacji w samym Izraelu dotarła do 7,9 mln mieszkańców, czyli praktycznie 90 proc. populacji kraju. Internauci przecierali oczy ze zdziwienia, jak to w ogóle możliwe. Najprawdopodobniej pomylono odsłony filmów z odtworzeniami. Ostatnim łupem PFN na froncie walki o dobre imię Polski ma być współpraca z byłym autorem przemówień Ronalda Reagana – Clarkiem Judge’em, który podjął się wysiłku prostowania fałszywej narracji na temat udziału Polaków w Holokauście.

Trzy pierwsze miesiące pracy Judge wycenił na 135 tys. dolarów. Znawcy tematu zastanawiają się, jak może pomóc osoba, która była na topie ponad 30 lat temu. Dla menedżerów, przedsiębiorców, pracowników korporacji, ludzi związanych z biznesem pierwsze zetknięcie z Polską Fundacją Narodową kończy się szokiem. Poraża ich przede wszystkim brak kompetencji. – Kiedy idziesz do menedżera jakiejkolwiek firmy czy organizacji, spotykasz kogoś, kto jest wybitny albo słaby, ale jednak zawsze ma jakieś minimum kompetencji. W PFN w zasadzie kompetencji nie ma nikt – mówi jeden z naszych rozmówców ze świata biznesu. Co to oznacza w praktyce? Szybko trzeba się nauczyć, że podczas spotkań z zarządem PFN nie ma dyskusji na racjonalne argumenty. Decyzje są podejmowane pod wpływem emocji i tłumaczone jakimiś prywatnymi doświadczeniami. – W biznesie jest tak, że jak masz racjonalne i twarde argumenty, to możesz oczekiwać od partnera racjonalnego myślenia i decyzji. W przypadku PFN nigdy nie było wiadomo, czym takie argumenty zaskoczą. Trochę jak w maszynie losującej Lotto. Może być odpowiedź na „tak” albo na „nie” i nikt tak naprawdę nie wie dlaczego – słyszymy. Nikt na przykład nie wie, dlaczego PFN odmówiła finansowania kampanii społecznej, której pomysł powstał w kancelarii premiera. Jako pierwsza o sprawie napisała „GW”. Chodziło o życzenia, które Polacy w języku hebrajskim mieli składać Izraelowi z okazji 70-lecia powstania, które świętowane było w kwietniu. Spoty z życzeniami miały być emitowane w izraelskiej telewizji.

Z giełdy kwiatowej do fundacji

PFN mieści się w niewielkim biurze przy al. Jana Pawła II. W środku ok. 20 osób. Bardzo hermetyczny świat. Głównie pracownicy biurowi, którzy zdaniem naszego rozmówcy nie do końca wiedzą, co robią. – Z takim budżetem to powinna być olbrzymia organizacja, z dziesiątkami specjalistów od marketingu, PR czy reklamy. Tego tam nie ma – słyszymy od informatora. W jego ocenie jedyną osobą w PFN, z którą można rzeczowo porozmawiać, jest… prawnik. Chodzi o pracującego dla fundacji Michała Zuchmantowicza. To znany warszawski adwokat, który był obrońcą Mariusza Kamińskiego, ministra – koordynatora ds. służb specjalnych w rządzie Mateusza Morawieckiego. Z Kamińskim wiąże się także osoba prezesa PFN Cezarego Jurkiewicza, czyli szefa warszawskiego klubu radnych PiS. To on kierował strażą ochraniającą marsze z udziałem prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. W tym miesięcznice smoleńskie. Na pomysł powołania takiej straży wpadł Maciej Wąsik, prawa ręka Mariusza Kamińskiego. Z Wąsikiem Jurkiewicz zasiadał w radzie Warszawy.

W trzystronicowej notce umieszczonej na stronach stołecznego ratusza Jurkiewicz, z wykształcenia teolog, pisze o sobie jako o osobie ceniącej przede wszystkim rodzinę – jest ojcem ośmiorga dzieci („wychodzę z rodziny, jestem w rodzinie, ona jest dla mnie jak drzewo, które daje mi siły i pod liście którego mogę wrócić), relacje międzyludzkie i pracę zespołową („jako teolog kocham pracę z ludźmi”, „jako samotny sprzedawca docierający na Giełdę Kwiatową w 1990 r. nocą, ok. 24 nigdy nie ustępowałem, aby nie nawiązywać relacji międzyludzkich i do dziś spotykam ludzi, z którymi zetknąłem się wtedy”), a także rzutki i sprawny menedżer (jak nie rozumieć orientacji na klienta i na osiągnięcia planowania i organizacji, kiedy człowiek przeszedł drogę od sprzedawcy na Giełdzie Kwiatowej do Dyrektora w Spółce Skarbu Państwa”, „potrafiłem sprzedawać z samochodu nawozy do roślin doniczkowych, docierałem do małych sklepików osiedlowych, robiąc zamówienia na kawę, (…) byłem Regionalnym Kierownikiem w Dywizji Barów Kawowych, potrafiłem też zarządzać wielomilionowym budżetem w RUCH SA (…) wraz z moim zespołem zostaliśmy uznani trzecią siecią barów kawowych w Polsce”). Człowiek z zaplecza politycznego PiS: – Jurkiewicz pojawił się w PFN na polecenie Kamińskiego. Jest odpowiedzialny za pilnowanie budżetu fundacji. To uczciwy facet, ale zupełnie nie zna się na tym, do czego została powołana PFN – słyszymy.

Szczur biurowy

Inaczej miało być ze Świrskim, który został twarzą PFN. Drogę do fundacji utorowała mu przede wszystkim współpraca z wicepremierem i ministrem kultury Piotrem Glińskim. Partyjne plotki mówią, że Świrski poznał Glińskiego, gdy zajmował się pisaniem bloga pod pseudonimem Szczur biurowy. Jako bloger postanowił przeprowadzić z Glińskim wywiad, w trakcie którego nawiązała się pomiędzy nimi nić porozumienia. Z naszych informacji wynika, że Świrski pomagał przy projekcie Premier z tabletu. W 2013 r. PiS wystawił Glińskiego jako technicznego kandydata na funkcję premiera, gdy głosowano wotum nieufności wobec rządu Donalda Tuska. Gliński, który nie był wtedy posłem, nie miał prawa do zabrania głosu. Jego orędzie nagrano i odtworzono – w trakcie sejmowej debaty – z tabletu, który trzymał w rękach Jarosław Kaczyński. – Można powiedzieć, że Świrski był wtedy technicznym rzecznikiem technicznego premiera – ironizuje nasz informator. Później miał on się też zaangażować w kampanię wyborczą Glińskiego do Sejmu w 2015 r. Wcześniej jednak obaj panowie związali się przez utworzoną we wrześniu 2013 r. fundację Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga Przeciw Zniesławieniom. Jej statut jest bliski temu, jaki ma PFN. Pierwszy jego punkt brzmi „Celem fundacji jest ochrona dobrego imienia Polski i Narodu Polskiego, a w szczególności inicjowanie i wspieranie działań mających na celu prostowanie nieprawdziwych informacji pojawiających się w mediach na temat historii Polski, a szczególnie: przebiegu II WŚ, udziału w niej Polaków, stosunku Polaków do Narodu Żydowskiego, na temat niemieckich obozów koncentracyjnych”. Fundatorami zostali Maciej Świrski i Jerzy Orzeł. Obaj na fundusz założycielski wpłacili po 500 zł. Piotr Gliński był członkiem rady fundacji. Zrezygnował z tej funkcji dopiero 15 października 2016 r., 11 miesięcy po objęciu teki wicepremiera i ministra kultury. Polska Fundacja Narodowa została założona pod koniec grudnia 2016 r. Zanim Świrski wszedł do jej zarządu, często powoływał się na znajomości z wicepremierem. Opowiada jeden z polityków PiS:

– Jednemu z ministrów proponował, by ten przekazał blisko ćwierć miliona złotych na badania młodzieży. Padał argument o rzekomych ministerialnych zobowiązaniach wobec międzynarodowej instytucji, których de facto nie było. Urzędników resortu zaniepokoiła także dość zawiła formuła wydatkowania tych środków, którą Świrski miał przedstawić. Gdybym chciał ocenić to najoględniej, jak się da, to nazwałbym to próbą potraktowania ministerialnej kasy jak bankomatu – stwierdza nasz rozmówca. Dodaje, że Świrski wywierał presję i wykorzystał wszystkie możliwe narzędzia, by otrzymać te pieniądze. Celu jednak nie osiągnął.

Fan średniowiecza

Świrskiemu i jego Reducie przypisuje się autorstwo zapisu w nowelizacji ustawy o IPN, która zakłada kary za obarczanie Polski i Polaków odpowiedzialnością za zbrodnie dokonane przez III Rzeszę. Reduta była jedynym podmiotem, który zapytano o zdanie w ramach konsultacji społecznych. Nowelizacja prawa wywołała ogromne napięcie w relacjach dyplomatycznych pomiędzy Polską a Izraelem. Świrski zaprzeczył, by miał cokolwiek wspólnego z tymi zapisami. – Byłem na spotkaniu, podczas którego odcinał się od tej historii. Zaprzeczał, by to on był autorem tych regulacji, przy czym widać było, że po prostu kpi – opowiada wysoki rangą urzędnik państwowy. Dotarły do nas także nieoficjalne informacje, że Świrski miał zlecić przygotowanie ekspertyzy w sprawie nowelizacji. Przewidziała ona tragiczne dla polskiej dyplomacji i polskiego wizerunku skutki wejścia tej ustawy w życie. Nieprzychylny werdykt prawników Świrski miał rzekomo schować do szuflady. Udało nam się też ustalić, że po wybuchu kryzysu na linii Polska – Izrael premier Morawiecki kazał odwołać Świrskiemu wszystkie wywiady dla izraelskiej prasy, a ustawiła się do niego kolejka tamtejszych dzienników. Zakaz wciąż obowiązuje. Morawiecki powołał też doradcę, który łagodzi nasze relacje z Izraelem i USA. Jednego Świrskiemu nie można zarzucić: to przywiązanie do kontrowersyjnych twierdzeń.

Anita Szarlik, redaktor naczelna magazynu „Coaching”, była uczennicą Świrskiego, gdy ten na początku lat 90. pracował jako nauczyciel historii w jednym z warszawskich liceów społecznych. To była szkoła wspierająca, nastawiona na otwartość. Świrski, w ocenie Szarlik, też taki był. Jako wychowawca i nauczyciel historii. Choć jego uczniowie nie ze wszystkimi jego teoriami się zgadzali. – Starał się nas przekonać, że najlepszym czasem w dziejach było średniowiecze. Dlaczego? Bo ludzie byli wtedy bardziej religijni – opowiada. W jej ocenie był konserwatystą, nieco oderwanym od rzeczywistości. – Zniechęcał nas do obejrzenia profilaktycznego filmu dotyczącego AIDS i wynikało to z tego, że był przekonany, że uczniowie klasy maturalnej są zbyt młodzi na tematy związane z seksualnością – dodaje naczelna „Coachingu”. Jako feministce najbardziej zapadło jednak w pamięć zdanie, które jej były wychowawca miał na temat kobiet. Oznajmił, że emancypując się, zrezygnowały ze statusu bogiń, jaki miały wcześniej. – Przy tym wszystkim był sympatycznym i dobrym człowiekiem – dodaje Szarlik. Poza Glińskim trudno obecnie znaleźć polityka PiS, który potwierdziłby podobne stanowisko. Jeden z ministrów: – Nie sądzę, aby którekolwiek ministerstwo zdecydowało się na wspólną oficjalną konferencję z PFN, jeżeli wcześniej nie nastąpią tam personalne zmiany.

Człowiek z wilczej

O zastąpieniu Świrskiego mówiło się kilka tygodni temu. Była już nawet kolejka kandydatów. Po raz kolejny wybronił go Gliński. – Dyskusja wygląda zawsze podobnie. Gliński przekonuje, że to, co robi Świrski, jest emanacją tego, co on sam by robił i zapowiada własną rezygnację w przypadku dymisji Świrskiego – słyszymy od polityka znającego przebieg narad przy ul. Nowogrodzkiej. Inny dodaje: – Gliński będzie bronił Świrskiego, mimo że każdy rozsądny polityk już dawno by umył od tego ręce. Ale profesor nie potrafi przyznać się do błędu, musi mieć rację, dlatego nie chce zrobić kroku w tył. Świrski jest w łaskach saloniku Wilcza 23. To układ towarzyski zbudowany przy osobie Anny Bieleckiej, pierwszej żony Czesława Bieleckiego. W jego skład wchodzą osoby związane od początku z konserwatywnym Kongresem Polska Wielki Projekt, m.in. Piotr Gliński. Ze zdaniem tego towarzystwa liczy się prezes Jarosław Kaczyński. Nieoficjalnie mówi się, że to tam były konsultowane wymiana premiera oraz rekonstrukcja rządu. Inne informacje wskazują, że przychylność Glińskiego nie jest tak bezinteresowna, bo PFN ma finansować wiele jego inicjatyw. Jakich? Tego nie wiadomo, bo PFN niechętnie się tym chwali. Nie ma też tych informacji w KRS, a sprawozdania z działalności fundacji czyta sam Gliński, który jako minister kultury nadzoruje PFN. Byli członkowie rady nadzorczej fundacji, prosząc o zrozumienie, odmówili nam rozmowy na temat PFN. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Współpraca: Anna Gielewska

Okładka tygodnika WPROST: 20/2018
Więcej możesz przeczytać w 20/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także