Skibą w mur - Gruby portfel, chude kreski

Skibą w mur - Gruby portfel, chude kreski

Trafienie do filmu rysunkowego jest oznaką popularności. Ostatnio w amerykańskiej kreskówce o rodzinie Simpsonów znalazła się Carla Bruni wraz z mężem. Była modelka z nogami długimi jak niemieckie autostrady (z tego powodu Sarkozy musi chodzić w butach na wysokim obcasie) zrobiona jest na wampa, który podrywa osoby z towarzystwa. Rozbudzona erotycznie pierwsza dama Francji i jej mąż popisujący się głupawymi odzywkami to raczej szyderczy obraz pary prezydenckiej.
Tymczasem we Francji prasa jest zachwycona i pisze o kreskówce z  udziałem pirwszej pary jako o niesamowitym sukcesie. Czytam w „Gazecie Wyborczej" opinie francuskiej prasy i nie mogę wyjść ze zdumienia. Jawne kpiny z nabzdyczonego manią wielkości Nicolasa i jego seksownej żony uznano za „międzynarodową koronację” oraz znak, że Francja „wysuwa się na pierwszy plan”. To się nazywa optymistyczna interpretacja faktów! A  może i nam przydałby się taki dystans? Gdyby w „Simpsonach” pojawił się Donald Tusk i dukał po angielsku lub chodził z lusterkiem jak narcyz, a  nie daj Boże – grał w jednorękiego bandytę, to z pewnością Jarosław Gowin jeszcze bardziej by posiwiał, a Radek Sikorski dzwonił z  protestami do Waszyngtonu i odwoływał naszych saperów z Afganistanu. A  gdyby prezydent Lech Kaczyński popijał w bajce wino, z pewnością Władysław Stasiak z Kancelarii Prezydenta już słałby notę protestacyjną.

W serialu z rodzinką Simpsonów pojawiło się już wielu polityków (m.in. prezydenci USA Carter, Bush i Clinton), ale także ludzie tacy, jak Paul McCartney, Michael Jackson czy Quentin Tarantino. Nie można ostatecznie wykluczyć, że nie pojawi się niebawem także jakaś postać znad Wisły kojarzona przez Amerykanów, np. Lech Wałęsa czy Andrzej Gołota. Gdyby Gołota spuścił manto Obamie, a Wałęsa pouczał w  Gabinecie Owalnym, jak robić politykę międzynarodową, to z pewnością takie scenki by nam się jeszcze podobały. Gorzej, gdyby w kreskówce z  Simpsonami pijany Wałęsa ukradł Obamie zegarek, a Gołota przez pomyłkę (potwierdzenie stereotypu polskiego głupka) znokautowałby nie samego prezydenta, tylko jego żonę. Już tego rodzaju satyra byłaby dla nas nie  do przełknięcia. Szybko pojawiłyby się zbiorowe protesty, dyplomatyczne noty i dwugodzinny bojkot amerykańskiej gumy do żucia.

Znani, podziwiani i pogardzani pojawiają się w kreskówkach i to potwierdza moje wrażenie, że otaczają nas postaci z filmów rysunkowych. Osobnicy tak zabawni jak Julia Pitera, Janusz Palikot czy Jacek Kurski nie mogą być realni. Oni przecież tak niewiele się różnią od postaci takich jak Rumcajs, Kaczor Donald czy Pies Pluto. Mimo wielu podobieństw między politykami a postaciami narysowanymi jest jedna, zasadnicza różnica. Postać z kreskówki czasem szczerzy kły, bywa, że strzela z  procy lub wypala z armaty, ale zawsze jest niegroźna. I zawsze daje się wytrzeć gumką. Niestety, nie można tego powiedzieć o politykach.

Być może w ślad za „Simpsonami" pójdą także polscy twórcy filmów rysunkowych. Chciałbym, by w „Bolku i Lolku” zamiast niemrawej Toli pojawiła się żwawa Maria Kaczyńska. Poseł Janusz Palikot ze względu na  radosne usposobienie mógłby zagrać psa Reksia. Stara rysunkowa bajka „Zaczarowany ołówek” to wymarzona rola dla ministra Rostowskiego, który też musi z niczego coś wyczarować. Jako społeczeństwo przybieramy powoli zbiorowo kształty postaci rysunkowych i nierealnych. Jak czegoś nam brakuje, potrafimy sobie to narysować za pomocą chudych kresek w naszych planach i projektach. Najnowsze wyniki statystyczne, które opublikowała niedawno prasa, wykazują, że „portfel Polaka jest coraz grubszy”. Chyba od recept na ból głowy!

Okładka tygodnika WPROST: 49/2009
Więcej możesz przeczytać w 49/2009 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także