"Wyborcy nie ufają PO, ale przecież nie pójdą głosować na »Kaczora«"

"Wyborcy nie ufają PO, ale przecież nie pójdą głosować na »Kaczora«"

Dodano:   /  Zmieniono: 22
Szef PO Donald Tusk (fot. PAP/Adam Warżawa)
Polacy nie popierają kluczowych reform, jakie chce przeprowadzić rząd PO. Większości z nich nie podoba się reforma systemu emerytalnego, zmiany w systemie zdrowia i posyłanie 6-latków do szkół; chcieliby też zlikwidować gimnazja. Podobne tezy można znaleźć w programie PiS. Mimo to poparcie dla partii Donalda Tuska nie słabnie. – To dlatego, że PO ma dużą grupę twardego elektoratu, który nie widzi innej opcji niż Platforma – komentuje dla Wprost.pl dr Bartłomiej Biskup, politolog z Instytutu Nauk Politycznych UW.
Izabela Smolińska: Wyborcy nie zgadzają się z PO w kwestii kluczowych reform, a mimo to poparcie dla tej partii ciągle utrzymuje się na wysokim, względnie stałym, poziomie – wynika z sondażu przeprowadzonego przez Homo Homini na zlecenie "Dziennika Gazety Prawnej". Jaką logiką kierują się wyborcy?

Bartłomiej Biskup: To pytanie, kogo się bada - czy tę samą grupę, która rzeczywiście bierze udział w wyborach? Mam wrażenie, że nie. To wszystko jest raczej pokłosiem sytuacji politycznej, która jest taka, że mamy do czynienia z wrażeniem pewnej bezalternatywności. No bo na kogo głosować, jeżeli nie na Platformę? Właśnie na ścisłym związku z PiS bazuje PO.

Czyli jest to bardziej opowiedzenie się przeciwko PiS niż za PO?

Tak, zdecydowanie. Trzeba zwrócić uwagę na to, że zawsze w takich badanych próbach jest bardzo duża grupa osób niezdecydowanych.  Odzwierciedlenie stanu poparcia dotyczy tylko wyborców zadeklarowanych, tzw. "twardych", którzy mają zadeklarowane opinie i  ukształtowane  poglądy polityczne. To też nie oddaje w całości zjawiska. W konkretnym prawdziwym głosowaniu działają różne mechanizmy – jest część wyborców,  która przyłącza się do zwycięzców, część, która popiera przegranych. Ich się w takich cząstkowych badaniach nie podaje albo nie wyłapuje. Dlatego też nie mamy pełnego obrazu sytuacji. 

O czym więc możemy wnioskować na podstawie sondażu Homo Homini?

Można przypuszczać, że wyborcy PO chcieliby czegoś innego niż to, co proponuje im partia.

Z badań wynika, że wyborcy chcieliby w zasadzie powrotu do starego systemu. Weźmy np. reformę szkolnictwa: ponad połowa badanych chciałaby, żeby rząd wycofał się z pomysłu posyłania sześciolatków do szkół. Ciągle też pojawiają się postulaty, żeby zlikwidować gimnazja.

Tak, bo akurat w tym przypadku możemy obiektywnie stwierdzić, że reforma jest nieudana, mimo że Ministerstwo Edukacji Narodowej, za pomocą propagandowych działań, chce nas przekonać do czegoś innego. Tu jednak okazuje się, że społeczeństwo nie jest takie głupie jak by się wydawało. Jedyne co przyniosła reforma szkolnictwa na poziomie podstawowym i średnim, to porównywalność, nic więcej ponad to. Tak więc to, że reforma edukacji się nie sprawdziła, jest obiektywnym faktem.

Istnieje możliwość, że rząd się z niej albo z innych reform wycofa, w trosce o wynik przy urnach wyborczych?

Absolutnie nie. Zwłaszcza, że np. reforma edukacji nie jest nawet tak naprawdę w całości reformą PO, bo została rozpoczęta jeszcze w rządzie Jerzego Buzka. Minister Hall doprowadziła ją do takich a nie innych skutków, ale skoro premier nie odwołał minister wtedy, kiedy powinien to zrobić, dzisiaj tym bardziej nie przyzna się do błędu.

Nawet za cenę utraty poparcia?

No właśnie nie. Badania Homo Homini pokazują, że elektorat Platformy wie, że jest źle, ale mimo to, nie jest w stanie głosować na inną partię. Być może mógłby rozważać koalicję..

Czyli tego typu badania mogą tylko utwierdzić Platformę i dać jej przekonanie, że ma silną grupę, która ją popiera bez względu na to,  jaką politykę prowadzi?

Myślę, że te badania są zbyt powierzchowne, żeby wysnuwać na ich podstawie takie wnioski. PO, tak jak PiS, przeprowadza dużo lepsze badania. Ale niewątpliwie wynika z nich, że bezalternatywność na scenie politycznej staje się czynnikiem powodującym, iż wyborcy PO, nawet kiedy wiedzą, że jest źle i tak zagłosują na Platformę. Bo przecież nie oddadzą głosów na "Kaczora" czy Palikota...

Skoro już jesteśmy przy Jarosławie Kaczyńskim... Czy możliwa jest jakakolwiek koalicja lub chociażby czasowe porozumienie w kluczowych sprawach pomiędzy PO a PiS?

Koalicja w ogóle nie wchodzi w grę, bo to porozumienie tworzące rząd. Jeżeli chodzi o doraźne wspólne głosowania, jest to możliwe, ale w bardzo niewielu przypadkach. Na przykład, jeżeli przyjdzie kryzys gospodarczy, a Donald Tusk wyraźnie poprosi o wsparcie PiS. Być może wtedy PiS takiego wsparcia udzieli, ale na pewno za jakąś cenę. Przy czym szanse na takie ewentualne porozumienie oszacowałbym na poziomie mniej więcej pół procenta. To raczej teoretyczna możliwość. Ostatnie wspólne głosowania tych dwóch partii miały miejsce w poprzedniej kadencji, w latach 2005-2007 i dotyczyły raczej kwestii ideologicznych. W pozostałych sprawach PO i PiS mają inne koncepcje sprawowanie polityki.

Czyli Platforma może być spokojna o poparcie dla siebie. A co z zaufaniem do rządu?

Zaufanie do rządu wyraźnie spadło, a wskaźniki cały czas idą w dół. Platformie został tylko twardy elektorat. W tej chwili mamy blisko 70-proc. próg nieufności. Podobnie jeżeli chodzi o zaufanie społeczne przedstawiają się statystyki Donalda Tuska. To są widoczne oznaki przesilenia i dużej nieufności społecznej. Tyle tylko, że stały elektorat PO jest na tyle duży, że pozwala partii utrzymać władzę.
 22

Czytaj także