W Rosji zimą się świętuje

W Rosji zimą się świętuje

Dodano:   /  Zmieniono: 
W Rosji zimą się świętuje (fot. sxc.hu) Źródło: FreeImages.com
Noworoczna laba potrwa dziesięć dni. Rosjanie lubią świętować, szczególnie zimą. Dlaczego?
1.

Po pierwsze, Rosjanie to bardzo towarzyscy ludzie. Dużą popularnością cieszą się u nich kalendarze, w których nie ma ani jednego dnia bez święta. Taki kalendarz łatwo pozwala znaleźć powód do miłego spotkania w gronie znajomych. Masz ochotę wypić z przyjaciółmi? Doskonale! Otwierasz kalendarz i widzisz, że dziś przecież jest: „Dzień rosyjskiej gwardii”, „Światowy dzień obrony przed dziurą ozonową”, „Dzień walki z AIDS”, „Święto przemysłu atomowego”, „Międzynarodowy dzień szachów”. Zresztą pal sześć! Nawet jeśli wypada banalny Międzynarodowy Dzień Metalurga, nie powinno się przechodzić obojętnie. Trzeba się spotkać, wznieść toast. Inaczej metalurgom zrobi się przykro! A czym są gorsi od szachistów, czy od dziury ozonowej? Kalendarze przyjęto dobrze. Gorzej było z „gadającą wódką”. „Gadająca wódka” miała zamontowaną pozytywkę w butelce, która po rozlaniu wypowiadała niewymyślne toasty. Repertuar od „Na zdrowie!” po „Ooop!”. Ten wynalazek przepadł, bo Rosjanie z toastami dają sobie radę doskonale. Picie bez toastu to brak kultury, wstęp do alkoholizmu. Picie dla picia tak samo. Kulturalni ludzie biesiadują, rozmawiają, otwierają przed sobą dusze. Pije się tu niejako przy okazji.

2.  

Dla biesiadowania zima ma takie znaczenie jak w chemii katalizator. W wielkim mieście zima zaczyna się od ciszy. Śnieg, którego nikt nie sprząta, tłumi szum samochodów i kroki przechodniów. Na wsi, gdy temperatura spada do minus czterdziestu, w nocy trzeszczą krokwie dachów. To oznacza, że jest naprawdę zimno. „Sybirak nie ten, kto mrozu się nie boi, ale ten, kto ciepło się ubiera”. Ta pora roku potrafi być piękna, ale i bezlitosna. Kto nie przeżył śnieżnej burzy na otwartej przestrzeni, ten nie wie, jak bardzo. Wicher porywa snujący się na polach śnieg. W sekundę nie widać dalej od ramienia. Droga? Nie ma, znikła w białym tumanie. Jechać? Ale dokąd jechać? Silnik samochodu krztusi się, gaśnie. Kierowca – który całe życie tu mieszkał – wychodzi z kabiny, wkłada pod maskę jakiś karton. Wraca blady, w oczach czai się strach i obłęd. Próbuje odpalić silnik. Na próżno. – Piździec, naczelniku, wpadliśmy – mówi do ciebie. Dopiero wówczas uświadamiasz sobie: jest źle.

 Co można zrobić? Prawie nic. Modlić się, żeby przestało wiać. Wypatrywać jakiegoś światełka, śladu życia, miejsca, w którym można poprosić o ratunek. W tych sprawach nic się nie zmieniło od stuleci. Tylko kiedyś biesy kołowały saniami zaprzężonymi w przerażone konie, a dziś mylą drogę rozkaszlanemu żiguli czy podrutowanej wołdze. 

3.  

Ale czemu właśnie zima to katalizator spotkań towarzyskich? Aleksander Puszkin wyjaśnił to w uznanym za arcydzieło wierszu „Wieczór zimowy”. Za oknem zamieć, a on siedzi przy kominku ze starą kobietą, swoją nianią. Popijają wino. Abstrahując od tego, że niania Arina Rodionowna – o czym nie wszyscy wiedzą – ogólnie lubiła sobie golnąć, to co mądrzejszego można robić w taką pogodę? A niby skąd w rosyjskiej kulturze stołu to wielogodzinne przesiadywania z gośćmi w kuchni, czyli w najcieplejszym miejscu domu? Skąd pomysły kiszenia wszystkiego, co się da – kapusty, ogórków, pomidorów, czosnku, jabłek? A te bliny, suchary, odsmażany chleb? A stąd, że jak jest zimno, to lepiej nie wyściubiać nosa z domu. Klasyczny determinizm przyrodniczy. Po co pędzić, skoro można wyjadać czy wypijać zapasy. Z przyjaciółmi – bo wtedy jest jeszcze cieplej i zdecydowanie weselej. A gdy jeszcze nie trzeba iść do pracy? 

4.  

I tu się pojawia rola Świąt Noworocznych, jak nazywają początek stycznia w Rosji. Może nas to szokować, ale Boże Narodzenie (obchodzone przez prawosławnych 7 stycznia) jest w Rosji dopiero na siódmym miejscu na liście najważniejszych świąt. Badania są pewne, robione w kwietniu 2012 r., przez renomowane, niezależne od władz Centrum Jurija Lewady. Boże Narodzenie jest w tyle nawet za Dniem Kobiet czy Dniem Zwycięstwa. Nie mówiąc już o urodzinach i imieninach rodziny oraz znajomych. (Ciągle mowa o prawosławnym Bożym Narodzeniu, bo katolickie za ważne uważa ledwie 1 proc. obywateli). Co nie znaczy, że w Rosji zabawy nie będzie – wręcz przeciwnie, będzie długa i huczna! Najważniejszym bowiem świętem jest w Rosji Nowy Rok – za takie uznaje go ponad 80 proc. obywateli.

Cały materiał można przeczytać w najnowszym numerze tygodnika "Wprost", który jest już dostępny w formie e-wydania.

Najnowsze wydanie tygodnika dostępne jest dostępne również na Facebooku.