Koń trojański

Koń trojański

Prokurator generalny ANDRZEJ SEREMET naraził się nie tylko Platformie Obywatelskiej, ale posłom wszystkich opcji, bo podważył immunitet poselski.

Czy premier Donald Tusk po raz kolejny wstrzyma się z wnioskiem o dymisję prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta? Wszystko wskazuje na to, że tym razem postąpi inaczej. A Sejm będzie głosował, czy pozostawić Seremeta na stanowisku, czy go odwołać. Wynik takiego głosowania jest do przewidzenia. Jeśli do niego dojdzie, prokurator generalny nie ocali głowy. Przebieg dyskusji nad jego wystąpieniem w Sejmie dotyczącym efektów przeszukania pokoju sejmowego Jana Burego z PSL nie pozostawia wielu wątpliwości. Seremet zadarł z posłami wszystkich opcji, bo naruszył poczucie bezpieczeństwa, jakie każdemu parlamentarzyście daje immunitet. Formalnej podstawy do wniosku o dymisję dostarczył premierowi minister sprawiedliwości Marek Biernacki, który dosłownie zrównał Seremeta z ziemią w raporcie z jego rocznej działalności. Po raz kolejny.

POSŁOWIE NIE PRZEBACZĄ

10 lipca prokurator i funkcjonariusze CBA wkraczają do Sejmu o ósmej rano, bez uprzedzenia. Stawiają się w części hotelowej zwanej Domem Poselskim z nakazem przeszukania pokoju hotelowego Jana Burego. Straż marszałkowska z oczywistych powodów nie wpuszcza prokuratora i funkcjonariuszy na teren Sejmu. O wizycie zostaje zawiadomiony zastępca szefa Kancelarii Sejmu Jan Węgrzyn. Marszałek Sejmu Ewa Kopacz w tym czasie występuje w mediach. Informacja o najściu prokuratora z funkcjonariuszami CBA trafia też od razu do premiera Donalda Tuska, który natychmiast dzwoni do wicepremiera i prezesa PSL Janusza Piechocińskiego. Tusk mówi mu: „mamy problem natury prawnej, jak się zachować w tej sytuacji”.

Prokurator i funkcjonariusze dostają zgodę na wejście na teren Sejmu. Mają czekać na marszałek Kopacz. Zostają poproszeni o rutynowe przejście przez bramkę wykrywającą metal. U jednego z agentów CBA piszczy pistolet, którego nie zgłosił Straży marszałkowskiej. Musi oddać go do depozytu, bo na terenie Sejmu prawo do noszenia broni mają tylko oficerowie Biura Ochrony Sejmu i straż marszałkowska. Funkcjonariusz próbuje przekonywać, że broń jest mu potrzebna do czynności służbowych. Węgrzyn mówi: „mało wam jeszcze po sprawie Barbary Blidy?”. Po mniej więcej dwóch godzinach Ewa Kopacz dostaje z Biura Analiz Sejmowych opinię, że prokurator może przeszukać pokój hotelowy posła Burego, który także daje na to zgodę. Ekipa śledcza nic nie znajduje. Atmosfera w Sejmie jest napięta. To dzień głosowania nad wotum nieufności dla ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Ma się odbyć spotkanie Sienkiewicza z klubem PSL. Mnożą się pytania, czy przeszukanie u jednego z liderów ludowców to przypadek.

WYSTARCZY PODEJRZENIE

Wśród posłów nie ma większych wątpliwości. Prokuratura, przeszukując pokój Burego w związku ze sprawą tzw. mafii podkarpackiej, rażąco naruszyła prawo, bo demonstracyjnie nie uszanowała immunitetu poselskiego. Seremet w wystąpieniu przed Sejmem przekonywał, że immunitet chroni posłów tylko przed postawieniem zarzutów i nie uniemożliwia prowadzenia wobec posła czynności śledczych, takich jak przeszukanie czy składanie zeznań. Nie widział też problemu w przypadku wyboru terminu czynności w Sejmie. Posłowie widzą to inaczej. Witold Pahl z PO uznał jednoznacznie, że prokuratura nadzorowana przez Seremeta naruszyła konstytucyjną zasadę, która ma chronić Sejm przed ingerencją polityczną. Przekładając to na prostszy język: posłowie już wiedzą, że prokuratura nie uznaje immunitetu i może wszystko. Wystarczy tylko podejrzenie i stosowny nakaz.

A termin przeszukania – w momencie kryzysu politycznego? Seremet tłumaczył posłom, że termin był dobry jak każdy inny. Nie wspomniał jednak, że od dnia zatrzymania podejrzanych o korupcję biznesmenów minęło dziesięć dni. Chętnie natomiast przyznał, że prokurator, wydając 9 czerwca nakaz przeszukania na dzień następny, skorzystał z trybu „niecierpiące zwłoki”. Jeżeli prokurator szukał u posła Burego sztabek złota czy innych dowodów korupcji, to dlaczego tak późno? Wprost wyraził tę wątpliwość Janusz Piechociński, mówiąc, że prokuratura i CBA „przyspieszyły” w szczególnym dla koalicji tygodniu. Szef ludowców jest przekonany, że to nie był przypadek i na pewno nie było to w interesie Platformy Obywatelskiej.

Ale to nie wszystko. W zeszłym tygodniu minister sprawiedliwości Marek Biernacki zarzucił prokuratorowi generalnemu, że nie panuje nad instytucją, którą zarządza. Co więcej, minister pisze w rocznym sprawozdaniu, że Seremet próbuje torpedować uchwaloną reformę procedury karnej, która wejdzie w życie w 2015 r. Przenosi ona ciężar postępowania dowodowego na prokuratorów. Sędziowie będą tylko orzekać na podstawie dostarczonych akt. Nie będą mogli prowadzić czynności dowodowych, co mogą robić dziś. Czy można sobie wyobrazić, że rząd będzie nadal tolerował prokuratora generalnego, który nie akceptuje zmian w prawie? Pytanie dosyć retoryczne. Oczywiście oficjalnie prokuratura dementuje zarzuty Biernackiego, twierdząc, że przygotowuje się do reformy.

PIS NAS POZAMYKA

– Andrzej Seremet Platformie Obywatelskiej coraz bardziej przypomina konia trojańskiego w obozie władzy – mówi jeden z rozmówców. Czy ma rację? Bo można się też spotkać ze zdaniem, że prokurator generalny zależny od ministra sprawiedliwości i premiera jest wobec władzy lojalny i nie ma własnych ambicji politycznych. Kim jest Seremet?

– To pisior – bez wahania ocenia go inna osoba.

– Znajomy Lecha Kaczyńskiego – mówi trzeci rozmówca. Ile w tym prawdy? Wybór Seremeta na prokuratora generalnego nastąpił w czasie prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Jego konkurent, prokurator Edward Zalewski, był kojarzony z wpływami Platformy Obywatelskiej. Na zastępców Seremeta do Prokuratury Generalnej przyszli tak zwani ziobryści Marzena Kowalska i Robert Hernand, działacz stowarzyszenia Ad Vocem, założonego przez współpracowników Ziobry. Zatrudniony został też Jerzy Engelking, prokurator znany ze ścisłej współpracy z PiS-owskim ministrem sprawiedliwości. Według opinii, która nie jest odosobniona, Seremet utrzymał zbudowany pod cele Zbigniewa Ziobry „prokuratorski ciąg technologiczny”, w którym dominowały śledztwa trałowe czy areszty wydobywcze. Ale to było cztery lata temu. Dziś Seremet, nie wiedząc, że mówi do włączonej kamery, rzuca żart: – Nie martw się, Mietek, jak przyjdzie PiS, to nas wszystkich pozamyka. I szeroko się uśmiecha, ubawiony własnym żartem. Politykom Platformy Obywatelskiej raczej nie jest do śmiechu. Seremet nie pierwszy raz staje się źródłem poważnych kłopotów władzy, coraz poważniejszych. �

Okładka tygodnika WPROST: 32/2014
Więcej możesz przeczytać w 32/2014 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także