Być może wkrótce programy telewizyjne zaczną się ścigać przy zakupach licencji na reality-show "Komisja śledcza w sprawie...", a widzowie będą głosować sms-ami na tych posłów którzy mają opuścić salę posiedzeń.
Stajemy się absolutnymi rekordzistami pod względem popularności politycznego show w radiu i telewizji. Poczucie symbolicznego udziału w społecznej kontroli rządzących daje nam - jak się okazuje - "podglądanie" polityków w mediach podczas posiedzeń komisji Rywina. Ta ostatnia jednak prędko nie zakończy swych prac, a tymczasem nowe afery obradzają ostatnio jak grzyby po deszczu. Sejm RP nie jest w stanie pomieścić w swych murach jednocześnie dwóch (nie mówiąc o większej liczbie) komisji śledczych z całym wianuszkiem dziennikarzy, fotoreporterów i ekip telewizyjnych. Gdyby nawet posłowie wyszli naprzeciw społecznym oczekiwaniom i uchwalili powołanie nowej komisji śledczej, jej obrady będzie można transmitować, dopiero, gdy zakończy swą działalność komisja Rywina.
Jest jednak sposób na wyjście z tej matni. Na giełdę wkrótce wchodzi firma telewizyjna z Wrocławia, która za pieniądze pozyskane od inwestorów chce m.in. wybudować profesjonalne studio do realizacji ogromnych widowisk telewizyjnych z udziałem publiczności. Może więc dałoby się wykorzystać tę halę do produkcji wielkich show śledczych z politykami w rolach głównych? Istnieje jednak ryzyko, że znudzona lub rozgniewana publiczność mogłaby zażyczyć sobie wpuszczenia w w pewnym momencie lwów.
Jarosław Jakimczyk