Torys z Kórnika

Torys z Kórnika

Sprawa przywództwa w ruchu narodowym za 30 lat nadal jest otwarta. Nie wiadomo, czy liderem endeków będzie Maria Faustyna czy Karolina Maria. Pierwsza ma dziś cztery lata, druga - cztery miesiące, ale kiedy nosi się nazwisko Giertych, to przewodzenie skrajnej prawicy ma się w genach - Właśnie rozpoczynamy marsz ku centrum, marsz ku władzy - obwieszcza Roman Giertych, ojciec dziewczynek. I nie brzmi to jak czcze przechwałki. Kiedy trzy lata temu Liga Polskich Rodzin otrzymała w wyborach do parlamentu prawie 8 proc. głosów, wieszczono jej rychły rozpad i kompromitację. W eurowyborach LPR podwoiła liczbę zdobytych głosów i wyrosła na drugą siłę w kraju, a Roman Giertych stał się jej niekwestionowanym liderem. Teraz planuje kolejny cud: chce przekształcić skrajną, ultrakatolicką i hurrapatriotyczną LPR w normalną, europejską partię konserwatywną - na kształt brytyjskich torysów. - Ja to zrobię - zapewnia stanowczo Giertych.
Giertych jak Kwaśniewski
Giertych próbuje wejść w buty Kwaśniewskiego, który tak ociosał komunistyczny beton, że urodziła się z tego socjaldemokracja. Mimo że Zygmunt Wrzodak deklaruje, że jest w LPR po to, by "dbać, żeby partia nie zahaczyła ani na moment o poglądy liberalne", to może mieć z tym coraz więcej problemów.
I to nie tylko dlatego, że obaj panowie są z zupełnie innej gliny ulepieni, a świetnie wykształcony, z profesorskiej rodziny z ogromnymi tradycjami Giertych - wypisz wymaluj polityk inteligencki - z trudem maskuje poczucie wyższości. Także dlatego, że Giertych właśnie zmienia retorykę i powściąga co radykalniejszych działaczy ligi.
- Podatek liniowy? Czemu nie? Jeśli mnie ktoś przekona, że Polacy na tym zyskają, to oczywiście to poprzemy - deklaruje Giertych. I zapewnia, że gospodarka musi być wolna od ideologii. Unii Europejskiej nadal mówi "nie", ale posłowie LPR do parlamentu w Strasburgu nie chcą mieć nic wspólnego z Le Penem i prawicowymi populistami. Chętnie za to stworzą klub z brytyjskimi konserwatystami. - Z ligi odeszli idioci, nawiedzone baby i najgorsze oszołomstwo - cieszy się jeden z polityków LPR. Zdaje się, że Roman Giertych ten pogląd podziela, dlatego dzień po wyborach dał sygnał do ataku, a właściwie do odwrotu - od oszołomstwa.

Przepis na partię
W latach 90. Giertychowie - Roman i jego ojciec Maciej (wybrany właśnie na eurodeputowanego) - starali się reaktywować Stronnictwo Narodowe i Młodzież Wszechpolską. Dzielili wtedy los licznych kanapowych partyjek endeckich zajmujących się głównie tropieniem w swych pisemkach, często przerażających, wroga wewnętrznego (czytaj: Żyda) i udowadnianiem, że tylko oni są legalnymi spadkobiercami myśli Romana Dmowskiego, a cała reszta to przebierańcy.
Trzydziestotrzyletni dzisiaj Roman Giertych do Sejmu kandydował, od kiedy tylko mógł. W 1993 r. sromotnie przegrał, kiedy Stronnictwo Narodowe startowało w koalicji z Unią Polityki Realnej. Cztery lata później poniósł klęskę jako kandydat Bloku dla Polski. W 2000 r. groziło mu zatonięcie na długo w świecie farsy, kiedy razem z neopoganami i całkiem pokaźną kolekcją wariatów stanowili trzon sztabu wyborczego kandydata na prezydenta - gen. Tadeusza Wileckiego. Były szef Sztabu Generalnego zyskał poparcie swoich krewnych i garstki dziwaków.
I ta katastrofa nie załamała jednak Romana Giertycha. Rok później zebrał narodowo-katolickich oryginałów z AWS, znanych z rozmaitych telewizyjnych ekstrawagancji (m.in. Antoniego Macierewicza, miłośnika cukru i okupanta ministerstw Gabriela Janowskiego czy Witolda Tomczaka, który zniszczył obrazoburczą rzeźbę papieża w Zachęcie). Doprawił ten zestaw lokalnymi działaczami popieranymi przez Radio Maryja, przekonał, żeby się wzajemnie nie pozagryzali, i powołał do życia Ligę Polskich Rodzin. I stał się cud.

197 centymetrów wielkości
Jedna ze stacji telewizyjnych poprosiła Romana Giertycha o wypowiedź. Lider ligi poprawił dobrany przez żonę krawat, zapiął marynarkę i... ustawił się na schodach o stopień niżej. Wie, że widzowie nie lubią, kiedy patrzy się na nich z góry, a przy 197 cm wzrostu musiałby kucać, by się znaleźć na poziomie kamery.
Inna scenka: na sejmową mównicę wkracza Roman Giertych i - żywiołowo gestykulując - grzmi przeciwko obecności polskich wojsk w Iraku. Na sali nie ma ani posłów, ani marszałka. Nic dziwnego, bo to nie obrady. To Liga Polskich Rodzin nagrywa swój klip wyborczy.
- Tak, korzystam z porad specjalistów od wizerunku - przyznaje Giertych. Nad kampanią telewizyjną czuwał Jacek Kurski, były dziennikarz telewizyjny, robiący niegdyś materiały dla Porozumienia Centrum i ROP Jana Olszewskiego, dziś polityk LPR. Już bez namowy specjalistów Giertych chętnie zgadza się na artykuły o sobie w pismach kobiecych i tabloidach. Z żoną, z córeczkami, na spacerze - uśmiecha się, pozuje do zdjęć, zawsze przyjazny, zawsze ma czas dla dziennikarzy. O tym, że dla podwładnych często bywa nieprzyjemny, dziennikarze już nie muszą wiedzieć.
Giertych korzysta z instrumentów zarezerwowanych dla polityków liberalnych. Jeszcze niedawno żaden hurraprawicowy polityk nie zgodziłby się na coś takiego. Tym zresztą Giertych podbija media. Antoni Macierewicz opowiadający o kobiecej urodzie, Jan Łopuszański wypytywany o jego życie seksualne czy Halina Nowina-Konopczyna prawiąca o ciuchach - nie, takie cuda się nie zdarzały. Narodowy katolik był z natury typem zasadniczym i posępnym jak listopadowy poranek. Tymczasem Roman Giertych potrafi rozbawić dowcipem ("Kiedy Rokita kichnie, to mu w TVN-owskich 'Faktach' mówią: na zdrowie"), zaskoczyć niebanalnym porównaniem, zaimponować erudycją. I nie obraża się na pytania o inicjację seksualną.

Precz ze stereotypami
- Giertych to endek nowoczesny, rozumiejący mechanizmy współczesnej demokracji, bez uprzedzeń - tłumaczy inność lidera LPR Jan Rokita. To nie tylko endek nowoczesny, ale i wymykający się stereotypom.
Dziadek Jędrzej (na emigracji guru narodowców, przed wojną współpracownik samego Dmowskiego) walczył ze światowym żydostwem. Roman akceptuje zwrot majątków Żydom (na takich samych zasadach jak Polakom - dodaje - bo państwo powinno być ślepe na narodowość). Ojciec Maciej, profesor biologii, tropił masonów w PRL i III RP. Roman masonowi rękę by podał. - Bo niby skąd mam wiedzieć, kto jest masonem - rzuca (wystarczyłoby poczytać broszurki autorstwa ojca - dodajmy).
Skoro już przy podawaniu ręki jesteśmy - Wojciech Wierzejski, najbliższy współpracownik Giertycha, poseł do Parlamentu Europejskiego, nie podawał ręki gejom. - Niech pan odróżni kampanię wyborczą od codzienności - apeluje rozbrajająco szczerze lider LPR. Oczywiście, że sam podałby rękę homoseksualistom, przecież to tylko "ludzie dotknięci ułomnością".
Na konferencję prasową Ligi Polskich Rodzin prowadzoną po angielsku, a poświęconą Unii Europejskiej, wpadło ledwie kilkoro dziennikarzy. Ale też nie o podbój CNN chodziło. Teraz już nikt nie wątpi, iż Giertychowie ze swoim brytyjskim akcentem sroce spod ogona nie wypadli. Burzy to stereotyp narodowca, który boi się świata i nie wie, jak się w nim poruszać.
Zresztą kto jest najlepiej wykształconym posłem do Parlamentu Europejskiego? Nie, wcale nie prof. Bronisław Geremek. Najlepiej wykształcony jest nie wierzący nawet w teorię ewolucji Maciej Giertych: skończył biologię na Oksfordzie, a doktorat zrobił w Kanadzie. Jego syn Roman, z dwoma fakultetami w kieszeni (prawo i historia), jest bodaj najgorzej wykształcony z czworga dzieci Macieja.
Jak silne są stereotypy wobec endeków przekonała się Małgorzata Domagalik, która gościła Romana Giertycha w telewizyjnym programie "Gorączka". Ku jej zdziwieniu okazało się, że Giertych nie tylko nie wyznaczył małżonce miejsca w kuchni, ale przyznał, że to właśnie żona jest prawdziwą głową domu, osobą bardziej stanowczą, podejmującą najważniejsze decyzje. Konserwatysta z krwi i kości opowiadał o partnerstwie i o tym, jak co wieczór, czasem przez telefon komórkowy, opowiada córce bajkę. Przyznaje, że wstaje w nocy do młodszej córki i ją karmi.

Cynik z sejmowego teatru
Jaki jest naprawdę Roman Giertych? - To człowiek niesłychanie zimno, bez emocji podchodzący do polityki - opisuje go Marcin Libicki, eurodeputowany z PiS, który zna rodzinę Giertychów od lat. Jan Rokita wprost mówi o cynizmie lidera LPR. - Dla niego polityka to teatr - oskarża. - Rozmawia z nami przyjaźnie, ze wszystkim się zgadza, po czym wkracza na sejmową trybunę i brutalnie miesza nas z błotem. Kiedy schodzi, znów się uśmiecha i oczekuje, że jego wystąpienie uznamy za element konwencji. Kiedy nas atakują posłanki z LPR, to rozumiem, bo one tak naprawdę myślą, ale on?
Zarzuty o cynizm powtarzają się zewsząd, ale któremu z polityków się ich nie stawia? Podobnie jest z inną cechą Romana Giertycha: to, co dla jednych jest przejawem ogromnego talentu ("ma silne zdolności przywódcze" - komplementuje go polityk LPR Bogdan Pęk), dla innych dowodzi jego skłonności autokratycznych ("w liceum nie był lubiany, bo rozporządzał kolegami" - opowiada sąsiad Giertychów z Kórnika pod Poznaniem, gdzie Maciej Giertych od 1973 r. mieszka i pracuje w Instytucie Dendrologii PAN).
Tego, że nie znosi sprzeciwu, Roman Giertych dowiódł w LPR, wycinając lub pozwalając odejść narzekającym na zamordyzm kolejnym grupom secesjonistów: Olszewskiemu, Macierewiczowi, Łopuszańskiemu, Janowskiemu, Krutulowi. Co z tego, że klub stracił połowę posłów - mówią stronnicy Giertycha - skoro uzyskał świetny wynik w wyborach, marginalizując przeciwników. Co ciekawe, żaden z rozłamowców nie chce rozmawiać o Giertychu. Podobnie wewnątrzpartyjna opozycja. Zmarginalizowany Zygmunt Wrzodak mówi o nim tylko dobrze.
Ale i Giertycha zawodzi czasem intuicja: w końcu to on wprowadził do komisji śledczej Bohdana Kopczyńskiego, a później wyjątkowo nieudolnie próbował go z niej odwołać. - Popieranie Wileckiego i Kopczyńskiego to moje największe błędy polityczne - przyznaje.

Na bakier z ojcem Rydzykiem
- Giertychowie to stateczni, ortodoksyjni katolicy. Maciej z żoną codziennie chodzi do kościoła. Przez lata żyli skromnie, do niedawna nie mieli samochodu, wszędzie jeździli rowerami - opowiada ich sąsiad Henryk Fobe.
Przywiązanie do religii, jak poglądy endeckie, jest u Giertychów dziedziczne. Ale, jak twierdzą, to nie wiara jest źródłem ich sympatii politycznych. - Zawsze byłem wrogiem partii klerykalnych, z ZChN darłem koty przez lata - uśmiecha się Roman Giertych.
Mimo że Jan Rokita, jak wielu innych polityków, dowodzi, że "poparcie dla LPR zależy od humorów ojca Rydzyka", to działacze ligi temu zaprzeczają. I dowodzą, że przed wyborami w 2001 r. z Radia Maryja nie wychodzili liderzy AWS: Jan Maria Jackowski, Jerzy Kropiwnicki i Stanisław Zając. I wcale im to nie pomogło. - Radio jest pragmatyczne. Musi nas popierać, bo niby kogo? Macierewicza? - śmieje się jeden z posłów LPR, którzy - w przeciwieństwie do Giertycha - są zapraszani do toruńskiej rozgłośni.
Jak daleko sięgają ambicje Romana Giertycha? Bardzo daleko. Co ciekawe, niechętni mu posłowie LPR twierdzą, że nie są to ambicje jego, lecz wszechwładnej żony. - Przed koleżankami się kryguje, że na razie nie będzie panią premierową, ale w przyszłości, kto wie - opowiada jeden z liderów ligi. Opowieści o tym, że to żona steruje karierą Romana Giertycha, jego znajomi uważają za żart. - Jak Romanem może kierować osoba, z którą się ożenił, realizując strategiczny plan? - mówi kolega z liceum. I dodaje, że Roman wszystko planuje: założył sobie, że jego żona będzie głęboko wierzącą katoliczką, i jest. Gdyby nawet zakochał się w innej, toby się z nią nie ożenił.
Sam Giertych także nie cieszy się w Sejmie powszechną sympatią. - Na pytanie, czy lubię Romana Giertycha, niech pan napisze, że lubię Macieja - uśmiecha się Marcin Libicki.
Okładka tygodnika WPROST: 26/2004
Więcej możesz przeczytać w 26/2004 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także