Okiem barbarzyńcy - Nonkonformiście biada!

Okiem barbarzyńcy - Nonkonformiście biada!

Dodano: 
W III RP są sprawy, których lepiej nie tykać. Reżyser Jerzy Zalewski ma do nich skłonność Reżyserowi Jerzemu Zalewskiemu nikt talentu nie może odmówić. Dokumenty "Tata Kazika", "Staszek" (kontynuacja "Taty Kazika") czy "Był raz dobry świat" zostały powszechnie docenione. Nakręcona pod koniec lat 80., podczas studiów filmowych, etiuda szkolna "Warszawa - Koluszki", inspirowana "Moskwą - Pietuszki" Wieniedikta Jerofiejewa, trafiła na festiwal w Cannes. Tylko że od pięciu lat Zalewski właściwie niczego nie może zrobić. Od czasu gdy dla TVP nakręcił "Obywatela poetę" - film o niepokornym i niepoprawnym Zbigniewie Herbercie.

Film przeleżakował najpierw na półkach telewizyjnych rok - za to, że reżyser nie zgodził się usunąć wypowiedzi poety o Czesławie Miłoszu, a zwłaszcza niezwykle krytycznej o Adamie Michniku. Kiedy sprawa stała się głośna i niewygodna dla zarządu telewizji, gdyż zbytnio zaczęła przypominać praktyki telewizji PRL, film został wyemitowany z czymś w rodzaju kwestionującego go wstępu, a zakończony dyskusją, której uczestnicy zarzucili autorowi... "poniżanie" Herberta.
Zacznijmy jednak od początku. Wali się PRL i Zalewski z przyjaciółmi na fali entuzjazmu i wiary, że można już będzie robić inne kino, zakłada firmę producencką Dr Watkins. Okazuje się jednak, że w III RP są sprawy, o których mówić można, i sprawy, których lepiej nie tykać. Zalewski ma skłonność do tych drugich. Już w 1992 r. robi film "Szpiedzy, świadkowie historii" - o ludziach oskarżonych i skazanych za szpiegostwo w PRL: Tadeuszu Płużańskim, Jerzym Pawłowskim, Zdzisławie Najderze i Józefie Szaniawskim. Film nie pasuje do poprawności III RP. Redaktorzy proponują przemontowanie go, co osłabiłoby nieco wymowę, a 
w każdym razie proponują usunięcie Najdera, który jest podwójnie niewygodny. Nie tylko, że związany z rządem Olszewskiego, co samo w sobie powinno eliminować go z telewizyjnego ekranu, ale na dodatek został skazany na śmierć przez "patriotę"
i "człowieka honoru", gen. Jaruzelskiego. Wprawdzie wyroku nie udało się wykonać, nie znaczy to jednak, że Najdera można pokazywać w - wyobraźmy sobie - pozytywnym świetle.
Zalewski nie zgadza się na zmiany. W sukurs przychodzi mu znowu festiwal w Cannes, gdzie nagrodzono go za "Szpiegów". W tej sytuacji filmu trudno nie wyemitować w telewizji. W 1995 r. Zalewski kręci "Oszołoma" - film o Michale Falzmannie, inspektorze NIK, który samotny, wykpiwany i dezawuowany walczył o ujawnienie afery FOZZ aż do swojej tajemniczej, a może wcale nie tak tajemniczej śmierci.
Film "Dysydent końca wieku" mógł powstać tylko dlatego, że ani redaktor zamawiająca, ani koproducenci z francuskiego kanału Arte nie wiedzieli, kim jest Władimir Bukowski. Francuzi się cieszyli, że współpraca z Polakami zaowocuje filmem o Rosjaninie. Rosjanie fascynowali ich z powodu szerokości duszy i byli im bliscy z racji niechęci do kapitalizmu. Bukowski kapitalizm lubił, nie lubił natomiast Unii Europejskiej. Film został wreszcie wyemitowany w TVP - raz o 1.30 w nocy. Potem był już "Obywatel poeta". Jak wskazuje tytuł, film opowiadał o obywatelskim zaangażowaniu poety, które dla autora "Pana Cogito" stanowiło rdzeń jego postawy. To ono legło u podstaw jego uczestnictwa w antykomunistycznej opozycji i spowodowało odrzucenie układów, które stanowiły fundament III RP.
Zalewski miał szczególnego pecha. Herbert, który był sztandarowym poetą polskim w latach 70. i 80. minionego wieku, w latach 90. został zmarginalizowany. W PRL wydawałoby się to niemożliwe. Po śmierci w 1998 r., już jako niegroźny, mógł autor "Raportu z oblężonego miasta" wrócić do panteonu. Dwa lata później dominujący układ postanowił go przejąć na własność. Sprawę rozpoczął zawsze obecny na posterunku Jacek Żakowski, przeprowadzając dla "Gazety Wyborczej" - dziennika, z którym Herbert nie chciał mieć nic wspólnego, co publicznie ogłosił - wywiad z wdową po nim. Po nim pojawiło się wiele tekstów tłumaczących, że Herbert cierpiał na rodzaj schizofrenii, która poraziła wyłącznie jego percepcję polityczną. W poezji był wieszczem III RP. W tej sytuacji film Zalewskiego przypominający postawę poety okazał się wyjątkowo nie na miejscu. Rozpoczęła się fala ataków, w której podnoszono, że na temat autora "Epilogu burzy" wypowiadają się osoby niepowołane, że reżyser zamiast zajmować się twórczością, pokazuje polityczne wybory poety itp. Wynikało z tego, że istnieje jeden film o Herbercie, który wolno nakręcić. Ta groteskowa nagonka osiągnęła jednak swoje cele. Jednym z nich było odsunięcie Zalewskiego od jakiejkolwiek pracy telewizyjnej. Niepokorny reżyser miał przestać istnieć. I tak się stało.

Okładka tygodnika WPROST: 29/2005
Więcej możesz przeczytać w 29/2005 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0