Przy dużych redukcjach rośnie koszt kredytu
Udane debiuty, duże redukcje sprzedaży, miraże łatwego i, co najważniejsze, szybkiego zysku aż prowokują do inwestowania coraz większych środków. - Wzrost zainteresowania ofertami pierwotnymi owocuje bardzo wysokimi redukcjami zleceń, nawet do 95 proc. Oznacza to, że inwestor, który na zakup akcji przeznaczył 50 tys. zł, faktycznie kupił papiery zaledwie za 2,5 tys. zł. Pozostała część jego kapitału nie pracuje na zyski. Aby zwiększyć szanse kupna papierów za całą kwotę wolnych środków, inwestorzy posiłkują się kredytem - mówi Tomasz Rzeski z firmy Xelion Doradcy Finansowi.
Marek Pokrywka, dyrektor Wydziału Operacyjnego DM BOŚ podkreśla, że kredyt na zakup akcji jest zwykłym kredytem inwestycyjnym, który warto wykorzystać, jeżeli rentowność inwestycji, czyli różnica między ceną kupna a ceną sprzedaży nabytych akcji, przewyższa całkowity jego koszt.
Inwestorzy korzystający z tej oferty powinni jednak mieć świadomość, że ich ewentualny zysk jest obarczony bardzo dużym ryzykiem.
Duże - pewniejsze
Nie każdy debiut oznacza zyski, a ryzyko poniesienia straty wzrasta, jeśli papiery kupowane są na kredyt.
- W związku z dużymi kosztami tzw. lewarowania stratę można ponieść nawet wówczas, gdy kurs wzrośnie w stosunku do ceny emisyjnej - uprzedza Rzeski.
Ryzyko wzrasta zwłaszcza przy kupnie akcji małych i średnich firm. - W wypadku niewielkich ofert masowe wykorzystywanie kredytów prowadzi do dużych redukcji. Tym samym przydzielona niewielka liczba akcji, nawet przy debiucie z zyskiem, może nie pokryć kosztów. Dlatego istotne jest poszukiwanie atrakcyjnych ofert kredytowych - podkreśla Marek Pokrywka.
Tomasz Rzeski radzi, aby zakup akcji na kredyt poprzedzić oceną szans powodzenia emisji. - Chętnych na pozyskanie kapitału poprzez giełdę jest wielu, dominują jednak spółki z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Tymi przedsiębiorstwami nie interesują się inwestorzy zagraniczni, tak jak to ma miejsce w wypadku dużych ofert, takich jak PKO BP czy TVN - tłumaczy Tomasz Rzeski.
- Z kolei fundusze inwestycyjne i emerytalne wprawdzie biorą udział w emisjach pierwotnych mniejszych spółek, ale traktują je selektywnie.
Mniejsze zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych to również prawdopodobna mniejsza redukcja zleceń i mniejsza liczba chętnych do odkupienia akcji już po ich debiucie na parkiecie. - Zdarza się, że inwestor posiłkujący się kredytem uwzględnia w swoich kalkulacjach dużo większą redukcję aniżeli rzeczywista i kupuje znacznie więcej akcji, niż miał w planach, a to dodatkowo kosztuje - mówi doradca. Podkreśla też, że spółki budzące małe zainteresowanie wśród inwestorów finansowych mają niewielkie szanse na wzrost kursu.
Analiza to podstawa
Kupno akcji na kredyt wymaga wyjątkowej rozwagi.
- Jeśli przewidujemy, że zainteresowanie ich zakupem jest znaczne i redukcja kupna może być duża, warto rozważyć, czy koszt kredytu w przeliczeniu na jedną akcję znacząco nie zwiększy jej ceny emisyjnej - tłumaczy Marek Pokrywka.
- Nie zawsze warto kupować dlatego, że inni tak robią - dodaje Piotr Krawczyński, doradca Open Finance. Jego zdaniem, zakup akcji, a zwłaszcza na kredyt, powinna poprzedzić szczegółowa analiza sytuacji gospodarczej i przyszłej koniunktury giełdowej. Na spadkowym rynku nawet bardzo dobra spółka prędzej czy później podda się ogólnym trendom. - Niezbędne jest zbadanie samej firmy. W tym celu warto sięgnąć po analizy i komentarze, ale trzeba też zapoznać się z publikowanymi przez spółkę raportami. Poznać nie tylko perspektywy jej rozwoju, ale i branży, w której działa. Powinno się też przejrzeć jej przepływy pieniężne w ostatnich latach - wylicza Piotr Krawczyński.
Decydując się na posiłkowanie lewarem, warto też porównać oferty poszczególnych biur maklerskich i banków. - Będą się one różniły wysokością maksymalnego lewaru. Jedni oferują ośmiokrotny, a inni nawet dwudziestokrotny. Istotna jest nie tylko wysokość oprocentowania, ale i sposób jego naliczania. Jedne banki naliczają oprocentowanie już od chwili przyznania kredytu, inne dopiero od momentu jego wykorzystania, tzn. przydziału akcji - zaznacza Tomasz Rzeski.
- Przy kredytach bezodsetkowych jedynym kosztem kredytu jest prowizja przygotowawcza pobierana przez banki za uruchomienie środków. W wypadku dużych redukcji zleceń klient nie ponosi kosztów odsetek od niewykorzystanego kredytu, ale musi pamiętać, że prowizja przygotowawcza jest pobierana od całości kredytu, a nie tylko od wykorzystanej części - mówi Marek Pokrywka. - Jeżeli jednak nie sprzedamy akcji od razu z zyskiem, szansa na niego jest coraz mniejsza, bo odsetki rosną - podkreśla Piotr Krawczyński. - Łatwy zysk, tak jak w przypadku PKO BP, który pozwolił zarobić nawet kredytobiorcom, usypia zdrowy rozsądek. Wielu inwestorów, którzy zarobili na banku, postanowiło skredytować kolejne inwestycje, np. Polmos Białystok czy Lotos. Efekty były mierne. Dlatego wytrawni inwestorzy często mówią: miałem szczęście - na pierwszej transakcji straciłem, teraz jestem ostrożny - podsumowuje Piotr Krawczyński.
Studium przypadku
Inwestorzy, którzy kupili akcje Lotosu na kredyt, zarobili tylko wówczas, gdy skorzystali z atrakcyjnych warunków; droższy lewar nie zwrócił się do dziś. - Inwestorzy indywidualni złożyli zapisy na akcje Lotosu o wartości prawie 260 mln zł. W przeznaczonej dla nich transzy przewidziano jednak sprzedaż walorów o wartości zaledwie 8,8 mln zł. W rezultacie redukcja zleceń wyniosła 96,6 proc. - mówi Tomasz Rzeski.
Zdaniem Marka Pokrywki, przy tak wysokiej redukcji koszt kredytu przypadający na jedną kupioną akcję jest stosunkowo wysoki. Korzystający z kredytów mieli więc niewielkie szanse, aby na tej transakcji zarobić.
Wysoka redukcja była jednak do przewidzenia, dlatego wiele biur maklerskich zachęcało do kupna akcji na kredyt. - Ich oprocentowanie wahało się od 6,5 proc. do blisko 13 proc., a prowizje bankowe od 0,15 proc. do 0,6 proc. Największy lewar oferowały DM BISE i BDM, ale najbardziej korzystne warunki proponowały DM Millennium i DM BZ WBK - mówi Tomasz Rzeski. Atrakcyjną ofertę miał również DM BOŚ.
Akcje Lotosu zadebiutowały po 32 zł, 10,3 proc. powyżej ceny emisyjnej. Pod koniec pierwszej sesji kurs jednak spadł do 30 zł, znosząc część zysku.
- Jeśli założymy, że na zakup akcji inwestor przeznaczył 50 tys. zł własnego kapitału i dodatkowo posiłkował się dziesięciokrotnym lewarem, to - uwzględniając redukcję zleceń - przyznano mu akcje za zaledwie 18,7 tys. zł - tłumaczy Tomasz Rzeski.
A koszt kredytu był wysoki. - Jeśli inwestor skorzystał z kredytu w DM Millennium, który był oprocentowany na 7,75 proc. od dnia wykorzystania, i zapłacił 0,25 proc. prowizji, to koszt lewaru wyniósł 1250 zł - podlicza doradca.
To jednak nie koniec rachunków. Od ewentualnych zysków należy odliczyć minimum 0,8 proc. prowizji maklerskiej za kupno i sprzedaż akcji.
- Przy założeniu, że inwestor sprzedał papiery w dniu debiutu, jego zysk brutto wyniósł 620 zł, co daje 1,2-proc. stopę zwrotu w stosunku do całej kwoty przeznaczonej na inwestycję - tłumaczy Tomasz Rzeski. Ale zysk ten będzie obciążony podatkiem. Jeśli go uwzględnimy, zysk netto wyniesie już tylko 502 zł. Gorzej, jeżeli inwestor sprzedał akcje pod koniec pierwszego dnia notowań, wtedy do interesu musiał dopłacić 660 zł - mówi doradca.
Kredytując kolejne inwestycje na rynku pierwotnym, warto więc, nawet jeżeli jesteśmy przekonani o słuszności podejmowanej decyzji, podliczyć wszystkie koszty, którymi będziemy obciążeni.
PKO BP dało zarobić
Czy warto skredytować inwestycję wPolice?
Marek Pokrywka, dyrektor Wydziału Operacyjnego DM BOŚ podkreśla, że kredyt na zakup akcji jest zwykłym kredytem inwestycyjnym, który warto wykorzystać, jeżeli rentowność inwestycji, czyli różnica między ceną kupna a ceną sprzedaży nabytych akcji, przewyższa całkowity jego koszt.
Inwestorzy korzystający z tej oferty powinni jednak mieć świadomość, że ich ewentualny zysk jest obarczony bardzo dużym ryzykiem.
Duże - pewniejsze
Nie każdy debiut oznacza zyski, a ryzyko poniesienia straty wzrasta, jeśli papiery kupowane są na kredyt.
- W związku z dużymi kosztami tzw. lewarowania stratę można ponieść nawet wówczas, gdy kurs wzrośnie w stosunku do ceny emisyjnej - uprzedza Rzeski.
Ryzyko wzrasta zwłaszcza przy kupnie akcji małych i średnich firm. - W wypadku niewielkich ofert masowe wykorzystywanie kredytów prowadzi do dużych redukcji. Tym samym przydzielona niewielka liczba akcji, nawet przy debiucie z zyskiem, może nie pokryć kosztów. Dlatego istotne jest poszukiwanie atrakcyjnych ofert kredytowych - podkreśla Marek Pokrywka.
Tomasz Rzeski radzi, aby zakup akcji na kredyt poprzedzić oceną szans powodzenia emisji. - Chętnych na pozyskanie kapitału poprzez giełdę jest wielu, dominują jednak spółki z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Tymi przedsiębiorstwami nie interesują się inwestorzy zagraniczni, tak jak to ma miejsce w wypadku dużych ofert, takich jak PKO BP czy TVN - tłumaczy Tomasz Rzeski.
- Z kolei fundusze inwestycyjne i emerytalne wprawdzie biorą udział w emisjach pierwotnych mniejszych spółek, ale traktują je selektywnie.
Mniejsze zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych to również prawdopodobna mniejsza redukcja zleceń i mniejsza liczba chętnych do odkupienia akcji już po ich debiucie na parkiecie. - Zdarza się, że inwestor posiłkujący się kredytem uwzględnia w swoich kalkulacjach dużo większą redukcję aniżeli rzeczywista i kupuje znacznie więcej akcji, niż miał w planach, a to dodatkowo kosztuje - mówi doradca. Podkreśla też, że spółki budzące małe zainteresowanie wśród inwestorów finansowych mają niewielkie szanse na wzrost kursu.
Analiza to podstawa
Kupno akcji na kredyt wymaga wyjątkowej rozwagi.
- Jeśli przewidujemy, że zainteresowanie ich zakupem jest znaczne i redukcja kupna może być duża, warto rozważyć, czy koszt kredytu w przeliczeniu na jedną akcję znacząco nie zwiększy jej ceny emisyjnej - tłumaczy Marek Pokrywka.
- Nie zawsze warto kupować dlatego, że inni tak robią - dodaje Piotr Krawczyński, doradca Open Finance. Jego zdaniem, zakup akcji, a zwłaszcza na kredyt, powinna poprzedzić szczegółowa analiza sytuacji gospodarczej i przyszłej koniunktury giełdowej. Na spadkowym rynku nawet bardzo dobra spółka prędzej czy później podda się ogólnym trendom. - Niezbędne jest zbadanie samej firmy. W tym celu warto sięgnąć po analizy i komentarze, ale trzeba też zapoznać się z publikowanymi przez spółkę raportami. Poznać nie tylko perspektywy jej rozwoju, ale i branży, w której działa. Powinno się też przejrzeć jej przepływy pieniężne w ostatnich latach - wylicza Piotr Krawczyński.
Decydując się na posiłkowanie lewarem, warto też porównać oferty poszczególnych biur maklerskich i banków. - Będą się one różniły wysokością maksymalnego lewaru. Jedni oferują ośmiokrotny, a inni nawet dwudziestokrotny. Istotna jest nie tylko wysokość oprocentowania, ale i sposób jego naliczania. Jedne banki naliczają oprocentowanie już od chwili przyznania kredytu, inne dopiero od momentu jego wykorzystania, tzn. przydziału akcji - zaznacza Tomasz Rzeski.
- Przy kredytach bezodsetkowych jedynym kosztem kredytu jest prowizja przygotowawcza pobierana przez banki za uruchomienie środków. W wypadku dużych redukcji zleceń klient nie ponosi kosztów odsetek od niewykorzystanego kredytu, ale musi pamiętać, że prowizja przygotowawcza jest pobierana od całości kredytu, a nie tylko od wykorzystanej części - mówi Marek Pokrywka. - Jeżeli jednak nie sprzedamy akcji od razu z zyskiem, szansa na niego jest coraz mniejsza, bo odsetki rosną - podkreśla Piotr Krawczyński. - Łatwy zysk, tak jak w przypadku PKO BP, który pozwolił zarobić nawet kredytobiorcom, usypia zdrowy rozsądek. Wielu inwestorów, którzy zarobili na banku, postanowiło skredytować kolejne inwestycje, np. Polmos Białystok czy Lotos. Efekty były mierne. Dlatego wytrawni inwestorzy często mówią: miałem szczęście - na pierwszej transakcji straciłem, teraz jestem ostrożny - podsumowuje Piotr Krawczyński.
Studium przypadku
Inwestorzy, którzy kupili akcje Lotosu na kredyt, zarobili tylko wówczas, gdy skorzystali z atrakcyjnych warunków; droższy lewar nie zwrócił się do dziś. - Inwestorzy indywidualni złożyli zapisy na akcje Lotosu o wartości prawie 260 mln zł. W przeznaczonej dla nich transzy przewidziano jednak sprzedaż walorów o wartości zaledwie 8,8 mln zł. W rezultacie redukcja zleceń wyniosła 96,6 proc. - mówi Tomasz Rzeski.
Zdaniem Marka Pokrywki, przy tak wysokiej redukcji koszt kredytu przypadający na jedną kupioną akcję jest stosunkowo wysoki. Korzystający z kredytów mieli więc niewielkie szanse, aby na tej transakcji zarobić.
Wysoka redukcja była jednak do przewidzenia, dlatego wiele biur maklerskich zachęcało do kupna akcji na kredyt. - Ich oprocentowanie wahało się od 6,5 proc. do blisko 13 proc., a prowizje bankowe od 0,15 proc. do 0,6 proc. Największy lewar oferowały DM BISE i BDM, ale najbardziej korzystne warunki proponowały DM Millennium i DM BZ WBK - mówi Tomasz Rzeski. Atrakcyjną ofertę miał również DM BOŚ.
Akcje Lotosu zadebiutowały po 32 zł, 10,3 proc. powyżej ceny emisyjnej. Pod koniec pierwszej sesji kurs jednak spadł do 30 zł, znosząc część zysku.
- Jeśli założymy, że na zakup akcji inwestor przeznaczył 50 tys. zł własnego kapitału i dodatkowo posiłkował się dziesięciokrotnym lewarem, to - uwzględniając redukcję zleceń - przyznano mu akcje za zaledwie 18,7 tys. zł - tłumaczy Tomasz Rzeski.
A koszt kredytu był wysoki. - Jeśli inwestor skorzystał z kredytu w DM Millennium, który był oprocentowany na 7,75 proc. od dnia wykorzystania, i zapłacił 0,25 proc. prowizji, to koszt lewaru wyniósł 1250 zł - podlicza doradca.
To jednak nie koniec rachunków. Od ewentualnych zysków należy odliczyć minimum 0,8 proc. prowizji maklerskiej za kupno i sprzedaż akcji.
- Przy założeniu, że inwestor sprzedał papiery w dniu debiutu, jego zysk brutto wyniósł 620 zł, co daje 1,2-proc. stopę zwrotu w stosunku do całej kwoty przeznaczonej na inwestycję - tłumaczy Tomasz Rzeski. Ale zysk ten będzie obciążony podatkiem. Jeśli go uwzględnimy, zysk netto wyniesie już tylko 502 zł. Gorzej, jeżeli inwestor sprzedał akcje pod koniec pierwszego dnia notowań, wtedy do interesu musiał dopłacić 660 zł - mówi doradca.
Kredytując kolejne inwestycje na rynku pierwotnym, warto więc, nawet jeżeli jesteśmy przekonani o słuszności podejmowanej decyzji, podliczyć wszystkie koszty, którymi będziemy obciążeni.
PKO BP dało zarobić
Czy warto skredytować inwestycję wPolice?