Nad ranem Donald Tusk poinformował, że otrzymał meldunek od Dowódcy Operacyjnego Rodzajów Sił Zbrojnych o zestrzeleniu dronów, które wtargnęły w naszą przestrzeń powietrzną i mogły stanowić zagrożenie. Premier dodał, że o aktualnej sytuacji i działaniach, które podjęła strona polska, powiadomił sekretarza generalnego NATO.
Co to oznacza dla Polski? Czy mamy powód do obaw i możemy spodziewać się odwetu? Gen. Roman Polko studzi nastroje. – Rozumiem, że wśród Polaków może być lęk, bo od rana dostają alerty, że doszło do operacji neutralizacji dronów, ale to dla nas dobry poranek, zdecydowane działanie było konieczne. Mam nadzieję, że za tym pójdą kolejne kroki – uzgodnienie za porozumieniem NATO, by działać także na terytorium Ukrainy, w określonym pasie oraz by do Polski przybyły, do czasu, gdy pozyskamy własne, systemy Barbara, które umożliwią za pomocą aerostatów rozpoznawczych wykrywanie obiektów powietrznych – mówi generał.
– Cieszy mnie decyzyjność rządu, oburzały mnie dotychczasowe komentarze ze strony niektórych polityków, że nie zwalczamy dronów, bo szczątki mogą spaść komuś na głowę. Pytanie, czy uzbrojony dron jest mniej niebezpieczny? I skąd założenie, że Rosjanie tylko wysyłają nam nieuzbrojone obiekty? – pyta retorycznie generał.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
