13 kwietnia Kancelaria Prezydenta przekazała, że Karol Nawrocki zdecydował się ułaskawić Weronikę K. „Polityk podejmując decyzję o skorzystaniu z prawa łaski, miał na uwadze m.in. incydentalny charakter czynu, ustabilizowany tryb życia” – czytamy w komunikacie.
Współpracownicy Karola Nawrockiego wyjaśnili, że przy podejmowaniu decyzji wziął także pod uwagę „sytuację rodzinną kobiety – sprawowanie przez nią opieki nad trójką małoletnich dzieci, w tym jednego z niepełnosprawnością, zasady sprawiedliwości i racjonalności represji karnej, jak również względy społeczne”.
Ułaskawienie Nawrockiego. Burza po decyzji prezydenta
Wcześniej prawicowe media, środowiska pro-life oraz niektórzy politycy m.in. Dariusz Matecki określali Weronikę K. mianem „symbolu niezłomności w walce o ludzkie życie”.
Powód? Kobieta opisała w internecie swoje doświadczenia z 2016 roku i odradzała jego usługi. Twierdziła, że lekarz sugerował przeprowadzenie zabiegu przerwania ciąży po tym, jak w trakcie badania okazało się, że jej dziecko może mieć zespół Downa.
Lekarz wniósł prywatny akt oskarżenia. Sąd Rejonowy w Starogardzie Gdańskim skazał Weronikę K. za zniesławienie lekarza ginekologa Piotra A. i wymierzył karę czterech miesięcy ograniczenia wolności i prac społecznych, obowiązek opublikowania przeprosin i pokrycie kosztów procesu.
Sprawa Weroniki K. ma drugie dno?
„Rzeczpospolita” dotarła do uzasadnienia wyroku skazującego, z którego wynika, że Weronika K. tylko raz była u doktora Piotra A. Co więcej, lekarz miał wcale nie namawiać pacjentki do przeprowadzenia aborcji. Sąd nie dał wiary tłumaczeniom pacjentki. Sędzia Wojciech Jankowski tłumaczył, że ginekolog nie mógł proponować oskarżonej terminacji ciąży w 14. lub 15. tygodniu, ponieważ nie miał z nią wówczas kontaktu, czego Weronika K. nie kwestionowała.
„Ponadto sama oskarżona zaprzeczyła w swoich wyjaśnieniach, że dostała od pokrzywdzonego adres kliniki aborcyjnej, mimo że tak napisała we wpisie na portalu” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.
W ocenie sądu oskarżenia Weroniki K. pod adresem lekarza nie znalazły poparcia w jakichkolwiek dowodach. „Sama zresztą stwierdziła, że ich treść wynikała z doświadczeń wynikających z jednorazowego osobistego kontaktu z pokrzywdzonym” – dodał sędzia.
Do sprawy odniósł się również Piotr A. – Ja za swoje błędy zapłaciłem. Kiedy za moimi plecami zatrzasnęły się pewne wielkie żelazne drzwi, to powiedziałem sobie, że ryzyko mogę podejmować – każde, ale zgodne z prawem. Tego się trzymam i nie pozwolę pluć sobie w twarz – podkreślił lekarz.
Czytaj też:
Polacy ocenili Nawrockiego. Nie byli jednomyślniCzytaj też:
Tajemnicze szkolenie rządu i Nawrockiego. Ćwiczono zarządzanie na wypadek wojny
