W czwartek (17 września) polskie wojsko poderwało myśliwce, co miało związek z „wykryciem w niedalekiej odległości i zbliżaniu się do naszych granic odrzutowego bezzałogowego statku powietrznego” – ujawnił na antenie stacji TVN24 ppłk Jacek Goryszewski. Rzecznik prasowy Dowództwa Operacyjnego Rodzaju Sił Zbrojnych podał, że dron „najprawdopodobniej w niedalekiej odległości od granicy (...) został zwalczony bądź uderzył w cel”.
Następnie doprecyzował, że bezzałogowiec znajdował się „ok. 4 km od granicy”.
Donald Tusk o wybuchu, do którego doszło w pobliżu granicy Polski. „Masywna eksplozja”
Premier Donald Tusk podczas konferencji prasowej potwierdził, że atak przeprowadzony został „bardzo blisko polskiej granicy”. – Koło Dorohuska (...) zaatakowano najprawdopodobniej stację benzynową. Doszło do bardzo masywnej eksplozji. Nasze samoloty zostały poderwane do akcji. Jak państwo wiecie, podobny nalot miał miejsce parę dni temu, ale także dzisiaj w nocy – wspomniał.
DORSZ odniosło się też na platformie X do huku, który słyszeć mogli mieszkańcy centralnej Polski. Wielu z nich zastanawiało się, co się dzieje – sprawa, jak się okazuje, nie jest tak niepokojąca, jak mogłoby się wydawać.
Brutalny atak przy granicy Rzeczpospolitej. Myśliwce polskiego wojska przekroczyły barierę dźwięku
"Informujemy, że huk słyszalny dziś przed południem w centralnej części Polski związany był z przekroczeniem bariery dźwięku przez wojskowe samoloty bojowe. Maszyny zostały poderwane w związku z koniecznością zabezpieczenia polskiej przestrzeni powietrznej podczas uderzeń Federacji Rosyjskiej z użyciem odrzutowych bezzałogowych statków powietrznych na cele w zachodniej części Ukrainy" – poinformowało dowództwo.
Czytaj też:
Wojsko poderwało lotnictwo. Powodem rosyjskie ataki na Ukrainę Czytaj też:
Putin zwrócił się do Rosjan. Mówił, co powinni zrobić. „Nikt nie jest w stanie nas podzielić”
