- Premier chwali się autostradami, ale tak naprawdę to duży kłopot, żeby ustalić, ile ich jest. Raz pisze się, że 1500, innym razem, że 1300 kilometrów. Ale przyjmijmy nawet, że to 1521 km autostrat i 1300 km dróg ekspresowych, czyli razem 2800 kilometrów mniej więcej. Tyle tylko, że w momencie startu tego rządu dróg było już 400 km, drugie tyle - w budowie, a ok. 1 tys. w przygotowaniu. Od samego początku więc rząd zbudował tylko 1 tys. km. Plan nie został zrealizowany - w ten sposób Jarosław Kaczyński odniósł się do przedstawianych przez Tuska pozytywnych efektów rządów PO, a także skomentował inne wymieniane przez premiera sukcesy.
- Gdyby przyjąć założenia Tuska, do Euro plan nie został zrealizowany. Nawet jeżeli to prawdziwe dane, choć jest wiele zastrzeżeń, bo często oddaje się takie autostrady czy drogi szybkiego ruchu, które są nieprzejezdne, to i tak jest dużo mniej. A do tego kwota - 15-16 mln euro za kilometr, najwięcej w Europie, chmura podejrzeń wisi wokół tej ceny. - Mówił Kaczyński.
- Ilość firm, które zbankrutowały - to jest Mount Everest niezdarnego rządzenia, nawet biorąc dane ministerstw za prawdziwe. Jeżeli Polska ma ok. 4 mln miejsc pracy, które powinny być, a których nie ma, to jest kraj ogromnego sukcesu? Który kraj europejski ma taką skalę życia poniżej połowy poziomu egzystencji? - kontynuował na konferencji Kaczyński.
- Co do powtarzanego argumentu o rozwoju. Od kilku lat nie jesteśmy na szczycie, owszem, kosztem ogromnego deficytu było tak przez 2 lata. Ktoś, kto bierze kredyt, może bardzo dużo kupić, ale to nie znaczy, że odnosi jakiś gospodarczy sukces. Mówienie o wielkich sukcesach jest bez sensu, wymieniałem zresztą przeslanki z 2013 r., dla których w Polsce można bylo uczynić dużo więcej. Były takie propozycje w radzie zgromadzonej wokół prezydenta. - Uważa Kaczyński i przypomina, że wtedy też minister Kamysz chciał dodrukować pieniądze. - To prawda, ale nie po to, żeby wygrywać wybory, a żeby wzmóc gospodarkę, zmniejszyć deficyt, ze słusznym założeniem, że pieniędzy na rynku jest za mało. - stwierdził prezes PiS.
- Premier mówi o modernizacji armii i jako podstawowy argument przytacza poklepywanie się po plecach przez tych z Zachodu. Programy zbrojeniowe nie ruszają, albo zdarza się kupować przestarzałe czołgi. Tak to wygląda, to jest program wyrzucania pieniędzy w błoto. A że klepią po plecach? Cóż, inne kraje Europy w ogóle nie wydają nic na zbrojenia, ale to nie znaczy, że państwo znajduje się w sytuacji lepszej, niż np. Finlandia, która ma 7 proc. zdolności mobilizacyjnej. To tak jakbyśmy my mieli mniej więcej 2,5 mln ludzi. - zauważa Kaczyński.
- Jeżeli chodzi o sprawę deklaracji, że oni (PO - red.) nigdy nie staną na czele krucjaty antyrosyjskiej - jestem w stanie panu Tuskowi uwierzyć. Ale dlaczego jeszcze niedawno niemal szykował się do wojny, a teraz sugeruje, że te podsłuchy są pisane niepolskim alfabetem, tzn. jakim? cyrylicą? No to albo w tą, albo w tą, niech się premier zdecyduje. Nam jakoś nie szkodziło należeć do państw, które mówią "nie" Rosji, dodawało nam to znaczrenia, zmuszało innych, żeby tak reagowali, czytałem nawet depesze rosyjskich ambasadorów, którzy mówili, że Polski ogon macha europejskim psem. I to jest słuszna polityka, a nie chodzenia na czworakach. Zostaliśmy osmieszeni i wyrzuceni z superważnej sprawy dla Polski - podkreślał Kaczyński, odnosząc się do sytuacji na Ukrainie.
- Można sobie różne rzeczy opowiadać, dawać ściągawki premierowi, ale fakty są nieubłagane. W zeszłym roku znów narósł problem wyjazdu - pół miliona ludzi wyemigrowało, a bilans brakujących miejsc pracy jest większy. Pan minister (Kamysz - red.) opowiada bajki.
- Twierdzenie, że my ciągle zgłaszamy wotum nieufności - w latach 2007-11 nie złożyliśmy żadnego, więc to kompletna nieprawda. Złożyliśmy je 16 miesięcy temu, bo uznaliśmy, że rząd działa fatalnie i teraz podobnie. To nasze święte prawo, demokratyczne. Ja wiem, że ono się premierowi nie podoba, bo on by chciał siedzieć z cygarami przy armaniaku i mieć spokój. Ale jest mnóstwo argumentów dotyczących jego stylu życia. Poszedł w zaparte w kwestii Amber Gold, wiadomo, bo to przestępstwo. Ale jeśli chodzi o ten "dwór", to wszystko, co jest tam opisane, poszukiwanie cygar przez ambasadę, o ten cały styl, do tego jakoś się nie ustosunkował.
- Ja jadłem te ohydne obiady w kancelarii premiera i chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem. Przez cały czas rządów może łącznie butelkę koniaku wypiłem z ministrami, których czasem zapraszałem, cygar nie palę, w ogóle nie palę. I były bardzo ostro obostrzenia, jeśli ktoś chciał coś zjeść za państwowe pieniądze - podkreślał różnice prezes PiS.
TVN24, Sejm
- Ilość firm, które zbankrutowały - to jest Mount Everest niezdarnego rządzenia, nawet biorąc dane ministerstw za prawdziwe. Jeżeli Polska ma ok. 4 mln miejsc pracy, które powinny być, a których nie ma, to jest kraj ogromnego sukcesu? Który kraj europejski ma taką skalę życia poniżej połowy poziomu egzystencji? - kontynuował na konferencji Kaczyński.
- Co do powtarzanego argumentu o rozwoju. Od kilku lat nie jesteśmy na szczycie, owszem, kosztem ogromnego deficytu było tak przez 2 lata. Ktoś, kto bierze kredyt, może bardzo dużo kupić, ale to nie znaczy, że odnosi jakiś gospodarczy sukces. Mówienie o wielkich sukcesach jest bez sensu, wymieniałem zresztą przeslanki z 2013 r., dla których w Polsce można bylo uczynić dużo więcej. Były takie propozycje w radzie zgromadzonej wokół prezydenta. - Uważa Kaczyński i przypomina, że wtedy też minister Kamysz chciał dodrukować pieniądze. - To prawda, ale nie po to, żeby wygrywać wybory, a żeby wzmóc gospodarkę, zmniejszyć deficyt, ze słusznym założeniem, że pieniędzy na rynku jest za mało. - stwierdził prezes PiS.
- Premier mówi o modernizacji armii i jako podstawowy argument przytacza poklepywanie się po plecach przez tych z Zachodu. Programy zbrojeniowe nie ruszają, albo zdarza się kupować przestarzałe czołgi. Tak to wygląda, to jest program wyrzucania pieniędzy w błoto. A że klepią po plecach? Cóż, inne kraje Europy w ogóle nie wydają nic na zbrojenia, ale to nie znaczy, że państwo znajduje się w sytuacji lepszej, niż np. Finlandia, która ma 7 proc. zdolności mobilizacyjnej. To tak jakbyśmy my mieli mniej więcej 2,5 mln ludzi. - zauważa Kaczyński.
- Jeżeli chodzi o sprawę deklaracji, że oni (PO - red.) nigdy nie staną na czele krucjaty antyrosyjskiej - jestem w stanie panu Tuskowi uwierzyć. Ale dlaczego jeszcze niedawno niemal szykował się do wojny, a teraz sugeruje, że te podsłuchy są pisane niepolskim alfabetem, tzn. jakim? cyrylicą? No to albo w tą, albo w tą, niech się premier zdecyduje. Nam jakoś nie szkodziło należeć do państw, które mówią "nie" Rosji, dodawało nam to znaczrenia, zmuszało innych, żeby tak reagowali, czytałem nawet depesze rosyjskich ambasadorów, którzy mówili, że Polski ogon macha europejskim psem. I to jest słuszna polityka, a nie chodzenia na czworakach. Zostaliśmy osmieszeni i wyrzuceni z superważnej sprawy dla Polski - podkreślał Kaczyński, odnosząc się do sytuacji na Ukrainie.
- Można sobie różne rzeczy opowiadać, dawać ściągawki premierowi, ale fakty są nieubłagane. W zeszłym roku znów narósł problem wyjazdu - pół miliona ludzi wyemigrowało, a bilans brakujących miejsc pracy jest większy. Pan minister (Kamysz - red.) opowiada bajki.
- Twierdzenie, że my ciągle zgłaszamy wotum nieufności - w latach 2007-11 nie złożyliśmy żadnego, więc to kompletna nieprawda. Złożyliśmy je 16 miesięcy temu, bo uznaliśmy, że rząd działa fatalnie i teraz podobnie. To nasze święte prawo, demokratyczne. Ja wiem, że ono się premierowi nie podoba, bo on by chciał siedzieć z cygarami przy armaniaku i mieć spokój. Ale jest mnóstwo argumentów dotyczących jego stylu życia. Poszedł w zaparte w kwestii Amber Gold, wiadomo, bo to przestępstwo. Ale jeśli chodzi o ten "dwór", to wszystko, co jest tam opisane, poszukiwanie cygar przez ambasadę, o ten cały styl, do tego jakoś się nie ustosunkował.
- Ja jadłem te ohydne obiady w kancelarii premiera i chociaż twarz mi wykręcało, to jadłem. Przez cały czas rządów może łącznie butelkę koniaku wypiłem z ministrami, których czasem zapraszałem, cygar nie palę, w ogóle nie palę. I były bardzo ostro obostrzenia, jeśli ktoś chciał coś zjeść za państwowe pieniądze - podkreślał różnice prezes PiS.
TVN24, Sejm
