Czego przedsiębiorcy oczekują od PiS

Czego przedsiębiorcy oczekują od PiS

Przed każdymi wyborami do Bundestagu głównym punktem kampanii wyborczej jest obowiązkowe spotkanie szefów wszystkich partii z niemieckimi przedsiębiorcami. Angela Merkel potrafi wstać w sobotę o siódmej rano i poświęcić cały dzień na rozmowy z biznesmenami. Nie są to miłe spotkania, bo zwykle musi tłumaczyć się z tego, co zrobi w kolejnej kadencji dla krajowych przedsiębiorców.

Nasi na takie spotkania liczyć nie mogą, bo u nas kontakty na styku biznesu i wielkiej polityki wciąż kojarzą się z korupcją i szemranymi interesami. Postanowiliśmy więc wyręczyć wygraną partię i zapytać bohaterów naszej listy 100 najbogatszych Polaków o to, czego oczekują od rządów Beaty Szydło. Mówią, że z politykami rozmawiają od lat. Tematy wciąż te same. Absurdalny system podatkowy, wolna praca sądów, cała seria składek i innych haraczy, które często zabierają im połowę całego zarobku. Wynik wyborów nie był dla nich zdziwieniem. Spokojnie zareagował nawet Jerzy Mazgaj. Prezes sieci delikatesów Alma jeszcze kilka miesięcy temu groził, że w razie wygranej PiS szykuje swoją rezydencję w Monako i wyprowadza się za granicę. Dzisiaj mówi, że zmianę polityczną jakoś przeżyje, a wśród członków nowego rządu znalazł nawet

kilku sprzymierzeńców. Żaden z moich rozmówców nie spodziewa się rewolucji. Wszyscy mówią, że PiS to partia, która ma trochę oleju w głowie i zdaje sobie sprawę z tego, że małe i średnie firmy tworzą prawie połowę polskiego PKB. Dają dwie trzecie miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw. Tylko polityk bez wyobraźni chciałby zmarnować taki kapitał. Obawy jednak są.

Najbardziej drażliwe kwestie to zmiany podatkowe. Podatek bankowy, który zdaniem przedsiębiorców banki przełożą właśnie na nich. Albo podatek od supermarketów, który z kolei uderzy we właścicieli sklepów, klientów i ostatecznie dostawców. Polski biznes dużą wagę przykłada też do wizerunku Polski na świecie. Krajowe firmy coraz odważniej wyściubiają nos za nasze granice i rozpychają się na zagranicznych rynkach. Jeżeli politycy coraz agresywniej zaczną machać szabelką, to zagraniczni klienci zniechęcą się do kupna naszych produktów. Jak na razie dają Beacie Szydło kredyt zaufania. Na naszych łamach przekazują jej, co najchętniej zmieniliby w kraju, żeby biznes prowadziło się jeszcze łatwiej. Mówią, że jeśli zrealizuje ich postulaty, starczy na realizację przedwyborczych obietnic.

Wygrana Andrzeja Dudy oznacza, że na jesieni wygra PiS, a to powrót demonów, które straszą przedsiębiorców – tak jeszcze w maju Jerzy Mazgaj komentował ewentualną wygraną Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich. Szykował już rezydencję w Monako, do której chciał się wyprowadzić w razie powrotu rządów PiS. Dzisiaj jest już ostrożniejszy w słowach. Do Monako się nie wyprowadził. – Mam zbyt wiele interesów na miejscu, żeby się wyprowadzać – prostuje. Najbardziej pozytywne zaskoczenie? Wybór Mateusza Morawieckiego na wicepremiera w rządzie Beaty Szydło. – To człowiek o niesamowitych horyzontach. Bankowiec. Działał w Radzie Gospodarczej przy premierze Tusku – mówi.

Czego obawia się najbardziej? Dwuprocentowego podatku od sklepów wielkopowierzchniowych proponowanego przez PiS. Uderzy w sieć delikatesów Alma, której Mazgaj jest prezesem. – Nowy podatek sieci przełożą na klientów i dostawców – ostrzega. Od rządu oczekuje, że w propozycji dodatkowego opodatkowania marketów przyjmie model węgierski, czyli im więcej dana sieć zarabia, tym wyższy podatek płaci. Mazgaj cieszy się, że sprawy gospodarcze zostały powierzone w ręce młodych polityków. Paweł Szałamacha jako minister finansów, Mateusz Morawiecki jako minister rozwoju czy Dawid Jackiewicz w roli ministra skarbu to jego zdaniem przejaw zdrowego rozsądku Beaty Szydło.

Ryszard Florek

Prezes Grupy FAKRO
Branża: stolarka okienna
Roczne przychody: ok. 1,2 MLD ZŁ

Przygotował raport o kondycji polskiej przedsiębiorczości po ćwierćwieczu od transformacji. Jest w nim 21 powodów, przez które zarabiamy czterokrotnie mniej niż nasi zachodni sąsiedzi. Wokół inicjatywy Florka zebrała się czołówka polskich firm. Chcą w ten sposób pokazać politykom, co należy zmienić i jakie reformy najpilniej przeprowadzić. Dla rządu Beaty Szydło Florek ma już nowy pomysł. Nazywa go akcyzą od korzyści skali. O co chodzi? Florek chce wprowadzić jednoprocentowy podatek od przychodu dla firm, których obrót na globalnych rynkach przekracza rocznie miliard euro. Jego zdaniem w ten sposób polskie firmy mogłyby konkurować z globalnymi graczami na równych zasadach. Ci, prowadząc swój biznes za granicą, mieli większe szanse na rozwój niż polskie firmy, które tworzyły się po upadku PRL. W praktyce najczęstszym adresatem nowego podatku byłyby te firmy, które dzisiaj unikają płacenia podatku dochodowego w Polsce, bo – ze względu na swoją międzynarodową strukturę – mają możliwość przerzucania kosztów uzyskania przychodu między poszczególnymi krajami lub nawet korzystają z rajów podatkowych. Wysokość akcyzy mogłaby się wahać od 0,5 do 2 proc. w zależności od tego, jak bardzo obrót danej spółki przekroczył miliard euro.

Mateusz Juroszek

Prezes STS, wiceprezes ATAL
Branża: zakłady bukmacherskie, deweloperka
Roczne przychody: ok. 900 MLN ZŁ

W nowym rządzie widzi sprzymierzeńca, bo poprzedni był głuchy na jego apele. Mateusz Juroszek, największy polski bukmacher, przez wiele lat starał się pokazać posłom Platformy Obywatelskiej, jak bardzo dziurawa jest skonstruowana przez nich ustawa hazardowa. 90 proc. internetowych firm bukmacherskich jest w rękach zagranicznych spółek, które prowadzą tę działalność w Polsce nielegalnie, czyli bez zezwolenia Ministerstwa Finansów. W skali roku zgarniają 6 mld zł przychodów. Z tytułu niezapłaconych podatków budżet państwa traci na tym od 200 do 700 mln zł rocznie. Od rządu oczekuje również obniżenia 12-procentowego podatku obrotowego, który płacą polscy bukmacherzy, a ci działający za granicą już go unikają. – Jeżeli klient obstawia mecz za 100 zł, tak naprawdę kładzie na stół 88 zł, bo resztę zabiera państwo. Wygrać może maksymalnie 176 zł. Tymczasem u nielegalnych bukmacherów obstawia się 100 zł i wygrywa 200 zł – mówi Juroszek. Nowy rząd będzie potrzebował pieniędzy na realizację obietnic. Skuteczna walka z nielegalnymi bukmacherami może mu przynieść co roku nawet 700 mln zł.

RAFAŁ BRZOSKA

Prezes Grupy INTEGER.PL
Branża: usługi pocztowo-kurierskie, paczkomaty
Roczne przychody: 604 MLN ZŁ

W nowym rządzie największe nadzieje wiąże z Anną Streżyńską, nowym ministrem cyfryzacji. – Udowodniła, że stawia na zwiększanie konkurencyjności, czego przykładem jest zreformowany rynek usług telekomunikacyjnych – mówi Brzoska. Ma nadzieję, że tym razem uda jej się rozbić monopol Poczty Polskiej. Najbardziej martwi go niewykorzystany potencjał młodych Polaków. – Jesteśmy krajem, który ma bardzo dobrze wykształcone kadry. Niestety, nie wykorzystujemy ich umiejętności, dlatego niespełnieni, ambitni Polacy decydują się na karierę na Zachodzie. Tymczasem dziś dominuje pogląd, że powinniśmy być krajem oferującym najtańszą siłę roboczą – komentuje. Jakich zmian oczekuje? Przede wszystkim należy odciążyć podatkowo Polaków. – Z jednego złotego, który wpływa do budżetu domowego, państwo zabiera 60 gr. W postaci VAT, akcyzy, podatków bezpośrednich, czyli ZUS oraz PIT. Jego zdaniem nasz kraj ma szansę stać się europejskim centrum finansowania nowoczesnych technologii. – Specjalizujmy się w tym, co dziś rozwija się najszybciej: drony, marketing, automatyka, biotechnologie czy technologie farmaceutyczne. Mamy możliwości, aby ściągać do naszego kraju ciekawe pomysły biznesowe z zagranicy – mówi. Jak nowy rząd miałby to osiągnąć? Przede wszystkim zwiększając wydatki na innowacje.

Mikołaj Placek

Prezes grupy OKNOPLAST
Branża: stolarka okienna
Roczne przychody: ok. 500 MLN ZŁ

Wyniki wyborów przyjął ze spokojem, chociaż nie wygrał jego faworyt. Nie boi się o swoją przyszłość. Jego zdaniem PiS to partia ugruntowana na scenie politycznej, więc na pewno nie wpadnie na pomysł dokopania polskim przedsiębiorcom. Czego oczekuje od nowego rządu? Przede wszystkim wsparcia biznesu za granicą. – Dwie trzecie mojej produkcji trafia na eksport, więc liczę na kontynuację misji gospodarczych. Jeżeli zacznie się awanturnictwo, to może się to przełożyć na sprzedaż polskich produktów za granicą poprzez gorszy wizerunek Polski jako kraju – ostrzega Placek. Nie popiera pomysłu wprowadzenia podatku bankowego. – Banki żyją z kredytów, więc nowy podatek od razu przełożą na klientów, czyli przedsiębiorców – tłumaczy. Kibicuje za to pomysłowi obniżenia podatku CIT do 15 proc. Przede wszystkim zależy mu na uproszczeniu systemu podatkowego. – W tej chwili ten sam przepis może być interpretowany na kilkanaście różnych sposobów – komentuje. Nie boi się podniesienia płacy minimalnej, co również proponuje nowy rząd. Mówi, że duzi przedsiębiorcy spokojnie sobie z tym poradzą. Gorzej z mniejszymi, ci mogą kombinować, żeby nie płacić pracownikowi więcej. Na czym zależy mu najbardziej? Żeby nie powrócił klimat sprzed kilku lat, kiedy pojawiły się insynuacje, że polscy przedsiębiorcy to złodzieje, bo skoro są tak bogaci, to na pewno skądś mają pieniądze.

Marian Owerko

Przewodniczący Rady Nadzorczej BAKALLAND
Branża: rynek spożywczy
Roczne przychody: ok. 450 MLN ZŁ

Cieszy go nominacja Mateusza Morawieckiego na nowego wicepremiera i ministra rozwoju. – To przesuwa naszą politykę gospodarczą w kierunku rozwoju regionalnego i być może do jeszcze skuteczniejszego wykorzystania dotacji unijnych, szczególnie tych dotyczących badań i rozwoju – tłumaczy Owerko. Co do nowego rządu nie ma żadnych obaw. – Nie boję się. Jestem przedsiębiorcą od 25 lat. Ci, którzy pamiętają prowadzenie biznesu w 1989 czy 1990 r., wiedzą, o czym mówię – dodaje. Niebezpieczeństwo widzi jednak w propozycji wprowadzenia podatku od sklepów wielkopowierzchniowych, co może uderzyć w miliony ludzi zatrudnionych w przemyśle. – Jeśli już PiS chce dotrzymać obietnic wyborczych, to wprowadziłbym podatek w wysokości 0,1 proc. od obrotu dla wszystkich – mówi. Jakich zmian oczekuje? – Chciałbym, żeby działalność urzędów, w tym urzędów skarbowych i sądów gospodarczych, była przejrzysta, skuteczna i przewidywalna – mówi. Jego zdaniem jest wiele proceduralnych i urzędowych nonsensów spowodowanych doraźnymi decyzjami z przeszłości. Nie ma czasu na doktoryzowanie się z księgowości. Zamiast tego woli szukać nowych rozwiązań w biznesie i zwiększać swoją przewagę nad konkurencją z zagranicy. Żeby to osiągnąć, potrzebuje jednak skutecznego systemu sądowniczego, uproszczonego systemu podatkowego i odciążenia płac z całego szeregu haraczy. Tego właśnie oczekuje od nowych ministrów.

Okładka tygodnika WPROST: 47/2015
Więcej możesz przeczytać w 47/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0