„Białołęka” na haju, czyli jak gangsterzy opanowali areszt. „20 proc. zysku szło na korumpowanie funkcjonariuszy”

„Białołęka” na haju, czyli jak gangsterzy opanowali areszt. „20 proc. zysku szło na korumpowanie funkcjonariuszy”

Funkcjonariusz Służby Więziennej
Funkcjonariusz Służby Więziennej Źródło: PAP / Marcin Obara
„Mokotowscy” mieli w każdym z czterech pawilonów aresztu swojego człowieka odpowiedzialnego za rozprowadzanie narkotyków i ściąganie pieniędzy. Dostarczenie mikrotelefonu komórkowego (L8STAR, albo w zegarku) kosztowało 500 zł, 0,5 litra pospolitego alkoholu od 50 do 100 zł. Litr spirytusu 300-400 zł. Regularne wnoszenie sterydów, strzykawek, czytników do kart micro-SD, kosztowało u zaufanych strażników 1000 złotych miesięcznie. Opłata dla wychowawców za wystawienie dobrej opinii dla komisji penitencjarnej nie miała ustalonej wysokości.

„Wiem wszystko o działaniu w areszcie na Białołęce zorganizowanej grupy przestępczej do obrotu narkotykami. Główni osadzeni są z grupy mokotowskiej, a kieruje nimi L”. – pisze w kwietniu 2019 roku do prokuratora okręgowego osadzony Sebastian K., ksywa Łysy. To notoryczny przestępca, skazywany za rozboje. Ma 36 lat, w zakładach karnych spędził ponad połowę swego życia. Jego ostatni wyrok upływa w 2027 roku. Chciałby wyjść wcześniej, dlatego gotów jest na współpracę z organami ścigania. W liście do prokuratora pisze o tym wprost.

Ale też podkreśla, że byłby wiarygodną „60-tką”, czyli tzw. małym świadkiem koronnym, bo u gangsterów rządzących aresztem na Białołęce ma poważanie, został przez nich wypróbowany i uznali go za swojego w mokotowskiej mafii. Na dowód załącza ich komunikat:

„Do wszystkich grypsujących więźniów w całej Polsce: My, niżej podpisani potwierdzamy, że git Sebastian K. ps. Łysy wywiązał się z obowiązku przetestowania zeznań Roberta G. pseudo Robak i stwierdził, że Robak w wielu sprawach karnych sprzedał ludzi z Mokotowa”.

Sebastian K. zostaje wezwany na przesłuchanie. Chętnie odpowiada na pytania prokuratora, ale przede wszystkim bardzo dużo mówi sam z siebie, wspiera się notatkami, którymi zapełnił kilka zeszytów. Zależy mu, aby przesłuchujący orientowali się w jego pozycji wśród osadzonych.

„Byłem potrzebny grupie mokotowskiej, gdyż przebywałem w tym areszcie od 2000 roku, znałem większość funkcjonariuszy, wychowawców i pracowników służby zdrowia. W 2017 na Białołękę wsadzili głównych mafijnych z Mokotowa. Oni zorientowali się, że ja obracam narkotykami i środkami psychotropowymi, u mnie można też było kupić sterydy i telefony komórkowe. Postanowili z moją pomocą rozwinąć ten interes”.

Artykuł został opublikowany w 33/2022 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Ponadto w magazynie