Jankes w składzie europejskiej porcelany. „Po Trumpie nic już nie będzie takie jak dotąd”

Jankes w składzie europejskiej porcelany. „Po Trumpie nic już nie będzie takie jak dotąd”

Donald Trump
Donald Trump Źródło: PAP/EPA / Al Drago
Żarliwi wyznawcy i zaprzysięgli wrogowie nowej amerykańskiej administracji zgadzają się w jednym: rządy Trumpa otwierają nowe, niedostępne dotąd możliwości. Psiocząc albo klaszcząc, każdy próbuje jakoś dopasować się do nowej sytuacji. Dotychczasowi sojusznicy i wrogowie USA sugerują grę na przeczekanie, ale jedni i drudzy dobrze wiedzą, że po Trumpie nic już nie będzie takie jak dotąd.

Prezydent USA dokonał już pierwszego z serii zapowiadanych przez siebie buńczucznie cudów: w parę tygodni zjednoczył skrajnie odległe od siebie środowiska, państwa i organizacje w przekonaniu, że wywracanie przez niego dotychczasowego porządku świata to szansa, której głupio byłoby nie wykorzystać.

Przykładów nie trzeba daleko szukać. Europejskie elity go przecież nie znoszą, traktując kolejne pomysły Trumpa z pełnym rezygnacji i rozczarowania niesmakiem, jakby prezydent USA głośno beknął przy stole podczas eleganckiej kolacji.

Poza tymi emocjonalnymi reakcjami Europa zdaje się jednak dostrzegać w Trumpie coś na kształt bicza bożego, wymuszającego z dawna wyczekiwane, a dotąd nieosiągalne zmiany.

Ekscesy polityczne Donalda Trumpa mogą więc budzić głośny sprzeciw, ale jednocześnie nie sposób nie zauważyć, jakie świetne alibi dają choćby staraniom o stworzenia europejskiego państwa z prawdziwego zdarzenia. Takiego z własną armią i wspólnymi dla każdego kraju członkowskiego długami, bez których UE zawsze będzie tylko luźnym związkiem niezależnych politycznie bytów, spajanych siłą i uporem unijnych instytucji.

Suwerenność wyciągnięta z błota

Wiele procesów, w sprawie których dotąd bito jedynie pianę na próżno, znacząco przyspieszyło, gdy Trump powrócił do władzy. Rządy zaczął od groźby zdjęcia amerykańskiego parasola ochronnego nad Europą wsparte zostały pokazami siły w sprawie wsparcia dla Ukrainy. Na razie, mimo początkowej paniki, wielkich szkód Kijowowi one nie wyrządziły.

Amerykańska pomoc wojskowa przynajmniej na razie wydaje się niezakłócona, a perspektywy rychłego pokoju USA z Moskwą ponad głowami Ukrainy i UE coraz bardziej mgliste. Jednak brutalna ostentacja, z jaką Trump i jego ludzie przeczołgali w Białym Domu Wołodymyra Zełenskiego odniosła skutek. Kilka niezwykle istotnych dla bezpieczeństwa Europy tematów udało się w końcu wydobyć z biurokratycznego i politycznego błota.

Terapia szokowa spowodowała, że UE zabrała się wreszcie za tworzenie własnych zdolności obronnych Europy – a przynajmniej za poważną rozmowę na ten temat.

To, czego nie można było uzyskać przez trzy lata otwartej wojny z Rosją na Ukrainie pod presją nowej administracji staje się faktem, korzystnym także z unijnej perspektywy.

Artykuł został opublikowany w 16/2025 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.