W nocy 9 stycznia stolica Ukrainy kolejny raz doświadczyła ataku powietrznego ze strony Rosji. Najnowszy bilans ofiar to co najmniej cztery osoby – poinformowała w mediach społecznościowych policja w Kijowie. Wśród nich jest pracownik pogotowia ratunkowego. Ranne zostały z kolei 24 osoby, w tym pięciu ratowników i trzech lekarzy, którzy pracowali w rejonie darnyckim podczas ponownego ostrzału.
Mer miasta Witalij Kliczko zaznaczył, że uszkodzone zostały budynki mieszkalne i obiekty infrastruktury krytycznej. W niektórych dzielnicach Kijowa występują przerwy w dostawach energii elektrycznej i wody. „Ciężka noc. Rosjanie ponownie próbują złamać nas i naszego ducha — masowo, cynicznie, bez żadnych złudzeń. Trwa likwidacja skutków uderzeń” – komentował z kolei szef Wojskowej Administracji Miejskiej w Kijowie Timur Tkaczenko.
Rosja zaatakowała Kijów i Lwów. Udało się uratować 32 osoby, w tym górników
Z powodu uszkodzeń ruch niektórych pociągów odbywa się z opóźnieniem. Zmiany w wyniku trudnej sytuacji energetycznej objęły także metro. W jednej z kopalń pod ziemią uwięzionych zostało siedmiu górników. Po ponad sześciu godzinach udało się ich wydostać na powierzchnię. Wszyscy są cali i zdrowi. Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych podała też, że udało się uratować 32 osoby. Spod gruzów wyciągnięto m.in. rodzinę: mamę, tatę, babcię i pięcioletnie dziecko.
Mer Lwowa Andrij Sadowy napisał z kolei, że „po ogłoszeniu alarmu powietrznego we Lwowie słychać było serię wybuchów”. Rozpoczęło się ustalanie dokładnych okoliczności zdarzenia. W kolejnym wpisie nie przesądzał, czy do ataku doszło z wykorzystaniem „Oresznika”. Jak na razie nie ma informacji o rannych lub zabitych z tego miasta.
Czytaj też:
ABW zatrzymała rosyjskiego naukowca. Dojdzie do ekstradycji na Ukrainę?Czytaj też:
Rosyjska propaganda kradnie okładki „Wprost”. „Obrzydliwa manipulacja”
