Dziennikarze przeciw KE

Dziennikarze przeciw KE

Dodano:   /  Zmieniono: 
Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) poparła korespondenta niemieckiego "Sterna" w Brukseli, który zaskarżył Komisję Europejską przed Sądem I Instancji Unii Europejskiej.
Hans-Martin Tillack domaga się od organu wykonawczego Unii 250 tysięcy euro odszkodowania za próbę zdyskredytowania go i  utrudnienia mu pracy. Dziennikarz żąda też zabezpieczenia materiałów zabranych mu przez policję belgijską, aby uniemożliwić dostęp do nich inspektorom Komisji.

Na środowej konferencji prasowej w Brukseli IFJ zarzuciła wysokim rangą eurokratom i belgijskim policjantom prowadzenie przeciw Tillackowi "tchórzliwej, złośliwej i niesprawiedliwej" kampanii. Organizacja, która zrzesza stowarzyszenia dziennikarzy ze 100 krajów, liczące pół miliona członków, zapowiedziała, że dołącza się do skargi wniesionej do unijnego sądu.

Policja belgijska przeszukała w marcu mieszkanie i biuro Tillacka w następstwie doniesienia urzędu UE ds. walki z defraudacjami (OLAF), że dziennikarz być może skorumpował unijnego urzędnika, żeby zdobyć poufny raport OLAF. Urząd podlega administracyjnie Komisji Europejskiej, choć w sprawach merytorycznych jest od niej niezależny.

Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" ujawnił, że  źródłem "informacji" o łapówce był jeden z dawnych rzeczników Komisji Europejskiej Joachim Gross, były dziennikarz "Sterna". Powoływał się on przy tym na innego kolegę ze "Sterna", który zaprzecza, jakoby kiedykolwiek rozmawiał o tym z Grossem.

Zainspirowany przez Grossa OLAF zwrócił się do policji belgijskiej, żeby zbadała, jak w ręce Tillacka dostał się w  początkach 2002 roku poufny raport, krytykujący nieskuteczność wewnętrznych dochodzeń Komisji, mających wyjaśnić przypadki nieprawidłowości i niegospodarności z lat 90. Ujawnienie ich w  1999 roku zmusiło do dymisji poprzednią Komisję pod przewodnictwem Jacquesa Santera.

Do nieprawidłowości doszło między innymi w podlegającym Komisji unijnym urzędzie statystycznym Eurostat. Krytyczne artykuły w  "Sternie" i innych mediach na ten temat wywołały skandal i  przyczyniły się do dymisji szefa Eurostatu Yvesa Francheta.

Marcowe rewizje na kilka tygodni pozbawiły dziennikarza możliwości normalnej pracy, ponieważ policja zabrała mu komputery, archiwum, notes z telefonami, wyciągi z banku i telefon komórkowy. Tillack musiał zrezygnować z planowanego powrotu do redakcji "Sterna" w Hamburgu i pozostał w Brukseli, żeby bronić swojej reputacji.

Organizacje dziennikarskie od początku twierdziły, że - niezależnie od zasadności podejrzeń OLAF - działania policji były niewspółmierne do - zresztą oficjalnie niepostawionych - zarzutów i mogły być odczytane jako próba zastraszenia dziennikarzy, ujawniających nieprawidłowości w funkcjonowaniu instytucji UE. Tym bardziej że przeszukania nastąpiły nazajutrz po publikacji w  "Sternie" artykułu Tillacka o podejrzeniach, że niektórzy deputowani do Parlamentu Europejskiego prosili kolegów o  podpisywanie za nich listy obecności, żeby móc pobrać diety poselskie.

W środę IFJ w pełni zgodziła się z niemieckim korespondentem, że  OLAF pogwałcił w jego sprawie kilka własnych reguł proceduralnych i Europejską Konwencję Praw Człowieka. Złożył bowiem doniesienie do władz belgijskich, nie wysłuchawszy dziennikarza ani nie  informując o tym komitetu nadzorującego pracę urzędu.

em, pap

 0

Czytaj także