Modliłam się, płakałam, przeklinałam

Modliłam się, płakałam, przeklinałam

Jerzy Stuhr
Nic innego się nie liczy, bo walczysz na śmierć i życie o człowieka, którego kochasz. Zrobisz wszystko, żeby nie odszedł – Barbara Stuhr opowiada o chorobie i powrocie do zdrowia swojego męża Jerzego Stuhra.

Jak państwa zdrowie?

Dziękuję. Pan Bóg jest bardzo łaskawy, że daje nam zdrowie i dobrą formę w tym wieku.

Dobrze to słyszeć, zwłaszcza że mąż ma za sobą duże zdrowotne problemy.

Spotkały go dwie poważne choroby. Najpierw zawał. Choroba sercowa przyszła znienacka, gdy miał 39 lat. Dzieci były małe, żyliśmy chwilą, w pędzie, nikt nawet nie pomyślał, że zawał może realnie dotknąć każdego i jest zagrożeniem dla życia. W tamtych czasach była też inna świadomość. Żyliśmy niezdrowo, poniewieraliśmy ciałem okropnie. Wtedy w Polsce strasznie dużo się piło, niemalże nie było dnia, kiedy nie wypiliśmy choć kieliszka koniaku czy brandy, co dzisiaj byłoby nie do pomyślenia. Mąż wypalał blisko 40 papierosów dziennie. Pamiętam, że Jerzy wrócił ze zdjęć w Rosji. Na drugi dzień mieliśmy jechać z dziećmi na wieś. Ale w nocy się obudził, zaczął puszczać bańki nosem, zrobił się fioletowy. Nie wiedziałam, co robić, na szczęście pogotowie szybko przyjechało. To był ciężki zawał, lekarze mówili mi, że mąż już nigdy nie będzie w pełni sprawny, o ile w ogóle przeżyje.

Jak pani to zniosła?

Dzieci były małe, córka wymagała jeszcze nieprzerwanej opieki, więc nie mogłam się rozsypać, musiałam wykonywać codzienneobowiązki. Ale od syna czerpałam siłę, miał w sobie wielki, dziecięcy spokój. Gdy już byłam bliska załamania, patrzyłam na Maćka i wracały mi wiara i energia.

Jak w takich chwilach wspierać chorego?

Nie potrafimy sobie wyobrazić, co przeżywa chory. To wszystko jest szalenie złożone i zależy od fazy choroby, od relacji, a przede wszystkim od psychicznej gotowości. Po operacji przenieśli męża do sali chorych. Leżał razem z profesorem wyższej uczelni. Profesor, choć starszy, był radosny, pełen wigoru. Poprosiłam, żeby dodał otuchy mojemu mężowi, który leżał jak zwłoki. Obiecał, że spróbuje. Ale na drugi dzień nagle zmarł. Mąż kompletnie się załamał, stracił nadzieję i zapadł się w nicość. Wywnioskował, że skoro człowiek pełen życia i humoru umarł, to tak będzie też z nim. Szczęśliwie zwierzył się z przemyśleń lekarzowi. Tłumaczył, że czuje bezsens terapii, bo na pewno z tego nie wyjdzie. Lekarz mu odpowiedział rzeczowo: „Ja się panu nie wpie…alam, jak ma pan grać Hamleta. Pan umie grać, ja umiem leczyć”. Opowiedział, jak poważnie chory był profesor – miał chore serce, raka i cukrzycę. To pokazuje, że każdy człowiek jest indywidualny, każda choroba inaczej przebiega. Nawet jeśli rokowania są złe, nie wolno tracić nadziei.

Gdy u męża zdiagnozowano nowotwór, rokowania też były słabe.

Od dłuższego czasu miałam podejrzenia, że coś jest nie tak, choć długo wypierałam tę myśl. Mąż skarżył się na ból gardła, ale nie taki jak przy przeziębieniu, tylko głęboko, w przełyku. Raz zadzwonił – przyjeżdżaj, bo się duszę. Jadł coś i nie mógł przełknąć, jedzenie dosłownie stawało mu w gardle. Poszliśmy do laryngologa, ale ten nie stwierdził nic podejrzanego. Po trzech wizytach i kolejnych badaniach, z których nic nie wynikało, uparłam się, że nie wyjdziemy z gabinetu, dopóki czegoś lekarz nie zaradzi. A więc dał mężowi sterydy i wyjechaliśmy na wakacje. Wkrótce się okazało, że to był wielki błąd. Błąd lekarza, bo sterydy tylko zaogniły sprawę. Poza tym objawy, między innymi ślinotok, były podstawą do skierowania na gastroskopię. Z wakacji musieliśmy bezzwłocznie wracać, bo mąż mógł przełykać już tylko zupki niemowlęce. Gastroskopia pokazała, że jest fatalnie. Prognozy były druzgocące. Dawali Jerzemu dwa tygodnie życia. Okazało się, że to nowotwór nieoperacyjny, w trudnym miejscu. W szpitalu zrobiono masę błędów, na przykład założono stenty, które potem się okazały przeszkodą dla radioterapii, więc trzeba było je wyjąć. Do dziś mąż płaci za ten błąd, bo ma zrosty na przełyku, musi uważać, co je, wszystko musi być mięciutkie, żadnych surowych warzyw. Do tego pracuje głosem, więc śluzówka jest ciągle wysuszona. To konsekwencje błędów lekarskich. Mam nadzieję, że ten doktor uderzy się w piersi.

Chemioterapia przyniosła skutki od razu?

Po pierwszej chemii guz zmniejszył się o 70 proc. W sumie było dziewięć chemii, siedem normalnych i dwie na wszelki wypadek. Potem dołączono też radioterapię. Ale po drodze były komplikacje. W pewnym momencie doszło do zakażenia wokół sondy żołądkowej, służącej do karmienia. Lekarze przypuszczali, że gorączka i nagły spadek formy to skutek raka. A ja się uparłam, bo to zakażenie było zaognione, śmierdziało. Nie chcieli męża wziąć do szpitala, ale znowu się wykłóciłam. I gdy wyleczono miejscowy stan zapalny, nastąpiła duża poprawa.

Z pani opowieści wynika, że pacjent musi być uparty, nieustępliwy, patrzeć lekarzom na ręce i sam szukać rozwiązań.

Lubię słuchać się lekarzy, ale warto mieć z tyłu głowy podejrzenie, że lekarz może się mylić. W krytycznej sytuacji trzeba się łapać wszystkiego, uruchomić kontakty, czytać, słuchać, szukać różnych rozwiązań. Ja jestem z natury zadaniowa i to mnie uratowało. Gdybym się nie uparła, mąż być może by nie żył. Ten młody wówczas lekarz, który jako pierwszy popełnił błąd mogący męża kosztować życie, ma zapewne na barkach tonę wyrzutów sumienia. Nigdy nie podałam jego nazwiska, bo wierzę, że teraz traktuje pacjentów bardziej indywidualnie.

Na czym polega problem ze służbą zdrowia?

W znacznej mierze lekarze są fantastyczni, ale niezależnie od swojej wiedzy, wykształcenia, często nie potrafią być empatycznymi ludźmi. Tego ich nie uczą. Bezwzględnie brakuje holistycznego podejścia do pacjenta. Lekarze nie wiedzą nic o diecie, ćwiczeniach, wsparciu psychologicznym. Skupiają się na tym, co widzą na prześwietleniu, na wiedzy książkowej, statystykach. A pacjent chce być człowiekiem.

Jesteście współzałożycielami stowarzyszenia Unicorn, wspierającego chorych na nowotwór i ich rodziny.

Stowarzyszenie ma już 17 lat, byliśmy z mężem w grupie założycielskiej. Wtedy raczkowaliśmy, bo nie było takich grup wsparcia. Mieliśmy piękny pomysł, że stworzymy nowoczesny szpital z fontanną na środku. Szybko marzenia zostały rozwiane przez rzeczywistość i finanse. Ale wciąż chcieliśmy stworzyć miejsce na ziemi, w Krakowie, żeby ludziom pomagać. Zastanawiałam się, co ja mogę dać – nie mam medycznej wiedzy, nie wystawię recepty. Ale mogę dać czas, znajomości, swoją uwagę i empatię. Budowałam klub pacjenta, spotykaliśmy się również w kawiarniach i robiliśmy wszystko, żeby zapomnieć o chorobie. Teraz takie wsparcie z naszej strony ma mniejsze znaczenie, bo prężnie działają liczne grupy zainteresowań, kluby dla seniorów i inne. Ale wciąż trzeba ratować całe rodziny. U nas mogą skorzystać z pomocy onkologa, dietetyka, psychologa i psychoonkologa. Takie wsparcie jest potrzebne.

Strach o bliską osobę paraliżuje?

Całkowicie. Po diagnozie człowiekowi się życie załamuje. Można chwilę tkwić w tym załamaniu, ale zaraz trzeba działać. Ratowanie bliskiego staje się celem absolutnie nadrzędnym. Nic innego się nie liczy, bo walczysz na śmierć i życie o człowieka, którego kochasz. Zrobisz wszystko, żeby nie odszedł, a więc zbierasz siły, całą energię kierujesz na niego, bez względu na konsekwencje, bez planu na przyszłość. Wszystko przestaje się liczyć, jest tylko tu i teraz.

Skąd brać energię do działania?

Trzeba się uchwycić jakiegoś włosa, pajęczej nitki, która może człowieka wyciągnąć. Moją nicią była rozmowa z przyjaciółką, której przez telefon płakałam, że sytuacja jest beznadziejna, bo statystyki są nieubłagane. Odpowiedziała mi: „Cóż to są statystyki? Liczby nic nie znaczą. Liczby nie mówią, kim jest chory, czy ma dla kogo żyć, czy kocha i jest kochany, czy ma motywację, jak się leczy, jaką ma psychikę, jak silny organizm. Statystyki to nie człowiek. A walczyć trzeba o człowieka”. I ja jej uwierzyłam. Ta myśl mnie spionizowała. Zaczęłam działać, myśleć, szukać, jakie są dostępne rozwiązania, co mówi medycyna konwencjonalna, a co mówią metody niekonwencjonalne.

Wiele osób szuka rozwiązań niekonwencjonalnych. Czy słusznie?

Oczywiście nie należy odrzucać przewodniego głosu lekarzy, ale metody niekonwencjonalne mogą bardzo wspomóc terapię. Nie mówię o przypadkach skrajnych szarlatanów, którzy każą chore niemowlę karmić tylko kozim mlekiem i w efekcie dziecko umiera z głodu. Trzeba mieć swój rozsądek i zachować trzeźwą ocenę rzeczywistości. My trafiliśmy na ludzi, którzy leczą przez dotyk. Mąż chodził do nich na sesje, również podczas chemioterapii. Pomyśleliśmy, że nawet jeśli to nie pomoże, a przecież są dowody, że wielu pomogło, to nie zaszkodzi. Trudno w to uwierzyć, ale to właśnie od tych terapeutów mąż usłyszał pierwszy raz, że jest wyleczony. Że raka już nie ma. Nie dowierzaliśmy, ale wkrótce potwierdziły to badania medyczne. Lekarze powiedzieli oficjalnie – po pięciu latach terapii jest pan zdrowy, nie musi pan już przychodzić na kontrolę.

Czy leczenie wspomagali państwo specjalną dietą?

Trafiliśmy na dietetyczkę specjalizującą się w diecie zdrowotnej. Najpierw zaleciła detoksykację, a potem dietę, która polega na odżywianiu komórek. W założeniu nie dbamy o chory narząd, bo on już jest chory, ale powodujemy, że na miejsce obumierających komórek budują się nowe, dobrze odżywione. Dieta była oparta głównie na warzywach oraz kaszach jaglanej i gryczanej. Przez całą chorobę stałam przy garach, robiłam catering do szpitala. Dobrze, że mi na to pozwolono, choć lekarze trochę kręcili nosem, gdy zawiozłam do szpitala kuchenkę elektryczną, bo w szpitalach są tylko niezdrowe mikrofalówki. Lekarze mają marne pojęcie o zdrowym żywieniu. Gdy zobaczyłam, co lekarz jadł na śniadanie, osłupiałam. To był uroczy pan doktor, wielkiej wiedzy. Wyciągnął ze słoika śledzia w occie, takiego, co tylko pod wódkę smakuje. Do mojego męża mówił: „Ma pan fantastyczną żonę, ale wie pan co, niech pan je, co pan chce”.

Mówi pani, że trzeba działać. Ale jak rozmawiać z chorym? Co mówić?

Gdy na raka zachorował mój ojciec, spytałam o to lekarza starej daty. Odpowiedział, że wszystko zależy, co chory chce usłyszeć i na co jest gotowy. I że będę doskonale wiedziała, co i kiedy należy powiedzieć i zrobić, jeśli zaufam intuicji. Gdy ojciec po dwóch operacjach miał się lepiej, jeździliśmy za miasto, bo był zapalonym działkowcem. Pewnego dnia siedzimy w ogródku, a on pyta: „Na co ja właściwie byłem chory?”. Odpowiedziałam zdziwiona: „No jak to, przecież miałeś raka”. Był mądrym człowiekiem, czytał badania, a tam jak słup stało: nowotwór żołądka. Ale czasem efekt wyparcia działa tak silnie, że do chorego dopiero po czasie dociera, że otarł się o śmierć. Dopiero po czasie jest gotowy na prawdę.

Choroba jednej osoby dotyka całą rodzinę. Jak funkcjonować na co dzień, aby dać wsparcie choremu?

Trzeba się skupić na codziennościach, małych zadaniach na każdy dzień. Obrać cel, choćby maleńki. Dziś zjem jedną łyżeczkę, jutro dwie. Dziś wstanę z łóżka, a jutro zrobię pierwszy kroczek w stronę łazienki. Z chorym warto rozmawiać o codzienności. Opowiedzieć, co było na poczcie, co się dzieje na mieście, mimo że trudno zacząć gadać o pierdołach, podczas gdy myślisz tylko o chorobie. Ważne, żeby nie zapominać o schludności, dobrym wyglądzie na miarę możliwości. Mój mąż na każdą wizytę lekarza przebierał się z piżamy w cywilne ubranie, żeby być partnerem dla lekarza. Takie drobnostki dają choremu poczucie godności. Trzeba się starać szczególnie, aby w najbardziej intymnych, fizjologicznych momentach nie zawstydzić chorego. Bo jeśli musisz mu zrobić na przykład lewatywę, to przecież nikt się z tym nie czuje komfortowo. Trzeba zachować kulturę, dyskrecję, do końca zachowywać pozory.

A co wtedy, gdy opiekun ma dołek? Czuje, że się rozpada i sam potrzebuje wsparcia?

Wiedziałam, że nie wolno mi pokazywać słabości, bo chory ma się martwić o siebie, a nie o żonę czy dzieci. Oczywiście są chwile beznadziei, wtedy wychodziłam z psem i wyłam, modliłam się, płakałam, złorzeczyłam, przeklinałam. Trzeba sobie pozwolić na takie momenty. To oczyszcza. Ale gdy wracałam do domu, brałam się w garść.

Rodziny chorych często mówią, że w takiej chwili ludzie się odwracają, przyjaciele nie dzwonią, dalsza rodzina nie odwiedza.

Ludzie znikają, bo nie wiedzą, co mówić, jak rozmawiać, jak wesprzeć. Wolą być z tyłu, choć często są gotowi nieść pomoc. Dlatego warto wprost o nią poprosić, informować o swoich potrzebach, bo bliscy mogą się nie domyślić albo nie chcą być nadgorliwi. Dzwoniłam do przyjaciółki i prosiłam, żeby ugotowała mi zupę. Ugotowała. Prosiłam kolegę męża – zrób mi przegląd samochodu. Zrobił. Nie trzeba się bać poprosić o pomoc. I warto być trochę egoistą.

Co to znaczy?

Przychodziły momenty, że myślałam tylko o sobie, co ze mną będzie w razie najgorszego, o swoich samolubnych potrzebach odpoczynku, relaksu. I strasznie się za to nie lubiłam, sumienie mnie gryzło, że myślę o sobie, a nie o mężu. Poszłam do psycholożki spytać, jak przestać być egoistką. Odpowiedziała, że to bardzo dobry, zdrowy odruch myśleć o sobie i że tak człowiek jest skonstruowany, że ratuje siebie. Trzeba dbać o siebie, bo tylko samemu będąc w dobrej kondycji, można być oparciem dla chorego. Uratowała mnie joga. Czułam, że muszę robić coś z ciałem, a joga skupia, wycisza, uczy koncentracji i świadomości ciała i myśli.

Czy choroba zmienia coś w relacjach?

Zacieśniają się więzi. Człowiek dostaje dowód, że możemy na siebie liczyć, że jesteśmy siebie warci, lojalni. Wiem, że to niemodne, ale to chwila próby dla przysięgi, że będziemy razem na dobre i złe, w zdrowiu i chorobie, aż do śmierci.

Jak dzieci przeżywały chorobę ojca?

Gdy mąż chorował na raka, dzieci nie było w Krakowie. To dobrze. Maciek oczywiście wspierał nas, przyjeżdżał. Córka była wtedy w ciąży, trzeba było ją chronić, nie mówiliśmy jej wszystkiego.

Zwłaszcza że sama także wygrała walkę z nowotworem. Inaczej przeżywa się chorobę dziecka niż męża?

Choroba córki była dramatycznym doświadczeniem. Psychicznie to był dla nas najgorszy moment. Nic nie możesz zrobić. Walisz łbem w ścianę, wyjesz, boisz się. Nie masz siły. Strach i panika odcinają cię od świata. Koniec. Ja czułam się martwa. Bez czucia, bez wiedzy. W obłędzie. Chorobę odkryto przypadkiem. Nie chcę o tym mówić więcej, bo to prywatne życie córki i może mieć mi za złe.

Z pani mężem chorowała cała Polska. Czy osobie publicznej jest łatwiej w takich chwilach?

Trudniej, bo nie może liczyć na prywatność. Łatwiej, bo fala ciepłych słów, modlitw i życzeń zdrowia dodają sił. Już na początku choroby w szpitalu czekali paparazzi. Mąż się wściekł. Po namyśle postanowił, że pójdzie do dziennikarzy i wszystko im opowie, bo nie sposób się uchronić od zainteresowania, a żeby ograniczyć falę plotek i domysłów, lepiej samemu mówić i mieć jakąś kontrolę nad prawdą. I stał się naczelnym chorym kraju. Zaczął chorować jak papież.

A potem wydał książkę „Tak sobie myślę”.

To pamiętnik. Pisał go w czasie choroby. Chyba wyszedł z założenia, że może z tego nie wyjść i zaczął porządkować myśli. Warto taką autoterapię stosować, bo chyba w chorym jest potrzeba wylania z siebie przemyśleń. Moja mama, choć była w zaawansowanym stadium demencji starczej, także pisała pamiętnik, zapisywała modlitwy, sentencje. Z czasem coraz bardziej niezgrabnie, wielkimi kulfonami, kilka zdań zabierało jej pół dnia. Ale w ten sposób skupiała się na czymś innym niż na bólu.

Nie protestowała pani, gdy mąż szybko wrócił do pracy?

Teraz pracuje więcej niż dawniej. Buntowałam się, ale skoro daje mu to szczęście i satysfakcję, to jak można mu to odebrać? Na festiwalu filmowym we Włoszech spotkaliśmy pana Krzysztofa Zanussiego, który miał strasznie napięty plan – dwa loty samolotem w ciągu doby, następnego dnia kolejna daleka podróż. A przecież jest znacznie starszy od mojego męża. „Panie Krzysztofie” – spytałam – „Kiedy pan zwolni? Czas odpocząć”. Odpowiedział: „Póki proszą, trzeba po rękach całować”. g

© Wszelkie prawa zastrzeżone

Okładka tygodnika WPROST: 50/2018
Więcej możesz przeczytać w 50/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 50/2018 (1865)

  • Czy zaharujemy się na śmierć 9 gru 2018, 20:00 Ten temat pozostaje aktualny. Czasami poruszamy go ze znajomymi albo z rodziną, gdy podliczamy – lub robi to współmałżonek – ile czasu zostaje na prywatne sprawy. Czy pracujemy za dużo? Czy nasze życie wygląda tak, jak powinno?... 8
  • Niedyskrecje parlamentarne 9 gru 2018, 20:00 PREZYDENT ANDRZEJ DUDA ZAMKNĄŁ DRZWI PAŁACU PREZYDENCKIEGO PRZED PROF. WALDEMAREM PARUCHEM, pełnomocnikiem rządu do utworzenia Centrum Analiz Strategicznych. – Prezydent uznał, że pomysły i analizy profesora nie są najwyższych lotów... 12
  • Obraz tygodnia 9 gru 2018, 20:00 3,5 tys. zł Kosztuje egzemplarz najbardziej pożądanego kalendarza na świecie – Pirelli – na 2019 r. (w komplecie jest torba na ramię). W tej edycji, po akcji #MeToo, modelki raczej nie epatują nagością. 15 tys. zł alimentów na... 15
  • Info radar 9 gru 2018, 20:00 skaner 16
  • Jest s(poko), czyli dzień po imprezie 9 gru 2018, 20:00 WICEMARSZAŁEK SEJMU STANISŁAW TYSZKA Z KUKIZ’15 W UBIEGŁYM TYGODNIU UPORCZYWIE TYTUŁOWAŁ WSZYSTKICH POSŁÓW PO posłami z klubu „poko”. Chodzi oczywiście o najnowszą nazwę klubu Platformy Obywatelskiej, który nie wiadomo dlaczego... 17
  • Nikomu nie życzę, by mój scenariusz się sprawdził 9 gru 2018, 20:00 Rozmowa z Gabrielą Muskałą, autorką scenariusza i odtwórczynią głównej roli w filmie „Fuga” w reżyserii Agnieszki Smoczyńskiej. 18
  • Brexit czy nie brexit, oto jest pytanie 9 gru 2018, 20:00 KONIA Z RZĘDEM TEMU, KTO JEST W STANIE POŁAPAĆ SIĘ W ZAWIŁOŚCIACH NEGOCJACYJNYCH USTALEŃ MIĘDZY WIELKĄ BRYTANIĄ A UE. Jedyne, co wiemy już na pewno my i politycy na Wyspach, to fakt, że nie będzie brexitu w formie, jaką wyobrażali... 20
  • Nazwa a biografia. Co zrobić z pomnikiem prałata Jankowskiego? 9 gru 2018, 20:35 Jeszcze dziś, gdy biorę taksówkę, mówię czasem: „na Nowotki” lub „proszę skręcić w Świerczewskiego”. Nie dlatego, żebym miała szczególne zamiłowanie do biografii tych panów, lecz z powodu nawyków. Nazwa ulicy jest „nazwą”, elementem historycznego krajobrazu, a nie tylko jej... 22
  • Czy Kościół ma sygnalistów? Hierarchowie a sprawa ks. Henryka Jankowskiego 9 gru 2018, 20:36 Ten czy inny hierarcha mógłby zablokować uczczenie duchownego, którego życie stanie się, wcześniej czy później, źródłem zgorszenia, ale nie zablokował. Słyszę właśnie w radio, że CBŚ rozbił „groźną szajkę o międzynarodowych powiązaniach” i zastanawiam się, kiedy tego rodzaju... 22
  • Operacja Baklava, czyli niebezpieczne związki posła od Kukiza 9 gru 2018, 20:00 Poseł Kukiz’15, były oficer służb i wpływowy biznesmen z Bejrutu przez godzinę pije kawę z krwawym dyktatorem Syrii. W tle – sieć dziwnych spółek i kremlowska propaganda. „Wprost” ujawnia kulisy działalności posła Pawła Skuteckiego. 25
  • Pochwała ostrej gry 9 gru 2018, 20:00 Trudno nie żywić swoistego podziwu dla Donalda Trumpa. To znaczy może nie tyle dla samej figury prezydenta, który ze swoim zamiłowaniem do Twittera, ustawicznej przesady, złotych klamek i drobnych kłamstewek – zbyt często wygląda na figurę zgrywusa i fanfarona. Chodzi raczej o... 29
  • Rozrywany Trzaskowski 9 gru 2018, 20:00 Rafał Trzaskowski zderza się z armią urzędników Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz z partią, która chce mieć wpływ na kluczowe decyzje w urzędzie miasta. 30
  • Katowice mogą uratować świat 9 gru 2018, 20:00 Szczyt klimatyczny w Katowicach jest ważny dla całej ludzkości – mówi prof. Maciej Nowicki, ekolog, minister ochrony środowiska w rządach Jana Krzysztofa Bieleckiego i Donalda Tuska. 35
  • Uwierzyć w strach 9 gru 2018, 20:00 W budowaniu zwycięskiej marki kluczowa jest kwestia tego, co marketingowcy określają mianem reason to believe, czyli powodem do wiary. Kupujemy i przepłacamy krocie za produkty Apple, bo wierzymy, że kupujemy najbardziej innowacyjny i... 38
  • Kto wiedział o księdzu Jankowskim 9 gru 2018, 20:00 Żył jak gwiazda, jak bogacz. To wystarczyło, żeby reagować. Nie trzeba było czekać na twarde dowody pedofilii. Jednak Henryk Jankowski przez całe życie pozostawał jawnie bezkarny. 39
  • Modliłam się, płakałam, przeklinałam 9 gru 2018, 20:00 Nic innego się nie liczy, bo walczysz na śmierć i życie o człowieka, którego kochasz. Zrobisz wszystko, żeby nie odszedł – Barbara Stuhr opowiada o chorobie i powrocie do zdrowia swojego męża Jerzego Stuhra. 40
  • Rak i… co dalej? 9 gru 2018, 20:00 W Polsce co roku diagnozę „rak” słyszy ponad 140 tys. osób. Jeśli prognozy się sprawdzą, co czwarty z nas w swoim życiu zachoruje na nowotwór. Jak uporać się z diagnozą? 47
  • Nie mów: „Będzie dobrze” 9 gru 2018, 20:00 Dla chorego na raka najważniejsi są rodzina i przyjaciele – mówi Małgorzata Ciszewska Korona, psychoonkolog. 49
  • Co cię czeka za zakrętem 9 gru 2018, 20:00 Gdyby trzy lata temu ktoś mi powiedział, że będę grać w produkcji HBO, a moja twarz będzie na billboardach w całym kraju, spytałbym, co sobie dosypał do herbaty – mówi Kamil Nożyński, odtwórca głównej roli w serialu „Ślepnąc od świateł”. 50
  • Giganci polskiego rolnictwa 9 gru 2018, 20:00 Już po raz drugi „Wprost” publikuje Złotą 100 Polskiego Rolnictwa, która pokazuje, jak olbrzymi jest potencjał tej dziedziny naszej gospodarki. 54
  • Narodowa Wystawa Rolnicza 9 gru 2018, 20:00 Jesteśmy liczącym się graczem na światowym rynku żywności – powiedział minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski, otwierając Narodową Wystawę Rolniczą w Poznaniu. 62
  • „GoOut” – lepsze wyjście na miasto 9 gru 2018, 20:00 Ten upominek kryje w sobie aż 300 niespodzianek. Można z niego korzystać przez cały rok, a służy przede wszystkim temu, by spędzać miło czas w towarzystwie bliskich i znajomych. 64
  • Nie płać za swoje rachunki 9 gru 2018, 20:00 Platforma MAM daje możliwość niepłacenia za swoje podstawowe rachunki, ponieważ to ona za nie zapłaci – mówi Marcin Walaszczyk, współzałożyciel i dyrektor zarządzający platformy do obniżania rachunków MAM. 66
  • Bezsilność Macrona 9 gru 2018, 20:00 Protesty „żółtych kamizelek” poważnie osłabiły prezydenta Francji, tymczasem populiści, przed którymi miał bronić Europy, odnoszą kolejne sukcesy. Ostatnio do gry wszedł triumfalnie hiszpański Vox. 68
  • Jak USA dociskają Chiny 9 gru 2018, 20:00 Mimo ogłoszenia rozejmu w wojnie handlowej Ameryki z Chinami, wymiana ciosów trwa. By skłonić Pekin do ustępstw, Waszyngton doprowadził do aresztowania wiceprezeski koncernu Huawei. 72
  • Myślące maszyny są wśród nas 9 gru 2018, 20:00 W rozwój sztucznej inteligencji wkładane są dziś miliardy dolarów. I staje się ona coraz silniejsza, coraz bardziej wyręczając ludzi. Czy nami zawładnie? 74
  • Know How 9 gru 2018, 20:00 Podgrzewacze tytoniu i e-papierosy Naukowcy z British American Tobacco przebadali oddziaływanie na zęby pary pochodzącej z e-papierosów i technologii podgrzewającej tytoń do 240 st. C (o nazwie glo) oraz porównali je ze skutkami palenia... 77
  • Utrzymać chorobę w ryzach 9 gru 2018, 20:00 O leczeniu zaawansowanego raka piersi mówi dr n. med. Barbara Radecka z Opolskiego Centrum Onkologii. 78
  • Kiedy brakuje tchu 9 gru 2018, 20:00 POChP to nie tylko choroba palaczy. Przewlekła obturacyjna choroba płuc może dotyczyć każdego, kto jest narażony na zanieczyszczenie powietrza. 80
  • Jelitom na zdrowie 9 gru 2018, 20:00 Rak jelita grubego zbiera śmiertelne żniwo na całym świecie. A przecież można mu zapobiec. I nie jest to takie trudne. 82
  • Zero chemii, 100 proc. natury 9 gru 2018, 20:00 Marka Clochee to nie tylko kosmetyki naturalne, ale i cała filozofia ekologii – mówi Daria Prochenka, prezes i współzałożycielka firmy kosmetycznej Clochee. 84
  • Zwykła niezwykłość 9 gru 2018, 20:00 Kiedy w 1987 r. Haruki Murakami wydał powieść „Norwegian Wood”, młodzi Japończycy kupili 3,5 mln jej egzemplarzy, a starzy zgodnie uznali go za zdrajcę narodowej kultury i lidera popkulturowej „piątej kolumny”. 87
  • Liryczne, ale chropowate 9 gru 2018, 20:00 Wspólne kolędowanie wyzwala wspólną energię – mówi Jacek Cygan. Właśnie ukazała się jego nowa płyta – z kolędami. 90
  • Sierotki walczą ze smokami 9 gru 2018, 20:00 Agnieszka Smoczyńska łączy horror z musicalem, slapstick z komiksem, realizm z baśnią. Efekty tej mieszanki można oglądać w filmie, musicalu i serialu. 94
  • Wydarzenie 9 gru 2018, 20:00 Poniżenie i wściekłość Vedrana Rudan, „Miłość od ostatniego wejrzenia”, reż. Iwona Kempa, Teatr Dramatyczny w Warszawie Karolina Charkiewicz, Magdalena Czerwińska, Anna Gajewska, Małgorzata Niemirska, Agata Wątróbska. Rzadko... 97
  • Film 9 gru 2018, 20:00 Smuga cienia Michaela Douglasa Nasza łódź powoli tonie” – wzdycha grany przez Michaela Douglasa facet, a jego starszy kolega sprzeciwia się: „Twoja tonie powoli? Moja – jak »Titanic« sterczący dziobem w górę”. Twórcy serialu... 98
  • Muzyka 9 gru 2018, 20:00 Trójkąt polsko-niemiecki TWÓRCY TEATRALNI CORAZ CZĘŚCIEJ WRACAJĄ DO DZIEŁ OSADZONYCH w latach 30. Jedni traktują je jak przestrogę przed faszyzmem, ci bardziej radykalni – jak zwierciadło. U Kościelniaka zbierają się czarne chmury,... 99
  • Książka 9 gru 2018, 20:00 Święta na wesoło Terry Pratchett, „Sztuczna broda Świętego Mikołaja”, Rebis Zmarły w 2015 r. Terry Pratchett to przede wszystkim kreator i kronikarz Świata Dysku, opisywanego przez lata w żartobliwym cyklu fantasy, którym zdobył... 100
  • Kalejdoskop 9 gru 2018, 20:00 Kto ty jesteś? Większości Piotr Uklański kojarzy się pewnie z wystawą „Naziści” z 2000 r., która zakończyła się szarżą Daniela Olbrychskiego z szablą na eksponaty. Trochę to niesprawiedliwe dla tego wszechstronnego artysty,... 101
  • Kulturalna trzynastka 9 gru 2018, 20:00 Monika Mrozowska AKTORKA, AUTORKA KSIĄŻEK KULINARNYCH 102
  • Krajobraz po uczcie 9 gru 2018, 20:00 Los zmusił mnie do nabycia glukometru. Nie powiem, żeby to był mój zakup życia, ale mus jest mus, podwyższony cukier po 43. roku życia powinien być kontrolowany. Moje życie było tak słodkie, że zdecydowanie ponad poziomy wylatywało. Żegnajcie na dobre lody z bitą śmietaną,... 104
  • Zrób sobie… Giertycha 9 gru 2018, 20:00 Ja jestem Roman i PiS pokonam! – pan mecenas wraca do polityki. 106

ZKDP - Nakład kontrolowany