Po kilku latach jałowego czytania w myślach prezydentów Rosji czy Chin, przestaliśmy się nagle martwić tym, co zrobi Putin czy Xi Jinping. Królem niepewności został bowiem Donald Trump, koncentrując na sobie w pierwszych tygodniach 2026 roku całą uwagę świata. Po udanej i, co tu dużo mówić, widowiskowej demonstracji siły w Wenezueli, nie ma chyba liczącej się stolicy, w której nie rozważano by, do czego to jeszcze zdolne są obecnie Stany Zjednoczone.
Czytaj też:
Kto następny po Maduro? „Na dyktatorów padł blady strach”
Dylematy te dręczą nie tylko wrogów USA, ale także ich sojuszników, czego najlepszym dowodem jest autentyczna panika Europy, związana z roszczeniami Trumpa wobec duńskiej Grenlandii. Biały Dom te europejskie lęki umiejętnie podsyca, bawiąc się w jakiś sadystyczny sposób spekulacjami na temat rozpadu NATO, jaki miałby być oczywistą konsekwencją ewentualnego przejęcia kontroli nad Grenlandią.
Wszyscy wiemy, że jest to równie łatwe do przeprowadzenia jak porwanie wenezuelskiego prezydenta Nicolasa Maduro, od którego zaczęła się cała obecna awantura. Strategiczna niepewność, co do tego, co zrobi Donald Trump, stała się nową amerykańską wunderwaffe. Sądząc z tego, z jaką lubością używa jej sam prezydent i jego otoczenie, ta administracja wiele sobie po niej obiecuje.
Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
