Tak rośnie dziecięca armia Putina. „Wojsko nie pomija nawet noworodków”

Tak rośnie dziecięca armia Putina. „Wojsko nie pomija nawet noworodków”

Moskwa, 2016 r., impreza zorganizowana przez kanał Mama TV
Moskwa, 2016 r., impreza zorganizowana przez kanał Mama TV Źródło: Shutterstock
Za tydzień podczas oscarowej gali nominacja w kategorii Najlepszy Pełnometrażowy Film Dokumentalny dla filmu „Pan Nikt kontra Putin” ma szanse zamienić się w złotą statuetkę. Mocna historia opowiedziana oczami Pawła Talakina, który jest zarazem współreżyserem, aktorem i głównym bohaterem dokumentu, to obraz desperackiej walki z systemem indoktrynacji, który coraz śmielej panoszy się w rosyjskich szkołach, zawłaszczając dusze i umysły najmłodszych obywateli.

Indoktrynacja ta od wybuchu pełnoskalowej inwazji na Ukrainę coraz częściej przybiera charakter militarny. Jednak zjawisko militaryzacji życia młodzieży nie jest w Rosji niczym nowym. Już w 1918 roku, podczas wojny domowej, dzieci i nastolatków szkolono do walki jako rezerwę bojową Armii Czerwonej. Od 1939 roku wszystkie placówki prowadziły obowiązkowe szkolenie wstępne i przedpoborowe, szykując młodzież w wieku szkolnym na Wielką Wojnę Ojczyźnianą.

Gry wojenne

Wielka Wojna Ojczyźniana – jak Rosjanie nazywają swoją perspektywę II wojny światowej, liczoną od 1941 roku – jest w Rosji pojęciem wręcz mitycznym. Jako dowód niezwyciężonej potęgi ZSRR, stała się fundamentem rosyjskiej propagandy, a także współczesnego putinizmu.

Według kalkulacji Rosjan, trwała ona 1418 dni. To mniej niż trwa obecnie pełnoskalowa wojna w Ukrainie. Jednak liczba „1418” wciąż pozostaje dla Rosjan liczbą magiczną. Od niej wzięła swoją nazwę bijąca rekordy popularności w całej Rosji gra historyczna dla uczniów w wieku od 14 do 18 lat. Jak czytamy na oficjalnej stronie projektu, młodzi ludzie mogą dzięki niemu „zrozumieć, co to znaczy być zwycięzcą”, a także „stać się godnymi spadkobiercami wspaniałej historii Rosji”.

Inną grą, skoncentrowaną już nie na wiedzy, a na kulcie tężyzny fizycznej, była „Zarnica”. Ta dyscyplina sportowa, będąca de facto imitacją ćwiczeń wojskowych, szczególną popularność osiągnęła w latach 70. wśród radzieckich pionierów. Dzieci wcielają się w niej w ściśle określone role, np. dowódcy, snajpera czy oficera wywiadu. Choć jej powodzenie przygasło w czasach pierestrojki, wróciła w pełnej chwale za czasów Putina i do dziś jest nieodłącznym elementem paramilitarnych obozów dla młodzieży.

Te z kolei, powstały jako odpowiedź na pustkę w systemie, jaką zostawiło po sobie obowiązkowe szkolenie wojskowe – usunięte z podstawy programowej za Gorbaczowa. Oficjalnie funkcjonują pod nazwą „obozy rekreacyjno-sportowe” i zupełnym przypadkiem są hojnie dotowane przez Ministerstwo Obrony.

Udział w nich jest teoretycznie dobrowolny, jednak brak uczestnictwa może usprawiedliwić wyłącznie zwolnienie lekarskie. W razie uszczerbku na zdrowiu uczniowie i ich rodzice muszą zrzec się wszelkich roszczeń odszkodowawczych. Zgoda ta wymagana jest w formie pisemnej. O zgodę na takie zachowania jak przeszukanie osobiste czy konfiskata telefonu nastolatków ani ich opiekunów nikt nie pyta.

Obozy dla „mentalnych zwycięzców”

Artykuł został opublikowany w 9/2026 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.