Amerykańska polityka uwielbia spektakl. Wbrew pozorom Trump nie jest pierwszym politykiem, który doskonale rozumie tę zasadę. Andrew Jackson uwielbiał się pojedynkować, a jego agresywny styl komunikowania się przeszedł do historii. Franklin D. Roosevelt prowadził rozmowy przy kominku, czyli audycje radiowe, w których poufale tłumaczył obywatelom swoje decyzje polityczne. W epoce telewizji Kennedy czy Reagan do mistrzostwa opanował prowadzenie debat ze swoimi oponentami, rozumiejąc, że bardzo często forma wyprzedza treść. Prezydent Trump ze swoimi tweetami, przezwiskami politycznych oponentów, budową sali balowej i łuku triumfalnego jest kolejną odsłoną tego politycznego widowiska. I właśnie dziś dodaje do tego kolejną nowość – konwencję wyborczą przed wyborami połówkowymi.
W Dallas w Teksasie republikanie po raz pierwszy w historii USA zwołali konwencję wyborczą w środku cyklu wyborczego, czyli przed tzw. wyborami połówkowymi. Dotychczas te ogromne imprezy skupiające tysiące zwolenników i członków partii zarezerwowane były na ukoronowanie procesu nominowania kandydata na prezydenta i wiceprezydenta. Dziś nie ma dramatycznego głosowania ani walki o delegatów. Tym razem to polityczne show wyborcze ma na celu utrzymanie władzy.
Polityczna Lollapalooza
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
