Pojawienie się wizerunku Gibały za plecami Piątkowskiej może okazać się symboliczne. Ten krakowski radny, który już po raz czwarty startuje na prezydenta miasta, tym razem jest bezapelacyjnym faworytem wyścigu.
– Kraków stawia na Gibałę, bo on od lat jest związany z miastem, a Monika mieszka pod Warszawą, pracuje w stolicy a została kandydatką na prezydenta z łapanki – mówi nasz rozmówca. I dodaje, że jakiś czas temu krążył po Krakowie dowcip, żeby nie przechodzić obok siedziby KO w mieście, bo tam trwa łapanka na kandydata na prezydenta.
Arytmetyka wyborcza
Z prostego dodawania wynika, że Monika Piątkowska, która będzie walczyła w drugiej turze wyborów prezydenckich z Gibałą, nie ma szans na prezydenturę. Niespełna 30 proc. głosów, które sama zebrała w pierwszej turze wyborów, może uzupełnić ewentualnie głosami wyborców Darii Gosek-Popiołek z Nowej Lewicy. Ale tych jest niecałe 5 proc.
Być może przyciągnie część elektoratu Aleksandry Owcy z Partii Razem (7 proc.), choć raczej trudno sobie wyobrazić, żeby wyborcy lewicy antyrządowej rzucili się do urn, by wesprzeć kandydatkę Donalda Tuska. Ale nawet gdyby jakimś cudem tak się stało, to i tak będzie to za mało, żeby zwyciężyć. W sumie bowiem daje to raptem 42 proc. poparcia, a pozostałych, brakujących do bezwzględnej większości głosów kandydatka KO i PSL-u nie ma skąd wziąć.
Tymczasem Łukaszowi Gibale (36 proc. głosów w pierwszej turze wyborów prezydenckich) wystarczy przejąć elektorat Michała Drewnickiego, radnego PiS-u, który w przedterminowych wyborach w Krakowie zdobył 17 proc. głosów. I z nieoficjalnych informacji wynika, że Gibała może na te głosy liczyć. Ale nie tylko o liczby chodzi w tej krakowskiej układance.
Kardynalne błędy
Monika Piątkowska w kampanii popełniła – z punktu widzenia mieszkańców Krakowa – dwa błędy wizerunkowe. Po pierwsze: jej kandydatura na prezydenta tego miasta została zaprezentowana w Warszawie. Po drugie: podczas wieczoru wyborczego po pierwszej turze wyborów prezydenckich trzy razy dziękowała premierowi Donaldowi Tuskowi, raz rodzinie i raz współpracownikom.
– To była niesamowite, bo przecież ani Tusk, ani mąż, która mieszka pod Warszawą, na nią nie głosowali. To mieszkańcom miasta powinna dziękować. I ludzie o tym mówią w komunikacji miejskiej. Uważają też, że Piątkowska zaprezentowała się jako kandydatka stricte partyjna, podporządkowana Tuskowi chyba nawet bardziej, niż jej poprzednik Aleksander Miszalski – opowiada krakowski polityk i dodaje, że „Monika dla ludzi jest Miszalskim w spódnicy”.
Skradziony show
Trzeba przyznać, że szef rządu Piątkowską w kampanii wspierał, jak mógł. W Krakowie panuje jednak opinia, że wizyty Tuska wcale kandydatce nie pomogły, a być może nawet zaszkodziły. Premier obiecywał m.in. pieniądze na krakowskie metro. Tymczasem z różnych analiz wynika, że metro nie wywołuje żywszego bicia serca u mieszkańców, za to dług miasta już tak.
Aktualne cyfrowe wydanie tygodnika dostępne jest w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
