Sjesta Jana Rokity

Sjesta Jana Rokity

Jan Rokita opowiada o tym, ile naprawdę zajmuje mu komornik. Chętnie skorzysta z pomocy prawnej od prezesa PiS. Sprawiedliwości chce się domagać w Strasburgu.

Doskonale zorientowany we włoskiej komunikacji Jan Rokita precyzyjnie instruuje, do którego mam wsiąść pociągu. Z dworca Termini w Rzymie ruszam więc w kierunku Florencji. Jadę z duszą na ramieniu, bo rozmawialiśmy o wywiadzie wyłącznie przez e-maile, Rokita zazwyczaj nie używa komórki. W zasadzie nikt w Platformie za bardzo nie wie, co robi we Włoszech, gdzie mieszka, czym się zajmuje. Jest tylko ten e-mail. – Ostatnio czekałem kilka dni na zdawkową odpowiedź. On na pewno je czyta, ale odpisuje tylko czasami – rozkłada ręce jeden z jego byłych bliskich współpracowników. Po niespełna dwóch godzinach wysiadam na malutkiej stacji Fabro-Ficulle, pod średniowiecznym miasteczkiem papieskim. Jesteśmy umówieni na peronie. Widać ich z daleka. Oboje cali na biało. On w kaszkiecie, Nelli w letniej białej sukience i ażurowych rękawiczkach. – Nie wierzyłem, że pani na serio tu przyjedzie. Tylko dlatego się zresztą zgodziłem – rzuca Rokita na powitanie. Zanim usiądziemy na cappuccino w Tizian Café, Rokitowie opowiadają o swojej miłości do Italii i średniowiecznych perełkach Umbrii. Znają już ten region od podszewki – tam Monte San Biaggio, tam Montepulciano, a najpiękniejsze – Orvieto. Rokita od 2,5 roku uczy się włoskiego. Przed śmiercią chce przeczytać w oryginale Dantego. Przyjeżdżają tu od kilku lat na wakacje, pomieszkują u przyjaciół.

Podobno wyemigrowaliście już na stałe do Włoch.

Jan Rokita: Gdybym to ja miał egzekucję z Kornatowskiego, a nie Kornatowski ze mnie, to pewnie bym się tu z przyjemnością przeniósł. Staram się już od wielu lat po zakończeniu roku akademickiego przyjeżdżać na dłuższy czas. Pod wieloma względami życie tu nawet jest tańsze niż w Polsce. A ja mam do Włoch takie szczególne kulturowe, intelektualne, religijne i osobiste upodobanie. Lubię tu żyć, lubię tu pracować. Jak Bóg da dożyć sędziwego wieku, a prokurator Kornatowski mnie nie zlicytuje jednak do końca, na co żywię ostatnio pewną nadzieję, to chętnie na stare lata bym się tu przeniósł.

Czyli wróci pan stąd do kraju?

Na razie jestem przekonany o tym, że tak. Chciałbym żyć tak jak do tej pory, to znaczy uczyć studentów, pisać do gazet, pisać książki, a kilka letnich miesięcy spędzać we Włoszech. Jest taki pogański przesąd, że są podobno takie miejsca, gdzie bogowie są obecni bardziej i silniej niż gdzie indziej. I człowiek w tych miejscach jest bliżej tych bogów. Coś takiego odczuwam tutaj.

Włoska sjesta, upał, cisza. A w Polsce niezłe zamieszanie wokół Jana Rokity.

Odkąd kilka lat temu przestawiłem się na życie z komputerem, to stał się on moim fellow travellerem. Wiem, co się w Polsce dzieje.

I co pan sobie myśli? W ciągu kilku dni burza wokół pana – najpierw informacje, że komornik pana licytuje na 350 tysięcy, wielka zbiórka, wreszcie się okazuje, że nie ma żadnego komornika...

No jeszcze, że mnie skreślili z Platformy. W sprawie mojej osoby zapanował olbrzymi zamęt, po części jest on wynikiem natury współczesnych mediów, ale też przychodzi mi do głowy, że w całym tym zamęcie stałem się nagle przedmiotem jakiejś intrygi politycznej. Za dużo dziwnych rzeczy się dzieje, zdumiewających korelacji, zbiegów okoliczności. Tak sobie właśnie myślę.

Na czym ta intryga by miała polegać?

Nie będę snuł takich spekulacji. Ale są pewne fakty, na które mogę zwrócić uwagę. Po pierwsze, byłem zaskoczony jednoczesnym wyrzuceniem mnie z partii i interwencją komornika. Obie informacje nastąpiły deus ex machina. Składek nie płacę przecież od 2006 r. i nikt się o to nie upominał. A pierwszy proces z Kornatowskim, który jest w tej chwili przedmiotem egzekucji, skończył się w 2007 r. Przez kilka lat w tej sprawie nic się nie działo. Dlaczego teraz, nagle? Co się stało? Po drugie, byłem zaskoczony tym, że przy tej okazji pojawiły się oświadczenia polityków rządzących, nacechowane wyjątkową intensywnością niechęci. To mnie kompletnie zdumiało, ja przecież nie jestem uczestnikiem żadnego sporu politycznego, nie mam żadnego interesu politycznego. A spór, który toczę z Kornatowskim, jest pozapolityczny, o historię i o pieniądze, które chcą mi zabrać.

To po kolei. Ma pan komornika czy nie?

Tak, oczywiście.

Ile panu zabiera? Skąd się wzięło 350 tysięcy?

Nie mam pojęcia, skąd się wzięło, bo ja nigdy tej kwoty nie wymieniałem. Ale jakby zsumować wszystkie roszczenia Kornatowskiego, to ktoś to wyliczył z grubsza prawidłowo. Od kilku miesięcy komornik w imieniu pana Kornatowskiego zajmuje moją pensję nauczyciela akademickiego tytułem swoich kosztów z kolejnych procesów, które mi wytoczył. To jest kwota, która sięga około 20 tysięcy. Rzecz druga, która spowodowała moją panikę, to pismo z sądu Warszawa- -Wola. Otrzymałem je tuż przed wyjazdem do Włoch. Sąd poinformował mnie, że zajmuje mój majątek na kwotę 70 tysięcy plus koszty komornicze, to może sięgać około 100 tysięcy. Na tamte kwoty byłem zły, ale machnąłem ręką. Jednak ta kwota zaczęła być już dla mnie przerażająca.

To na razie mamy około 120 tysięcy, tak?

No i jest jeszcze punkt trzeci. Po tym, jak Kornatowski uzyskał wyrok na około 100 tysięcy, złożył kolejny pozew, o dodatkowe pieniądze. Argumentował, że moje oświadczenie z 2007 r. zrujnowało jego bujnie zapowiadającą się karierę. Nie wiem jaką – polityczną, prokuratorską. I za to domaga się kolejnych 100 tysięcy, ale z wieloletnimi odsetkami w tył. Te odsetki są wysokie i ja oceniam, że to roszczenie w sumie może wynieść około 250 tysięcy. Zatem łącznie to może być powyżej 300 tysięcy, z tym że niektóre z tych roszczeń zaczęły być egzekwowane od jakiegoś czasu, niektóre teraz, a niektóre są dopiero przedmiotem procesu, który trwa. Ale moja obawa jest tu oczywista, jako prawnik mam jasność, że skoro sąd orzekł tu, to tak samo orzeknie tam. Czy to jest jasne?

Chyba nie dla wszystkich... Izba komornicza oficjalnie twierdzi, że żaden komornik nie prowadzi żadnej egzekucji wobec pana.

To jest czysta nieprawda co do twardych faktów. I ludzie, którzy tę nieprawdę publicznie ogłosili, powinni być pociągnięci do dyscyplinarnej odpowiedzialności. Nie rozumiem, dlaczego kłamią. Kto im to kazał robić, dlaczego? Nie wiem.

Może komornicy nie wiedzieli o piśmie, które pan dostał z sądu? Bałagan?

Ktoś im musiał kazać, to nie jest możliwe, żeby sami to wymyślili. To musiałby być bałagan przekraczający rozmiary apokalipsy. Jestem skłonny przypuszczać, że rzecznik, który to mówił, wiedział, co robi, i kazano mu to zrobić. Dlaczego? Toczy się dziwna gra, a ja w tej grze czuję się nieprzyjemnie, jak dębowy liść unoszony dziwnym wiatrem. Wolałbym spokojnie wisieć na swoim drzewku.

Jak pana słucham na obczyźnie, to mi się przypomina taki obrazek z Ameryki. Siedzi były ważny polityk PO i mówi, że Polska to dziki kraj...

Drzewiecki. Ale ja trzymam jednak język za zębami. Nawet jak miałbym ochotę to powiedzieć, to tego nie powiedziałem i tego nie powiem. Przypadek Kornatowskiego jest bardzo dalekosiężną konsekwencją fundamentalnego błędu politycznego popełnionego przez nas wszystkich u początku wolnej Polski.

Ma pan na myśli brak rozliczeń?

To, że dzisiaj kwestionowana jest potwierdzona przez Sejm współodpowiedzialność, uwikłanie w kwestie zabójstw stanu wojennego czy lat 80....

To jednak różnica. Historia prokuratora Kornatowskiego dotyczy już 1986 r.

Tak, to właśnie jedna z moich win stwierdzona przez ten sąd. Ja powiedziałem, że to był „prokurator stanu wojennego”, a w 1986 r. stanu wojennego już nie było. To jest szczyt absurdu, bo w języku mojego środowiska i pokolenia lata 80. są właśnie historycznie nazywane latami stanu wojennego. Mój przypadek traktuję jako precedens, on jest pierwszy, ale za nim mogą pójść następne. To może być pewien przełom...

Prokurator Kornatowski poczuł się zniesławiony konkretnymi sformułowaniami, których pan wobec niego użył.

Część z nich wymyślił. Na przykład w pozwie Kornatowski chciał, żebym go przeprosił za określenie, że jest „mordercą stanu wojennego”. Sąd pierwszej instancji kazał mi nawet za to przeprosić, dopiero sąd apelacyjny usunął z wyroku ten fragment, bo ja nic takiego nie mówiłem. To pokazuje też mechanizm działania sądu pierwszej instancji, który przepisał fragmenty żądania pozwu do wyroku.

Po usłyszeniu wyroku w ostatniej instancji zastanawiał się pan, co zrobić? Dlaczego zdecydował pan nie przepraszać Kornatowskiego?

Szczerze mówiąc, ja nie podejmowałem żadnej decyzji w tej sprawie. Rzecz jasna traktowałem ten wyrok jako niesprawiedliwość wołającą o pomstę do nieba – nie tylko wobec mnie. To jest wyrok groźny dla państwa. W tej sprawie pieniądze nie są bez znaczenia, ale są kwestią drugą. Najważniejsze jest to, że nigdy się nie zgodzę na to, aby prokuratorzy komunistyczni, odpowiedzialni za nikczemności stanu wojennego byli dziś przepraszani przez ludzi ówczesnej opozycji. Musiałbym się wtedy zgodzić na jawne naigrawanie się ze sprawiedliwości. Poza tym te astronomiczne sumy, które trzeba by wyłożyć, czynią ten wyrok niewykonalnym. Filozofowie prawa od świętego Tomasza po współczesnych naturalistów typu Fullera głoszą, że wyroki nie obowiązują, jeśli są niewykonalne i niesprawiedliwe. Obie te przesłanki w tym wypadku zaszły. Gdyby to była kwestia 10 tysięcy, może bym ten wyrok wykonał, żeby nie mieć kłopotów, choć z głębokim absmakiem. Poza tym skoro przez sześć lat nic się nie działo, to uznałem, że sprawa jest skończona. Że on nie ma na tyle bezczelności, żeby się posunąć krok dalej. Pomyślałem sobie nawet, że facet ma jakieś poczucie umiaru. Dostał wyrok, ale dalej nie chce się posunąć. To był mój błąd. Co się teraz stało? Dlaczego złożył wniosek o wszczęcie postępowania egzekucyjnego?

Pan przytacza filozofów prawa, ale takie podejście brzmi jak stawianie się ponad prawem. Zawsze uchodził pan za osobę niezwykle przywiązaną do instytucji, praworządności.

To jest fundamentalny błąd w myśleniu. Ja zawsze uważałem, że kluczową kwestią w polityce jest budowa instytucji państwowych i wytwarzanie w ludziach szacunku do nich. Jeśli ktoś domaga się szacunku dla decyzji absurdalnych i niesprawiedliwych, to znaczy, że chce u ludzi wywołać przekonanie, że należy zrobić rewolucję. Sens autorytetu państwa polega na tym, że kiedy państwo czyni błędy, obywatel ma prawo sprzeciwu. Pokazuję tylko, że prawo do krytyki wyroku sądu jest podstawowym prawem obywatela. Sądy nie są świętością. Nie mówiąc o tym, że polskie sądy działają źle.

Koledzy postanowili się na pana wyrok zrzucić, od prawa do lewa. Jak pan na to zareagował?

W tej naprawdę dla mnie trudnej sytuacji, w której zacząłem się realnie zastanawiać, jak dalej żyć, jeśli na przykład przez dziesięć lat będą mi zabierane pobory, mam poczucie ogromnego długu wdzięczności wobec ludzi, którzy mi udzielili wsparcia. Moja skrzynka e-mailowa jest przepełniona w połowie żądaniami wywiadów, a w połowie wyrazami wsparcia typu: „Janku, trzymaj się, jakbyś potrzebował, to pomożemy”. Bez tego by się żyć nie dało. Rzecz jasna nie umieram z głodu, komornik nie zdążył mi jeszcze zabrać wszystkiego, więc uważam, że setki tysięcy ludzi w Polsce zasługują bardziej ode mnie na pomoc finansową. Póki mam co jeść, gdzie mieszkać, to za pomoc finansową serdeczne dzięki. Ale ja tę ideę zbiórki publicznej traktuję jako manifestację politycznego poparcia, i przyjmuję z radością i dziękuję za nią.

Ale gdyby przyszło co do czego, to przyjąłby pan te pieniądze tylko od niektórych czy od wszystkich? Od Leszka Millera na przykład?

Na pewno żadnych pieniędzy jako pomocy społecznej nie przyjmę, bo się do niej nie kwalifikuję. Ale jeśli politycy dla zamanifestowania swojej postawy politycznej, niezgody na taki wyrok, będą chcieli zrobić zbiórkę, żeby zapłacić tę egzekucję, jeśli ten wyrok nie zostanie cofnięty, to ja napiszę listy z podziękowaniami do wszystkich. Napiszę do Leszka Millera, Jarosława Kaczyńskiego, Marka Migalskiego, Jarosława Gowina, do wszystkich bez wyjątku.

Jarosław Kaczyński zaproponował panu też wsparcie prawne. Skorzysta pan?

Świetnie, fantastycznie. Właśnie szukam kogoś, bo jeśli nie będzie innego sposobu na usunięcie tego wyroku, to zastanawiam się nad wystąpieniem z zarzutem złamania przez polskie sądy wolności słowa do Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu. Rozglądam się nad wybitnym specjalistą w tej dziedzinie, który byłby mi w stanie pomóc. Jeśli dowolne stowarzyszenie, partia, związek wyznaniowy zechce mi kogoś takiego polecić, to przyjmę to z wielką radością.

Przy okazji ujawnili się pana „polityczni synowie”, Ireneusz Raś na przykład.

(śmiech) No właśnie mnie wyrzucił z Platformy! Choć oczywiście zrobił to na polecenie, takie decyzje są w PO podejmowane na szczeblu centralnym. Nie mam żalu do niego.

A dlaczego pan sam nie wyszedł z PO przez lata?

Może powinienem był to zrobić, ale po swoim odejściu z polityki nie chciałem swoim zachowaniem tworzyć takich sytuacji, które by sugerowały, że chcę dokonywać jakichś aktów o znaczeniu politycznym. Było jasne, że jak wystąpię z PO, to musiałbym odpowiedzieć na tysiąc pytań pod hasłem, jaka Platforma jest podła, nikczemna itd. A ja nie chciałem brać w tym udziału, więc po co.

Pan uważa, że moment wyrzucenia pana z Platformy jest nieprzypadkowy. Ale PO odpowiada, że właśnie zrobiła audyt i to jest efekt weryfikacji członków.

Niech mi pani takich rzeczy nie opowiada. Audyt członków PO przeprowadzała już parę razy po 2007 r. Na przykład przy okazji głosowania w prawyborach na kandydata na prezydenta. Dostałem wtedy zaproszenie, nikt mnie nie wykreślał, nikomu to nie przeszkadzało. To jest argumentacja z gatunku wykrętów. Jak polityk mówi, że coś wynika z audytu, to znaczy, że nie chce powiedzieć prawdy.

Jeszcze kilka tygodni temu Grzegorz Schetyna w rozmowie z „Wprost” zachęcał pana do powrotu, zapraszał na spotkanie. Powiedział nawet, że PO powinna wrócić do korzeni i pana programu przebudowy państwa z 2005 r. Rozmawiał z panem?

Obawiam się, że takie deklaracje są uwikłane w przedwyborczą kampanię w PO. Skoro Tusk się mnie pozbył, to Schetyna ma teraz przedwyborczą motywację, żeby powiedzieć o mnie parę ciepłych zdań. Ja bym wolał, żeby to nie miało tego kontekstu. Choć oczywiście podzielam opinię, że Polska powinna wrócić do wielu elementów programu z 2005 r. Przez ostatnie sześć lat nie były reformowane instytucje. A jak się ich nie odbudowuje, to one się z natury sypią. Są jak te włoskie katedry – gdyby nie były ciągle remontowane, toby się rozsypały. Tyle że obecny premier nigdy nie przywiązywał wagi do instytucji.

W podobnym tonie mówi Jarosław Gowin, napisał list do członków PO.

No, ja nie kryję, że jestem gowinistą.

Albo może Gowin jest rokicistą, patrząc chronologicznie. W każdym razie Gowin stwierdził, że pan uważa, iż skreślenie teraz z listy PO jest związane właśnie z aktywnością Gowina .

Nie zdziwiłoby mnie, gdyby ten audyt służył na przykład do tego, żeby pobyć się jego zwolenników z partii.

Co mu pan doradził w sprawie kandydowania na szefa PO?

Nie jestem doradcą Gowina, a już na pewno nie doradcą publicznym.

A jako obserwator sceny politycznej uważa pan, że powinien stanąć do walki o przywództwo z Tuskiem?

To jest to samo pytanie, a ja na nie po prostu świadomie nie chcę odpowiedzieć. Każda moja deklaracja stawiałaby go w konieczności odniesienia się do mojej opinii, a ja nie chcę, żeby musiał to robić. Nie zamierzam mu komplikować życia, ja bym mu w nim róże rozłożył.

Gdyby doszło do koalicji PO z SLD, to co się stanie z konserwatystami Platformy?

To jest bardzo poważny problem. W moim przekonaniu Donald Tusk, który sprawuje przywództwo z upodobaniami do tyranii, raczej nie ma innego wyjścia, jak usunąć przed wyborami z list wyborczych co bardziej gorliwych przeciwników koalicji z SLD. Tusk sobie nie pozwoli na to, żeby ktoś mu robił rozłam po wyborach, co by oznaczało, że żywot tych osób w PO jest krótki.

Będą na to czekać czy wyjdą sami wcześniej?

Można założyć, że Tusk będzie wyczekiwał do ostatniej chwili i się do nich uśmiechał. Najbardziej życzliwie – dzień przed egzekucją.

A Schetyna co zrobi?

Na razie wygląda na to, że do momentu formalnego rozstrzygnięcia przywództwa w partii będą prowadzić dość ostrą kampanię przeciwko sobie. Jeśli Tusk kompletnie zdeklasuje Schetynę w wyborach, to może się okazać, że i jego dni są policzone w PO.

Wróćmy do Jana Rokity. Dlaczego pan budzi tak silne narodowe emocje, skrajne zresztą?

Ja budzę narodowe emocje? Jeśli tak, to pani mi schlebia, bo zdolność budzenia społecznych emocji jest absolutną podstawą jakiejkolwiek roli w życiu publicznym. Ja jednak z wpływania na życie publiczne zrezygnowałem. Zawsze byłem dość wyrazisty, prostoduszny, jednoznaczny, wyrażałem wiele sądów pod prąd politycznej poprawności... Trochę na zasadzie enfant terrible. Taką mam naturę. Ale cała ta historia rozpętała znacznie większe zamieszanie, niż mogłem przypuszczać. A to, że pani postanowiła tu przyjechać, jest tego częścią.

W historii z komornikiem najpierw był festiwal współczucia, na końcu ostra krytyka i kpiny.

Bez znaczenia.

Przywoływana jest historia z Lufthansą... Swoją drogą, jak ona się zakończyła?

Rozeszła się po kościach, Niemcy byli rozsądni i nie kontynuowali sprawy w żaden sposób.

Mówiąc o zmowie, przestawieniu wajchy, poszedł pan chyba trochę za daleko. O tym, że zostaje pan skazany na wykluczenie społeczne.

Nie, nie poszedłem za daleko. Przekręcenie wajchy to jest cytat z premiera, w moim wykonaniu pastisz. To Donald Tusk, pytany o natłok zdarzeń w jakiejś sprawie, stwierdził, że ktoś przekręcił wajchę. To jest taki cytat, że nie mogłem go nie wykorzystać w takiej sytuacji. A o wykluczeniu mogę powiedzieć znowu to samo. Jeżeli roszczenia Kornatowskiego zostałyby ostatecznie wykonane, to w mojej sytuacji wykluczenie społeczne jest rzeczywistością. To znaczy, żeby dalej żyć, musiałbym mieć pracę na czarno w Polsce, niedostępną dla komornika. Ja nie ukrywam, że się absolutnie przeraziłem. Z tym nie ma żartów.

Żartować pan przecież lubi. Nawet ma pan swoją ulubioną anegdotę o rabinie w Wiedniu. Przyszła panu ostatnio do głowy?

No tak, przyszła. Słynne słowa rabina w Wiedniu po anszlusie, do kahału, który rabin zwołał po wejściu do Wiednia: sytuacja jest taka, panowie, że możemy sobie już tylko pożartować. Bogu dzięki, oceniam, że moja sytuacja jeszcze nie jest taka. Ale jeśli państwo polskie, ludzie dobrej woli, prawnicy i ja sam nie znajdziemy sposobu na zablokowanie tej egzekucji, to ta sytuacja taka się stanie. Będę już sobie mógł tylko pożartować. ■

Okładka tygodnika WPROST: 25/2013
Więcej możesz przeczytać w 25/2013 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 25/2013 (1582)

  • Pedofile z wyższych sfer 16 cze 2013, 20:00 Wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre zwierzęta są równiejsze od innych – słynna maksyma z „Folwarku zwierzęcego” Orwella obowiązuje do dziś. Zasady, na których opierało się państwo totalitarne, mają... 4
  • Ministrowi Sienkiewiczowi przypominam 16 cze 2013, 20:00 Amerykańskim służbom specjalnym najwyraźniej spodobała się północno- -wschodnia Polska. Od lat głośno jest o „czarnej dziurze CIA” w ośrodku polskiego wywiadu w Kiejkutach na Mazurach. Okazuje się, że Amerykanie mają w... 4
  • Gronkiewicz-Waltz pozwala grabić szkoły 16 cze 2013, 20:00 Władze stolicy pod okiem Hanny Gronkiewicz-Waltz dopuszczają się aktu barbarzyństwa na warszawskiej oświacie. Zamiast wspierać i chronić szkoły, lekką ręką oddaje w ramach roszczeń reprywatyzacyjnych działki należące do placówek... 6
  • Cam Media zastraszała „Wprost” 16 cze 2013, 20:00 Rada Etyki Mediów uznała, że zarzuty firmy Cam Media stawiane dziennikarzom i wydawcy „Wprost” są „gołosłowne, absurdalne i podważają sens dziennikarstwa interwencyjnego w istotnych dla społeczeństwa sprawach”.... 6
  • Najczęściej cytowane tygodniki w Polsce 16 cze 2013, 20:00 Top 7 : 1. „Wprost” 149 Na nasz tygodnik inne media powoływały się w maju 149 razy. Głównie za sprawą ujawnionej przez „Wprost” afery zegarkowej („Nowak - złote dziecko Tuska”, nr 17-18). Sprawa ministra... 6
  • Skaner 16 cze 2013, 20:00 Jej wysokość feministka Saudyjska księżna Ameera bint Aidan bin Nayef Al- -Taweel odwiedziła Polskę. Była gościem honorowym 5. Światowego Kongresu Kobiet. W Warszawie mówiła o perspektywach równouprawnienia kobiet w Arabii Saudyjskiej.... 8
  • Jaki tam pedofil 16 cze 2013, 20:00 Skazany za pedofilię Wojciech Krolopp ma do odsiedzenia jeszcze dwa lata, ale jest na to zbyt chory. Cieszy się więc wolnością. 12
  • Chór, AIDS i pedofilskie wideo 16 cze 2013, 20:00 Parę dni przed aresztowaniem przekonywał rodziców, że jest „do absurdu uczulony na sprawy pedofilskie”. 16
  • Sjesta Jana Rokity 16 cze 2013, 20:00 Jan Rokita opowiada o tym, ile naprawdę zajmuje mu komornik. Chętnie skorzysta z pomocy prawnej od prezesa PiS. Sprawiedliwości chce się domagać w Strasburgu. 18
  • Wielki Brat słucha z Warmii 16 cze 2013, 20:00 Za zgodą polskiego wywiadu Amerykanie wybudowali na Warmii instalacje nasłuchowe. 26
  • Bitwa warszawska 16 cze 2013, 20:00 Prof. Piotr Gliński, Małgorzata Kidawa-Błońska, Mirosława Kątna. Ruszyła giełda potencjalnych następców Hanny Gronkiewicz-Waltz. 28
  • Sprzątanie po brukselsku 16 cze 2013, 20:00 Od 1 lipca Polska ma sprzątać śmieci według nowych zasad. Przy utylizacji gór odpadów lokalne samorządy mogą liczyć na unijne wsparcie. 30
  • Kwaśniewskiemu życzę jak najlepiej 16 cze 2013, 20:00 Nie zamienimy się w partię - zapewnia premier w gabinecie cieni Kongresu Kobiet Danuta Hübner. 32
  • Dr Jekyll i Mr Hyde 16 cze 2013, 20:00 – Liberalne media traktują rozmowy z nami jak wyprawę do innego świata – mówi Małgorzata Terlikowska, żona najbardziej konserwatywnego publicysty. 36
  • Ballada o lekkim zabarwieniu tragicznym 16 cze 2013, 20:00 To właśnie Cezary Mończyk uświadomił Polakom, że seksbiznes ma się dobrze również w Polsce B i Polsce C. 40
  • Chory jak Polak 16 cze 2013, 20:00 Umiera szybciej niż Europejczyk, dziur w zębach ma więcej niż Wietnamczyk i nie przejmuje się rakiem. Przedstawiamy raport zdrowia przeciętnego Polaka. 44
  • Grzech główny: obżarstwo 16 cze 2013, 20:00 Z nadwagą boryka się 47 proc. Polaków. Tylko połowa z nich decyduje się na zmianę stylu życia. Zwykle dopiero gdy usłyszą diagnozę: cukrzyca, miażdżyca, wieńcówka. 47
  • Co się zdarzyło w Nangar Khel 16 cze 2013, 20:00 Prokuratura chce z nas zrobić morderców – mówią żołnierze, którzy w 2007 r. walczyli w Afganistanie. 50
  • A potem żyli długo i szczęśliwie 16 cze 2013, 20:00 Co najmniej 100 tys. zł wydają na ślub Polacy z klasy średniej. Suknia od znanego projektanta, setki motyli wypuszczanych pod kościołem i wesele w plenerze. 52
  • Awantura o klapsy 16 cze 2013, 20:00 Na taczkach wywieziemy tę babę! Na gnój! – ostrzegają rodziny dzieci, które w małej małopolskiej szkole były karane cieleśnie za brak cyrkla, a nawet za uśmiech. 56
  • Śmierć maturzystki 16 cze 2013, 20:00 Troje lekarzy nie zauważyło, że życie 18-letniej dziewczyny jest zagrożone. Żaden jej nie skierował do neurologa. Zostali ukarani upomnieniem. 58
  • Pan od starych filmów 16 cze 2013, 20:00 – Krwawy Maciuś nie znosił Toli Mankiewiczówny – wspomina Stanisław Janicki, który przez 32 lata prowadził telewizyjny program „W starym kinie”. 62
  • Państwo ściśle tajne 16 cze 2013, 20:00 Edward Snowden dołącza do ściganych przez rząd USA donosicieli. Ameryka nigdy tak zapalczywie nie walczyła z tymi, którzy wyciągają na światło dzienne jej tajemnice. 64
  • Zabici dla organów 16 cze 2013, 20:00 Ciał nie ma. Grobów też nie. Świadkowie zamilkli – niektórzy na zawsze. Jeden z najbardziej makabrycznych epizodów wojny w Kosowie pozostaje niewyjaśniony. 68
  • Złote metry kwadratowe 16 cze 2013, 20:00 Leśna samotnia za 100 mln, odtworzony jak w czasach świetności pałac albo apartament w chmurach. Jak mieszkają najbogatsi ludzie w Polsce. 70
  • M szyte na miarę 16 cze 2013, 20:00 Gosia Baczyńska o tym, jak homo sapiens z miasta może sobie uwić gniazdko na 40. piętrze szklanej wieży. 80
  • Wiatraki bez kasy 16 cze 2013, 20:00 Miały być rządowe wsparcie, milionowe dotacje i nowa ustawa. Wiatraki w całej Polsce się kręcą, ale rząd do tego interesu dopłacać już nie chce. 82
  • Świat zaleje, Polska wyschnie 16 cze 2013, 20:00 Powodzie w tym stuleciu będą częstsze niż sto lat temu. W tym czasie Polska będzie się zmieniała w step. Letnie powodzie i podtopienia na to nie wpłyną. 84
  • Człowiek demolka 16 cze 2013, 20:00 Tadeusz Słobodzianek dostał od losu i ludzi talent oraz trzy teatry. Robi w nich rewolucję i wywraca do góry nogami dawny porządek. Z jakim efektem? 86
  • Wielki Paul w Warszawie 16 cze 2013, 20:00 Pół wieku zabrało Paulowi McCartneyowi dotarcie do Polski. Eksbitels opowiada nam, jak to jest być facetem, który napisał te wszystkie fantastyczne piosenki. 89
  • Najdroższe plamy świata 16 cze 2013, 20:00 Czy za kilka kolorowych pasów można zapłacić grube miliony dolarów? Tylko w przypadku Marka Rothki – najdroższego współczesnego malarza. 90
  • Szukając właściwych drzwi 16 cze 2013, 20:00 Nie lubią schematów ani etykietek. Czują się źle w show-biznesie i gardzą polityką. Mimo to sprzedają miliony płyt. Portishead wraca do Polski. 92
  • Przed zmrokiem 16 cze 2013, 20:00 W „Przed wschodem słońca” z 1995 r. spotkali się w pociągu, później – w „Przed zachodem słońca” w Paryżu. Teraz Ethan Hawke i Julie Delpy wracają w „Przed północą”. 94
  • Film 16 cze 2013, 20:00 Nie ptak, nie samolot Remanent superbohaterów trwa. Po Zielonej Latarni, Spidermanie czy Iron Manie na wielki ekran jako „Człowiek ze stali” wraca Superman. I znów odżywa odwieczny pojedynek między odkurzonym przez Christophera... 96
  • Muzyka 16 cze 2013, 20:00 Szczęśliwa trzynastka Tego typu powroty po latach nie mają prawa się udać. A jednak ten album to triumf starych mistrzów. Świadomość ostatniej szansy i zapewne pożegnania z metalowym światem, który współtworzyli przed laty, okazała... 97
  • Książka 16 cze 2013, 20:00 Wojny dziecięce Ponieważ wychowałem się w PRL, miałem, jak każde dziecko wówczas, dodatkową parę rodziców: mamusię Partię i tatusia I Sekretarza. Po latach dochodzę do wniosku, że dorastałem w szczęśliwej, choć ubogiej epoce.... 97
  • Bomba tygodnia 16 cze 2013, 20:00 Chamstwo w pierwszym rzędzie Celebrytom pali się grunt pod nogami. Idą na pokaz mody, szarogęszą się jak Elżbieta II albo mazowiecka Anna Wintour, a potem blogerzy to opisują jako chamstwo. Ale od początku. Na blogu Pusto24.pl Natalia... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany