Tańczący z Szekspirem

Tańczący z Szekspirem

Dodano:   /  Zmieniono: 
Prawdziwą sztuką jest zrobienie dobrej komercji
Gdyby twórcy filmu "Nigdy w życiu" według powieści Katarzyny Grocholi posłuchali rodzimych krytyków, potępiliby swoje dzieło. Przeprosiliby też widzów, że zechcieli przyjść do kin. W Polsce mamy ogromny popyt na dobrą rozrywkę i wielką niechęć dużej części twórców do jej robienia. Twórcy ci uważają, że godnie jest tworzyć tylko nudne i przegadane gnioty. Tymczasem nie o godność tu chodzi, lecz o warsztatową sprawność, której większość twórców nie ma. Chodzi też o szacunek do widza, czyli tworzenie tego, na co on chce chodzić, bo od tego zależy byt artystów. Taka jest właśnie istota komercji, czyli sztuki, która jest nastawiona na konsumenta. Najszybciej tę oczywistość zrozumieli twórcy teatru muzycznego.

Produkcja eksportowa
Stołeczna Roma, Teatr Rozrywki w Chorzowie, Teatr Muzyczny w Gdyni, warszawskie Buffo świetnie sobie radzą na wolnym rynku. Coraz częściej także za granicą. Zespół Teatru Muzycznego w Gdyni zagrał już ponad 500 przedstawień dla ponad 375 tys. widzów za granicą - w języku niemieckim i angielskim, w mieszanych obsadach polsko-niemiecko-amerykańskch. Zespół Macieja Korwina od 1997 r. regularnie wyjeżdża na tournée po Europie: występował już w Holandii, Belgii, Niemczech, Austrii, Szwajcarii, Liechtensteinie, Luksemburgu i we Włoszech.
Tuż po premierze bardzo widowiskowego "Opentańca" (producentem był Marcin Perzyna) gdyńska scena muzyczna ma w swoim repertuarze kolejny zrealizowany z wielkim rozmachem spektakl. "Dracula" to pierwszy oryginalny czeski musical stworzony dziesięć lat temu przez Karela Svobodę i Zdenka Borov-ca. Dotychczas przedstawienie zobaczyło prawie trzy miliony widzów na świecie. Nową inscenizację przygotowano w dwóch wersjach językowych - polskiej i niemieckiej. Będzie ona pokazywana na zmianę w Gdyni i Bazylei. Do widowiska zaangażowano 50 artystów wybranych w kilkunastu castingach. Jeden casting zorganizowano specjalnie dla szczurów, które też mają swoje pięć minut w trzyaktowym spektaklu. Ruchome dekoracje są tak ogromne, że zmieściłyby się jeszcze tylko w Teatrze Wielkim w Warszawie. Spektakl jest znacznie lepszy od czeskiego oryginału: przede wszystkim unowocześniono muzykę i zadbano o spójność akcji.

Musical jak mecz NBA
Korzenie europejskiego musicalu tkwią w międzywojennych kabaretach czy "Operze za trzy grosze" Bertolta Brechta i Kurta Weilla. Amerykańskie musicale korzystały z kolei z burleski, cyrkowych widowisk, qua-si-murzyńskich minstrel show oraz wodewilów. Zamiast arii są w nich piosenki, taneczny rytm, a książęta, hrabiny i baronowie zostali zastąpieni przez współczesnych bohaterów. Liczne triki i wyrafinowane techniki sceniczne przyciągają do teatrów muzycznych tłumy. Bo musical to przede wszystkim lekka, łatwa i przyjemna rozrywka.
Musical zaczął święcić triumfy w pierwszej połowie XX wieku. Muzyczny Broadway przyciągał tak wybitnych pisarzy jak Truman Capote i takiej klasy kompozytorów, jak: Leonard Bernstein, Cole Porter, Kurt Weill, Irving Berlin czy George Gershwin. Tematy brano z Szekspira ("Kiss me, Kate" według "Poskromienia złośnicy" czy "West Side Story" na motywach "Romea i Julii"), z George'a Bernarda Shawa ("My Fair Lady" według "Pigmaliona") czy Charlesa Dickensa ("Oliver").
Pod koniec lat 60. musical ewoluował w stronę rock-opery. Czasy hippisów i wolnej miłości przyniosły niebywały sukces takich produkcji, jak "Hair" i "Jesus Christ Superstar". W USA i Wielkiej Brytanii musicale wciąż są ważnym elementem kultury popularnej - te najsłynniejsze nie schodzą z afisza przez kilka lat. O obliczu teatralnego Londynu decydują właśnie musicale. Najnowszym przebojem jest "Tonight's The Night" Bena Eltona z piosenkami Roda Stewarta (w Victoria Palace). Atrakcją przedstawienia jest śpiewająca modelka Penny Lancaster, prywatnie narzeczona Roda Stewarta. "Tonight's The Night" raczej nie ma szans pobić musicalu "We Will Rock You" z przebojami zmarłego na AIDS lidera grupy Queen Frediego Mercury'ego. Taką szansę mają natomiast musicale "Chicago" oraz "Pułapka na myszy" według Agaty Christie. Przebój obecnego sezonu "Jerry Springer - the Opera" gromadzi pełne sale, tyle że co rusz zmienia scenę, na której jest pokazywany. Zdobycie biletu na dobry musical to taki sam problem jak kupienie kart wstępu na finałowe mecze koszykarskiej ligi NBA.

Nieustraszeni pogromcy wampirów
Wojciech Kępczyński, dyrektor stołecznej Romy, ma prosty patent na sukces musicalu: dobry temat, wiele wzruszeń, doskonała muzyka i sprawni wykonawcy. Dzięki temu Roma od lat ma 95-procentową frekwencję. Kępczyński zapowiada wystawienie we wrześniu 2005 r. "Nieustraszonych pogromców wampirów" w reżyserii Romana Polańskiego. Spektakl ten od kilku lat triumfuje w Europie. Kępczyński myśli też o nowej wersji "Akademii Pana Kleksa" według Brzechwy. Obecnie w Romie króluje musical "Miss Saigon" z piosenkarką Natalią Kukulską w roli głównej.
Bezsprzecznie największą gwiazdą polskiego musicalu jest Janusz Józefowicz. Ostatnio więcej wystawia za granicą niż w Polsce. Za moskiewską wersję "Metra" otrzymał Złotą Maskę (najbardziej prestiżową rosyjską nagrodę w branży). Józefowicz korzysta z tego, że producenci w Rosji zauważyli, iż na musicalach można zarobić miliony dolarów. W Polsce Józefowicz zamierza niebawem wystawić (na warszawskim Torwarze) "Romea i Julię". Potem chce grać ten spektakl w halach sportowych w całym kraju (ze względu na rozmach widowiska).
Kępczyński czy Józefowicz dowodzą, że dobra sztuka popularna jest chodliwym towarem.

Więcej możesz przeczytać w 20/2004 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 20/2004 (1120)