Wróg numer 1

Wróg numer 1

Stosunki między Warszawą i Moskwą w najbliższych latach się nie poprawią
Wizyta premiera Donalda Tuska w Moskwie nie mogła doprowadzić do przełomu w polsko-rosyjskich stosunkach. Za rzeczywistą poprawę musielibyśmy bowiem zapłacić rezygnacją z naszych podstawowych interesów narodowych. Zdrowy rozsądek
Fiodor Tiutczew, XIX-wieczny rosyjski poeta, twierdził, że Rosji nie sposób pojąć rozumem. Ta myśl została przyjęta przez rusoznawców niczym prawda objawiona. W rzeczywistości zrozumienie Rosji nie jest wcale trudniejsze niż zrozumienie Francji, Niemiec, Włoch czy innego kraju. Pod jednym wszakże warunkiem: konsekwentnego stosowania wobec niej kryterium zdrowego rozsądku. Trzeba więc nazywać rzeczy po imieniu i nie zważać na kunsztowne ideologie, jakich sami Rosjanie używają do ich opisu. Metodę tę w mistrzowski sposób zastosował Joseph Conrad w swojej powieści „W oczach Zachodu".
Dziś zdrowy rozsądek podpowiada, że w najbliższych latach nie należy oczekiwać zasadniczej poprawy relacji między Warszawą a Moskwą. Aby się o tym przekonać, wystarczy odpowiedzieć sobie na pytanie, jaką cenę przyszłoby za nią zapłacić.

Rosyjskie warunki
Na początek Warszawa musiałaby dokonać fundamentalnej rewizji polityki wschodniej, a więc zaprzestać aktywnego wspierania niezawisłości Kijowa oraz wciągania go w orbitę wpływów Zachodu. Dla Polski jest to jeden z priorytetów, ponieważ prozachodnia Ukraina może się stać państwem buforowym, które oddzieli nas od Rosji. Moskwa jednak sprzeciwia się temu, bo dla niej uzależnienie Kijowa od Rosji jest warunkiem sine qua non skuteczności restytucji imperium.
Polska winna też przyjąć warunki rosyjskiej polityki energetycznej, a więc zaakceptować gazowy pakt Moskwa – Berlin i całkowite uzależnienie od rosyjskich dostaw. Musiałaby również wesprzeć starania takich spółek jak Gazprom, dążących do opanowania rynku przesyłu gazu i handlu nim w Europie Zachodniej. Surowce energetyczne to dziś jedyny mocny argument mocarstwowy, jaki pozostał w ręku Rosjan. I z tego właśnie powodu Moskwa nie zrezygnuje z jego używania. Warszawa nie może na to przystać, ponieważ oznaczałoby to zgodę na strategiczne uzależnienie. Dlatego stara się aktywnie przeciwstawiać rosyjskim zakusom. W 2007 r. udało się nam nawet zbudować energetyczny sojusz regionalny i zorganizować pod egidą prezydenta RP dwa spotkania na najwyższym szczeblu (Kraków i Wilno).
Wreszcie, Warszawa powinna zrezygnować z instalacji na swym terytorium tarczy antyrakietowej. Dla Polski tarcza stanowi znaczne podwyższenie bezpieczeństwa. Natomiast dla Rosji amerykańska baza w sercu Europy Środkowej wyklucza możliwość realizacji doktryny „bliskiej zagranicy".

Gorsi od Hitlera
Polskę i Rosję dzieli sprzeczność interesów strategicznych. Warunkiem rzeczywistego zbliżenia mogłoby więc być tylko istotne ustępstwo jednego z partnerów. Na pewno nie uczyni tego Moskwa. Działa ona zawsze według zasady: silny słabemu nie ustępuje. Takie ustępstwo oznaczałoby rezygnację z realizacji idei imperialnej, która dla Kremla jest jedyną sensowną, bo społecznie akceptowalną, legitymacją jego władzy. Powiedzmy zatem bez ogródek – Moskwa czeka na ustępstwa Warszawy. A na to z kolei nie może się zgodzić żaden polski rząd.
Kompromis i zbliżenie z Rosją są nieprawdopodobne również z powodów natury historycznej. W tradycji państwowości moskiewskiej zakodowane jest przekonanie o Polsce jako o wrogu numer jeden. I to do dziś. Metropolita Cyryl, jedna z najważniejszych postaci w rosyjskim Kościele prawosławnym, w wywiadzie telewizyjnym z okazji święta narodowego Rosji, czyli „wygnania Polaków z Kremla", otwarcie stwierdził, że Polacy w XVII wieku stanowili większe zagrożenie dla Rosji aniżeli później Hitler. Kto w to nie wierzy, winien przeczytać dostępną po polsku książkę Lwa Gumilowa „Od Rusi do Rosji" – z tym zastrzeżeniem, że według tego autora, Polacy są dla Rosjan historycznym wrogiem numer dwa, bo pozycja arcywroga jest zarezerwowana dla Żydów.

Sygnał dla Brukseli
Polska była i jest dla Rosjan forpocztą Zachodu, rozumianego jako idea, styl życia czy sposób postrzegania świata. Polityczna kultura Zachodu jest oparta na wolności jednostki, personalizmie i indywidualizmie. Natomiast rosyjska tradycja to władza autokratyczna, imperium i kolektywizm. Te dwa światopoglądy są nie do pogodzenia, co odbija się w bieżących relacjach. Dlatego dziś najgorsze stosunki z Moskwą mają te państwa europejskie, w których tradycje wolnościowo-indywidualistyczne są najsilniejsze (Polska, Wielka Brytania), a najlepsze te, które w okresie nowożytnym wybudowały monarchie absolutystyczne (Niemcy i Francja).
W świetle tych sprzeczności ostatnie ustępstwa rządu Tuska mogą się wydawać zupełnie nietrafioną inwestycją. Jednak niekoniecznie. Zauważmy, że nie dotyczyły one żadnej z istotnych kwestii w relacjach dwustronnych. Mogą natomiast być dowodem naszej dobrej woli i pragmatyzmu. W ostatnich latach Rosji udało się wykreować w zachodnich elitach przekonanie o niepoprawnej rusofobii Polaków. Gesty polskiego rządu podważają to przekonanie, a tym samym stanowią silną kartę na rzecz udziału Warszawy przy współtworzeniu europejskiej polityki wschodniej. Jeśli Polsce nie uda się nic osiągnąć w kontaktach dwustronnych, europejska polityka wschodnia zapowiada się jako główne i jedyne pole aktywności polskiej dyplomacji wobec Moskwy. Dopiero kiedy uzyskamy status jednego z głównych graczy w tym obszarze, Kreml dostrzeże w nas partnera, któremu można czasem ustąpić. Zapowiedziana przez Donalda Tuska rewitalizacja stosunków polsko-rosyjskich jest więc tak naprawdę sygnałem skierowanym nie do Moskwy, lecz do Brukseli.
Szczyt bez przełomu
Donald Tusk był w Moskwie jeden dzień. W piątek spotkał się z prezydentem Rosji Władimirem Putinem, premierem Wiktorem Zubkowem i Dmitrijem Miedwiediewem, który ma zastąpić Putina na Kremlu. Zgodnie z oczekiwaniami większości komentatorów, poza podkreślaniem dobrej atmosfery, wizyta polskiego premiera nie przyniosła widocznej poprawy w stosunkach polsko‑‑rosyjskich. Co więcej, z badań opinii publicznej wynika, że Polacy oczekują od polskiego rządu raczej zaostrzenia kursu wobec Moskwy. 68 proc. ankietowanych w sondażu Gfk
Polonia dla „Rzeczpospolitej" chce, by Polska prowadziła wobec Rosji bardziej zdecydowaną politykę niż dotychczas.

Okładka tygodnika WPROST: 7/2008
Więcej możesz przeczytać w 7/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także