Hodowla mistrzów

Hodowla mistrzów

Dziesięć lat temu 18-letni piłkarz był dużym chłopcem, dziś to stuprocentowy profesjonalista
Jan Silva codziennie rano dojeżdża do oddalonej o 30 km od Paryża akademii tenisowej Mouratoglou. Tam ćwiczy przez godzinę ze swoją matką (byłą mistrzynią Finlandii), po czym idzie na lekcje do pobliskiej szkoły. Zajęcia kończy w południe i w stołówce je lunch przygotowany przez osobistego dietetyka. Później w akademii ma wykład z zakresu tenisowej taktyki, a po nim kolejną godzinę treningu na korcie. O 15.00 spotyka się ze swym trenerem od rozwoju ogólnego. Dopiero po tych zajęciach ma chwilę, by pooglądać kreskówki. Jan niedawno skończył sześć lat. Młody Fin nie jest pierwszym chłopcem mającym realizować ambicje opiekunów. Ale nigdy wcześniej nie było tak wielu dzieci, które od najmłodszych lat są poddawane profesjonalnemu treningowi. Coraz częściej do uczestnictwa w hodowli mistrzów skłaniają nie rodzice, lecz kluby i grupy menedżerskie. – W profesjonalnym sporcie zaczęła obowiązywać zasada „kto pierwszy ten lepszy". Im wcześniej podpisze się kontrakt z wybitnie utalentowanym zawodnikiem, tym mniej trzeba będzie za niego zapłacić. To dlatego kluby walczą nawet o kilkulatków – mówi Michał Globisz, jeden z najwybitniejszych w Polsce trenerów piłkarskich pracujący z młodzieżą.

Być jak Messi
W Polsce najgłośniej było ostatnio o Klimku Murańce. 13-letni skoczek błysnął w jednym z konkursów o Puchar Interkontynentalny. Natychmiast okrzyknięto go „drugim Małyszem" i oczekiwano, że z sukcesami będzie startował w zawodach o Puchar Świata w Zakopanem. Tam wprawdzie wypadł słabiutko, zajmując ostatnie miejsca na treningach i w kwalifikacjach, ale nie przeszkodziło to pompować balonu oczekiwań wobec chłopca. Celował w tym zwłaszcza jego ojciec, który głośno domagał się dla syna miejsca w kadrze polskich skoczków. Takich balonów na świecie jest więcej. Najnowszy nazywa się Rhian Davis, ma dziewięć lat, pochodzi z Australii i podpisał kontrakt z klubem piłkarskim Manchester United. Wcześniej zrobił furorę w Internecie. Rodzice nakręcili jego mecz z rówieśnikami. Następnie na portalu YouTube pojawił się film, w którym można było oglądać efektowne akcje młodziana, dryblującego niczym Maradona na mundialu w 1986 r. Ten sam film obejrzeli działacze z Manchesteru i zaproponowali chłopcu kontrakt. Uznali, że warto w niego zainwestować – nawet jeśli trzeba pokryć koszty przeprowadzki z Australii do Anglii jego i rodziny.
Davis jest wyjątkowy, ale tylko ze względu na wiek. Wcześniej nie zdarzało się, by wielkie kluby podpisywały kontrakty z tak młodymi chłopcami. Nastolatków w szerokich składach najlepszych drużyn świata, którzy dryblują podobnie efektownie jak on, jest bez liku. „Nowym Ronaldinho" okrzyknięto 13-letniego Yavru Kartala Muhammeda, który gra w Besiktasie Stambuł – dużo się mówi o tym, że interesuje się nim Barcelona. Nikon Jevtic` przydomek „El Maestro" otrzymał już w wieku 11 lat. Wtedy rodzice postanowili, że chłopiec poświęci się piłce nożnej. Wypisali go ze szkoły i posyłali jedynie na treningi oraz kursy językowe. Dziś ten Serb z brytyjskim paszportem ma 14 lat i gra w Schalke 04 Gelsenkirchen. Podobnie rozwijała się kariera słynnego Lionela Messiego. Ten 20-letni zawodnik karierę rozpoczął już w wieku 5 lat w argentyńskim klubie Gandol. Szybko wykupił go stamtąd słynny Newell’s Old Boys, a w wieku 11 lat grał już w Barcelonie. Tamtejsi trenerzy nie dość że uznali, iż jest tak wybitnie utalentowany, że opłaca się go ściągnąć wraz z rodziną z Argentyny do Hiszpanii, to jeszcze sfinansowali kosztowną operację hormonalną.

Przemysł szkoleniowy
Poszukiwacze talentów najchętniej buszują po boiskach w Ameryce Południowej i Afryce. Właśnie z tych dwóch kontynentów wywodzą się napastnicy (piłkarze, za których trzeba najwięcej płacić) większości czołowych drużyn Europy. – Lokalne kluby pierwszo- i drugoligowe przeszukują niższe klasy by wyłowić talenty. Europejscy menedżerowie z kolei wyłuskują je z drużyn z najwyższych klas rozgrywkowych – mówi Marek Profus, menedżer piłkarski z licencją FIFA.
Na czym polega największa różnica między cudownymi dziećmi sportu w XX i XXI wieku? W poprzednim stuleciu też mieliśmy bardzo uzdolnione dzieci. Przecież Włodzimierz Lubański pierwsze bramki dla reprezentacji Polski strzelał, gdy miał 16 lat. W tym samym wieku Martina Hingis wygrała swój pierwszy turniej wielkoszlemowy. Z tym że wtedy te sukcesy były rezultatem niezwykłego talentu, popartego ciężką pracą zawodnika i zaangażowaniem rodziców. Dziś to już prawdziwy przemysł. Największe kluby opłacają dziesiątki ludzi na świecie, których zadaniem jest monitorować postępy najbardziej utalentowanych nastolatków. – Tylko w Wielkiej Brytanii jest prawie 40 agencji menedżerskich, które polują na talenty. Wiedzą, że jeśli wyłowią je teraz, to po kilku latach sprzedadzą klubom z dużym zyskiem – tłumaczy Profus. To właśnie tak gęste sito sprawia, że mamy wysyp nastoletnich talentów.

To idzie młodość
Zmiana zaszła nie tylko w systemie szkolenia młodzieży i wyszukiwania talentów. Zmieniła się także mentalność młodych sportowców. – Dziesięć lat temu 18-letni futbolista był po prostu dużym chłopcem, w głowie miał zabawę. Dziś to stuprocentowy profesjonalista, który myśli tylko o karierze i wszystko jej podporządkowuje: dba o dietę, doskonali technikę i uczy się języków obcych – podkreśla Michał Globisz.
Do młodzieży z większym respektem zaczęli podchodzić także trenerzy. Dawniej wychodzili z założenia, że najważniejsze zadania w drużynie należy powierzać zawodnikom doświadczonym. Od pewnego czasu widać, że szkoleniowcy chętniej stawiają na młodzież. Arséne Wenger nie miał oporów przed sprzedażą lidera Arsenalu Thierry’ego Henry’ego i zbudowaniem drużyny wokół 19-letniego Cesca Fàbregasa. Dziś jego zespół jest liderem Premiership. 18-letni Alexandre Pato był w styczniu najważniejszym piłkarzem AC Milan, jednej z najlepszych drużyn świata. W Barcelonie oprócz Messiego coraz większą rolę odgrywają 18-letni Giovanni Dos Santos i 17-letni Bojan Krkić. Valencię, która w tym roku pogrążyła się w kryzysie, na prostą ma wyciągnąć 19-letni Ever Banega. Klub w przerwie zimowej zapłacił za niego 17,5 mln euro.
– Kupowanie zawodników mających mniej niż 10 lat to już ekstrawagancja. Kluby na to nie pójdą, bo ryzyko straty jest zbyt duże – twierdzi Profus. Ale chłopcy niewiele starsi, przy doprowadzonym do perfekcji systemie szkolenia młodzieży, są już atrakcyjnym łupem. Wiadomo, że taki talent eksploduje, a jednocześnie klub, który w niego zainwestuje, od najmłodszych lat będzie uczył go własnego systemu gry i przywiązania do barw klubowych. Najwięcej w historii futbolu zapłacono za Zinedine’a Zidane’a – w 2001 r. Real Madryt dał za niego 65 mln dolarów. Czy ten rekord poprawi wkrótce jakiś nastolatek?
Cudowne dzieci
PelÉ – w wieku 15 lat zadebiutował w pierwszej drużynie FC Santos; dwa lata później grał już w reprezentacji Brazylii; gdy miał 18 lat, jego bramki przesądziły o zdobyciu przez Brazylię mistrzostwa świata w 1958 r.
Nadia Coma˘neci – pierwsze mistrzostwo Europy w gimnastyce artystycznej zdobyła, mając 13 lat; rok później na igrzyskach w Montrealu przeszła do historii, zdobywając złoty medal, w dodatku otrzymała za swoje ćwiczenia maksymalne noty.
Andre Agassi – jako pięcioletni chłopiec trenował już z Jimmym Connorsem; w wieku 16 lat zaczął startować w profesjonalnych zawodach, rok później odniósł pierwsze turniejowe zwycięstwo.
Kamila Skolimowska – pierwsze mistrzostwo Polski w rzucie młotem zdobyła w wieku 13 lat, wtedy też ustanowiła swój pierwszy rekord kraju; mając 17 lat, zdobyła złoto na olimpiadzie w Sydney.



Okładka tygodnika WPROST: 7/2008
Więcej możesz przeczytać w 7/2008 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także