Kanada pachnąca miedzią

Kanada pachnąca miedzią

Dotychczas słynęliśmy w świecie biznesu z polskiej wódki i kiełbasy, ale wreszcie mamy szansę zagrać w znacznie poważniejszej lidze. Jeśli KGHM zdoła kupić kanadyjski konglomerat górniczy Quadra, to stanie się światową potęgą w produkcji miedzi.
Posiadacze akcji KGHM nie mają lekko. Od paru miesięcy co chwila to  podskakują z radości, to znów nerwowo łapią się za serce i portfel. Najpierw spółka zapowiada, że będzie skupować swoje akcje. Bum! Kurs strzela w górę o prawie 10 proc. Potem, w połowie listopada, premier ogłasza w exposé, że wprowadzi nowy podatek od kopalin. Łubudu! Notowania lecą w dół.

Kiedy wartość walorów spółki ponownie rośnie – bo  dzięki sprzedaży akcji Polkomtela i zyskom z rekordowych cen miedzi zapowiada się sowita dywidenda – zarząd KGHM podpisuje wstępną umowę zakupu kanadyjskiej spółki górniczej Quadra FNX. Znowu zjazd, bo  akcjonariusze nie są pewni, czy interes jest opłacalny, za to jasne jest, że dywidenda będzie mniejsza... Ile tak można?

W tym tygodniu też czeka nas przejażdżka na giełdowym rollercoasterze. Jeśli w poniedziałek akcjonariusze Quadry powiedzą „tak", to już nic nie będzie stało na  przeszkodzie, aby sfinalizować transakcję. We wtorek zatwierdzi ją sąd gospodarczy, a kilka dni później zgodę na inwestycję podpisze kanadyjski minister gospodarki. Potem możemy już zawiesić polskie flagi na  kopalniach Quadry w Kanadzie, USA, Chile i na Grenlandii.

Polakom dziękujemy

 Co właściwie chcą kupić menedżerowie z Lubina? Kanadyjska spółka na  liście największych światowych producentów miedzi zajmuje 21. miejsce. Wydobywa ok. 110 tys. ton czerwonego metalu, a jej zysk za pierwsze trzy kwartały zeszłego roku wyniósł ponad 140 mln dolarów. Quadra dysponuje sześcioma kopalniami – m.in. dużą odkrywkową w amerykańskim stanie Nevada, dwiema mniejszymi w Arizonie i Chile.

Na wybrzeżu Grenlandii buduje kopalnię molibdenu, z której chce pozyskiwać rocznie 7,5-10,4  tys. ton tego rzadkiego metalu stosowanego głównie przy produkcji stali wysokoodpornych i wysokotemperaturowych. Jednak największy skarb kanadyjskiej spółki znajduje się na chilijskiej pustyni Atakama.

Na spółkę z Japończykami z koncernu Sumitomo buduje tam olbrzymią kopalnię Sierra Gorda. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to za dwa lata uda się dobrać do jednego z największych znanych złóż miedzi na ziemi.

Szacuje się, że nowa kopalnia będzie wydobywać 136-226 tys. ton miedzi rocznie przynajmniej przez najbliższych 20 lat. A do tego 75  tys. uncji metali szlachetnych, złota i platyny, oraz 2,3 tys. ton niklu. Czy transakcja z Quadrą się opłaci? Za całość akcji notowanej na  giełdzie w Toronto spółki polska firma zaproponowała 9,44 mld zł (ok. 3  mld kanadyjskich dolarów), kusząc dotychczasowych akcjonariuszy – w tym fundusze inwestycyjne, banki oraz firmy ubezpieczeniowe – ponad 32-proc. premią w stosunku do obecnego kursu. To dużo.

Ostatnio kurs akcji Quadry sięgał tak wysoko podczas hossy surowcowej sprzed czterech lat. Ale i  tak dla części kanadyjskich analityków oferta Polaków to wyprzedaż rodowych sreber. – Nie widzę żadnego powodu, dla którego jedna z  najbardziej prężnych firm miedziowych wyprzedaje się tak tanio. KGHM chce wykorzystać okazję, kiedy chwilowo spółka jest słabiej wyceniana –  twierdzi kanadyjski analityk Cliff Hale-Sanders. Jednak większość jego kolegów widzi w transakcji zyski. I to dla obu stron, jeśli coś takiego jest w ogóle możliwe.

– Jeśli transakcja dojdzie do skutku, to Polacy będą mieli dużo szczęścia. Dają sporo, ale i tak kupują w dobrej cenie. Doradziłem swoim klientom, żeby wzięli pieniądze i powiedzieli „dziękuję" – mówi John Tumazos, specjalizujący się w spółkach górniczych i metalurgicznych doradca inwestycyjny z Nowego Jorku.

Uwięzieni pod ziemią

Kwotę 9,4 mld zł trudno ogarnąć wyobraźnią. Można za to wybudować 150-200 km autostrady takiej, jak otwarta w ubiegłym roku przez Jana Kulczyka, albo postawić trzy 200-metrowe wieżowce z luksusowymi apartamentami, podobne do budowanego przy ulicy Złotej w Warszawie gigantycznego „Żagla".

Jednak KGHM ma niewielki wybór. Musi szukać miedzi nawet kilometr pod ziemią, gdzie skała osiąga temperaturę 40  stopni Celsjusza. Żeby maszyny i ludzie mogli pracować w takich warunkach, buduje się urządzenia wentylacyjne, a nawet instaluje klimatyzację. W efekcie polski koncern produkuje czerwony metal tak drogo jak mało kto na świecie – 3,6 tys. dolarów za tonę. Quadra produkuje metal dwu-, a nawet trzykrotnie taniej.

Ale to nie wszystko. Jak szacują analitycy, po transakcji KGHM, a raczej obie połączone firmy, staną się szóstym producentem miedzi na świecie. Herbert Wirth, prezes KGHM, celuje jeszcze wyżej. Liczy, że za kilka lat połączone firmy wejdą do pierwszej piątki miedziowych gigantów.

A potem? Jeśli giełdowe ceny metali dopiszą, to zdobędą kapitały potrzebne do kupowania kolejnych złóż. – KGHM musiał wyjść w świat. Mając tylko droższe kopalnie głębinowe, skupione w jednym zakątku Europy, moglibyśmy nie wytrzymać konkurencji z  firmami wydobywającymi miedź z tanich odkrywkowych kopalni – mówi „Wprost" dyrektor Leszek Mierzwa z biura zarządu KGHM.

Pożegnanie z Afryką

Polskie firmy działające w skali globalnej można było policzyć na  palcach jednej ręki. Większość podejmowanych przez największe polskie firmy prób wystawienia nogi za krajowy próg kończyła się bolesnym upadkiem.

Bank PKO BP poniósł porażkę na Ukrainie, bo nie przewidział, że zaczynając ekspansję od dawnego polskiego Lwowa, zamiast od  bogatszego wschodu kraju, narazi się na niechęć i podejrzliwość większości ukraińskich klientów. Orlen, który za czasów prezesa Igora Chalupca kupił Możejki, nie docenił rosyjskich konkurentów, którzy pod byle pretekstem zakręcili kurek na prowadzącym do litewskiej rafinerii rurociągu z ropą. KGHM też dotąd nie miał sukcesów za granicą.

Byłoby dobrze, żeby tym razem sprawa nie skończyła się tak jak afrykańska inwestycja sprzed 15 lat. Tyle że tamten interes – marny z  punktu widzenia firmy i polskiego podatnika – od początku wyglądał na  szemrany. Po pierwsze dlatego, że prowadzony był w Kongu (Zair), czyli w  kraju conradowskiego „jądra ciemności", nękanym korupcją, bez prawa, infrastruktury i możliwości egzekwowania zawartych umów.

Na dodatek właśnie w końcówce ubiegłego wieku dyktatora kraju Mobutu zastąpił Laurent Kabila, a potem wybuchła wojna domowa. Po drugie dlatego, że  KGHM nie kupował wówczas kopalni, a jedynie prawo do wydobycia miedzi i  kobaltu, od posiadającej koncesję na to wydobycie eksploatacje miedzi na  południu Konga spółki Colmet International – zarejestrowanej na Wyspach Dziewiczych, ale z polskim prezesem Krzysztofem Pochrzęstem.

Colmet od  rządzonego wówczas przez nominatów SLD KGHM pobierał opłatę eksploatacyjną, a rządowi w Kinszasie płacił za koncesję, po drodze inkasując procent. Maszynka do robienia pieniędzy przez ludzi dobrze ustawionych. Natomiast KGHM na tej afrykańskiej awanturze stracił kilkadziesiąt milionów dolarów. – W przypadku tej transakcji nie widzę na horyzoncie żadnych niebezpieczeństw. Kupujemy bezpieczny giełdowy biznes wyposażony w bogate złoża, technologie i ludzi znających się na  swoim fachu – mówi dalej Leszek Mierzwa. Fakt – menedżerowie Quadry to  światowa klasa. Pozostając na swoich stanowiskach, zaprzeczają obawom niedowiarków, że polska firma może nie dać sobie rady z administrowaniem i rozwijaniem kopalni rozsianych na trzech kontynentach. Szef kanadyjskiej firmy Paul Blythe ma ponad 30 lat doświadczenia w  eksploracji, wydobyciu i sprzedaży kopalin, podobnie jak szef rady nadzorczej Terrance MacGibbon – ekspert od wydobywania złota, platyny, uranu i miedzi działający w biznesie od czterech dekad. To on założył FNX Minining Company, a potem w ciągu ledwie dziesięciu lat uczynił z  niej potężny konglomerat wydobywczy z ponad 8 mln ton udokumentowanych zasobów miedzi i z 2,5 tys. pracowników.

Politycznie groźni politycy

Po stronie ryzyk w transakcji eksperci zapisują to, że KGHM jest firmą, której ciążą próbujący pociągać za sznurki polityczni nadzorcy. –  Problemem Ministerstwa Skarbu Państwa jest to, że jego urzędnicy po  pewnym czasie czują się właścicielami nadzorowanych firm – powiedział kiedyś w wywiadzie dla „Wprost" poprzedni szef resortu Aleksander Grad.

Wprawdzie państwo ma tylko 32 proc. akcji KGHM, ale przy rozdrobnionym akcjonariacie to wystarcza, aby kontrolować spółkę. To, w jak trudnej sytuacji znajduje się jej zarząd, widać było jesienią, gdy rada nadzorcza zagłosowała za transakcją. Nowy minister skarbu Mikołaj Budzanowski odwołał z miejsca połowę jej członków, a poświęciłby też zapewne prezesa Herberta Wirtha, gdyby nie obawa przed negatywną reakcją rynków finansowych.

Podobno skala inwestycji zaszokowała ministra finansów Jacka Rostowskiego, który planował skorzystanie z zysków KGHM dla załatania dziurawej państwowej kasy. Ostatecznie prezes Wirth wyliczył, że starczy mu i na zakup Quadry, i na wypłatę dywidendy. W tej sytuacji ministrowie jakoś transakcję przełknęli. Tym bardziej że jeśli za ich czasów polski koncern miedziowy wskoczy do światowej czołówki, to  na koncie rządu Tuska też będzie można to dopisać po stronie osiągnięć.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2012
Więcej możesz przeczytać w 8/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0

Czytaj także