Nagi rycerz

Nagi rycerz

Najważniejsza impreza w świecie filmu czy parada rywalizujących aktorskich ciał? Nagrody dla najlepszych artystów czy wynik drogich kampanii? Na pewno mityczna gala, która wciąż budzi emocje. Oto zestaw elementów składających się na ten mit.
Do dziś nie wiadomo, kto wpadł na ten pomysł. Dlaczego najbardziej pożądana statuetka świata nazywa się Oscar?

Podobno kustoszka biblioteki Akademii, Margaret Herrick, na widok projektu statuetki miała krzyknąć: „Wygląda jak mój wuj Oscar!". Można się tylko zastanawiać, jak często oglądała swojego wuja nago i do tego pokrytego warstwą złota. Nagrody Akademii to w końcu rycerz bez ubrania, który opiera się na mieczu i  stoi na rolce taśmy filmowej. Takie statuetki Amerykańska Akademia Filmowa przyznaje od 1929 r. Początkowo nie budziły takich emocji jak dziś. Nie były nawet nazywane Oscarami. Nazwę nadano dopiero w 1931 r.

Podziękowania dla wszystkich

Przed pierwszym ogłoszeniem nagród nie było żadnych nominacji. Laureaci – wybrani przez kilkuosobowy komitet – zostali poinformowani o swoim zwycięstwie trzy miesiące przed galą. Same nagrody wręczono 16 maja 1929 r. podczas obiadu w Blossom Room w Hollywood Roosevelt Hotel. Na imprezę zaproszono 250 gości. Bilet wstępu kosztował pięć dolarów. 

Obeszło się bez rozwlekłych podziękowań, które dziś są jedną z największych atrakcji gali. Rekordzistką na tym polu okazała się Greer Garson, angielska aktorka na kontrakcie z wytwórnią MGM, która w 1943 r. dostała Oscara za  występ w „Pani Miniver" Williama Wylera. Nie wiadomo, jak długo dokładnie dziękowała, bo nie zachował się niestety żaden zapis jej przemowy. J

ednak na pewno trwało to ponad pięć minut. Niektóre źródła podają, że nawet siedem. Była to trzecia z rzędu nominacja dla niej, ale dopiero pierwsze zwycięstwo – można więc sobie wyobrazić, że przez lata napisała wiele oscarowych przemówień, których nigdy nie miała okazji wygłosić. Po wejściu na scenę – w najlepszym retorycznym stylu – oznajmiła jednak, że jest „absolutnie nieprzygotowana".

Następnie zaczęła dziękować dosłownie wszystkim – od  Akademii Filmowej po lekarza, który odebrał jej poród. Najkrótsze podziękowania wygłosili natomiast aktor William Holden i reżyser Alfred Hitchcock. Obaj powiedzieli „Dziękuję".

Większość laureatów woli jednak dziękować długo, odczytując z kartki listę nazwisk. Żeby ukrócić te  zapędy, od 1990 r. wprowadzono ograniczenia – zwycięzca ma na swoje podziękowania tylko 45 sekund, potem jest zagłuszany przez muzykę.

Pozłacana miedź

Produkcję Oscarów Akademia zleca niewielkiej firmie z Chicago. W  zależności od zamówienia co roku przygotowuje się około stu statuetek. Wykonanie jednej trwa pięć godzin. Po uroczystym wręczeniu wracają do  Chicago. Trzeba bowiem wygrawerować nazwiska zwycięzców.

Tydzień potem odsyłane są do właścicieli. Dosyć skomplikowany proces, zważywszy na to, że każda statuetka, okryta warstwą 24-karatowego złota, waży blisko cztery kilogramy, mierzy 35 centymetrów, jest wykonana ze stopu cyny, antymonu i miedzi. Autorem projektu był słynny hollywoodzki scenograf Cedric Gibbons. Jak głosi legenda, naszkicował go na serwetce podczas jakiegoś wyjątkowo nudnego bankietu.

Ale nie zawsze Oscary lśniły złotem. W czasie II wojny światowej, w latach 1942-1944, laureaci zamiast metalowej statuetki dostawali gipsową. Był też jeden Oscar drewniany. Dostał go w 1937 r. – jako nagrodę specjalną – Edgar Bergen (ojciec Candice Bergen – telewizyjnej Murphy Brown), który w latach 30. występował w filmach z drewnianą lalką, nazywaną Charlie McCarthy. Od  1949 r. każda ze statuetek ma swój numer seryjny (pierwszy był 501). Laureaci zobowiązują się, że nagrody nie sprzedadzą. Odkupić ją może tylko Akademia, płacąc symboliczną sumę 10 dolarów.

Solniczka z Oscara

Wyobrażacie sobie, że ten obiekt powszechnego pożądania w filmowym świecie zostaje przez kogoś odrzucony? Zdarza się i tak. Pierwszym, który to zrobił, był scenarzysta Dudley Nichols.

Uwikłany w spór toczony przez Stowarzyszenie Pisarzy Filmowych z Akademią, nie odebrał w 1936 r. Oscara za scenariusz „Potępieńca". Najgłośniejszym echem odbiła się odmowa Marlona Brando. Kiedy Amerykańska Akademia Filmowa przyznała mu nagrodę dla najlepszego aktora (za „Ojca chrzestnego” Francisa Forda Coppoli), zamiast Brando na scenie pojawiła się młoda Indianka z  plemienia Apaczów. Zaskoczonej publiczności odczytała krótki list od  aktora – aktor nie przyjmuje Oscara na znak protestu przeciw dyskryminacji Indian amerykańskich i akcji zbrojnej na terenie rezerwatu Wounded Knee. Największym jednak przeciwnikiem nagród Akademii był aktor George C. Scott. Nazywał oscarową galę „paradą mięsa”.

Uważał, że zasada współzawodnictwa jest dla aktorów upokarzająca, a Oscary nagradzają nie  ich grę, tylko pozakulisowe gierki i agresywne oscarowe kampanie. W 1962 r. odmówił zaakceptowania nominacji dla najlepszego aktora drugoplanowego (za „Bilardzistę"). Natomiast w 1971 r. nie przyjął statuetki dla najlepszego aktora, którą zdobył za tytułową rolę w  „Pattonie”. Zamiast pojawić się na gali, oglądał w domu mecz hokeja. Bywają też inne sposoby zdystansowania się wobec mityczności tej nagrody. Emma Thompson postawiła swoje dwie statuetki w toalecie.

Tom Hanks przerobił je na solniczkę i pieprzniczkę. Cher swoją nagrodę trzymała w kuchni, do czasu, kiedy ktoś ją stamtąd ukradł. Jedna ze  statuetek, razem z laureatem, prosto z gali trafiła do aresztu. Bohaterem takiego wydarzenia był Zbigniew Rybczyński (nagrodzony za  krótkometrażowe „Tango"). Po odebraniu nagrody wyszedł z budynku na  papierosa. Kiedy chciał wrócić, okazało się, że nie ma przy sobie zaproszenia. A że nie znał angielskiego, nie potrafił wytłumaczyć ochroniarzom, kim jest. Skończyło na lekkiej przepychance, po której Rybczyński trafił do aresztu.

Wygra ten, kto zainwestuje

Co roku wielkie wytwórnie wydają ogromne sumy na kampanie promocyjne –  najpierw, by zapewnić dla swoich filmów nominacje, potem – walcząc już o  same nagrody. To szaleństwo zapoczątkował w 1956 r. niskobudżetowy dramat „Marty" Delberta Manna. Nakręcenie filmu kosztowało 343 tys. dolarów, oscarowa kampania pochłonęła 400 tys., ale wydatek się opłacił. „Marty” dostał cztery nagrody, w tym tę najcenniejszą – dla najlepszego filmu. To doświadczenie pod koniec ubiegłego stulecia wykorzystał producent Harvey Weinstein. Rozpętał prawdziwe promocyjne szaleństwo.

Nie wszystkim podobały się jego bezpardonowe metody, ale trudno nie  docenić ich skuteczności. Kierowana przez niego wytwórnia Miramax mogła się pochwalić rekordowymi wynikami – blisko 100 nominacji do Oscara i 20 zdobytych statuetek.

Szacuje się, że dziś hollywoodzkie wytwórnie wydają co roku od 10 do 30 mln dolarów na oscarową promocję. Także aktorzy starają się na własną rękę zwiększyć swoje szanse, korzystając z usług specjalistów od promocji. W 1961 r. aktorka Shirley Jones zamiast – jak miała w planach – rozbudować dom, zainwestowała 5 tys. dolarów w  wypromowanie roli, którą zagrała w „Elmer Gantry" Richarda Brooksa. Kilka tygodni później dostała Oscara.

Tymczasem ani Oscara, ani nawet nominacji nie dostali Groucho Marx, Marilyn Monroe czy Buster Keaton. „Wściekły byk" Martina Scorsese przegrał rywalizację ze „Zwykłymi ludźmi” Roberta Redforda.

Akademia wolała słabiutki musical „Największewidowisko świata" niż western „W samo południe”. „Miasto gniewu” pokonało „Tajemnicę Brokeback Mountain”. W tym roku najbardziej zaskakuje brak jakiejkolwiek nominacji dla „Wstydu” Steve’a McQueena. Przyznających nominacje i statuetki krytykuje się za konserwatyzm i brak elastyczności. Padają argumenty, że to wina wieku większości członków Akademii – jako ludzie starsi mają nie rozumieć zmian, jakie zachodzą we  współczesnym kinie.

Proszona kolacja dla najlepszych

Ale dla organizatorów gali nadążanie za zmianami nie jest najważniejsze, jeśli interes się kręci. Ważne, żeby galę chciała transmitować telewizja i żeby wpływy z reklam były wystarczająco duże. Nie byłoby oscarowego blichtru, który znamy, gdyby z taką wprawą nie tworzyły go media. Już druga ceremonia była transmitowana przez lokalne radio w Los Angeles.

W  następnych latach relacji z oscarowej gali mogła słuchać cała Ameryka. Do 1942 r. statuetki wręczano w hotelach podczas proszonych kolacji. Jednak szybko trzeba było znaleźć dla tego wydarzenia większe pomieszczenie, bo z roku na rok coraz więcej osób zabiegało o  zaproszenie na imprezę. Najpierw tym miejscem była widownia Grauman’s Chinese Theatre, potem m.in. Dorothy Chandler Pavilion i Kodak Theatre (gdzie zostaną wręczone także tegoroczne nagrody).

W 1953 r. odbyła się pierwsza telewizyjna relacja, a poza granicami USA w telewizji galę można oglądać od 1969 r. Zawsze z tym samym podniecającym wyczekiwaniem na ogłoszenie wyników. Przez pierwsze lata amerykańskie gazety dostawały listę zwycięzców kilka godzin przed rozdaniem nagród.

Zgodnie z umową publikowały jednak wyniki dopiero po ceremonii. Do czasu gdy w 1940 r. „Los Angeles Times" złamał ten układ i ogłosił zwycięzców przed galą. Wtedy Akademia postanowiła wyniki swojego głosowania utajniać. Wynajęła firmę PricewaterhouseCoopers, która co roku zlicza głosy, dostarcza koperty z  nazwiskami laureatów i podczas gali pilnuje zza kulis, by nie doszło do  żadnej pomyłki.

Jest Crystal, jest oglądalność

Ale otwieranie tych pilnie strzeżonych kopert coraz mniej interesuje widzów. Zainteresowanie amerykańskiej publiczności Oscarami wyraźnie maleje. Już kilka lat temu przestały wytrzymywać konkurencję ze Złotymi Globami. Nie dość, że Globy przyznawane są ponad miesiąc wcześniej, to  impreza trwa godzinę krócej, nie jest tak przegadana i sztywna jak gala oscarowa, a gwiazd na niej nie brakuje.

Akademia próbuje ratować się na  różne sposoby. W zeszłym roku rozszerzyła liczbę tytułów, które mogą być nominowane w kategorii najlepszy film, z pięciu do dziesięciu. W tym roku wprowadziła zasadę płynności – nie więcej niż dziesięć filmów, ale  nie mniej niż pięć. Wszystko żeby podkręcić emocji. W końcu jeśli nie ma  emocji, spada oglądalność. A to od niej zależą stawki, jakich żąda stacja ABC – mająca monopol na oscarowe transmisje – za czas reklamowy podczas gali. W ubiegłym roku za 30-sekundowy spot podczas transmisji imprezy trzeba było zapłacić 1,7 mln dolarów.

Jednocześnie odnotowano też kolejny spadek oglądalności – galę obejrzało niecałe 38 mln Amerykanów, blisko 10 proc. mniej niż rok wcześniej. Winą za to  obarczano przede wszystkim słaby duet prowadzących – Anne Hathaway i  Jamesa Franco.

W tym roku nadzieję pokłada się w powrocie Billy’ego Crystala. Kiedy on był mistrzem ceremonii, oglądalność nie spadała poniżej 40 mln. Niemal w ostatniej chwili zgodził się zastąpić Eddiego Murphy’ego, którego obsadzenie w roli gospodarza od początku budziło obawy. Istniało niebezpieczeństwo, że swoimi żartami wywoła skandal, a  nie o to przecież chodzi w Oscarach.

Ma być uroczyście, podniośle, wzruszająco, może trochę śmiesznie, ale nigdy – obrazoburczo. Crystal –  który już ośmiokrotnie prowadził oscarowy wieczór – obaw nie budzi. A  przy okazji chce załatwić sobie prywatną sprawę: „Witaj, hollywoodzka popularności!" – cieszy się na myśl o sławie, jaką daje prowadzenie gali. „Panie w aptekach, odbierając recepty, znów przestaną mnie pytać o  nazwisko”.

Okładka tygodnika WPROST: 8/2012
Więcej możesz przeczytać w 8/2012 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Spis treści tygodnika Wprost nr 8/2012 (1514)

  • W dołku czy w korkociągu? 19 lut 2012, 12:00 Premier jest sam, premier jest wszędzie, premier ratuje każdą sytuację, naprawia wpadki ministrów. Taki stan rzeczy nie mógł trwać wiecznie. 4
  • Chcesz być stary, brzydki i biedny? 19 lut 2012, 12:00 NSZZ „Solidarność” uznaje się powszechnie za raczej lewicującą w sprawach społecznych, środowisko „Gazety Wyborczej” za raczej liberalne. Hę? Oto pytanie, które „Solidarność” chce zadać Polakom w referendum: 9
  • Zbigniew, czyli Tymon 19 lut 2012, 12:00 Jak podaje „Krytyka Polityczna", prezydent Komorowski spotkał się niedawno z twórcami kultury. Relacjonująca spotkanie Katarzyna Górska raportuje, że twórcy kultury to w Polsce grupa tajemniczych mężczyzn w wieku lat około 80,... 10
  • Nowa lewica 19 lut 2012, 12:00 Aleksander Kwaśniewski projektuje polskie Drzewo Oliwne, wielki centrolew z Januszem Palikotem i SLD. W jednym stadzie nie ma jednak miejsca dla trzech samców alfa. Obejdzie się więc bez Leszka Millera. 13
  • M jak Mucha, M jak „Miś” 19 lut 2012, 12:00 Był pierwszą rzeczą, która ją przeraziła. I słusznie. Stadion Narodowy omal nie zabił Joanny Muchy. 17
  • Skok na główkę 19 lut 2012, 12:00 Premier Tusk wie, jak wychodzić z kryzysów, więc obecną zadyszkę szybko pewnie opanuje. Czy Platforma potrafi jednak dostrzec, że pod polityczno-medialną pianą coś się w Polsce zmienia? Czy zdąży zareagować? 21
  • Jak zostać premierem Tuskiem 19 lut 2012, 12:00 Niemy, choć wygadany. Zwycięzca, ale sam przy stole. I bezsilnie wpatrzony w tykający zegar. O premierze Tusku mówi politolog prof. Aleksander Smolar. 25
  • Rutkowski i Freud 19 lut 2012, 12:00 Pokusa bycia popularnym za wszelką cenę jest wprost proporcjonalna do szalonego apetytu mediów na taką popularność. Trudno się jej oprzeć nie tylko słynnemu detektywowi. Rutkowski zarówno jako dostarczyciel tanich sensacji (tanich, bo... 30
  • Deficyt demokracji 19 lut 2012, 12:00 Stało się nieszczęście: politycy wszystkich krajów uznali, że najlepiej jest rządzić tak, by społeczeństwom było dobrze, a ich dalej wybierano. Ale bez włączania społeczeństwa do politycznej wspólnoty. 31
  • Nie ma litości dla potwora 19 lut 2012, 12:00 Dla Katarzyny W. nie ma miłosierdzia – mówili ludzie, którzy tłumnie przybyli na pogrzeb małej Magdy w Sosnowcu. W końcu to nie matka, to kreatura. Takiej matce łopatę trzeba dać, nie litość. Żeby sama sobie grób wykopała. 34
  • Sekretarza życie własne 19 lut 2012, 12:00 Planuje antologię przecinków i książką o swoich 15 latach z noblistką, ale jeszcze nie teraz. Teraz Michał Rusinek będzie zawiadywał fundacją i nagrodą im. Wisławy Szymborskiej. 38
  • Zniknięcie 19 lut 2012, 12:00 Jest tylko nagrobek. Ciała Jarosława Ziętary nigdy nie znaleziono. Prokuratura znów próbuje wyjaśnić jedną z największych zagadek ostatnich 20 lat. Jest gotowa na ekshumację wielu niezidentyfikowanych zwłok. 42
  • Zapalniczka, różaniec, nóż 19 lut 2012, 12:00 O człowieku znalezionym w Tatrach sporo już wiadomo: że był zawodowym żołnierzem, jeździł na zagraniczne misje. Ale nie jest jasne, co robił przez ostatnie pół roku i dlaczego ukrył się w górskim szałasie przed światem. On sam milczy 46
  • Putin wciąga kokainę 19 lut 2012, 12:00 Putin zapomniał, że nie można zażywać narkotyków, którymi się handluje. Zaćpał się swoją propagandą tak, że jeśli nie sfałszuje wyborów, to sromotnie je przegra – mówi Anton Nosik, pionier rosyjskiej blogosfery i jeden z liderów opozycji w Rosji. 48
  • Wrzenie Watykanu 19 lut 2012, 12:00 Plotki o rzekomym zamachu na Benedykta XVI wywołały kolejną już medialną burzę wokół Watykanu. Nawet przychylni Kościołowi komentatorzy zastanawiają się, czy papież jeszcze panuje nad skłóconymi frakcjami kardynałów. 52
  • Honor i histeria 19 lut 2012, 12:00 Wielka Brytania i Argentyna znów się kłócą o kilka wysepek na południowym Atlantyku. W ruch poszły wyzwiska, wielka dyplomacja, a także lotnictwo i okręty atomowe. 56
  • Syndyk greckich euromarzeń 19 lut 2012, 12:00 Przepraszający uśmiech rzadko znika z twarzy Lukasa Papademosa. Kraj, którym rządzi, stoi na skraju bankructwa, wstrząsany kryzysem i rozruchami. Kraj, który przed laty sam wprowadził do strefy euro. 60
  • Cały naród szuka gazu 19 lut 2012, 12:00 Gaz łupkowy to jedna z idée fixe premiera Donalda Tuska. Prezesi kontrolowanych przez państwo firm będą wiercić do upadłego w jego poszukiwaniu. W to wiercenie angażują się już nie tylko paliwowi potantaci, jak Orlen, Lotos czy PGNiG, ale także inne spółki z grubszym... 63
  • Playboy światowych finansów 19 lut 2012, 12:00 Rothschild. To nazwisko zobowiżzuje. Gdy Nat to sobie uświadomił, skończył z imprezami, wziął się do interesów i… dopiero wywołał skandal! 66
  • Kanada pachnąca miedzią 19 lut 2012, 12:00 Dotychczas słynęliśmy w świecie biznesu z polskiej wódki i kiełbasy, ale wreszcie mamy szansę zagrać w znacznie poważniejszej lidze. Jeśli KGHM zdoła kupić kanadyjski konglomerat górniczy Quadra, to stanie się światową potęgą w produkcji miedzi. 71
  • Nagi rycerz 19 lut 2012, 12:00 Najważniejsza impreza w świecie filmu czy parada rywalizujących aktorskich ciał? Nagrody dla najlepszych artystów czy wynik drogich kampanii? Na pewno mityczna gala, która wciąż budzi emocje. Oto zestaw elementów składających się na ten mit. 74
  • Gwiazdy okupują 19 lut 2012, 12:00 Angelina Jolie, Meryl Streep, Charlotte Gainsbourg, Antonio Banderas, Michael Fassbender, Christian Bale i inni – w tym roku berlin był wyjątkowo glamour. Bo choćby festiwal był najbardziej zaangażowany i politycznie słuszny, to dziś bez gwiazd nie ma racji bytu. 80
  • Ostatnia księżniczka popu 19 lut 2012, 12:00 Śmierć Whitney Houston to symboliczne zamknięcie epoki, która minęła już dawno temu. 82
  • Wyżej nie ma już nic 19 lut 2012, 12:00 Często gwiazdy wykazują psychikę dwubiegunową, są uzależnione od adrenaliny, jaka towarzyszy sławie. Albo mają high life, są w świetnej formie i czują, że zawojują świat, albo są wycofane, zamknięte w sobie, piją, ćpają – mówi specjalista ds. profilaktyki społecznej... 86
  • Walcząca z diabłami 19 lut 2012, 12:00 Wywołuje skandale, walczy z Kościołem, w internecie dzieli się prywatnością z fanami. Dopiero na końcu budzi emocje muzyką. Sinead O’Connor to prawdziwa wojowniczka w sutannie. 88
  • Jestem. Jeszcze nie rezygnuję 19 lut 2012, 12:00 Zniknął na kilka lat, ale właśnie wrócił. Robert Gonera zagrał drugoplanową, ale intrygującą rolę w filmie „Big love”. I zapowiada, że wbrew doniesieniom mediów nie zamierza rzucać aktorstwa. 91
  • Postna głowa od śledzia 19 lut 2012, 12:00 Niedawno na moim zakąskowym półmisku wylądował śledź przygotowany razem z głową. Choć spojrzał na mnie smętnie, to od razu zauważyłam, jak ładny kolor ma śledziowa głowa, i przypomniałam sobie okładkę książki o kuchni molekularnej, której autorem jest Ferran Adrią i która cała... 96
  • Nikt nie woła, by powołać 19 lut 2012, 12:00 Powołanie definiuje się na ogół jako wezwanie od Boga. Pan Bóg ma najwyraźniej ostatnio chore gardło (zimą rzecz normalna, a i wiek pewnie robi swoje), bo słabo i rzadko kiedy woła. Dawniej seminaria pękały w szwach, dziś świecą pustkami. Spada liczba powołań, a tym samym... 98

ZKDP - Nakład kontrolowany