Polityczne transfery last minute

Polityczne transfery last minute

Kształt list wyborczych PiS i PO pokazał, że w nowym Sejmie ujrzymy dwa odmienione obozy polityczne. Pierwszy gromadzący niemal wszystkie odłamy prawicy, drugi złożony z osób, których nie łączą wspólne poglądy, ale losy – nie mogły znaleźć miejsca w rodzimych ugrupowaniach.

MARCIN MASTA- LEREK. Były rzecznik PiS nie znalazł się na listach tej partii z powodu niechęci Jarosława Kaczyńskiego. Prezes uważa, że Mastalerek jest arogancki.

KAZIMIERZ JAWORSKI. Kilka razy zmieniał partie. Najpierw był w PiS, potem w Solidarnej Polsce i w końcu w Polsce Razem. Jarosław Kaczyński uznał takie zachowanie za brak lojalności.

JACEK KURSKI. Jarosław Kaczyński, mimo że były europoseł był wykluczony z partii i zaangażował się w budowę Solidarnej Polski, miał wciąż do niego sentyment. Był gotów wpisać Kurskiego na listy. Spotkał się jednak z wewnętrznym oporem w partii. Kurski nie będzie startował z list PiS.

PAWEŁ KOWAL. Negocjował start do Senatu z poparciem Platformy Obywatelskiej. Dla prezesa PiS taka nielojalność była nie do zaakceptowania.

Ostatnie transfery to rozpaczliwe ruchy, które nic nie dadzą. To nie są postaci, za którymi pójdą miliony. Lepiej było zostawić na listach Sikorskiego i Zalewskiego – załamuje ręce polityk Platformy. I dorzuca: – Jeżeli już kogoś brać z lewicy, to Olejniczaka, a nie Napieralskiego. A z prawej trzeba było wziąć Kowala. Ten ostatni miał prowadzić negocjacje z Platformą Obywatelską już od lipca. Dwa tygodnie temu podczas decydujących rozmów w sprawie list miał dostać propozycję startu do Senatu ze strony partii Ewy Kopacz. – Rozmawiał z nim Halicki. Kowal był ewidentnie zainteresowany. Ale nie jest straceńcem, żeby kandydować z list PO w jakimś ewidentnie PiS-owskim okręgu – mówi polityk PO znający kulisy rozmów z Pawłem Kowalem.

NIEDOTRZYMANY ANEKS POLSKI RAZEM I PIS?

Informacja o negocjacjach z Platformą Obywatelską miała dotrzeć do Jarosława Kaczyńskiego i ostatecznie ten powód przeważył o niewpisaniu byłego europosła na listy PiS. Jarosław Gowin bezskutecznie bronił u prezesa zarówno Pawła Kowala, jak i Kazimierza Jaworskiego. Na obu Jarosław Kaczyński się nie zgodził, proponując w zamian Gowinowi sutą rekompensatę. Prezes Polski Razem miał dostać propozycję, że zamiast miejsc na listach dla pięciu senatorów jego partia otrzyma dziesięciu. Jarosław Gowin podczas rozmowy z Jarosławem Kaczyńskim miał powiedzieć, że wolałby, aby porozumienie zostało dotrzymane literalnie i zarówno Jaworski, jak i Kowal znaleźli się na listach.

– Gowin w sprawie Kowala stawiał sprawę na ostrzu noża. Ale negocjacje z Platformą zaprzepaściły jego szanse. Szczególnie że Kaczyński o rozmowach z PO dowiedział się przed Gowinem – mówi nasz rozmówca z prawicy. Paweł Kowal zamieszanie związane z listami komentuje dwoma zdaniami: – Byłem gotów w pełni zaangażować się politycznie, ale prezes PiS nie dotrzymał umowy. Widocznie czuwała nade mną opatrzność – kwituje tajemniczo. Porozumienie PiS z Polską Razem zdaniem naszego informatora miało zostać dochowane poza dwoma powyższymi wyjątkami w 100 proc. – Inne zmiany, jakie zaszły, odbyły się bez ingerencji prezesa PiS i dotyczyły osób, które same zrezygnowały ze startu – mówi polityk prawicy.

KRWAWA WALKA W PIS

O wiele ostrzejsza walka o miejsca na listach niż w Polsce Razem rozegrała się w samym PiS. Jarosław Kaczyński zdecydował, że nie znajdą się na nich Marcin Mastalerek i Jacek Kurski. Miejsce otrzymała za to kontrowersyjna Krystyna Pawłowicz. – W przypadku Kurskiego Kaczyński się wahał. Był nawet za tym, żeby wpisać go na listy, ale spotkał za duży opór w partii. To przesądziło o losie Kurskiego – mówi nasz rozmówca.

Decyzja na temat niewpisania Marcina Mastalerka zaskoczyła jednak wszystkich. Polityk, który po raz drugi przygotowuje medialnie dobrą kampanię, zamiast nagrody od prezesa dostał karę. – Tu przeważyły osobiste odczucia prezesa. Mastalerek podczas sztabu otwarcie krytykował pomysły Kaczyńskiego. Zdaniem prezesa robił to w arogancki sposób. W dodatku w gronie kilku osób Mastalerek miał się przechwalać, że nie odbiera telefonów od Kaczyńskiego. Ktoś naturalnie prezesowi o tym doniósł – mówi jeden z polityków. – Mastalerek mówił prawdę. Kiedyś przy jednym z dziennikarzy rzeczywiście nie odebrał telefonu od Kaczyńskiego – dodaje. Wymieniane przez naszego rozmówcę powody, dla których Marcin Mastalerek nie został wpisany na listę do parlamentu, wydają się małostkowe. Zapytaliśmy więc innego polityka o przyczynę konfliktu między obu panami. – Kaczyński dowiedział się, że grupa młodych od Brudzińskiego zaczyna rosnąć w siłę. Przestraszył się i postanowił go „przyciąć”. Ale pewnie Mastalerek dostanie jakąś nagrodę pocieszenia po wyborach. Albo wejdzie do kancelarii premiera, albo weźmie go Duda – mówi nasz rozmówca. Marcin Mastalerek w rozmowie z „Wprost” przyznaje, że jest pogodzony z decyzją prezesa PiS.

KIEPSKA KOPIA STAREJ KONCEPCJI TUSKA

Jednak o wiele większe emocje niż listy PiS wzbudziło zamieszanie wokół kandydatów wystawianych przez Platformę. Decyzja o starcie Grzegorza Napieralskiego i Ludwika Dorna z poparciem PO wywołała opór w partii. Obie kandydatury według naszych informacji miały zostać zaproponowane przez Michała Kamińskiego.

– To jest kiepska kopia starej koncepcji Donalda. On przyjmował z jednej strony Kluzik-Rostkowską, Zalewskiego i Sikorskiego. Z drugiej Hübner i Rosatiego – mówi polityk Platformy Obywatelskiej. Jak wyglądały kulisy przejścia Grzegorza Napieralskiego, do niedawna lidera nowej formacji politycznej Biało-Czerwoni, pytamy jednego z polityków znających okoliczności transferu. – Negocjacje od początku w imieniu obu prowadził Andrzej Rozenek. Ostatecznie nie dostał poparcia ze strony Platformy. Zgodziła się tylko na Napieralskiego – słyszymy. Drugi rozmówca dorzuca: – Napieralski ostatnio często drinkował z Kamińskim. Informacje o możliwym przejściu Napieralskiego i Rozenka do Platformy

Obywatelskiej zaczęły się pojawiać kilka miesięcy temu, po decyzji kierownictwa Sojuszu o zawieszeniu w prawach członka byłego lidera tej partii. – Powinniśmy byli zaproponować przyzwoite miejsce na liście Wojtkowi Olejniczakowi, zamiast łasić się na Grzegorza Napieralskiego – przekonuje polityk Platformy. Sam Napieralski w rozmowie z „Wprost” wydaje się być bardzo zadowolony z faktu, że będzie kandydował z poparciem Platformy Obywatelskiej do Senatu. – Senat będzie istotnym elementem gry partyjnej w nowym parlamencie. PiS nie będzie tu miało przewagi w postaci 51 senatorów. Dzięki temu tak ważne kwestie jak sprawy in vitro, referenda nie będą przechodziły bez zgody innych partii – twierdzi Napieralski. Konflikt w PO wzbudziły też inne nominacje na listach. – Do ogromnego napięcia doszło w regionach. Działacze są świadomi, że w poszczególnych okręgach będzie o dwa-trzy mandaty mniej. Są wkurzeni, bo jedynki, na jakie zdecydowała się Kopacz, nie pociągną listy – mówi polityk PO. Jego zdaniem premier obsadziła pierwsze miejsca mało znanymi nazwiskami. – Te ruchy z Korolem i Ziółkowskim [jedynki na listach – red.] są bez sensu. To nie są sportowcy na miarę Bońka czy Fibaka. Przecież nawet Otylia Jędrzejczak przegrała wybory do Parlamentu Europejskiego – kwituje polityk Platformy.

POSTULATY ZMIANY LIDERA PO

Po ułożeniu list w Platformie Obywatelskiej doszło do tak dużych zgrzytów, że część z polityków jeszcze przed wyborami w nieoficjalnych rozmowach postuluje zmianę lidera partii. – Po tym, co zrobiła Kopacz, czeka nas wyborcza porażka, przejście do opozycji i wyłonienie nowego lidera. O co nie będzie łatwo – mówi polityk Platformy. Dopytywany, kto mógłby zastąpić Ewę Kopacz, wskazuje na Tomasza Siemoniaka. Kształt wyborczych list PO zdaniem naszego rozmówcy z tej partii spowoduje, że ugrupowanie zdobędzie najwyżej 25 proc. poparcia. – PiS będzie miało 40 proc., lewica – 8 proc., PSL – 7 proc., Petru – 6 proc. Stworzymy koalicję wszyscy przeciw PiS – mówi. Po chwili dorzuca, że na skutek transferów spoza innych partii polityków Platformy coraz mniej ze sobą łączy. – Ideowo jesteśmy o wiele gorsi niż duże partie w innych krajach. Rozjeżdżamy się. Wszystko wskazuje na to, że czas jednolitej partii, jaką poniekąd byliśmy, minął. Teraz musimy walczyć z PiS, nie na poglądy, a na programy – mówi.

PARTIE PORANIONE PO UŁOŻENIU LIST

Wewnętrzne walki o miejsca na listach poraniły jednak nie tylko Platformę, ale i PiS. Po eliminacji Marcina Mastalerka, Jacka Kurskiego i Pawła Kowala zaczęto spekulować na Wiejskiej, że prezes PiS na nowo zaostrza partyjny kurs. – Dla Jarosława Kaczyńskiego liczy się przede wszystkim lojalność – stwierdza jeden z polityków prawicy.

Inny uważa, że po kształcie list nie można wyciągnąć wniosków, w jakim kierunku będzie zmierzała partia. Do tych będzie można dojść dopiero po sformułowaniu przyszłego rządu przez Szydło i Kaczyńskiego. W kuluarach pojawiła się plotka, że Jarosław Gowin mógłby zostać wicepremierem. – Gowin wciągnął na listy prawicy polityków, którzy są jednoznacznie wolnorynkowi – mówi jeden z polityków. A to pokazuje, że były polityk Platformy zaczyna się coraz bardziej liczyć. Jeśli tak rzeczywiście jest, to po wyborach PiS może przejąć część wolnorynkowego elektoratu PO. Nie będzie to jednak raczej wynikiem politycznych transferów, ale realizowanej polityki. Ludwik Dorn czy Grzegorz Napieralski w żaden sposób na zmianę polityki PO nie wpłyną. �

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

CZYM ZASŁUŻYLI SIĘ PLATFORMIE?

GRZEGORZ NAPIERALSKI. Jest jednym z niewielu rozpoznawalnych polityków na lewicy. Platforma od dawna starała się pozyskać do swoich szeregów jego rywala z partii Wojciecha Olejniczaka. Ten jednak się nie zgadzał. Ostatecznie Michał Kamiński przekonał Ewę Kopacz, że Napieralski zastąpi Olejniczaka, a swoim przejściem da sygnał młodym wyborcom o lewicowych poglądach, że Platforma jest otwarta na byłych polityków SLD. I dzięki temu w nadchodzących wyborach urwie tej partii kilka procent poparcia.

LUDWIK DORN. Michałowi Kamińskiemu, który miał stać za tym transferem, najbardziej podobała się krytyka wobec Jarosława Kaczyńskiego. Nazywany „trzecim bliźniakiem” Dorn po politycznym rozstaniu z prezesem PiS mówił o nim w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”: „Kaczyński to pustka i tyle (…). Samotność niszczy Jarosława Kaczyńskiego. Samotny polityk nie może być mądry”.

CO SIĘ STAŁO ZE ZBAWCAMI LEWICY?

KRZYSZTOF GAWKOWSKI, sekretarz generalny SLD. W partii spekulowano, że jeszcze przed wyborami parlamentarnymi będzie chciał odbić władzę z rąk Leszka Millera. Miał być trzecim z kolei młodym odnowicielem lewicy. Tak się jednak nie stało. Teraz został zrzucony z listy warszawskiej i będzie jedynką w Bydgoszczy, z którą do tej pory nie był w żaden sposób związany.

WOJCIECH OLEJNI- CZAK. 29 maja 2005 r. został przewodniczącym SLD. Miał być nadzieją na odbudowanie poparcia dla skompromitowanej po aferze Rywina lewicy. 31 maja 2008 r. nie został ponownie wybrany na szefa SLD, przegrywając walkę o fotel przewodniczącego z Grzegorzem Napieralskim. Obecnie Olejniczak pracuje w Narodowym Banku Polskim. – Zajmuję się tym, co lubię, czyli sektorem rolno-spożywczym w NBP – mówi „Wprost” Olejniczak.

GRZEGORZ NAPIERALSKI. Po przejęciu schedy po Wojciechu Olejniczaku, Grzegorz Napieralski cieszył się stanowiskiem zaledwie kilka lat. W międzyczasie zanotował dobry jak na szefa SLD wynik w wyborach prezydenckich, bo dostał prawie 14 proc. poparcia, zajmując trzecie miejsce spośród dziesięciu kandydatów. Potem jednak SLD pod jego przywództwem uzyskał najsłabszy wynik w swojej historii i na stanowisku szefa partii zastąpił go Leszek Miller. 29 czerwca 2015 r. Grzegorz Napieralski razem z Andrzejem Rozenkiem ogłosił powstanie partii Biało- -Czerwoni. 2 września były szef SLD został kandydatem z ramienia Platformy w wyborach do Senatu.

Okładka tygodnika WPROST: 38/2015
Więcej możesz przeczytać w 38/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0

Czytaj także